Anna Orska: Biżuteria to miłość. Projektuję rzeczy, które sama bym nosiła

Katarzyna Szczerbowska
Dla jednych jest drugą skórą, dla innych sposobem na podkreślenie swojej osobowości. Może dodawać odwagi, wyrażać uczucia, przywoływać wspomnienia lub pokazywać nasz dystans do świata. Kupujemy biżuterię, żeby się lepiej poczuć, żeby wyrazić siebie, podkreślić swój styl. Jest przedłużeniem naszego wnętrza, sposobu widzenia świata i podejścia do życia - mówi Anna Orska. Jej biżuteria tworzona pod marką Orska podoba się Sharon Stone, Grażynie Kulczyk i Andie MacDowell.

Po co ludziom biżuteria?


- Przez lata była inwestycją, lokatą kapitału, korzystano z niej, by podkreślić swoją pozycję społeczną, była wyznacznikiem statusu i władzy. Dziedziczyło się ją z pokolenia na pokolenie. Pełniła i pełni wiele symbolicznych ról. Bywa amuletem, który nosi się, by zapewnić sobie szczęście. Jest z nami w przełomowych momentach życia, pomaga je zaznaczyć. Pierścionek zaręczynowy towarzyszy oświadczynom, złoty łańcuszek z medalikiem chrzcinom czy komunii. W dowód miłości dawało się biżuterię już w starożytności. Wierzono, że pierścienie i obrączki symbolizują nieśmiertelną miłość dwojga ludzi. Nie mają przecież początku i końca.

 

Dziś wybór biżuterii jest ogromny. Może dodawać odwagi, wyrażać uczucia, przywoływać wspomnienia lub być dodatkiem fashion albo żartem pokazującym nasz dystans do świata. Kupujemy biżuterię, żeby się lepiej poczuć, żeby wyrazić siebie, podkreślić swój styl. Jest przedłużeniem naszego wnętrza, sposobu widzenia świata i podejścia do życia.

 

Nie jest już czymś odświętnym. Ornamentowy naszyjnik można połączyć z podkoszulkiem.


- Podobają mi się takie zestawienia, spotkania różnych światów - ozdobne bransolety czy wieczorowe kolie zderzone ze strojem casual. Kompozycje z kilku naszyjników czy długie kolczyki noszone na co dzień.

 

Wyłowione z morza liny, ceramiczne kulki ze stemplami z Bolesławca, kawałki starych bram i świeczników, mechanizmy zegarów, zabytkowe monety, kafle, fragmenty obrazów, pędy bambusa, śrubki, wszystko w towarzystwie ręcznie wykonywanych elementów. Trudno wymienić wszystko, co pani przerabia na biżuterię. Skąd pani bierze te wszystkie, tak różne, niesamowite elementy?


- Wiele z nich przywożę z podróży. Moja przygoda z autorską biżuterią zaczęła się od lin. Chciałam, żeby to były unikatowe liny, na których czas odcisnął swoje piętno, wypłukane przez morze, wypłowiałe od słońca, czasem trochę postrzępione, pachnące solą morską. Liny używane przez rybaków, żeglarzy, alpinistów, nurków. W kolekcji Extreme Sport wykorzystywałam liny z różnych części świata, przywożone były z gór, mórz i oceanów. Na bransoletkach i naszyjnikach linii Extreme Sport często zaznaczone jest miejsce, z którego pochodzą wspomnienia, w postaci współrzędnych geograficznych.

 

Jestem otwarta na to, co mnie otacza. Czerpię natchnienie z wielu doznań. Zachwyca mnie nie tylko architektura, ale i ludzie, to jacy są, co jest dla nich ważne. Przyroda natomiast jest dla mnie niezastąpionym źródłem inspiracji. Z hiszpańskiej plaży Playa de los Muertos przywiozłam np. piękne otoczaki. Z tych płaskich, równych, idealnie gładkich i do tego przyjemnie ciepłych kamieni stworzyłam kolekcję Zen.

 

Biżuteria marki Orska (fot. Przemek Dzienis)Biżuteria marki Orska (fot. Przemek Dzienis)

Nawet kiedy tworzy pani biżuterię z fragmentów zabytkowych reliefowych samowarów, bogato zdobionych XVIII- i XIX-wiecznych ram, kołatek czy świeczników, powstają rzeczy minimalistyczne. Pani eklektyczna biżuteria z linii Ornare łączy zabytkowe elementy z nowoczesnymi formami tak, że w efekcie powstają rzeczy bardzo ascetyczne. Skąd to zamiłowanie do prostoty formy?


- Dorastałam w domu pełnym pięknych, bogato zdobionych zabytkowych przedmiotów. Zawsze byłam otoczona sztuką. Minimalizm to mój sposób na odreagowanie i wyczyszczenie. Minimalistyczna jest przestrzeń, którą się otaczam w domu, lubię ubrania o prostych geometrycznych formach. W biżuterii staram się w stuletnie elementy tchnąć nowe, drugie życie, tak żeby nadać współczesną lekkość temu, co jest naszą tradycją.

 

Jest pani absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, a od roku 2006 doktorem sztuk użytkowych w dyscyplinie projektowania biżuterii. Dlaczego akurat biżuteria stała się pani artystyczną wypowiedzią?


- Zawsze wiedziałam, że chcę być artystką. Od kiedy pamiętam, malowałam, rysowałam, rzeźbiłam, rozwijałam się w tym kierunku. Chodziłam na rozmaite zajęcia, na których mogłam sprawdzać, jak się czuję z farbami, węglem, ołówkiem, drewnem, gliną, woskiem... Potem było liceum plastyczne i artystyczna uczelnia, kolejne próby, kolejne nowe materiały. To dotykanie różnych form pozwalało mi odkrywać w czym najlepiej się czuję, a co jest nie dla mnie. Próbowałam swoich sił w projektowaniu opakowań, mebli, malarstwie, modzie... Zajmowałam się tkaniną artystyczną i marketingiem. Biżuteria pojawiła się przypadkiem. Dotarło do mnie, że wszystkie swoje doświadczenia mogę wykorzystać właśnie tutaj.

 

Pani przepis na piękną biżuterię?


- Staram się projektować takie rzeczy, które sama z przyjemnością bym nosiła. Od lat jestem zakochana w prostych, lecz wyszukanych konstrukcyjnie formach. Lubię różnorodne tworzywa i technologie. Tworzę ze srebra, miedzi, mosiądzu, złota. W zeszłym roku miałam okazję zaprojektować i wykonać na zlecenie Rezerwatu Archeologicznego na Ostrowie Tumskim kilkanaście naszyjników z wiekowego dębu z czasów Mieszka I. Poza tym wykorzystuję stare technologie odlewu i wydruki 3D z wosków jubilerskich czy plastiku.

 

Anna Orska (fot. Paweł Krzywicki)Anna Orska (fot. Paweł Krzywicki)

Często nosi pani swoje bransoletki i naszyjniki. Ma pani kłopot z rozstaniem się z nimi? Dużo rzeczy zachowuje pani dla siebie?


- Kiedyś miałam ogromny problem z dzieleniem się swoją biżuterią, ale mój stosunek do życia i posiadania całkowicie się zmienił. Często się zdarza, że ludzie proszą mnie, żebym im sprzedała, oddała to, co mam na sobie, przyjaciele i znajomi zdzierają ze mnie co ciekawsze sztuki. Jestem wtedy bardzo szczęśliwa, że to co robię komuś się podoba. Bardzo dużo pracuję, mnóstwo czasu przebywam w swojej pracowni projektując i własnoręcznie wykonując biżuterię. Stała się ona dla mnie prototypownią, w której powstają nowe koncepcje. Byłoby niestosowne i szalenie niewygodne, gdybym obwieszała się ozdobami przy stole jubilerskim, szlifierce, prasie.

 

Cieszę się, kiedy zaprojektowane przeze mnie rzeczy są noszone przez innych, sprawiają komuś radość, żyją. Oczywiście noszę swoją biżuterię, ale przeważnie w formie testu, sprawdzam jej ergonomię, by potem dopieścić każdą sztukę. Poza pracownią, bez biżuterii czuję się źle, jakbym wyszła niekompletnie ubrana. Biżuteria dopełnia mnie, jest jak przyprawa w daniu. Tak naprawdę mam niewiele swoich bransoletek czy kolczyków i tylko jedną rzecz, której na pewno nie oddam. Tu pewnie moi przyjaciele się zmartwią. To naszyjnik ze starą monetą, którą kupiłam w Maroku. Naszyjnik z taką samą monetą zrobiłam bliskiej mi osobie. To rzecz, która przypomina mi rewelacyjny weekend majowy.

 

Jak pani tworzy swoje rzeczy? Punktem wyjścia jest tworzywo, rysunek?


- Dróg do powstania produktu może być wiele, czasami jest to szkic i wizualizacja, model, są też projekty, w których od razu zabieram się do pracy. Dla mnie interesująca jest przede wszystkim praca manualna, która weryfikuje wyobrażenia i koncepcje.

 

Dużo osób pani pomaga?


- Na początku powstania marki pracowałam sama. Miałam za sobą duże doświadczenie projektowe, pracując dla dużych jubilerskich firm. Rynek wyglądał skromniej, co dawało duże pole do działania. Nie było tak wielu projektantów biżuterii budujących własne marki, jak to ma miejsce teraz. Obecnie pracuje ze mną kilkanaście osób i firma się prężnie rozwija.

 

Biżuteria marki Orska (fot. Przemek Dzienis)Biżuteria marki Orska (fot. Przemek Dzienis)

Pracowała pani między innymi dla SWAROVSKI ELEMENTS. Jak pani to wspomina?


- Miałam okazję odwiedzić siedzibę i miejsce, w którym tworzone są trendy z kilkuletnim wyprzedzeniem. Od pomysłu do produktu droga jest czasem bardzo długa. Na zlecenie firmy stworzyłam kilka rzeczy, które reprezentują ją na świecie, uczestnicząc w różnych wystawach i targach.

 

Niektóre z pani naszyjników i kolczyków to rzeczy bardzo zabawne. Zawieszone na łańcuszkach roboty wyglądają jak zabawki. Są efektem tęsknoty za dzieciństwem?


- To zaproszenie do tego, by ozdoby traktować z przymrużeniem oka.

 

Moda na biżuterię się zmienia. Jak kształtują się te trendy i jak pani na nie odpowiada?


- Na modę ma wpływ wszystko - religia, sytuacja polityczna, nowe technologie i wynalazki. W trendach odbija się świat i my sami. Ostatnio projektanci biżuterii często nawiązują do natury. Przyroda i jej kształty inspirują także mnie. Tworzę kolczyki przypominające kokony, kolie inspirowane siecią pajęczą. Nigdy jednak nie pędziłam ślepo za modą i trendami. Zawsze staram się je zanalizować i pojąć, ale trzymam się swojego stylu. On jest dla mnie wyznacznikiem marki Orska.

 

Anna Orska (fot. Paweł Krzywicki)Anna Orska (fot. Paweł Krzywicki)

Wizyta w pani butiku może przyprawić o zawrót głowy ogromnym wyborem. Wiele rzeczy można ze sobą łączyć. Pięknie wygląda ręka z kilkoma pani bransoletkami. Co poradziłaby pani tym, którzy nie wiedzą, od czego zacząć?


- Naszyjnik z jaworowych lub klonowych nosków miłosków. Fascynuje mnie odwzorowywanie natury w metalu. Noski miłoski, które fruwają na wietrze, brnąc w nieznane, odwzorowałam w skali jeden do jednego. Urzekają mnie, bo są niepozorne i delikatne, niezniszczalne zarazem. Myślę, że ta ich siła, zdolność przetrwania to doskonała metafora miłości. Taki naszyjnik moim zdaniem mógłby być idealnym prezentem do przekazania komuś, że jest dla nas ważny, bliski.

 

Co w pracy sprawia pani największą przyjemność?


- Ogromnie lubię tworzyć biżuterię na indywidualne zamówienia, bo wtedy moja wyobraźnia styka się z wyobrażeniem innej osoby. Takie spotkania mnie rozwijają. Ogromną radość przynosi mi też oglądanie mojej biżuterii na klientach. Jestem bardzo szczęśliwa, np. kiedy jadąc po schodach ruchomych, widzę jak kobieta opiera się ręką o poręcz, a na nadgarstku jest bransoleta mojego projektu. Kiedyś jadąc pociągiem, w którym nie było wolnych miejsc, trafiłam do Warsu. Przy mikroskopijnym dwuosobowym stoliku usiadła ze mną kobieta obwieszona moją biżuterią. Przez kilka godzin siedziała naprzeciwko i ja przez kilka godzin walczyłam z ogromną pokusą, żeby coś do niej powiedzieć. W końcu nie zdobyłam się na odwagę. Ale to były jedne z najbardziej irracjonalnych godzin mojego życia. Wystawy, nagrody, pokazy nie dają mi takiej radości jak zobaczenie Orskiej na kimś.

 

 

Anna Orska. Ukończyła poznańską Akademię Sztuk Pięknych na Wydziale Architektury i Wzornictwa Przemysłowego. Od 13 lat projektuje dla popularnych marek, takich jak: W.KRUK, DENI CLER, SWAROVSKI ELEMENTS. Jej prace były wystawiane w Nowym Jorku, Mediolanie, Berlinie. Odkąd uzyskała doktorat na Wydziale Biżuterii w Łodzi, przekazuje swoją wiedzę i doświadczenie, wykładając na wyższych uczelniach. Od czterech lat swoje najbardziej artystyczne wizje realizuje pod autorską marką Orska, tworząc głównie unikaty i serie limitowane. W jej butikach można znaleźć naszyjniki z wyłowionych z morza lin, z weneckich kryształów czy ze starych monet. Jako pierwsza w Polsce zastosowała upcycling na tak wielką skalę w biżuterii, zapoczątkowując tym samym nowy styl w jubilerstwie. Podczas realizacji swoich pomysłów korzysta z wyspecjalizowanych fabryk w Polsce i za granicą. Jej biżuterię noszą m.in.: Sharon Stone, Andie MacDowell czy Grażyna Kulczyk.


Katarzyna Szczerbowska. Lubi przyglądać się ludziom, poznawać różne pomysły na życie. Dziennikarstwo jest dla niej pracą i pasją, bo daje okazję do niezwykłych spotkań. Jej marzeniem jest wejście na Mt. Everest.