"Wołali na mnie świnia, grubaska. Nieraz ktoś mnie uderzył, czy wbił cyrkiel w rękę"

Jest dowodem na to, że można całkiem zmienić swoje życie. A przy okazji pomagać innym, którzy zmagają się z uzależnieniem od jedzenia.
Ważyła 125 kilo. Agnieszka Czerwińska bardzo dobrze pamięta dzień, w którym postanowiła zmienić swoje życie. - To był 2008 rok, 30 czerwca, operacja wycięcia żołądka mojej mamy, która miała nowotwór złośliwy. Zapytałam lekarza, czy moja mama przeżyje, na co on odpowiedział, że ani pani, ani mama nie przeżyjecie, bo jesteście za grube - mówi.

Dziś nosi rozmiar 38, schudła ponad połowę. Prowadzi bardzo dobrze prosperującą agencję modelek plus size, pisze książki o odchudzaniu. I będzie jednym z gości specjalnych w programie "Okiem Ohme. Polka na diecie" (premiera w środę, 29.10 o godz. 22:00 na TLC). Ale czy pokonała uzależnienie od jedzenia, które nazywa "psychiką grubaski"? Co robi, żeby nie dopadł jej efekt jo-jo?

Angelika Swoboda, Gazeta.pl: - Masz obsesję chudości?

Agnieszka Czerwińska: - Nie, nie mam (śmiech).

A jaki nosisz rozmiar?

- 38. Od pół roku ważę 60 kilo.

Więc udało ci się pokonać "psychikę grubaski"?

- To jest tak: patrzę w lustro i widzę kogoś w rozmiarze 44-46. Widzę się grubszą niż jestem. Słyszę: ale ty masz chude nogi i się dziwię: Ja mam chude nogi?! Niuans do pokonania został mi tu, w głowie. Jak popatrzę na siebie w lustrze i zobaczę rozmiar, który mam, to dopiero wtedy będzie ok. Psychologowie twierdzą, że to się zwykle dzieje po 2 latach od uzyskania wymarzonej wagi. Podobnie mają zresztą alkoholicy. Też potrzebują dwóch lat na odzyskanie równowagi po odstawieniu alkoholu. A nie ukrywajmy, ja byłam uzależniona od jedzenia. To nałóg, jak każdy inny. I to chyba nawet gorszy, bo jedzenia nie można całkiem odstawić.

Jak się uzależniłaś od jedzenia?

- W 1986 roku do naszego domu przyszła milicja. Miałam wtedy pięć lat. Widziałam, jak rozrywali moje misie i lalki, szukając dowodów na rzekome przestępstwa gospodarcze mojego taty. Ostatecznie okazał się niewinny, ale trauma została. Zaczęłam zajadać. Przez przerwy jadłam słodycze. A rodzice mi pozwalali. Rosłam i rosłam. Potrafiłam zjeść dwie tabliczki czekolady dziennie, ciasta, ciasteczka... Zmiatałam wszystko co słodkie. Już w zerówce byłam bardzo duża, a potem było coraz gorzej. W podstawówce stałam się pośmiewiskiem.

Jak ważyłam 125 kilo, zaczęłam mieć problemy z poruszaniem się. Uda obcierały mi się do krwi. Otyłe kobiety nie potrafią się do tego przyznać, ale tak jest. Przechodziłam przez wszystkie choroby rodziców spowodowane otyłością. Tata miał cztery zawały, zmarł na udar. Mama cierpiała na większą otyłość niż on. Miała skrzep z żylaków, zatory płucne, nadciśnienie, nowotwory, niewydolność nerek. Jej organizm nie był już w stanie funkcjonować. Gdy mama odchodziła, błagała mnie, żebym coś ze sobą zrobiła, żebym nie cierpiała jak ona.

Lekarz mamy był dla ciebie bezlitosny.

- Mama miała nowotwór żołądka. Operowali ją siedem czy osiem godzin. Zapytałam lekarza, bardzo zmęczonego tym zabiegiem, czy mama przeżyje. A on do mnie: "Ani mama, ani pani nie przeżyjecie, bo jesteście za grube. Jakby pani zemdlała na ulicy, to nikt pani nawet nie weźmie na nosze z taką wagą". Miał rację.

Podziałało?

- Wszystko razem na mnie podziałało. Przezwiska w szkole, słowa mamy, lekarz. Uświadomiłam sobie, że byłam ofiarą i to na własne życzenie. Dlatego trafiałam na katów. Przecież nie wszyscy otyli ją dyskryminowani. Mijałam kogoś i myślałam: zaraz mi pewnie powie coś przykrego. No i mówił.

Jakie to były przezwiska?

- Świnia, grubaska. Nieraz ktoś mnie uderzył, czy wbił w rękę cyrkiel. Dostałam kiedyś z procy. I ziemniakiem w głowę. Nie odzywałam się. To ich nakręcało jeszcze bardziej, a ja się nie broniłam. Później trafiałam na takich mężczyzn, fetyszystów otyłości.

Dokarmiali cię?

- Byli zafascynowani dużym ciałem. Dokarmiali mnie wirtualnie. Gdy założyłam stronę internetową i wrzuciłam zdjęcia, zaczęli mnie zasypywać mailami. Pewien pan przez dwa tygodnie pisał do mnie piękną polszczyzną, czym by mnie dokarmiał. Chciał mi podawać jedzenie na złotych tacach. Nie odpowiadałam, więc odpuścił. Ostatnio dostaję za to sporo maili od kobiet, które trafiają na takich mężczyzn. "Wypasacze" są w Polsce nową modą, choć się o tym głośno nie mówi. Jeszcze nie wygląda to tak, że przykuwają kobiety do łóżka i je karmią, ale zaczynają wywierać na nie psychiczną presję. Zapraszają na jedzenie, dogadzają i mówią: "Nie możesz schudnąć". Mam coraz więcej takich sygnałów. Takie kobiety myślą, że trafiły na księcia z bajki. A naprawdę są w matni. Powinny schudnąć, chciałby to zrobić, a jednocześnie boją się, że wtedy książę je zostawi. Tłumaczę im, że ci faceci niezdrowo fascynują się ich tuszą, a nie nimi samymi. Że robią im krzywdę.

Nie masz czasem żalu do swoich rodziców?

- Nie. Miałam wspaniałe dzieciństwo. Tata mnie rozpieszczał, zresztą oboje rodzice chcieli mi wynagrodzić traumatyczne przeżycia. Wyrobili we mnie wrażliwość, uczyli, że trzeba być dobrym dla drugiego człowieka. Powtarzali, że mam być samodzielna, a nie uzależniona od drugiego człowieka. Jestem im za to wdzięczna. A że dawali mi słodycze? Każdy rodzic popełnia jakieś błędy... Nigdy nie miałam poczucia, że rodzice mnie skrzywdzili. Miałam natomiast poczucie krzywd doznanych od nauczycieli.

Jakich?

- Dyskryminowali mnie. Zostałam wyeliminowana ze szkolnego życia. Miałam zwolnienie z WF-u, nie ćwiczyłam. Gdyby jeden, drugi czy trzeci nauczyciel poświęcił mi chwilę, porozmawiał. Oni, gdy tak siedziałam sama na tej ławce, czuli ulgę. Tymczasem ja przez lata nie wiedziałam, co to jest siatkówka, nie potrafiłam biegać ani grać w piłkę... Nikt nie chciał mi tego pokazać. Więc siedziałam i rosłam.

Czemu miałaś zwolnienie?

- Bo chciałam. To było błędne koło. Wstydziłam się rozebrać, bo byłam gruba, miałam wielkie fałdy tłuszczy. A byłam gruba także dlatego, że się nie ruszałam. Nie potrafiłam biegać, nie potrafiłam skakać... Mam żal do nauczycieli, że nie chcieli mnie zachęcić do ruchu. Że nie stanęli i nie oznajmili przed całą klasą: mamy problem, spróbujmy jakoś zaradzić. Odizolowali mnie.

Przecież mówisz, że sama nie chciałaś ćwiczyć.

- Tak, wtedy nawet się z tej izolacji cieszyłam. Miałam spokój. Ale dziś, po latach wiem, że to był spokój iluzoryczny. Wiem też, że nauczyciele powinni byli wtedy mi pomóc. Najlepiej wspominamy przecież tych nauczycieli, którzy od nas czegoś wymagali i czegoś nas nauczyli. Jesteśmy im wdzięczni. Ja dobrze wspominam tylko panią od polskiego, która poświęcała mi czas, grałam zresztą w jej zespole muzycznym. Pozostali traktowali mnie jak zbędny balast.

Byłaś z tego powodu nieszczęśliwa?

- W głębi duszy byłam bardzo nieszczęśliwa. Rówieśnicy wytykali mnie palcami, a nauczyciele patrzyli jak na jakiś dziwny okaz. Nie wiedzieli, co ze mną zrobić. Nie było też w szkole psychologa czy pedagoga, do którego mogliby mnie wysłać.

A dzisiaj jesteś szczęśliwa?

- Tak. Zdobywam szczyty, i to dosłownie. Kocham chodzić po górach. Wszystko wygląda inaczej. Nie chodzi o ciuchy, w których teraz mogę przebierać, choć i to oczywiście jest ważne. Nie bolą mnie stawy, mogę normalnie wchodzić po schodach, biegać... Gdy otyłe kobiety piszą do mnie, że jak schudną, to nie będą szczęśliwsze, nie chce mi się w to wierzyć. Radzę im: spróbujcie, a poczujecie niezwykłą lekkość. Nie wierzę, że ktoś, kto jest otyły jest szczęśliwy. To maska.

Pomagasz takim osobom?

- Piszę właśnie swoją drugą książkę pt. "Jestem szczupła i co dalej". Bazuję w niej na listach od kobiet, na które odpisuję w formie felietonu. Wiele z tych pań robi mi wyrzuty, że już nie jestem dla nich wsparciem. Że rzucam w kamieniami, bo wiele z nich jest szczęśliwych, za to ja - ich zdaniem - wyglądam na smutną. Takich listów jest naprawdę dużo.

Może ci zazdroszczą?

- Na pewno czuję ich ogromną frustrację. Może czują się nieszczęśliwe i próbują mi wmówić, że ja też jestem? Pytają, na czym polega to moje szczęście. Odpisuję, że na tym, że np. nie będę mieć cukrzycy albo że dłużej pożyję. Kobiety, które do mnie piszą, podzieliły się na dwa obozy. Część bardzo chce, żebym im pomogła, pozostałe jadą po mnie na forach. Te drugie niestety najwyraźniej nie mają odwagi zdjąć maski. Nie potrafią się przyznać do uzależnienia. A dopóki tego nie zrobią, nic nie będą w stanie zmienić.

Jak jeszcze po tobie jadą?

- Najczęściej piszą do mnie: "Życzę ci efektu jo-jo". Jest też grupa młodych kobiet, która przekonuje, że bycie otyłym jest fajne. Wręcz promują otyłość, a ja z tym walczę. Jedna z tych kobiet przeprowadza na przykład wywiad z wypasaczem i to w taki sposób, jakby on robił coś dobrego. Takie kobiety mnie atakują. Uważają, że teraz rzucam w nie kamieniami. Że kiedyś byłam dla nich wzorem, a dzisiaj je zdradziłam. Radzę im, żeby zdjęły maskę.

Wiem, że takie psychiczne obnażenie się jest na początku bardzo ciężkie. Mnie też było ciężko. Ale tłumaczę im, że jak przestaną udawać, będzie im łatwiej pokonać otyłość. Nie wierzą. Zarzucają mi, że nie jestem realną osobą, tylko wytworem jakiejś firmy farmaceutycznej. Że poddałam się operacjom, że odessano mi tłuszcz. Pytają: co zrobiłaś ze skórą? Nie chcą mi wierzyć, że owszem, mam rozstępy, ale skóra mi nie wisi, bo dużo ćwiczę. Coraz częściej zdejmuję ubranie i pokazuję, jak wyglądam.

Przeszłaś ogromną metamorfozę. Wyglądasz inaczej, zmieniłaś nawet imię.

- Nie chciałam być już grubą Bertą, o której piszę w mojej pierwszej książce "Śmierć grubej Berty". Agnieszka była pierwszym imieniem, jakie mi przyszło do głowy. Gruba Berta to moje przezwisko ze szkoły. Chciałam o nim zapomnieć. Gdy byłam otyła, pozowałam w rozbieranych sesjach na granicy etyki. Chciałam powiedzieć: Popatrzcie sobie na moje ciało i się odczepcie. To była dla mnie swoista terapia... Czasem znajduję moje stare, niezwykle odważne sesje na amerykańskich portalach. Komentarze Amerykanów przyzwyczajonych do dużych kobiet są pozytywne, ale ja, szczerze ci powiem, wstydzę się tych zdjęć.

Nie uważasz, że jest moda na chudości? Odnoszę wrażenie, że wszyscy są na diecie...

- Obserwuję to d kiedy trzy lata temu założyłam agencję modelek plus size. Zgłaszają się do nas firmy związane jedynie z większą rozmiarówką. Te, które produkują także ciuchy w standardowych rozmiarach, nie chcą być łączone z ubraniami XL. Gdy chciałyśmy z moją wspólniczką zorganizować pierwsze targi ciuchów plus size w Polsce, to spotkałyśmy się z murem. Usłyszałyśmy od producentów odzieży, że oni nie będą promowali otyłości. A ja się pytam - gdzie kobieta w rozmiarze 42 jest otyła?

Obserwuję dążenie do odrealnionego ideału chudości. W latach 90. były modelki kobiece, dzisiaj są po prostu bardzo chude. Po występach w programach telewizyjnych dostaję wiadomości od dziewczyn, które ważą 55 kilo, są szczupłe, a chcą ważyć 45 kilo. Przewróciło im się w głowach, błagają mnie o dietę odchudzającą. Moim zdaniem w szkołach brakuje zajęć ze specjalistami od żywienia i psychologami. Mogliby pokazywać np. zdjęcia przed obróbką i po obróbce, żeby przekonać nastolatki, że to są odrealnione twory kobietopodobne. Żadna kobieta nie ma idealnych kształtów.

Modelki mają.

- Trend w wielkiej modie się chyba szybko nie zmieni. Na wybiegach królują bardzo wysokie i bardzo szczupłe modelki. Dlatego trzeba pokazywać, że przeciętna kobieta na ulicy wygląda zupełnie inaczej. Niepokojące jest też promowanie skrajności. Z jednej strony chude modelki, z drugiej kobiety otyłe. Byłam niedawno gościem w programie, w którym robiono sesję zdjęciową kobietom ważącym po 180 kilo. Zadowolone z siebie uśmiechały się do obiektywu. Pani psycholog, również otyła, chwaliła je za pewność siebie. Dla mnie promowanie otyłości jest równie niebezpieczne jak promowanie chudości.

Twoja agencja nie promuje kobiet w rozmiarze XXL?

- Nie. Najwięcej mam modelek w rozmiarze 42 i 44. Nie są otyłe, mają po prostu kobiecie kształty.

Co jesz, żeby utrzymać wagę?

- Wyeliminowałam cukier, nie jem białego pieczywa na rzecz pełnoziarnistego. Jadam pięć posiłków dziennie: pierwszy do godziny po przebudzeniu, ostatni nie później niż półtorej godziny przed snem. W moim menu są ryby, indyk, wołowina. Makaron pełnoziarnisty, dużo warzyw, nabiał, kasze. Dużo piję. Raz w tygodniu pozwalam sobie na grzeszki, na przykład bataty. I ćwiczę. Trzy razy w tygodniu, po półtorej godziny. Ćwiczę na Orbitreku, biegam. Niedługo zaczynam trening rzeźbiący sylwetkę.

Miałaś kryzysy?

- A kto ich nie ma? Idę wtedy do sklepu i kupuję sobie fajny ciuch. W moim obecnym rozmiarze. Nie musi być drogi, może być z wyprzedaży. To, że się w niego mieszczę jest dla mnie najlepszą motywacją. Mam jeszcze w domu duże wory pełne ciuchów w rozmiarze 54. Kiedy na nie patrzę, myślę sobie: Nigdy więcej. Ale ja w ogóle jestem silna. Jak kierowca patrzę i do przodu, i na boki, i we wsteczne lusterko.

I nigdy cię nie dopadł efekt jo-jo?

- Dopadł, jak byłam na diecie, która nie dostarczała mi wszystkich potrzebnych składników odżywczych. Teraz mam zbilansowane posiłki i nie czuję głodu. Bo to właśnie głód powoduje kryzys, a potem efekt jo-jo. W 2008 roku ważyłam 125 kilo. Poszłam na siłownię i schudłam do 95, ale waga szybko wróciła i sięgnęła 107 kilo. Poszłam do dietetyka. A resztę już znasz (śmiech).

Popełniałaś błędy w swojej walce z nadwagą?

- Mówię o tym w programie "Okiem Ohme. Polka na diecie" w TLC. Brałam DNP, specyfik, który spala tłuszcz. W zeszłym roku dziewczyna zmarła po jego stosowaniu. To pestycydy dostępne tylko w nielegalnych źródłach. Podnoszą temperaturę ciała tak, że tłuszcz się topi. Użyłam przenośni, bo on się topi tylko prowizorycznie.

Przez pierwsze 13 dni u mnie się nic nie topiło, waga nie spadała, a ja z godziny na godzinę czułam się gorzej. 14-tego dnia włosy zaczęły mi wypadać garściami. Miałam na głowie łyse placki, musiałam chodzić w peruce. Nie miałam miesiączki, a moja skóra wyglądała niezdrowo. Miałam też problemy z błędnikiem, nie mogłam pracować. Do tego doszedł punktowy ból głowy, a potem depresja. Nie schudłam, straciłam tylko wodę. Temperatura mojego ciała oscylowała w granicach 40 stopni. Martyna, ta dziewczyna która zmarła, była szczupłą dziewczyną. Po trzech dniach dosłownie się ugotowała. Zmarła w ogromnych męczarniach.

Ostrzegasz przed DNP nie tylko w telewizji.

- Zaczęłam właśnie jeździć po szkołach i opowiadam o tym na spotkaniach z młodymi dziewczynami. Ostrzegam je, że DNP, nielegalnie dostępne w internecie, może je zabić. Ja sama, choć czytałam o tym na zagranicznych forach, nie uwierzyłam. Jak się odchudzasz, a waga stoi, jesteś gotowa na wszystko. Działasz irracjonalnie.

Można się wyleczyć z uzależnienia od jedzenia?

- Myślę, że tak. Ja nie mam już napadów głodu, a kiedyś pochłaniałam ogromne ilości jedzenia. Właściwie jadłam non stop. Dzisiaj mogę żyć bez słodyczy. Nie podjadam. Żyję.



Więcej o:
Komentarze (221)
"Wołali na mnie świnia, grubaska. Nieraz ktoś mnie uderzył, czy wbił cyrkiel w rękę"
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • pumczak

    Oceniono 564 razy 434

    Gratuluję wytrwałości! A dawnych zdjęć nie trzeba się wstydzić, bo są piękne mimo tuszy modelki!

  • griswold79

    Oceniono 615 razy 419

    Gratulacie. Przynajmniej się przyznaje do obżarstwa, a nie jak 99% internautek mających nadwage zwala to na złe geny, choroby, problem z tarczycą itd.

  • Ola Karkowska

    Oceniono 412 razy 370

    Cudowna historia. Myślę sobie jednak, że poza propagowaniem takich postaw, trzeba walczyć z tymi którzy wyśmiewają się, szydzą, niszczą! Nikt nie wie, co dzieje się w środku osoby wyśmiewanej. Mój Przyjaciel wygrał walkę ze śmiertelną chorobą. Żyje. Ale leczenie i specyficzne leki spowodowały że przytył 30 kg. Walczy z tym dietą i ćwiczeniami, ale bywa, że słyszy za plecami - "Gruba świnia! Leży na kanapie i się opycha!". Kto z tych oceniających zna prawdę? Ja wiem, że Adam przeszedł piekło - żyje i to jest najważniejsze. Nie bądzmy okrutni!

  • majka1525

    Oceniono 133 razy 119

    wspaniala postawa! droga przez meke, dlatego tym wiekszy szacun...
    tak, wygralas walke z uzaleznieniem! to sie nazywa przekuc swoj zyciowy problem w sukces!
    a sesje zdjeciowe sa piekne

  • minsect

    Oceniono 87 razy 75

    "Agnieszka Czerwińska przedzaniu i po odchud (kolaż-Kobieta.gazeta.pl)"
    po jakiemu to...

  • henia.hoover

    Oceniono 61 razy 55

    Droga pani, gratuluję, życzę wytrwałości i szczęścia w życiu. Kiedyś także byłam pośmiewiskiem klasowym. Do dziś noszę w duszy to piętno. Jestem teraz w trzecim wieku życia. Brawo, mam nadzieję że młode, piękne, wspaniałe, nie mające u najbliższych wsparcia u najbliższych dziewczyny dzięki pani książkom nie dadzą się zaszczuć.

  • stasiuxx

    Oceniono 73 razy 53

    Niech kazdy popatrzy w swoje odbicie w lustrze i stwierdzi jestem piekny..............i co jestes. Kazdy niech dba o swoje majtki ,nie o cudze............alleluja

  • aniuu1

    Oceniono 61 razy 39

    super sesja zdjęciowa

  • tojakiloginniejestzajety

    Oceniono 75 razy 35

    Trzeba być naprawdę rozpuszczoną księżniczką, żeby zamiast problemu tam gdzie jest - czyli w sobie i rodzicach zwalać go na nauczycieli. Co niby mieli zrobić, przyłączyć się do innych uczniów i wyzywać autorkę od grubasek, żeby się nabawiła depresji? Wezwać otyłych rodziców, wypomnieć że źle wychowują córkę i być zawieszonym za dyskryminację? Czy udawać mądrzejszych od lekarzy i kwestionować zwolnienie lekarskie? Otyli dzielą się na tych, którzy chcą być otyli i na tych, których waga wynika z różnych chorób. Skoro autorka wkręcała nauczycielom, że jest chora (całoroczne zwolnienie może wystawić tylko lekarz) to NIE MIELI PRAWA interweniować, nawet, gdyby chcieli. Jeszcze tego brakuje, żeby na WFie zmuszać chorych do ćwiczeń, a potem odpowiadać za zgony w szkole, bo jakaś lalunia w internecie coś sobie uroiła.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX