Seks, drugs i rock'n'roll - trwa sezon na firmowe wigilie

Firmowe spotkania przy śledziku są jak miniwyjazdy integracyjne. Leje się alkohol, dochodzi do erotycznych skandali, szefowie chcą się bratać z podwładnymi... A następnego dnia jest kac, niesmak i poczucie wstydu. Co się dzieje na niektórych dorocznych wigiliach?

Kobieca strona Gazeta.pl - Polub nas!

"Ty jesteś dzika, a ja cię okiełznam"

- Firmowe imprezy świąteczne to coroczna masakra - każda z nich przechodziła do biurowych legend - mówi Karolina, pracująca w firmie zatrudniającej ponad 300 osób. - Na mojej pierwszej "choince" padłam ofiarą dyrektora, który postawił sobie za cel... zaliczyć mnie. Wiedziałam, że wpadłam mu w oko, ale dopiero podczas wigilii, rozluźniony alkoholem, zdecydował się przyprzeć na mnie atak. "Ty to jesteś taka dzikuska" - wystartował do mnie z takim tekstem już po kilku minutach rozmowy. "Seksowna jesteś, podobasz mi się" - dyszał mi za karkiem.

Potem Karolina dowiedziała się jeszcze, że dyrektor "wiele w tej firmie może". Na szczęście rok temu przed rozochoconym przełożonym Karolinę uratował jego kolega. - Później erotoman gawędziarz przez kilka dni mnie unikał, aż w końcu przyszedł i skruszony przeprosił - dodaje kobieta.

- Czy na pewno żałował swojego zachowania? - Nie sądzę, skoro w tym roku miałam dokładną powtórkę z rozrywki. Tym razem usłyszałam, że jestem seksowna, mogłabym mieć każdego i inne dziewczyny są przy mnie nijakie. To jednak nie zrobiło na mnie już takiego wrażenia, jak bójka między dwoma panami o koleżankę, przyjazd karetki po niespodziewanym zakończeniu starcia i interwencja policji - wylicza.

Firmowe wigilieFot. Kris Krug/Flickr.com

Śledzik zbliża, alkohol rozluźnia

Na firmowe wigilie zazwyczaj nie są zapraszane osoby towarzyszące, a to sprzyja frywolnej atmosferze. - Dla mnie "śledziki" są jak szkolne dyskoteki, ale z wódą, którą można pić "na legalu" - mówi Bartek, kierownik w dużej międzynarodowej korporacji. - Są tańce, jest open bar, są koleżanki i koledzy, z którymi spędzam codziennie wiele czasu. Jeśli w pracy ludzie ze sobą flirtują, to podczas wigilii ich znajomość przyspiesza - mówi. - Seks w toalecie, macanki w tańcu, powroty jedną taksówką i ciąg dalszy w mieszkaniu to standard w mojej korpo.
- Zazwyczaj zaczyna się niewinnie, od tańców, potem są rozmowy na osobności, a na końcu obściskiwania i wzajemne obślinianie się - mówi zniesmaczony. - W tym roku wigilijna strzała kupidyna trafiła w kolegę z działu strategii - spodziewającego się w marcu bliźniąt męża, oraz asystentkę prezesa - dwudziestoparolatkę, która ponoć właśnie się zaręczyła...

Wigilie firmoweFot. Kris Krug/Flickr.com

- Żeby nie było, kobiety także potrafią dać popis - mówi Justyna z agencji reklamowej. - W mojej poprzedniej pracy to panie zachowywały się na wigiliach jak kotki w marcu. Wszystko zaczyna się od stroju i makijażu - niektóre dziewczyny porządnie "odpicowują się" na świąteczne spotkania, mają wieczorowy makijaż, mini kiecki, które im ledwo zasłaniają krocze, szpile na monstrualnych obcasach. Czują się pewnie, bo są w znanym towarzystwie - dodaje Justyna. - Krążą w małych grupkach, zachowując się w sposób dość wulgarny, agresywny i napastliwy - nie żebym była jakaś nadmiernie przyzwoita. Jak ktoś tańczy, jakby miał wieloletnią praktykę w klubie go-go, ociera się o mężczyzn, wypina, wisi na nich, to mnie to zdecydowanie zniesmacza.

Bartek z dużej korporacji dodaje: - Seks na wigiliach firmowych aż unosi się w powietrzu: dziewczyny, które zawisają jak bombki na mężczyznach to stały element imprez choinkowych i coroczny pewniak. Jak pierogi z grzybami i czerwony barszczyk.

Trzeźwe spojrzenie

Jola jest studentką, która pracuje jako kelnerka w jednej z warszawskich restauracji. - Pomagam sezonowo podczas imprez gwiazdkowych, kiedy gastronomia ma swój gorący czas, mam więc wątpliwą przyjemność oglądania tego, co się w knajpach wyprawia. Na takich imprezach, jeśli potrawy i napoje są zamawiane z karty, mało kto jest w stanie zapanować nad wysokością rachunku. Co kończy się wyjaśnianiem kolejnych pozycji na rachunku osobie, która ledwo trzyma pion. Obsługa stołu, przy którym siedzi 20 osób, to prawdziwa orka. Najgorzej, gdy osoba odpowiedzialna za finanse po odebraniu faktury zapomina zostawić napiwek - a to się zdarza nagminnie.
W tym roku Jola obsługiwała stół z 15 osobami, na który poszło 10 butelek wina i 13 wódki, przy czym jedna osoba w ogóle nie piła.

Co się dzieje, kiedy procenty krążą w żyłach zamiast krwi? - Aaa, to różnie. Są osoby, które potrafią wejść na wigilijny stół i zacząć rzucać banknotami, wykrzykując, że impreza jest ich. Są panie, które z sobie tylko znanych powodów, skutecznie znieczulone alkoholem, zalewają się łzami. Moi ulubieńcy to śpiochy. Są niegroźni, tylko ciężko ich odkleić od stołu i odesłać do domu - opowiada Jola. I dodaje: - Tydzień temu jedna z pań po wigilii firmowej rzuciła się na ziemię między dwoma tujami przed wejściem do restauracji i wybełkotała, że "dalej się, k***a, nie rusza".

Miękkie lądowanie

- Mój mąż co roku przed firmową wigilią deklaruje, że "takie imprezy to go nie kręcą" i że "wypije tylko kilka kieliszków wina do kolacji" - mówi Paulina. - W zeszłym roku obudziłam się w sobotę po jego imprezie w pustym łóżku. Mocno zaniepokojona wstałam i o mały włos nie wpadłam na malowniczo ułożone na okrągłym dywaniku w korytarzu ciało małżonka - wspomina. - Z góry wyglądał jak jaskółka szybująca po niebie. Spał jak suseł w płaszczu, bez jednego buta, z naszą suczką wtuloną w jego pachę. Musiałam odtworzyć jego drogę do domu i pozbierać na klatce rękawiczki, czapkę i zawartość świątecznej paczki. Oczywiście przez resztę dnia umierał, ale ponieważ był to ostatni weekend przed świętami i mieliśmy napięty grafik, nie miał szansy na taryfę ulgową...

Wigilie firmoweFot. Reuben Bedinfield/Flickr.com

Szef dobry pan

W okolicznościowym kolorycie firmowych imprez nie może zabraknąć "szefa wszystkich szefów", który w tym jednym dniu zwykł całkiem jak św. Mikołaj obdarować pracowników - w tym przypadku - łaskami. - Nasz prezes był łatwym łupem. Chudziutki jak patyczek, niewysoki i na dodatek z dość słabą głową - wspomina firmową wigilię sprzed dwóch lat Tomasz, pracujący w mediach. - Pił ze wszystkimi i dość szybko dał się, biedak, znieczulić. Około 22 zaczął z nami przechodzić na ty, po 23 obiecywał premie, a przed północą wyznawał wszystkim miłość i proponował, że nas adoptuje - wspomina mężczyzna.
- Do pierwszej nie doczekał, bo chwilę wcześniej spadł ze schodów i w obstawie żony, wezwanej przez asystentkę, odjechał na ostry dyżur z rozciętą głową. W poniedziałek, jak już wytrzeźwiał, o premiach i usynowieniu, niestety, nie pamiętał... - smutno uśmiecha się Tomek.

Wigilie firmowe to...
Więcej o: