Moje wielkie odchudzanie - dieta 1000 kalorii [część 2]

Drugi tydzień diety już za mną. Czy są efekty? O tym przekonałam się wchodząc dzisiaj rano na wagę. Chwila niepewności... i uśmiech pojawił się na mojej twarzy, bo wskazówka wagi drgnęła i wskazują 3 kilo mniej. Skoro są efekty, to nie pozostaje mi nic innego, jak ją dalej kontynuować i wytrwałe dążyć do wyznaczonego celu.

W ostatnim artykule wspominałam, że zdecydowałam się na catering dietetyczny dietety.com, gdyż przy moim trybie życia i pracy, ciężko byłoby znaleźć czas na gotowanie i dbanie o odpowiednie proporcje posiłków. Niektórzy strasznie się oburzyli, że wybrałam dietę 1000 kcal, uważając ja za przeżytek, i że obecnie istnieją lepsze i skuteczniejsze diety, co poniektórzy wręcz nazwali to głodówką, po której dopadnie mnie efekt jo-jo.  Tak zgadza się wariantów diet w obecnych czasach jest mnóstwo i może dieta 1000 kcal nie jest teraz tak bardzo popularna jak Dunkan czy South Beach, ale też należy zwrócić uwagę na to, że nie wszystkie diety są dla każdego z nas. Ja na przykład ze względu na swoje chore nerki muszę unikać diet białkowych i wychwalany pod niebiosa Dunkan spowodowałby u mnie tylko szkody zdrowotne i pobyt w szpitalu.

Poza tym moje podejście do obecnej diety nie ma na celu tylko zrzucenie zbędnych kilogramów, ale również wprowadzenie odpowiednich nawyków żywieniowych, które przez mój tryb życia, gdzieś się zagubiły. I nie mam zamiaru po zrzuceniu tych umownych 7 kilogramów rzucić się na McDonalda lub też bez opamiętania jeść inne kaloryczne jedzenie, bo skończyłam dietę.

 

Nadal smacznie


No, ale wrócimy do cateringu, który naprawdę jest wart polecenia. Co do jakości posiłków nic się nie zmieniło. Są różnorodne, apetyczne i bardzo smaczne. Nadal mam uczucie sytości i nie chodzę głodna, pomimo tak niskiej kaloryczności dostarczanych mi dań. Po dwóch tygodniach mój faworyt się jednak nie zmienił i są to nadal naleśniki z kaszą gryczaną i białym serem oraz sałatka z arbuza, truskawek, imbiru i mięty, chociaż również smakowały mi bliny gryczane z łososiem wędzonym i jogurtem oraz ciastka, które dostałam na podwieczorek w weekend. Mogłabym zajadać się tym stale. Moje dzisiejsze menu to:

 

Menu jednego dnia


I śniadanie (280 kcal)

Pasta z tuńczykiem

II śniadanie (210 kcal)

Sałatka z jajkiem, serem pleśniowym i słonecznikiem

Obiad (270 kcal)

Pieczeń wieprzowa w pomarańczach

Podwieczorek (130 kcal)

Arbuz

Kolacja (130 kcal)

Mała tortilla z nadzieniem mięsno-warzywnym

 

chyba nie jest, aż tak źle?!

 

Jednak muszę się przyznać, że zrezygnowałam na następne tygodnie z cateringu w weekendy. W moim przypadku jest to niewykonalne, żeby pogodzić te dwie rzeczy i nieco utrudnia mi to życie. Ale to nie oznacza, że będę bez opamiętania grzeszyć przez ten czas. Już mniej więcej wiem, jakie składniki zawarte są w mojej diecie i jak wielkościowo prezentują się porcję, będę starała się na tym wzorować.

 

Wspominałam wam również, że codziennie rano wypijam rozpuszczoną w wodzie saszetkę suplementu dietetycznego Acaiberry Slim. Suplement diety Acaiberry Slim to produkt, pochodzenia naturalnego, który ma na celu zredukowanie masy ciała. oczywiście nie wierzę w cuda, że od samego picia można schudnąć, ale jako suplement i uzupełnienie na pewno  nie zaszkodzi.  Acaiberry Slim to rozpuszczalny napój o bardzo fajnym smaku owoców leśnych. Jego wyjątkowość polegać ma na wysokim stężeniu jagód Acai, które są bogate  w witamin, minerały i przeciwutleniacze a na świecie uważane są za jedne z najzdrowszych pokarmów na świecie.

Zaczęłam również biegać, nie codziennie, ale co drugi dzień. Wstaję trochę wcześniej i przed pracą  idę biegać do parku. Powiem szczerze skutecznie poprawia mi to humor i daje kopa pozytywnej energii na resztę dnia. Do tej pory nigdy nie byłam fanką joggingu, ale powoli zmieniam zdanie.

 

Przede mną kolejne tygodnie diety, do przeczytanie za tydzień.

Więcej o: