Niebezpieczne związki matek i córek

Ola Długołęcka
21.12.2012 , aktualizacja: 18.12.2012 15:09
A A A Drukuj
Relacje matka - córka to specyficzna więź. Czasami ocierająca się o toksyczność, innym razem wystarczająca obu stronom za przyjaźń z innymi osobami. Dla mężczyzn może być niezrozumiała i momentami niewygodna. Co najbardziej denerwuje panów w tym układzie?
Zamiast tłumaczenia

Więź, która łączy córkę z matką - poza swoją siłą - charakteryzuje się także naturalnością. Mamy są dla nas przez długi czas najważniejszymi osobami na świecie (pomijając okres nastoletniego buntu). Córki czują potrzebę zwierzania się, dzielenia emocjami, szukania u mam akceptacji, rady i wsparcia. Ten układ powinien być właściwie jednostronny. Nasze matki nie powinny zwierzać nam się np. ze swoich problemów małżeńskich, frustracji. W układzie rodzinnym jesteś stroną - zawsze dzieckiem swoich rodziców. Naruszenie tej granicy sprawia, że przekraczana jest granica bezpieczeństwa. Mama to dla nas pierwszy wzór do naśladowania. Jako mała dziewczynka na pewno nie raz przebierałaś się w jej stroje, malowałaś kosmetykami. Ze względu na płeć możemy się dłużej identyfikować z mamą, w przeciwieństwie do syna, który w pewnym momencie odkrywa odrębność i dystansuje się. Ze względu na fakt, że obydwie - i matka, i córka - jesteście kobietami, łączą was podobne przeżycia, sytuacje, a także w większości przypadków zbliżona ekspresja, potrzeba rozmów, dzielenia się emocjami, bieżąca ich analiza. My (jako kobiety, córki i matki) rozumiemy to, ale czy twój ukochany ma podobne podejście? Raczej nie. Co może być najbardziej dla niego niezrozumiałe i irytujące?

Telefony, telefony

- Pierwszy telefon dzwoni o 8 rano. Mama narzeczonej chce się dowiedzieć, co słychać, jak się córka ma, co się wydarzyło od czasu ostatniej rozmowy, która miała miejsce ledwie 10 godzin temu - wymienia Michał. - Później w ciągu dnia córka i matka dzwonią do siebie jeszcze przynajmniej cztery razy. Rozmowy mogą dotyczyć tematów kompletnie błahych, plotek, które sobie właśnie przypomniałyście, ale także porad kulinarnych czy ważnych informacji. - Moja dziewczyna ma mamę na szybkim wybieraniu i w grupie numerów, do których dzwoni za darmo, dlatego ich pogaduchy ciągną się właściwie bez końca - dodaj Adam. Niektóre mamy prowadzą "poradnie psychologiczne", a córki mają nieograniczony dostęp do gorącej linii. Te rozmowy nie kończą się w minutę, tylko trwają godzinami. Dla taty lub nowego partnera mamy taka sytuacja jest ciężka do zaakceptowania, bo rozbija wieczorne plany, odciąga ich kobietę od czasu, który mogliby spędzić razem. Z drugiej strony córka w potrzebie to argument nie do odrzucenia, nawet jeśli takie seanse mają miejsce co drugi dzień, a z rad, które mama wkłada do głowy, nic nie zostaje wcielone w życie.

Wieczna obecna

Ten problem pojawia się w przypadku mam, które są z różnych powodów samotne (rozwódki, wdowy). Mama, która mieszka w tym samym mieście, to częsty gość w domu. Jeśli ma klucze, to na pewno nie zawaha się ich użyć. Dla partnera to sytuacja wielce niewygodna. Przestrzeń życiową, którą dzieli razem z kobietą, zaburza swoim pojawieniem się obca - dla niego - osoba. Nie jest to oficjalna wizyta, na którą można się przygotować i, która trwa góra dwie godziny. - Mama mojej żony przychodzi kilka razy w tygodniu i tak dobrze się czuje, że nie chce wyjść - mówi Wojciech. - Dla mojej żony irytacja, jaką wzbudzają te wizyty jest niestety trudna do pojęcia. - "Przecież mama jest samotna i ma tylko mnie" - podaje argumenty serwowane przez małżonkę Wojtek. Córki bardzo związane z matkami zapraszają je dosłownie wszędzie: na swoje urodziny w gronie znajomych, wieczór panieński, wspólne wyjście do klubu. Co gorsza, kiedy matka jest typem kumpeli, to koleżanki także są zachwycone takim układem. Dla mężczyzny taka bliskość jest całkiem niezrozumiała i nie do przyjęcia. Nigdy nie będzie mógł przecież przy swojej "teściowej" osiągnąć stanu pełnego odprężenia i zachowywać się całkowicie swobodnie. Zwłaszcza jeśli czuje się oceniany i obserwowany. Wiadomo, że w przypadku partnerskiego nieporozumienia, matka i tak weźmie stronę córki.

Miejsca intymne

Kolejną kwestią trudną do zaakceptowania przez mężczyznę są tematy poruszane na forum matka-córka. Zazwyczaj córki nie mają oporów przed wtajemniczaniem swoich mam w najbardziej intymne strefy życia. W sumie nie ma się czemu dziwić - zwłaszcza, gdy szybko wychodzi na jaw zakres wiedzy niezbyt dyskretnych matek. Dla kobiet taki stan rzeczy jest oczywiście jak najbardziej naturalny, w końcu od liceum zwierzają się mamie z prawie wszystkiego. Narzeczony nie chce by sprawy, konflikty i nieporozumienia opuszczały cztery ściany mieszkania. - W naszym przypadku problemem była wszechwiedza mojej teściowej - zwierza się Tomasz. - Jestem pewien, że matka mojej dziewczyny dokładnie wiedziała, kiedy miał miejsce nasz pierwszy raz i jak przebiegło zbliżenie - oburza się. - po interwencji mam nadzieję, że do jej uszu dociera jednak mniej newsów...

Lubisz nasze artykuły? Zostań fanem i kliknij tutaj.

Zobacz także

Zobacz więcej na temat:

  • 1
Komentarze (29)
Zaloguj się
  • godeliva

    Oceniono 114 razy 100

    Jesli mamusia jest madra kobieta, to corka nie bedzie robic bledow jakie sa opisane w tym tekscie. Przede wszystkim nie bedzie wysiadywac u corki (nawet jesli sama nie ma partnera), bo nie bedzie miala tyle czasu na kawusie i bredzenia o d..pie Maryny. Inteligentna kobieta nie zyje zyciem swoich dzieci, bo ma swoje,( oczywiscie mozna na nia liczyc w potrzebie!).

  • Oceniono 36 razy 34

    same stare komentarze (na cztery - trzy głupie), widać na święta odgrzaliście jakiś stary kotlet. a problem jest, i to bardzo niezauważany. temat tabu, można by rzec. problem istnieje. pierwszym problemem (mniejszym) są po prostu matki i teściowe nie mające swojego partnera, a w szerszej perspektywie - swojego życia. te, co się nudzą. młodzi pracują, bawią się, odpoczywają, mają swoje hobby - a mamusia nie ma. i jej życiem jest życie córki (a także syna, bo tu różnicy większej nie ma) i jej partnera (partnerki). z tym da się żyć, jeśli córka czy też syn widzi problem, to potrafią to jakoś ułożyć. no i kobietę starszą też można zrozumieć, choć człowiek rozgarnięty potrafi sobie znaleźć jakieś zainteresowania, wiem, bo moja Mama ma 60 lat, a zainteresowań i zajęć - mnóstwo.
    większym problemem są po prostu TOKSYCZNE matki. to te, co miały też toksyczne matki, czyli babki dziewczyn o których mowa. to przechodzi z pokolenia na pokolenie, jak jakaś genetyczna choroba i jak fala w wojsku. czym się to charakteryzuje? niska samoocena, potrzeba kontrolowania drugiej osoby, potrzeba władzy, albo wyładowywanie frustracji (zwykle seksualnych, uczuciowych lub zawodowych). czasem to też jest kobieta, co szybko zaszła w ciążę (wpadka) i według której "córka zniszczyła jej młodość, więc teraz jest jej własnością". to są chore kobiety, potrzebujące psychoterapeuty. wychowują zwykle córki z problemami (skrajności: narkomanki co uciekają z domu przed matką, lub pracoholiczki perfekcjonistki, co ciągle chcą udowadniać mamusi że są coś warte). córka z problemami to dla mamusi prawdziwy skarb, którego się kocha. nie ma przecież nic gorszego, niż szczęśliwa córka mająca swoje życie, będąca kochaną. to takie nudne no i nie ma się kto wypłakiwać w ramionach mamusi. podłe egoistki te matki, u których podstawy leży strach przed tym, by nie zostały same. bo w większości, to one zachodziły w ciążę po to, by mieć darmową opiekunkę na stare lata. nienawidzą więc męża/partnera, są zazdrosne o tę więź i uczucia i przy byle kłótni powtarzają "a kopnęła byś w dupę tego....". nie piszę rzecz jasna o wszystkich matkach i teściowych, to jest pewnie sporo mniej niż połowa, ale i więcej niż 10%. nie ma o tym badań, a szkoda. to ciekawy temat, choć przykry. te kobiety naprawdę pomocy specjalisty potrzebują, bo potrafią zniszczyć życie niejednego związku. zwłaszcza że córki które wychowują, są słabe, niedowartościowane i podatne na manipulację. czym się dowartościowują? wyżywaniem na własnych dzieciach. zwłaszcza - córkach. te drobnomieszczańskie kontrolują na każdym kroku (do czasu, aż córeczka wpadnie z byle gnojkiem jeszcze głupszym niż ona, bo przecież tylko głupszego mamusia zaakceptuje), a te z niższych klas (kamienice, wsie) biją, mocno biją swoje córki, ot taki wyraz bezsilności z ich strony.

  • Gość: ????

    Oceniono 22 razy 20

    Jakim cudem pod artykułem z datą "21.12.2012 , aktualizacja: 18.12.2012 15:09" (czyli zaktualizowany wcześniej, niż napisany), są komentarze sprzed roku?

    Koniec świata...

  • Gość: Devvb

    Oceniono 21 razy 15

    moje małżeństwo rozpadło się własnie przez chory związak córka - mama (teściowa)
    na początku to była miła obecność "mamy" w naszym życiu, chęć pomocy, wsparcie
    z czasem jednak moja żona zaczęła żyć tak mocno związana z mamą że odsunęła się ode mnie
    to stało się powoli, małymi kroczkami i nie z powodu konfliktów między nami - po prostu mama (porzucona przez męża) omotała córkę a ta nie zauważyła że poświęca z czasem mniej czasu mi a więcej mamie, z czasem coraz więcej, a w ostateczności gadały co godzinę przez telefon o tym co się u której wydarzyło w czasie tej ostatniej godziny,
    gdy się zorientowałem już było za późno - obie były w chorej relacji.

    po sprawie rozwodowej moja ex cicho mi wyszeptała przez łzy że już nie dzwoni tak często do mamy, ale co z tego
    wszystko się już rozsypało....

  • Gość: fan

    Oceniono 44 razy 10

    Ale w czym problem? Kiedyś rodziny żyły wielopokoleniowo w jednym, nie zawsze dużym domu, wszyscy się wspierali, dzieci będące w środowisku trzech pokoleń - rodzeństwo, rodzice, dziadkowie - wychowują sie pełniej i bogato, bo uczą sie czegos od każdego, mają przykład różnych postaw, różnego podejścia do życia, temperamentów, nauk., mądrości. Uczyły się szacunku dla starszych, ustępowały miejsca, pomagały. Cała rodzina żyła życiem pozostałych członków. To była mocna więź, rodzinne klany trzymające się razem. Bardzo mi tego teraz brakuje. Jaki przykład może dać taki ojciec, który wciąż utyskuje na teściową, podobnie jak matka nieprzychylna matce męża? Nie rozumiem też, co złego jest w zapraszaniu matki, na imprezy, tym bardziej rodzinne, i tym bardziej jak jest osobą samotną. Wiem, że są namolne osoby, bez wyczucia, ale nie o takich myślę, tylko o tych z artykułu, które mają świetny kontakt z córką, czy synem (bo takie też są). Matka kumpela to najlepsze, co się może dziecku przytrafić, ale co nie może trwac cały czas. Fajnie jest mieć mamę, która się z dzieckiem tapla w błocie, ale też taką, kra potrafi być autorytetem i mentorem, i mamą po prostu. W dorosłym życiu kumpelsko-rodzicielski układ, to marzenie wielu dzieciaków. Do nas koledzy dzieciaków przychodzą nawet jak ich nie ma w domu; a to po poradę, a to się pochwalić stopniami, a to zwierzyć z problemów. Dlaczego nie mają tego w domu? Może mają matki matrony, a ojców od specjalnych okazji? W dorosłym życiu więź z dziećmi powinna być pielęgnowana, a jak dzieci widzą w rodzicach również przyjaciół i kumpli, to nie ma nic lepszego i piękniejszego, tylko trzeba pamiętać, ze jak w małżeństwie, musza być sfery wspólne, musi być też sfera własnego życia. Panowie mają często z tym problem nawet z własną zoną. "Tak się nie ubierzesz, z koleżanką do kina nie pójdziesz" - co to ma być? Jakaś własność? Małżeństwo to powiększenie się osobistej przestrzeni o wspólną. Ale powiększenie, a nie zamiana.
    Facet, który jest pewny siebie, jest partnerem, nie będzie się czepiał pogaduch córki z matką ( a uwierzcie, że często też z ojcem:), nawet jak nie rozumie, o czym można tyle gadać, tylko sam się z teściową wybierze na zakupy, co w tym złego. Przecież to rodzina. Oczywiście otwieranie własnym kluczem mieszkania, do tego bez uprzedzenia, jest po prostu nietaktem, tego nikomu nie wolno, bo nie pozwala się czuć w domu swobodnie. Nie mieszkamy w pałacach, gdzie było dość przestrzeni dla wszystkich, wiec trzeba o tym pamiętać. Zresztą każdy dom ma swoje reguły i wystarczy się do nich stosować. Są osoby, do których dzwonię o 1 w nocy, a są takie, do których nie zadzwonię po 16, bo tego nie lubią. Proste, co?

  • Gość: alala

    Oceniono 9 razy 9

    W drugą stronę też jest niedobrze, jak mąż mamusi o wszystkim opowiada...
    Problem chyba jest po prostu w tym, że matki nie zawsze zauważają, że 40-letnie dziecko nie jest już dzieckiem.
    Ja miałam taką babcię, która potrafiła mi przetrząsać szafy w moim mieszkaniu i robiła awantury, że mam prezerwatywy w szufladzie.

  • Gość: Edukować, edukować teściowe.

    Oceniono 14 razy 8

    Najczęściej te babska nie rozumieją, że młodzi to nowa rodzina, z własnymi sprawami, problemami i ucieszy ich to jak sami będą je rozwiązywać bez udziału teściowej.
    Miały czas edukować je jak były przy nich, jak założyły własne rodziny, to teściowa WON!!!!!

  • Gość: baba50

    Oceniono 14 razy 6

    Pzstanc bdzic samotnych matkach. Toksycznosc nie zalezy od stanu cywilnego. Takie same sa wtedy gdy maja i meza/partnera. Niestety czesto sprowadzonego do roli 'zniewolonego' papucia.

  • Gość: zięć

    Oceniono 14 razy 2

    Diabli mnie biorą /a mam już 65 lat/ jak żona dzwoni do mamusi co 4 godz. i referuje jej co zrobiła, co będzie robić i pyta czy mamusia idzie do kościoła, czy zamkneła drzwi, czy już jadła zupkę,a co oglądza w TV. Chyba zwariuję.... to powstało gdy umarł teść i teściowa przeprowdziła sie do naszego miasta, by być blisko córki, straszne to ! O odwiedzinach mamy już nie piszę.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX