Kojarzycie ją z reklam? To Paulina - Polka, matka czwórki dzieci, która przypadkiem podbiła branżę reklamową

- Bywa, że osoby z branży dziwią się, że można mieć czworo dzieci z jednym mężem. Ze względu na swoją inność mogłam być wykluczona: nie piję alkoholu, jestem silnie związana z rodziną, mam wiarę. Ale tak się nie stało - mówi Paulina Chodkowska, modelka reklamowa, jedna z częściej pojawiających się w polskiej reklamie kobiecych twarzy.

Ola Długołęcka, Kobieta.gazeta.pl: Zanim trafiłaś do reklam, byłaś modelką?

Paulina Chodkowska, modelka reklamowa, mama czwórki dzieci, żona: Nie. Nie mam takiego doświadczenia. Po studiach wyjechaliśmy razem z mężem na Karaiby do pracy na wielkich statkach wycieczkowych. Awansowałam z kelnerki na menedżerkę jednej z restauracji. Nowe stanowisko było mniej męczące fizycznie i uznaliśmy, że to dobry moment, żeby postarać się o dziecko, bo uda się połączyć pracę z ciążą. Okazało się jednak, że to ciąża wysokiego ryzyka. Lekarze sugerowali zresztą usunięcie jej ze względu na zagrożenie dla mojego życia. Nie zdecydowaliśmy się na taki krok.

Tydzień później zeszliśmy ze statku i kiedy tylko mój stan zdrowia na to pozwolił, wróciliśmy do Polski, walczyć o Apolonkę, która ma teraz 11 lat. Spodziewałam się dziecka, nie miałam pracy, żadnych świadczeń. Urodziłam córkę, a później kolejną dwójkę dzieci - średnio co dwa lata. Byłam więc pełnoetatową mamą, żoną przy mężu. Tymczasem kończyły się nasze oszczędności, mąż dosłownie walczył o przetrwanie.

Jak to się stało, że zaczęłaś występować w reklamach?

- Jeszcze na studiach pracowałam dorywczo jako hostessa m.in. przy wręczaniu nagród prasowych. Moje zdjęcia były w agencji i przypadkiem trafił na nie fotograf. To zdarzyło się wcale nie tak dawno, bo w 2013 roku. Akurat byłam na plaży z trójką dzieci, kiedy zadzwonił i zapytał, czy nie jestem zainteresowana sesją do reklamy. Do dziś pamiętam, że z plaży przesyłałam mu swoje aktualne zdjęcie, bo od momentu dorabiania sobie na studiach minęło przecież trochę czasu. Zrobiliśmy tę sesję i na koniec usłyszałam od fotografa, że absolutnie powinnam pracować jako modelka reklamowa, że to jest moja przyszłość.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Paulina Chodkowska (@paulinachodkowska) Wrz 19, 2017 o 11:05 PDT

Miałaś wtedy 32 lata i żadnych doświadczeń reklamowych na koncie.  

- Tak było. Zostałam polecona do agencji mojej znajomej modelki. Od razu zaczęli wysyłać mnie na castingi do reklam. Jeśli ktoś spodoba się na castingu, zostaje zaproszony na tzw. recall, czy ponowny casting, ale już w niewielkim gronie osób, które są brane ostatecznie pod uwagę. I ja ciągle miałam te recalle, ale koniec końców nie dostawałam zleceń. A przy trójce małych dzieci, pracującym mężu i jednym samochodzie to była bardzo zaawansowana logistyka, żeby dwa razy w tygodniu na kilka godzin wyrywać się z domu. Po kilku takich nieudanych próbach doszliśmy do wniosku, że nic z tego nie będzie, że trzeba odpuścić. Postanowiłam, że pójdę ten jeden, ostatni raz. I wtedy zaskoczyło. Robiłam tyle reklam, że wszyscy w branży łapali się za głowy.

Zasada w branży reklamowej jest taka, że jak się zrobi reklamę dla firmy farmaceutycznej, to kolejne firmy farmaceutyczne nie chcą cię zatrudniać. Ja zrobiłam cztery farmaceutyki z rzędu, stając się zaprzeczeniem systemu.

