Mężczyzna towarzyszący partnerce na zakupach. 4 strategie przetrwania [ZDJĘCIA]

Wyciągnięci z domów, wrzuceni we wraże środowisko, pozbawieni znanej scenografii... Mężczyźni oczekujący w centrach handlowych mają kilka sposobów na przetrwanie ataku shoppingu u swoich partnerek. Wszystkie urocze, każda skuteczna.

Czynnik aktywny

Kobieta znika w sklepie. Co w tym czasie robi mężczyzna towarzyszący? Jeśli jest towarzyski, towarzyszy - pełniąc z honorem i poświęceniem funkcje organu doradczego. Takie podejście do sprawy wymaga jednak chodzenia z krążącą między wieszakami bez żadnej "logicznej strategii" partnerce, wypowiadania się w kwestiach, które są naszpikowane pułapkami i wyborami między odpowiedzią złą i jeszcze gorszą.

Aktywni mężczyźni są w cenie - o ile pomoc jest szczera, rady celne, a entuzjazm nieudawany. Tak jak w przypadku starszego pana, który pomagał żonie w wyborze podkładu (przeczytasz o nim TUTAJ).

Na ?stendbaju?

Mniej angażujący sposób na spędzenie popołudnia z ukochaną kobietą w centrum handlowym to metoda "na kota". Kot generalnie leży. Jak nie musi biec, to chodzi. Jak nie musi stać to siedzi. Oszczędza energię na sprawy ważniejsze, ale to wcale nie znaczy, że nie uczestniczy w życiu rodziny. Uczestniczy, tyle tylko, że polegując.

Tak też robią panowie, których można potraktować czysto użytkowo. Jak trzeba, potrzymają torebkę, będą pilnowali dotychczas nabytych skarbów odzieżowych, doniosą większy rozmiar, zawołają sprzedawcę. Czasowo zahibernowani, pozostają w zasięgu wzroku i w razie potrzeby aktywują się.

Na pingwina

Jest taki cudowny profil na Facebooku, pokazujący sytuację charakterystyczną dla Polski. Profil nazywa się Piesek przed sklepem. Jego admin wrzuca posty ze zdjęciami psów oczekujących na właścicieli przed sklepami. Bo jak wiadomo: psom wstęp wzbroniony.

Mężczyznom co prawda wstępu nikt nie broni, ale niektórzy mają z partnerkami niepisaną umowę, że "poczekają przed sklepem". I stoją tam, lub siedzą - o ile są ku temu sprzyjające warunki, tak długo, jak trzeba.

Dzięki postępowi technologicznemu czas ten nie jest do końca stracony. Smartfony i wolny dostęp do wi-fi pozwala na surfowanie po sieci, nadrabianie zaległości towarzyskich na Fejsie i aktualizację w kwestii światowych newsów. Można także odbębnić kilka zaległych rozmów telefonicznych i poczytać książkę (najpierw trzeba się w nią jednak zaopatrzyć).

Ze względu na popularność tej metody, przed sklepami tworzą się grupy oczekujących tam mężczyzn. Malowniczy to zresztą widok. Trochę stado pingwinów przypominający.

It's a war zone out there. Women trying on clothes and #miserablemen scattered about the store.

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Miserable Men (@miserable_men)

 

Na śpiocha

Starsi, życiowo bardziej doświadczeni panowie, nie kryją już nawet znudzenia zakupami i pełnioną w nich przez nich rolą. Zakupy są tak monotonne, a oczekiwanie tak nudne, że mężczyźni odpływają w krainę snów.

Potrafią to robić w każdej pozycji (zdjęcie poniżej) i na każdym sprzęcie na drzemkę pozwalającym. Bo dla śpiącego nic trudnego!

Panowie, dziękujemy, że jesteście. Bez was zakupy nie byłyby takie same. Więcej zdjęć współuzależnionych od zakupów znajdziecie na wspaniałym profilu Miserable Men, a nasz subiektywny wybór najzabawniejszych fotografii umieściliśmy w galerii.

No caption necessary.

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Miserable Men (@miserable_men)

 

A u was jak jest z zakupami i partner(k)ami
Więcej o:
Komentarze (28)
Mężczyzna towarzyszący partnerce na zakupach. 4 strategie przetrwania [ZDJĘCIA]
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • rabin_z_czubow

    Oceniono 45 razy 43

    Lepiej chodzić z nią, niż ona sama ma iść z moją kartą kredytową.

  • Pawel Brzana

    Oceniono 29 razy 29

    Ja zazwyczaj wolę kiedy partnerka sama sobie kupuje rzeczy i sama ich szuka bo w galeriach handlowych po ok 30min zaczynam robić się nerwowy i gburowaty

  • axenrolle

    Oceniono 23 razy 21

    W zakupach moje żony nie przerazaja mnie ceny ani ilości dokonywanych zakupów tylko czas ich trwania wynikajacy z braku zdecydowaniawania. Jeżeli ja potrzebuję na dokonanie zakupu spodni czy tez butów dajmy na to 5 minut to żona po dokonaniu trzydziestu niezbędnych przymiarek potrzebuje na to około godziny. Jeśli coś mi sie podoba to kupuję a ona podchodzi , przymierza , odchodzi znowu podchodzi znowu przymierza . Często z czegoś rezygnuje a potem w domu mówi- Kotku jutro pójdziesz do tego sklepu i kupisz te buty które przymierzałam na początku . Tylko pamietaj rozmiar 37.
    Dlatego często stosuję inną strategię " żona do do obuwniczego a ja do sportowgo lub ksiegarni obok"

  • moontravel

    Oceniono 15 razy 13

    Nigdy nie biorę męża na zakupy. To przecież zrzędząca kula u nogi!!

  • dziala_nawalony

    Oceniono 14 razy 10

    ratunku! dzisiaj mnie to czeka, wczoraj oznajmila skoro idziemy na wesele to musimy od rana ruszyc w miasto.no i pare godzin wyrwanych z zyciorysu juz jestem chory.

  • bialeem

    Oceniono 13 razy 9

    Genialne:D
    Ja się ciągle zastanawiam po grzybek oni to robią. Spotkałam w swoim życiu dosłownie jednego chłopa z którym zakupy, których nienawidzę, były prawie przyjemne. Reszta albo zachowuje się gorzej od bab kiedy to oni kupują albo siedzi jak ci powyżej jak kupuję ja (a robię to szybko i sprawnie, bo jak już wspominałam nienawidzę i CH napawa mnie wstrętem)

  • plutoniczna

    Oceniono 6 razy 6

    W moim małżeństwie wychodzi mi, że to ja jestem na „stendbaju”.
    Po prostu mój samiec alfa bardziej lubi zakupy niż ja:).

  • tajemniczy_don_pedro

    Oceniono 11 razy 5

    Można dać praktyczną nauczkę. Wziąć do sklepu z elektroniką albo bronią, a po pięciu minutach jęków i narzekania spytać: to jak będzie z ciągnięciem mnie do sklepu z łachami?

  • loginyzajete

    Oceniono 6 razy 4

    Wychodzi na to, że nie jestem kobietą. Zakupy napawają mnie obrzydzeniem. Co się da (czyli wszystko prócz żarcia) ogarniam w necie. W sklepie spożywczym kupuję, co muszę (nigdy nic za podszeptem chwili - nie moja natura) i spadam szybko - przeważnie 20 minut ze staniem w kolejce do kasy. Do galerii nie chodzę, chyba że zadaniowo do Empiku - kupić lubianą gazetkę. Po drodze zaglądam tyko do sklepu ze zdrową żywnością oraz czasem dla zwierzaków (jak coś co w necie kupuję się skończyło a nie opłaca się kupować niehurtowo). Jak wyląduję tam z facetem zaglądamy do sklepów z zabawkami (dzieci nie mamy). W sklepie z odzieżą byłam ostatnio 9 lat temu, jak trzeba było facetowi garniaka kupić. Myślałam, że zejdziemy z obrzydzenia. Po godzinie kupiliśmy i spad. Nie mam zielonego pojęcia co jest takiego fajnego w zakupach w galerii. W necie mam większy wybór i od razu wymiary napisane i do tego co najmniej 50 procent taniej. Zaoszczędzoną kasę wolę wydać na swoje pasje (fotografia, broń czarnoprochowa, fachowa literatura zawodowa).

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX