Kola, która jest lepsza od Coca-coli i Pepsi? Droga moda na niemiecką fritz-kolę

13.09.2012 08:00
fritz-kola w wersji

fritz-kola w wersji "Zuckerfrei". (Fot. Karolina Kołodziejczyk)

- Jest temat! Słyszę od kilku tygodni codziennie w pracy. - fritz-kola! Koniecznie musimy o niej napisać! - Piją ją wszyscy na festiwalach i w klubach. Skoro "musimy" i "koniecznie" to biorę temat na tapetę. Jeśli nie wiesz o jaki fenomen chodzi, witaj w klubie! Wspólnie przekonajmy się, w czym rzecz.
Przyznam szczerze, wzbraniałam się jak mogłam. O całe trzy tygodnie udało mi się przesunąć pisanie o fritz-koli. Pomimo presji, ciągłych pytań, wymownych spojrzeń. Dalszy opór nie miał sensu, poddałam się więc...

Co ja wiem o fritz-koli?

fritz-kola (prawidłowa pisownia małymi literami) jest napojem. Kolą - jak drugi człon nazwy wskazuje. Nie piję coli od ponad pięciu lat, może więc dlatego nie leży w kręgu moich zainteresowań. Dobrowolnie odstawiłam zresztą wszystkie kolorowe i gazowane napoje i jestem wierną fanką wody Muszynianki (o niej mogłabym zresztą napisać bardzo zaangażowany tekst). Z fritz-kolą pierwszy raz zetknął mnie MMS od przyjaciela. Było to zdjęcie menu z listą dostępnych napojów. Przesłanie było jasne - kto mógłby być tak szalony, żeby nazywać napój nazwą tak zbliżoną do nazwiska niesławnego Josefa Fritzla z Austrii?

Niszowe kontra masowe

Kolejny raz usłyszałam o fritz-koli podczas spotkania redakcyjnego. "Pisać, pisać, pisać!" - takie było zalecenie "Góry". Argumenty - "że ludzie piją"; "że się o tym mówi w Warszawie" - nie przekonały mnie, ale zainteresowały. Zaczęłam więc nieświadomie zwracać uwagę na obecność tego napoju w przestrzeni miejskiej. A to mignęła mi na ulicy czarna furgonetka z firmowym logo - rysunkiem twarzy dwóch panów. A to ktoś siedzący przed kawiarnią raczył się kolą. Podczas wesela, na którym byłam, poruszyłam ten temat wśród gości. Jeden znajomy pracuje w Niemczech (rozkręca właśnie własny start-up), drugi jest doktoryzującym się fizykiem także zamieszkującym tamte okolice. - Co tam fritz-kola, teraz w Niemczech pije się Wostok! - powiedział jeden. - A co to? - zapytałam. - Rosyjska odpowiedź na fritza? - Wostok, moja droga, to orzeźwiający napój o aromacie lasu iglastego - tłumaczy drugi.

Po ciężkim poranku dnia następnego googluję temat. I co znajduję? "Zioła z dalekiej syberyjskiej tajgi, olejek z igieł świerkowych, eukaliptus i odrobina kardamonu sprawiają, że ta lemoniada o złocistej barwie ma jedyny w swoim rodzaju smak: rześki, leśny, korzenny. Nie zawiera sztucznych barwników, ani konserwantów". To o Wostoku. Postanawiam jednak się nie rozpraszać. Miałam w końcu pisać o fritz-koli, nie Wostoku, Club Mate i Bombilli - napojach, które serwowane są w modnych alternatywnych kawiarniach i barach. Nawet Afri-Cola - także niemiecki koncept - zarejestrowany w 1931 roku nie będzie przedmiotem dalszej degustacji.

Osiem złotych za butelkę

W wypadku fritz-koli temat wymaga organoleptycznego zgłębienia. Schodzę więc na dół do naszej zakładowej kawiarni Gazeta Café. fritz-kola kosztuje mnie 8 zł (zjadła mój budżet na zupę w stołówce, czyli dzisiaj głoduję). Stoi już na moim biurku i przyglądam się jej. Z białej etykietki uśmiecha się do mnie dwóch mężczyzn. "Design, ekologia i smak" - to ponoć wyróżnia ten produkt.

Dwaj panowie to Lorenz Hampel i Mirco Wiegert, przyjaciele z Hamburga, którzy w 2002 roku stwierdzili, że mogą zrobić lepszą colę, niż ta oferowana przez potentatów na rynku. Jak postanowili tak też zrobili.

Na stronie internetowej hamburskiej firmy można przeczytać, że za fritz-kolą stoi głębsza filozofia. Co więc kupiłam za osiem złociszy? "Kofeina w napoju jest naturalna, pozyskiwana z orzechów kola, a napój w 100 procentach wegański". Gdybym wybrała cytrynową wariację na temat fritz-koli miałabym pewność, że "dodano prawdziwą cytrynę a nie jego chemicznie uzyskany zamiennik". Napój sprzedawany jest tylko w szklanych butelkach - nie chodzi jedynie o ekologię, ale o wartości smakowe! Bo jak się okazuje, plastikowe butelki zmieniają go. Żaden z tych argumentów nie trafia na podatny grunt, bo żadna tam ze mnie koneserka, ekolożka i wegetarianka.

"fritz-kolą raczy się hipsterka"

Pomysł młodych Niemców zainteresował nie tylko konsumentów, którzy ochoczo zabrali się za spożywanie. O koncepcji marketingowej marki powstała praca magisterska na Webster Graduate School w Londynie napisana przez Tima Buse'a. Jaki pomysł na sprzedanie produktu mieli Hampel i Wiegert? Dystrybucja w klubach, restauracjach i kawiarniach. Podkreślanie lokalności produktu, jego niszowości, walorów ekologicznych i smakowych. Idea świetna, ale i niezły biznes. fritz-kola, jak można przeczytać w opracowaniu, przyniosła w 2010 roku dochód w wysokości 2,7 mln euro i wyszła już poza granice Niemiec. Napój można kupić w Niemczech, Polsce, Holandii, Austrii, Szwajcarii, Hiszpanii, Belgii i w jednej niemieckiej restauracji w Wielkiej Brytanii.

- Czy w Polce Fritz-Kola się dobrze sprzedaje? - My jesteśmy zadowoleni - odpowiada Daniel z BIObox, jednego z dwóch dystrybutorów marki w Polsce. - fritz-kola wyróżniała się na rynku niemieckim wśród bardzo tam popularnych lemoniad niszowych, spodobała się nam, rozsmakowaliśmy się w niej i zdecydowaliśmy się razem ze wspólnikiem na dystrybucję w Polsce - tłumaczy.

- fritz-kola tania nie jest, kto więc ją pije? - dopytuję. - Nie jest tania, ale jest naturalną alternatywą dla coli za 3 zł - słyszę w odpowiedzi. - Piją ją głównie młodzi ludzie, słyszałem, że jest modna w środowisku hipsterskim, ale nie kumam o kogo chodzi, więc szczegółów nie znam - śmieje się Daniel.

Zamiast gadać, piję!

fritz-kola to nie tylko smolisty napój o maksymalnej zawartości kofeiny - co podkreślają jej wszyscy zwolennicy. Firma poszerzyła ofertę także o lemoniady owocowe - w sumie fritz-kola to dzisiaj osiem rodzajów napojów.

Napój i cała stworzona wokół niego otoczka ma tworzyć idealne połączenie dla wymagających i świadomych konsumentów. Czy ja do nich należę?

Otwieram moją flaszkę (w necie można znaleźć film instruktażowy, jak otworzyć fritz-kolę zapalniczką). Wącham. Zapach wydaje się baaardzo znajomy. Piję pierwszego łyka i już wiem!!! Dokładnie tak samo smakowała Pepsi-Cola w czasach mojej młodości, kiedy rodzice kupowali ją w małych szklanych buteleczkach w barku w parku na warszawskiej Agrykoli. Dokładnie kropla w kroplę identycznie! - Mówiłam ci - uśmiecha się tylko wymownie przewracając oczami Karolina, koleżanka z biurka obok.

Lubisz nasze artykuły? Zostań fanem i kliknij tutaj.

Żeby przejść ten quiz trzeba wykazać się ponadprzeciętną inteligencją. Dasz radę?
1/15Która jednostka nie pasuje do innych?

Zobacz najnowsze wideo

Komentarze (108)
Kola, która jest lepsza od Coca-coli i Pepsi? Droga moda na niemiecką fritz-kolę
Zaloguj się
  • szejker1984

    Oceniono 249 razy 221

    Lol jaki suchar:) Śmieszy mnie ta moda na jakieś alternatywne modne napoje, modne jedzenie, modne miejsca itd. Już nie istotne jest to co naprawdę nam sprawia przyjemność bo ważniejsze jest aby być na bieżąco z trendami, które swoją drogą wyznacza pewnie jakaś banda pajaców.
    Niedługo się okaże, że ktoś wypromuje trend na podcieranie tyłka dłonią bo to bardziej ekologiczne i naturalne i ci wszyscy lubiący być w zgodzie z trendami to podchwycą :)

  • mer-llink

    Oceniono 102 razy 90

    To nadzwyczaj minoderyjny artykuł.
    Pani Autorka stara sie, jak moze, aby z dwuwierszowego meldunku zrobić dzieło sponsorowane o formacie "Ani z Zielonego Wzgórza".
    Srednio jej to wychodzi, w dodatku nie jest wolne od wstydliwych błędów:
    "miałabym pewność, że dodano prawdziwą cytrynę a nie jego chemicznie uzyskany zamiennik".
    To ja Jego Mądrości Pani Redaktorowi rączke idę całować..

  • riccardo1

    Oceniono 83 razy 81

    To już teraz hipsterzy potrzebują filmików, żeby otworzyć butelkę zapalniczką? W mojej młodości każdy chłopak to potrafił. Zaczynając od oranżad, a kończąc na piwie. :)

  • marcomarcos

    Oceniono 79 razy 71

    a gdzie informacja w nagłówku o:
    - lokowaniu produktu w artykule
    - artykule sponsorowanym?

  • 3xm

    Oceniono 37 razy 37

    Ciężkie jest życie hipstera na śmieciówce. Zupa za 8 zyla, czy kola?

  • devojce

    Oceniono 46 razy 36

    "Gdybym wybrała cytrynową wariację na temat fritz-koli miałabym pewność, że dodano prawdziwą cytrynę a nie jego chemicznie uzyskany zamiennik" - od kiedy rzeczownik "cytryna" jest rodzaju męskiego???

  • mariuss111

    Oceniono 22 razy 20

    Jakież zniszczenie w umysłach tego narodu musiału już nastąpić jeśli:
    1) są tacy, którzy nie wstydzą się napisać czegoś takiego
    2) są tacy, ktorzy wierzą, że to zwykły artykuł o nowych warszawskich trendach
    3) są tacy, którzy zniżają się do komentowanie takiego syfu (ja do nich należę)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane