Zuzanna Łapicka: Straszyli Daniela, że powiedzą mi, jaki jest niewierny. Odparł: ''Mam tolerancyjną żonę, niczego się nie boję''

Angelika Swoboda
Zuzanna Łapicka, dziennikarka, autorka książki "Dodaj do znajomych" wspomina dzień, w którym wprowadzono stan wojenny i opowiada o paryskiej emigracji.

13 grudnia mieliśmy świętować 20-lecie pracy artystycznej mojego ówczesnego męża, Daniela Olbrychskiego. Jako aktor zaczął bardzo wcześnie grać, już jako 16-latek debiutował razem z Magdą Zawadzką u Andrzeja Konica [reżyser teatralny, filmowy, telewizyjny - przyp. red.]. Na niedzielę 13 grudnia do restauracji na Starym Mieście w Warszawie Daniel zaprosił Andrzeja Konica i innych swoich mistrzów - Andrzeja Wajdę, Adama Hanuszkiewicza. Jeszcze w sobotę potwierdzałam wszystkich gości - w Warszawie trwał akurat Kongres Kultury i nie mieliśmy pojęcia, że niebawem zostanie zerwany.

W niedzielę rano zamierzałam jeszcze doprosić parę osób, ale gdy się obudziłam, telefon już nie działał. Pomyślałam, że pewnie nie zapłaciłam rachunku i zaczęłam się zastanawiać, jak ja się teraz skontaktuję z gośćmi. Ale w kwadrans wszystko się wyjaśniło: usłyszeliśmy w radiu komunikat, że ogłoszono stan wojenny. "Groza" - pomyślałam. Oczywiście wybiło mnie to z rytmu przyjęciowego. Błyskawicznie się ubrałam, spakowałam niespełna roczną córkę Weronikę do wózka i ruszyłam w śniegu na Starówkę.

u Andrzeja uawskiegoPary 1979
Zuzanna Łapicka z Danielem Olbrychskim i Andrzejem Żuławskim (fot. archiwum prywatne Zuzanny Łapickiej)

Mieszkaliśmy wtedy przy Inflanckiej w Warszawie, w blokach, które Krzysztof Kieślowski utrwalił w "Dekalogu". Gdy wyszłam z domu, zobaczyłam stojące nieopodal czołgi. Znów dotarła do mnie groza tego, co się dzieje. Na drzwiach restauracji, którą zarezerwowaliśmy, wisiała kartka, że lokal jest zamknięty. Doczepiłam swoją, że odwołujemy przyjęcie, i ruszyłam w drogę powrotną. W naszej 30-metrowej kawalerce już się kłębił tłum ludzi. W sąsiednich blokach mieszkało wielu artystów, jak chociażby Maja Komorowska czy Olgierd Łukaszewicz, więc wszyscy oni zaczęli się do nas schodzić. Byliśmy wstrząśnięci, wymienialiśmy się wieściami. I tak  planowane na wieczór przyjęcie w restauracji zamieniło się w rozmowy w naszym mieszkaniu. Trwały całą noc.

Ciągle ktoś dzwonił do drzwi i przynosił wiadomość, że internowali kolejną osobę. I tak dzień za dniem. 16 grudnia przyszły zapłakane dziewczyny z "Solidarności" i powiedziały, że w kopalni Wujek zastrzelono górników. Któregoś dnia, o świcie, pod blok podjechał fiat 125p. Zorientowałam się, że to ubecy idą po Daniela. Akurat nakarmiłam córkę, położyłam ją w łóżeczku. Obudziłam Daniela, podeszłam do drzwi i powiedziałam do funkcjonariuszy: "Tylko mi nie obudźcie dziecka".  Myślałam, że Daniela zabiorą na dłużej, więc w ostatniej chwili dałam mu cieplejsze kalesony. Ale wieczorem wrócił po całodziennym przesłuchaniu, bardzo z siebie dumny, że ich pouczał. Żartowałam nawet, że pewnie zrobili sobie w aktach zapiski: "Więcej Olbrychskiego nie przywozić". Podobno straszyli go, że powiedzą żonie, jaki jest niewierny. Na co Daniel odparł: "Mam bardzo tolerancyjną żonę, niczego się nie boję". Uznali pewnie, że w takiej sytuacji nie mają go czym szantażować.

rKomorowska50-lecie Daniela Olbrychskiego1995fot. Jacek Babiczul. Nakowskich 84/2420-470 Lublinte. 544-868
Zuzanna Łapicka z Mają Komorowską (fot. archiwum prywatne Zuzanny Łapickiej)

Kolejne dni były smutne i niepewne. Nie wiedzieliśmy, co z nami będzie. Daniel czytywał wtedy wiersze w kościele św. Anny. Zbieraliśmy się tam wieczorami. Niedługo później Daniel dostał paszport. Podpisał wcześniej kontrakt we Francji, więc pozwolili mu pojechać, żeby nie płacić odszkodowania. Wyjechał w styczniu, a ja dołączyłam do niego w kwietniu. Staliśmy się częścią emigracji paryskiej, zresztą tam właśnie znalazła się większość opozycji. Niektórzy ze świadomością, że nigdy już do Polski nie wrócą. Inni pogrążeni w rozpaczy, tak jak Agnieszka Holland, która nie wiedziała, kiedy zobaczy swoje dziecko. Dla mnie też były to najbardziej dramatyczne chwile w życiu.

W paryskim mieszkaniu Andrzeja Wajdy i Krysi Zachwatowicz nastroje były kiepskie. Krysia w jednym pokoju pakowała paczki dla internowanych, a w drugim Gerard Depardieu uczył się roli do "Dantona" Wajdy. Po paru miesiącach dojechała do nas Magda Umer, był Jacek Kaczmarski, Bogusław Linda, Wojciech Pszoniak, Andrzej Seweryn, Janusz Kijowski. Wszystkim Wajda dawał pracę i z pomocą Amnesty International wyciągał ludzi z kraju. Daniel z kolei miał kontrakt z Claude'em Lelouchem.

Spędziliśmy we Francji parę lat. Większość z nas mieszkała w miasteczku pod Paryżem, żeby było taniej. W tej samej miejscowości mieszkała Irena Krzywicka, u której funkcjonowało coś w rodzaju salonu literackiego. Dojeżdżał tam z Paryża Kazimierz Brandys z żoną czy Adam Zagajewski. My z Danielem bywaliśmy na tych spotkaniach co weekend. W pięknym domu pod Paryżem mieszkał też Andrzej Żuławski, który gościł głównie intelektualistów i pisarzy francuskich. Urodził się we Francji i czuł się tam jak u siebie.

Brzmi to bajkowo - w Polsce stan wojenny, a my bawimy się we Francji. Tak naprawdę jednak bajkowo nie było. Byliśmy przygnębieni i nie wiedzieliśmy, co się z nami dalej stanie. Zarzucano Danielowi, że chałturzy, ale on nie bardzo mógł grymasić, bo miał na utrzymaniu mnie, Weronikę i syna, który do nas dojechał. Dzielnie to na siebie wziął.

09 03 2002 WROCLAW STUDIO RADIA SPOTKANIE Z MAGDA UMER  ZUZANNA LAPICKA OLBRYCHSKA I AGATA PASSENTFOT. KRZYSZTOF RAK / AGENCJA GAZETAPLYTA WROCLAW NR 102
Zuzanna Łapicka z Agatą Passent i Magdą Umer (fot. Krzysztof Rak / AG)

We Francji wszystko było dla mnie obce. Wiedziałam, że wcześniej czy później wrócę do Polski, i to ja nalegałam, żebyśmy pojechali do kraju, jak tylko pojawi się taka możliwość. Gdy się nadarzyła, wróciliśmy. Od razu zaczęłam pracę w Teatrze Rampa, bo nie chciałam być zależna od męża. 

Notowała: Angelika Swoboda

Zuzanna Łapicka. Urodziła się w 1954 roku w Warszawie. Jest absolwentką filologii romańskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Tłumaczka, przez 10 lat kierowniczka literacka stołecznego Teatru Rampa, a potem szefowa Redakcji Publicystyki Kulturalnej i Rozrywki w TVP. Córka Andrzeja Łapickiego i była żona Daniela Olbrychskiego, z którym ma córkę.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Więcej o:
Komentarze (8)
Zuzanna Łapicka: Straszyli Daniela, że powiedzą mi, jaki jest niewierny. Odparł: ''Mam tolerancyjną żonę, niczego się nie boję''
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • typowynazista

    Oceniono 19 razy 7

    "Brzmi to bajkowo - w Polsce stan wojenny, a my bawimy się we Francji. Tak naprawdę jednak bajkowo nie było. Byliśmy przygnębieni i nie wiedzieliśmy, co się z nami dalej stanie."
    Ojoj bidulki, smutno wam było, że spie...liście z kraju i nie wiecie co teraz zrobić? Jakoś ku... tych 35mln obywateli, co nie spie...ło sobie poradziło. Jedni lepiej, inni gorzej, jedni jako UB, TW, MO, KC i inne wulgarne skróty, inni jako szeroko pojmowani "polityczni" a jeszcze inni jako te masy ciemne, co do gara nie miały co włożyć.

    Ajaj, ale to WAM było smutno i źle, bo w cieplutkim grajdole Wajdy żeście sobie rozmyślali o ojczyźnie. Ciekawe, że siedzieliście tam "parę lat", mimo iż tak strasznie źle wam było. Opozycjoniści ku... od siedmiu boleści.

  • baby1

    Oceniono 19 razy 7

    Nie przesadzajcie już z tą martyrologią. Już się od tego rzygać chce. Jakoś nikt nie zauważa, że po "drugiej stronie" byli żołnierze służby zasadniczej, lub po studiach, którzy trafili do wojska wbrew swej woli i mieli w tym czasie znacznie gorzej niż internowani lub ci co wyjechali za granice.

  • traceability

    Oceniono 12 razy 6

    A ja pamętam, kiedy przyjeżdżałem na weekendy z Warszawy do domu rodziców w Mławie i siedziałem wieczorami przy staryn odbiorniku lampowym, słuchając Wolnej Europy. Zazdrościłem wtedy im wszystkim: Olbrychskiemu, Holland, Kaczmarskiemu etc., że są na zachodzie, a ja siedzę w tej ch...ni.

  • emazkawka

    Oceniono 22 razy 6

    Ot, cała walcząca palestra artystów, Szkoda tylko, że na paryskich salonach a nie na ulicach ojczyzny lub polskim podziemiu.

  • jan.go

    Oceniono 1 raz 1

    Czym dalej od zdarzenia historycznego tym więcej pokrzywdzonych Zawsze tak było Nawet Legionistów i AK owców wbrew pozorom nie ubywa i do tego są coraz młodsi

  • javall

    Oceniono 15 razy 1

    Toz to czyste nieskalane bohaterstwo. Lemingi "ïntelektualisci".

  • Gość: Tessa

    Oceniono 17 razy -5

    Bez przesady. Chcieli błysnąć to byli internowani. A kto poleciał na Olbryskiego? rudego paskudnego lisa ?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX