"Zawsze miałam przy sobie dwa szejkery i zbiór różnych piguł. Non stop musiałam coś jeść" - Olga Bołądź o przygotowaniach do filmu "Służby specjalne" Patryka Vegi

02.10.2014 15:13
Olga Bołądź w filmie 'Służby specjalne' Patryka Vegi

Olga Bołądź w filmie 'Służby specjalne' Patryka Vegi (Fot. Andrzej Boldaniuk/ Vue Movie Distribution)

Zgoliła włosy i przez trzy miesiące codziennie chodziła na kilkugodzinny, morderczy trening. Bywało, że miała dość, ale nie mogła się cofnąć. Dostała rolę podporucznik Aleksandry Lach "Białko" w filmie "Służby specjalne" Patryka Vegi. Zagrała brawurowo. Włosów na razie nie zapuszcza. Jak stawała się zamkniętą w sobie kobietą oficerem? Czy z fryzurą "na żołnierza" czuła się mniej kobieco? Co jadła, żeby do roli ważyć 52 kilo? Rozmawiamy o tym z Olgą Bołądź.
Angelika Swoboda, Gazeta.pl: - Wiedziałaś z czym się wiąże rola Aleksandry Lach "Białko"?

Olga Bołądź: - Tak. Idąc na casting wiedziałam, że jeśli Patryk Vega wybierze mnie do tej roli, to będę musiała ściąć włosy. Bo wcześniej dostałam do przeczytania scenariusz. Nie lubię iść na casting, jak mi zależy, a na tej roli bardzo mi zależało... Bardzo chciałam ją dostać. Patrzyłam na Patryka przez pryzmat "Pittbula" i opowieści aktorów, którzy u niego grali.

Co mówili?

- Że jest wymagający, bardzo ambitny, konkretny. Że jest osobowością i chce się z nim pracować.

I taki był?

- Był komunikatywny i nastawiony na mnie od samego początku. Ale z czasem poznawaliśmy się coraz lepiej. Jako ludzie. Bardzo go szanuję za to, że nie sprzedaje się od razu, łatwo. Daje się poznać ludziom, którym zaufa i na których mu zależy. Dostajesz interesującego człowieka, który powoli się przez tobą otwiera, poznajesz jego poglądy. Cieszę się, że mogłam go chociaż odrobinę poznać pracując przy tym filmie.

Zrobiło się familiarnie?

- Żebyś mnie źle nie zrozumiała, nie chcę przez to powiedzieć, że na planie panowała rodzinna atmosfera. Pikniku nie było. Patryk powiedział, że wziął sobie zupełnie nowych aktorów, żeby nie było mu wygodnie. Nam też nie było, bo zawiesił nam poprzeczkę bardzo wysoko. Jednak tak nas dobrał, że świetnie nam się pracowało. Na planie nie było towarzysko, ale jak skończyliśmy film, został nam między sobą kontakt. Polubiliśmy się i spotykamy się, na przykład na siłowni.

Jak przygotowywałaś się do roli zamkniętej w sobie pani podporucznik służ specjalnych?

- Dużo rozmawiałam z Patrykiem Vegą o tym, jak ja widzę tę postać. Jak nakreślić jej fizyczność. A on bardzo mi zaufał. Powiedział, że jeśli go oszukam, to oszukam samą siebie. A jeśli zrobię dla tej roli ile mogę, to będzie to widać na ekranie.

I zrobiłaś.

- Od razu zaczęłam chodzić na siłownię. Trener przez kilka miesięcy trzymał mnie w reżimie diety i ćwiczeń. Ćwiczyłam codziennie, przez minimum trzy godziny. Aeroby, ćwiczenia siłowe, elementy sztuk walki, głównie MMA.

Twój brzuch naprawdę wygląda w filmie imponująco!

- Ćwiczyłam go co drugi dzień. Trener dawał mi takie ćwiczenia, których mój brzuch nie pamiętał, chodziło o to, żeby było dużo zmian. Najczęściej brałam do ręki pięć kilo i robiłam brzuchy. Jak robiłam nogi i pośladki, to brałam 25 kilo. Poza tym robiłam dużo takich ćwiczeń, których w ogóle nie robią kobiety. Na mięśnie pleców, barków, na kapturowe, "motylki"... Po filmie bardzo chciałam się tych mięśni pozbyć, więc zaprzestałam tych ćwiczeń. Uciekłam też z niektórych ćwiczeń mięśni brzucha, żeby nie mieć kaloryfera, bo mi się to nie podoba. A w tym filmie chodziło głównie o brzuch i ramiona.

No i o męską sylwetkę.

- Ja do filmu zeszłam do 52 kilo. Tomek Oświeciński, mój trener, waży ponad sto, więc byłam od niego o jakieś 70 kilo lżejsza. Był moim sparing partnerem. To było zabawne. Codziennie miałam coś nowego, żeby mi się nie nudziło. Jednego dnia robiliśmy plecy, drugiego górę.

Miałaś chwile, że ci się już nie chciało?

- Trochę się buntowałam, bo te ćwiczenia były dla mnie mega ciężkie fizycznie. To były miesiące. Cały mój grafik był dostosowany do treningów. Jak nie mogłam ćwiczyć jednego dnia, to był spory problem. Robiłam sobie przerwę raz na tydzień. Najgorzej było w Boże Narodzenie, chodzi o dietę. Patryk powiedział, że będzie pościł ze mną. W Wigilię i pierwszy dzień świąt się wyłamałam, ale z takim wyrzutem sumienia, że... nie czułam żadnej przyjemności.

Jak miałam chwile słabości, to mój trener, który jest bardzo mądrym człowiekiem, mnie motywował. Byliśmy codziennie na telefonie, a Patryk codziennie dostawał sprawozdanie z moich ćwiczeń. Jak czuli, że mam kryzys, we dwóch do mnie dzwonili i wspierali mnie. Zresztą ja mam w sobie zacięcie sportowca. Trenerowi chyba tylko ze dwa razy udało się mnie doprowadzić do zakwasów.

Brałaś suplementy?

- Zawsze miałam przy sobie dwa szejkery i zbiór różnych piguł. Oraz różne rzeczy do rozpuszczania i picia. Non stop musiałam coś jeść. A to chlebki ryżowe, a to kurczak. Ryby, mięso, jajka. Dieta była dla mnie koszmarem. Teoretycznie sześć posiłków dziennie, ale ja nie byłam w stanie tyle jeść. Ja przeważnie jem dwa razy dziennie. Do tej pory nie jadam ryżu z kurczakiem. Żmudna codzienność. Nigdy wcześniej nie przygotowywałam się tak do roli.

Czyli jak?

- Poza ćwiczeniami i dietą? Patryk mi zaufał, że sama zbuduję tę postać od strony psychicznej i emocjonalnej. Dużo o tym rozmawialiśmy, robiliśmy próby. Spotykałam się też z Erykiem Lubosem, żebyśmy nie musieli się siebie uczyć na planie. Wiedzieliśmy o co nam chodzi. Tak samo z pozostałymi aktorami. Próby, spotkania, przygotowania... Nikt z nas się nie oszczędzał. Kręciliśmy zimą, ja byłam chora w trakcie zdjęć, bo musiałam chodzić w lekkim płaszczu, i jeszcze ta łysa głowa... Tak mnie przewiało, że myślałam, że umrę od bólu uszu. Ten film mnie naprawdę dużo kosztował.

Co jeszcze robiłaś, żeby stać się oficerem?

- Wcześniej, jeszcze przed zdjęciami, weszłam w kostium podporucznik Lach. Chodziłam w tych rzeczach, chciałam, żeby były znoszone. Całą zimę przechodziłam w tych dresach. Patryk mówił mi: Pamiętaj, poznam cię po chodzie. Musisz sobie znaleźć chód "Białko". Żeby znaleźć, musiałam wiedzieć, dlaczego ona tak chodzi. Jak sobie to wyjaśniłam, zaczęłam tak chodzić. Na planie nie myślałam już o ciele...

Wymyśliłam sobie, że ona musi być kompletnie zblokowaną osobą. Że to nie jest ktoś świadomy swoich uczuć, wyrażania gniewu. Ona wszystko nosi w sobie. Musiałam wiedzieć, jaka ona jest, czemu tak reaguje. I do czego to prowadzi. Sama musiałam to wymyślić. Wiem, że Janusz Chabior i Wojtek Zieliński robili podobnie. Każdy z nas miał postać i wiedział, że ma coś do pokazania.

W filmie jest scena, w której "Białko" wrzuca znajomemu do szklanki pigułkę gwałtu...

- Bo kompletnie nie ma odwagi do spędzenia nocy z facetem na trzeźwo. Wyobrażałam sobie, że jeśli już z kimś się bzyknęła, to raczej po pijaku, w kiblu, bez żadnych emocji. Ktoś ją brał albo ona kogoś brała. Ale pójście na trzeźwo z kimś, kogo znała? Z kumplem? Żeby to przeżyć, musiała wyłączyć emocje. Zresztą poświęciliśmy tej scenie mnóstwo czasu, naprawdę. Wszystko było omówione, dopiero wtedy wchodziliśmy w kadr.

Jak się poczułaś, kiedy ogoliłaś głowę?

- Zrobiłam to od razu. Nie zdawałam sobie jednak sprawy z tego, jaka to będzie dla mnie zmiana. Nie myślałam o tym. Dopiero jak mi te włosy ścięli, zrozumiałam, że zmieniło się wszystko. Nagle stałam się wygolonym żołnierzem. Była jesień, zimno. Wyszłam stamtąd z łysym łbem i chciało mi się płakać. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Zdjęcia dopiero za kilka miesięcy, a ja jestem łysa...

Miałam duży problem z przyzwyczajeniem się do tego i z odnalezieniem siebie, bo jednak nigdy nie miałam takich krótkich włosów! Oswajałam się z tym miesiąc. A teraz nie wyobrażam sobie siebie w długich. Jest mi dobrze z krótkimi. Jeszcze tylko niech trochę odrosną, ale nie planuję zapuszczania długich. Niektórzy mówią, że krótkie włosy są zgodne z moim temperamentem. Że dzięki zmianie dopełnił mi się wizerunek.

Wydajesz się sobie mniej kobieca?

- Tak. Kiedy byłam łysa, nie czułam się kobieca. Nie czułam się w żaden sposób atrakcyjna. Zaczęłam się lepiej czuć, gdy włosy mi trochę odrosły. Nie czuję się w tych włosach kobieco, ale czuję się dobrze. Czuję się sobą. Czuję się Olgą Bołądź.

Przyznam ci, że na początku czułam się dziwnie, to żołnierskie ścięcie mnie wyalienowało. Byłam tak różna od innych kobiet na siłowni, tych z długimi włosami, i tych z krótkimi... Dopiero po pewnym czasie poczułam w tych włosach wolność. Dużą wolność. A jak je przyliżę, to wychodzi taka Francuzeczka, mała główka, lata 60. Można już coś z tego ulepić.

Co teraz jesz?

- Staram się jeść to co lubię i to, na co mam ochotę. Jedzenie jest dla mnie przyjemnością. Jem mniej, ale to, co chcę. Czasem jak mam dużo pracy, to zapominam o jedzeniu. Z kolei po cateringu na planie czuję się ciężko. W domu potem nic nie jem.

Ile jest w tobie Aleksandry Lach?

- Nie mam z nią nic wspólnego. Może jedynie to, że dobrze się dogaduję z facetami, ale tak samo dobrze dogaduję się z kobietami. Nie wyobrażam sobie, żebym tak jak ona żyła w męskim świecie jednocześnie nienawidząc mężczyzn.

Masz jakieś oczekiwania po tej roli?

- Żadnych. W ogóle nie liczę, że przyniesie mi następne, to tak nie działa. Od razu po "Służbach specjalnych" zrobiłam komedię romantyczną "Dzień dobry, kocham cię", żeby trochę odreagować. Chciałam wskoczyć w coś innego, żeby nie utkwić w wizerunku specjalistki od trudnych ról. To jest przecież zawód wyzwań. Jednocześnie gram w "Czasie honoru" i w "Lekarzach". Żeby poskakać trochę po rolach. Mam pokorę do tego zawodu. Wiem, że żadna rola nie wywróci nagle mojego życia do góry nogami. Nie mam ciśnienia. Będzie to będzie. Jak nie, to sobie poradzę.

Nie mów mi, że nie jesteś z siebie zadowolona.

- Cieszę się, że dałam radę. I że reżyser i trener są zadowoleni. Nie ma ściemy i to jest dla mnie największa satysfakcja. Ważniejsze od recenzji jest dla mnie spotkanie z widzem. I to, co on myśli. Czy uwierzy w tę postać, czy będzie miał dla niej jakiś emocjonalny stosunek. Jak świat zewnętrzny oceni mnie źle, zostawię mu tę ocenę. Byłabym marionetką, gdybym miała na tym opierać moje samopoczucie. Tworzą mnie i moje sukcesy, i moje porażki.



Żeby przejść ten quiz trzeba wykazać się ponadprzeciętną inteligencją. Dasz radę?
1/15Która jednostka nie pasuje do innych?

Zobacz najnowsze wideo

Komentarze (93)
"Zawsze miałam przy sobie dwa szejkery i zbiór różnych piguł. Non stop musiałam coś jeść" - Olga Bołądź o przygotowaniach do filmu "Służby specjalne" Patryka Vegi
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • starykawaler35

    Oceniono 31 razy 15

    Jednego dnia robiliśmy plecy, drugiego górę,,,,a plecy to nie gora?????

  • the_dzidka

    Oceniono 11 razy 7

    "Czy z fryzurą "na żołnierza" czuła się mniej kobieco? Co jadła, żeby do roli ważyć 52 kilo?"
    Zdecydowanie najistotniejsze pytania. Ręce opadają.

  • czemublokujecie_mikonto

    Oceniono 8 razy 4

    Film ma beznadziejną reklamę, jeśli oglądasz trailer to widzisz kiepski film. Z ciekawości na filmie byłem i muszę powiedzieć: całkiem poprawny, wreszcie film polski, który da się obejrzeć, a jeśli chodzi o ocenę jak wypada na tle kina polskiego-to muszę przyznać, że to całkiem dobrze wygląda i warto iść, zobaczyć samemu i nie zniechecać się tym co się widzi tu czy tam. Aktorzy tez grali świetnie i zakończenie dobrze zrobione. W ogóle całkiem, całkiem.

  • abtmarketing

    Oceniono 10 razy 4

    Gazeta współprodukcje ten film, czy wykupili taki mocny pakiet pr, ze połowa artykułów jest o tym filmie?

  • Kat Lo

    Oceniono 8 razy 4

    Mam mieszane uczucia.
    Z jednej strony myślę, że to super sprawa i należy jej tego pogratulować: takie zwycięstwo nad sobą, nad swoją słabością, przekroczenie własnych granic.
    Z drugiej - jak pomyślę, że to wszystko po to, żeby stworzyć kolejne dzieło pana Vegi, to jakoś mi poziom entuzjazmu opada.
    Ale w sumie - Oldze gratuluję.

  • rozterka47

    Oceniono 3 razy 3

    Oglądałam film glównie dla tej roli , Olga grała rewelacjyjnie ,
    Podobnie ogladalam w kólko "Obcego', dla Sigourney Veaver

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Życie i styl:
Najczęściej czytane