Postrzegam to zresztą w kategoriach cudu. Może zabrzmieć dziwnie, ale zaczęło nam się dobrze wieść po tym, jak pojechaliśmy na rekolekcje, podczas których powierzyliśmy nasze życie i problemy materialne św. Józefowi, patronowi rodziny. Ten tak o nas zadbał, że wyszliśmy na prostą: z bloku przeprowadziliśmy się do domu, kupiliśmy drugi, większy samochód, a w bonusie dostaliśmy czwarte dziecko, o które się bardzo zresztą staraliśmy.

Zawsze chcieliście mieć dużo dzieci?

- Ja nie byłam przekonana, czy podołam fizycznie. Ale Szymon jest takim wsparciem, że ciągle jestem dla niego pełna podziwu. Jego szefowie wiedzą, że on wszystko zrobi, projekty dokończy, wszystko wykona w terminie, ale o 16.00 musi wyjść, bo odbiera dzieci ze szkoły.  

Ze swoimi wartościami i rodziną wyróżniasz się w branży reklamowej.

- Bywa, że osoby z branży dziwią się, że można mieć czwórkę dzieci z jednym mężem. Pytają, czy mi się nie znudziło. Z jednej strony mnie to śmieszy, z drugiej zaczyna męczyć. Ze względu na swoją inność mogłam być wykluczona: nie piję alkoholu, jestem silnie związana z rodziną, mam wiarę. Ale tak się nie stało. Dzięki pracy w reklamie poznałam wiele wartościowych osób.

Ewangelizujesz?

- To za dużo powiedziane, ale czasami w rozmowie jeden na jeden poruszam głębsze tematy. Wiara jest dla mnie odniesieniem, na niej budujemy naszą rodzinę. Jak mam więc nie opowiadać o tym, co jest naszą siłą i szczęściem, bez opowiadania o Bogu?

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Paulina Chodkowska (@paulinachodkowska) Wrz 25, 2018 o 2:07 PDT

W ilu reklamach zagrałaś?

- Nie liczyłam, ale pewnie w kilkudziesięciu. Na samym początku wygrałam casting do reklam na Polskę jednej z sieci sklepów dyskontowych i stawałam na planie kilka razy w tygodniu. W 2015-2016 roku robiłam po pięć reklam w miesiącu. Teraz robię jedną-dwie, ale dzięki Bogu otrzymuję zaproszenia do ciekawszych projektów za lepsze stawki.

Grasz w wielu reklamach z prawami na zagranicę. Za każdym razem kiedy te prawa wygasają, a reklama ma być ponownie wyemitowana, powinnaś dostać honorarium.

- To jest problem. W reklamie w ogóle długo się czeka na honorarium, bo proces produkcji jest złożony, emisja reklam ma odległy termin. Ja - chociaż nie mam podpisanej umowy na wyłączność - współpracuję tylko z jedną agencją. I oni zajmują się wszystkimi moimi sprawami. A z przestrzeganiem opłat licencyjnych jest problem, bo żadnej agencji nie stać na wykupienie platformy monitorującej reklamy. Wiele w tym wypadku opiera się na zaufaniu. O tym, że reklama ze mną jest emitowana, dowiaduję się od znajomych, osób, z którymi w reklamie wystąpiłam, bywa, że sama coś zauważę. Zgłaszam te przypadki mojej agentce, ona się tym zajmuje i dochodzi moich praw.

Opowiedz o tym, jak wygląda casting. Z takim dorobkiem wciąż czekasz w kolejkach po cztery godziny?

- Dziś zdarza mi się czasem, że jeśli dziećmi zajmuje się mój mąż, to siadam w kącie, czekając na swoją kolej. Reżyserzy castingów znają mnie i moją sytuację rodzinną, więc idę na casting, kiedy wiem, że chcą mnie na nim zobaczyć. Kilka razy brałam dzieci ze sobą, ale to nie jest dla nich dobre miejsce. Małe dziecko można jeszcze ukoić, przytulić, ale starsze lądują z tabletem lub telefonem w dłoni, tylko nieliczne mają książkę i zdrową przekąskę. Raz zdarzyło się, że musiałam zabrać dzieci na recall i całkiem przypadkiem dostały od reżysera propozycję zagrania ze mną. Ale to nie było planowane.

Modelka dostaje pieniądze za prawa do reklamy oraz za dzień zdjęciowy, od tego odejmuje się prowizję dla agencji. I te stawki są bardzo różne. To może być 1500 zł, a może być kilkadziesiąt tysięcy - zależy od klienta i od liczby praw na kraje, w których reklama będzie emitowana. Czy selekcjonujesz, w których castingach opłaca ci się brać udział?

- Od razu zaznaczę, że każdą propozycję zagrania w reklamie traktuję jak błogosławieństwo.  Ale jak byłam na fali i wygrywałam wszystkie castingi, to zrobiłam parę reklam, które okazały się strzałem w kolano. Zdarzyło mi się na przykład na początku kariery przyjąć propozycje, które uniemożliwiły mi zagranie później w większych reklamach z powodu zakazu konkurencji. Teraz po konsultacji z agentem odmawiam udziału w reklamach, które są dla mnie mniej korzystne.

W mailach, które są rozsyłane do epizodystów z opisem reklamy, pojawiają się adnotacje: "tylko aktorzy lub zdolni aktorsko", "tylko nieograne osoby" i "zapraszamy naturalne panie bez wypełniaczy", a i tak przychodzą wszyscy.

- Przychodzą, ale nie przechodzą selekcji korytarzowej, kiedy reżyser castingu wychodzi, omiata wzrokiem tłum i dziękuje kandydatom, którzy nie spełniają opisanych warunków. Ja, jak czytam w opisie, że szukają aktorki, to proszę, żeby agencja dopytała, czy na pewno mam przychodzić.

W castingach biorą udział także naprawdę piękne kobiety, takie rasowe modelki. A w reklamie jest moda na mamy - ciepłe, uśmiechnięte, charakterystyczne, z piegami, urokiem, naturalne. Sztuczność jest niemodna. Reżyserzy z reguły nie dają szansy kobietom, które majstrowały przy urodzie - mają powiększone usta, wypełnione policzki, botoks, dopinane włosy.  

No właśnie. Ty kręcisz nie tylko reklamówki, ale robisz także sesje "beauty", czyli typowo urodowe, zarezerwowane raczej dla profesjonalnych modelek - byłaś w reklamach Vichy, Avonu...

- Niedawno robiłam projekt dla sieci perfumerii ze Stanów Zjednoczonych - castingi były w Warszawie i Londynie. Zostałam wybrana jako jedyna Polka. Tak się jakoś szczęśliwie złożyło. A teraz wygrałam dwa największe pod względem stawki castingi i jestem brana pod uwagę w trzecim, ze stawkami, jakich do tej pory nie było.

Jak ci się wydaje, dlaczego wycinasz konkurencję i dostajesz najlepsze reklamy?

- Naprawdę myślę, że to wszystko, co się dzieje, jest wymodlone. Wiem, jak to brzmi, wiem, że mówienie o wierze nie jest modne, jest wręcz dziwne, ale za każdym razem, kiedy przychodzi moment, w którym już wydaje mi się, że to ja jestem taka super i świetnie gram, i sama zawdzięczam sobie wygrywanie castingów, przestaje mi iść. A kiedy zdaję się na wiarę, przychodzi sukces.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Paulina Chodkowska (@paulinachodkowska) Lis 30, 2015 o 12:31 PST

Jesteś amatorką, a grasz w reklamach role mówione i wymagające zdolności aktorskich. Czy zdarza ci się czuć, że brak warsztatu cię ogranicza?

- Nie mam takiego poczucia, chociaż nie skończyłam żadnej szkoły aktorskiej. Pewnie dobrze by było mieć warsztat, z drugiej strony od wielu reżyserów reklam słyszałam, że cenią mnie za moją naturalność. Nie jestem ekspertką, ale wydaje mi się, że czasami niektórzy aktorzy grają zbyt teatralnie. To, co super wychodzi na deskach teatru, niekoniecznie podoba się reżyserom reklamowym.

O mnie wiadomo, że nie zagram sceny rozbieranej, że nie reklamuję alkoholu. Zazwyczaj startuję w castingach do ról mam i "beauty". Mam 37 lat, ale ciągle mieszczę się w kategorii wiekowej, w której jest najwięcej pracy, czyli 30-35 lat.

Nie opatrzyłaś się jeszcze?

- Po pierwszej fali sukcesu przyszedł moment, w którym zaczęłam słyszeć: "Nie, Paulina, dziękujemy, już cię nie chcemy". I miałam przestój. Stwierdziliśmy z mężem, że dobrze mi zrobi przerwa w pracy i to będzie moment na czwarte dziecko. I faktycznie, zniknęłam, moje reklamy przestały być już tak często emitowane. Wróciłam do pracy, kiedy Antoś miał sześć tygodni i teraz znowu się dużo dzieje.

Nie masz pracy z comiesięczną pensją. Twój mąż ma stałe dochody. Jak gospodarujesz swoimi zarobkami? Na co przeznaczasz takie pojedyncze strzały?

- Pensja Szymona idzie na życie: rachunki i kredyty. Moje większe strzały - na nadpłaty kredytu, a mniejsze na wakacje i rzeczy ekstra. Nie żyjemy rozrzutnie. Chcemy jak najszybciej spłacić kredyt, który mamy na 30 lat. Nasze dzieci są w szkole prywatnej - na szczęście wielodzietność daje nam zniżkę w opłatach, część czesnego pokrywają pieniądze z 500+. Wyszliśmy na prostą.

Przez pięć lat chodzenia na castingi zauważasz jakieś zmiany w branży reklamowej?

- Jak już wspomniałam, teraz w cenie jest naturalność. A reklamy są coraz lepsze: ciekawsze, odważniejsze, kręcone z rozmachem, opowiadające życiowe historie, wykorzystujące zaskakujące efekty. Widzę też, że reżyserzy castingów zaczynają dostrzegać, że po kilku godzinach czekania na wejście na casting ludzie nie wyglądają i nie czują się za dobrze - pojawia się więc pierwsza selekcja korytarzowa, coraz więcej castingów odbywa się też już po selekcji ze zdjęć. Wiele osób narzeka, że stawki w branży są niższe niż kilkanaście lat temu, ale nadal jest to bardzo atrakcyjna forma zarabiania na życie.

Jaki masz pomysł na siebie na najbliższe 10 lat? Zostajesz w reklamie?

- Fajnie byłoby zrobić coś innego - stworzyć własną kolekcję np. biżuterii, ale... Moją pracę uwielbiam za wolność, jaką mi daje. Parę razy w miesiącu wychodzę na kilka godzin, a potem wracam i jestem z bliskimi. Chociaż kręcenie reklam wymaga sporej determinacji. Plany zdjęciowe potrafią trwać od piątej rano do nocy, trzeba - pomimo zmęczenia - grać z promiennym uśmiechem. Ale nie chciałabym pracować na pełen etat. Moje dzieci mnie potrzebują.

Lubię to, że mogę zająć się domem, prać, prasować, gotować. Ale też mam od tego odskocznię, kiedy przez krótki czas jestem traktowana jak księżniczka - malowana, czesana, ubierana, zaopiekowana. Spełniam się, a potem wracam do domu, gdzie prowadzę normalne życie. Nie jestem ograniczana urlopami, nie mam szefa.

Planuję wyjść poza Polskę i więcej pracować dla zagranicznych agencji, z którymi moja agencja współpracuje. Do tej pory karmiłam piersią najmłodszego synka, nie mogłam więc za bardzo podróżować. Ale teraz taka możliwość się pojawiła. I bardzo bym chciała, żeby moja praca w reklamie jeszcze potrwała.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Więcej o:
Komentarze (123)
Kojarzycie ją z reklam? To Paulina - Polka, matka czwórki dzieci, która przypadkiem podbiła branżę reklamową
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: tylno

    Oceniono 70 razy 60

    A tak mnie ciekawi - skoro za sukcesy odpowiada modlenie się, powierzenie życia bogu etc to za BRAK sukcesu co odpowiada? Ktoś się za słabo modli czy bóg go nie lubi?

  • Gość: Pp

    Oceniono 52 razy 42

    Chrześcijaństwo sukcesu......
    W stanach to modne. Nie mieszaj Boga i pieniędzy.

  • kacykmoralny

    Oceniono 47 razy 41

    Tak, tak wymodliłam i teraz Pan Bóg mi pomaga w pracy w jednym z bardziej niemoralnych biznesów tego świata. Jak ja nie cierpię tej religianckiej hipokryzji.

  • heliheli

    Oceniono 37 razy 35

    pani dostaje role w reklamach bo miala szczescie urodzic sie z twarza ktora sie ludziom podoba . Nie spedzila tysiecy godzin trenujac , ksztalcac sie , pomagajac innym , etc ..... po prostu urodzila sie z ladna twarza i sie nie roztyla ani nie rozpila . Gratuluje urodzenia sie z ladna twarza . A te inne pseudo filozoficzne rozwazania pani z ladna twarza sa raczej smieszne .

  • Gość: mona

    Oceniono 33 razy 29

    "Nie żyjemy rozrzutnie" - co za bzdury, na jej i meza Insta same markowe ciuchy Ralph Lauren itp, toreki Prada, Loui Vuiton itp, zegarki Tissot itp, sprzet narciarski Burton itp.....czyli rzeczy z gornej polki cenowej, zadnych ciuchow z sieciowek czy bazarku. Maz super Audi jezdzi. Dzieci tez od urodzenia w markowych drogich ciuchach....a do tego biora 500+ i 300+ na dziecko!!!! co za obluda i zachlannosc!!!
    "Tymczasem kończyły się nasze oszczędności, mąż dosłownie walczył o przetrwanie", jakos po zdjeciach z Insta gdy pierwsze dzieci byly malutkie nie widac by walczyli o przetrwanie, ciuchy markowe ale tansze byly. Maz zarabia jako Director w PriceWaterCooper kupe kasy i wczesniej tez dobre stanowiska mial, skoro stac ich na wczesniejsza slate kredytow to jest duzo kasy, wiec niech nie klamie, ze zyja jak zwykly Kowalski. Prywatna szkola dla 3 dzieci to tez spory wydatek, kogo na tyle stac? Tylko kasiastych. Ale laczenie dobrej kasy i zasilkow to sie w glowie nie miesci - co za pazernosc!!! Jak maja kase to niech mowi ze jest kasa i jest dobrze, a nie sciemnia ze im ciezko i chca wyjsc na prosta szybko i przy dodatkowej pomocy zasilkow!!!! Jakby bylo ciezko od poczatku to by tylu dzieci nie robili by potem "walczyc o przezycie".
    Tej sciemy w artykule nie da sie czytac, obejrzyjcie ich Insta i zgodzicie sie ze jej biedny opis zycia nie pasuje do faktow ze zdjec. Na Fb ludzie jej gratuluja tej sciemy, booooszszee ratunku!

  • nudnezyciezzz

    Oceniono 37 razy 29

    Nie kojarzę, śmieszy mnie na wejściu informacja że to matka czwórki dzieci. Stawiają nam ją za wzór chyba, kobieta, jej sukces życiowy - matka! Jakby do niczego innego nie była potrzebna. Widać że ma wybielone zęby i jest wygładzona na zdjęciach. W dzisiejszych czasach każdy może być fotogeniczny, mamy masę filtrów upiększających i programów, niema się czym zachwycać. Idę po kawę.

  • Gość: Świata nie zmienisz

    Oceniono 21 razy 21

    Jeśli coś tu jest zasługa 'boga' to raczej uroda której 'bóg' jej nie poskąpił. Pozytywna kobieta, ale ta naiwna wiara u ludzi zawsze mnie rozwala. Tym bardziej że dowodzi jedynie tego że maja małe pojęcie o swojej religii. Jakby mieli większe to by rozumieli że ich bóg nie ma tu nic do tego (czy im się powiedzie w życiu czy nie). No ale cóż - wiara nie idzie w parze z logiką i rozumem. Bez urazy, to nie jest nic pejoratywnego, ot taki truizm. Jak ten, że ludziom prostej i głębokiej wiary łatwiej się żyje. Niezależnie jak bardzo naiwna ta wiara jest.

  • jaan-ka76

    Oceniono 16 razy 16

    Dawanie twarzy do sprzedaży złudzeń, jakie to wzniosłe i umotywowane religijnie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX