Single z wyboru. "Nie rzucę wszystkiego dla kogoś, kogo dopiero poznałem"

Ewa Jankowska
- Bycie singlem może być potrzebne i rozwijające. Ale jest to zazwyczaj epizod w życiu. Nie każdy chce mieć rodzinę i dzieci, ale każdy chce mieć obok siebie drugiego człowieka - mówi psychoseksuolożka Bianca Kotoro. Według danych Eurostatu w Polsce jest coraz więcej osób mieszkających w pojedynkę. Sprawdziliśmy, kim są współcześni single.

Czuję się kompletną osobą

Marianna rozpoczęła życie singielki po dziewięcioletnim związku. - Byłam bardzo zakochana w moim partnerze, pierwsze dwa lata to był istny miesiąc miodowy. Byłam przekonana, że jesteśmy tą parą, o której kręci się romantyczne komedie, że się po prostu odnaleźliśmy - opowiada. Marianna była wstrząśnięta, kiedy w trakcie wyjazdu służbowego dowiedziała się, że partner ją zostawia. Kilka tygodni później wyszło na jaw, że wcale nie potrzebuje czasu dla siebie, jak początkowo twierdził, ale kogoś poznał. - Nie byłam na to przygotowana. Rozpadłam się na tysiąc kawałków. Potem próbowałam załatać dziurę po nim, czyli poznać kogoś nowego - to był wtedy dla mnie jedyny możliwy scenariusz - opowiada. To się jednak nie wydarzyło. - Trzeci rok żyję solo.

34-letnia Marianna ma pracę, w której jest doceniana, bardzo dobrą sytuację finansową, zaczęła  bardziej dbać o relacje - z rodziną, przyjaciółmi. Jej celem nie jest bycie całe życie solo, ale osiągnęła moment, w którym - jak twierdzi - w pojedynkę czuje się kompletną osobą. - Dominuje narracja, że osoby samotne są wybrakowane, albo coś z nimi jest nie tak, albo że głównym celem człowieka jest znalezienie partnera. Ku mojemu zaskoczeniu teraz mój poziom zadowolenia z życia jest co najmniej na takim samym poziomie jak wtedy, kiedy byłam w szczęśliwym związku - opowiada.

Przyznaje jednak, że gdy jest singielką, trudniej jej jest zaspokajać różne potrzeby. - Mam potrzebę intymności. Brak stałego wsparcia, bliskości - to są największe minusy życia solo. Ale to nie jest tak, że te pragnienia może zaspokoić tylko jedna osoba. Trzeba się bardziej postarać, dowiedzieć, jak sięgać po to, czego się potrzebuje w inny sposób - tłumaczy. Ma swoje ulubione filmy pornograficzne, a, jak dodaje, w czasach Tindera [aplikacja randkowa - przyp. red.] umówienie się na seks jest bardzo proste.

Miewa jednak chwile, kiedy czuje się tak samotna, że ma ochotę płakać. - Zdarza się to może raz na kwartał. Ale i wtedy nie popadam w beznadzieję. To, że nie mogę czegoś mieć, nie oznacza, że mam tego nagle desperacko szukać. Trzeba zaakceptować, że nie wszystkie potrzeby będziemy mieli zawsze zaspokojone - podsumowuje.

W tej chwili pracuje nad tym, żeby przyzwyczaić się do myśli, że może pozostać singielką do końca życia.

Bycie singlem to epizod

Według danych GUS z 2016 r. w Polsce jest prawie 29 proc. osób stanu wolnego powyżej 20. roku życia - to o ok. 7 proc. więcej niż w 2011 r. W Polsce jest też coraz więcej jednoosobowych gospodarstw domowych. Według badań Eurostatu odsetek ten wzrósł z 19,5 proc. w 2007 r. do 23,5 proc. w 2017 r. Mimo że singli jest w Polsce coraz więcej, w kwestii życia w pojedynkę Polacy są podzieleni - 49 proc. akceptuje taki styl życia, 45 proc. - nie. Jednocześnie nawet 61 proc. Polaków nie ma nic przeciw temu, by młodzi ludzie odkładali decyzję o stałym związku, a nawet z niego rezygnowali. Im młodsi, tym liczniej to akceptują.

Prof. Bella DePaulo z University of California przeanalizowała 814 badań dotyczących singli. W 2016 r. przedstawiła wyniki swoich analiz. Twierdzi, że negatywny portret singli, którzy są zaabsorbowani pracą i mają kłopoty ze znalezieniem partnera, należy skorygować. Jej zdaniem ludzi samotnych jest coraz więcej, ponieważ coraz więcej osób chce być singlami. Dzięki temu mogą wybierać to, co jest dla nich najlepsze, bardziej autentyczne i satysfakcjonujące. Ludzie samotni, jak twierdzi, częściej mogą sobie pozwolić na pracę, która jest dla nich bardziej satysfakcjonująca. Nie muszą iść na kompromisy wynikające z tego, że mają na utrzymaniu rodzinę. Single są również bardziej związani z najbliższą rodziną, głównie z rodzicami i rodzeństwem, oraz z przyjaciółmi.

Zmianę w postrzeganiu singli można również dostrzec w tym, jak funkcjonują oni w sieci - jeszcze kilka lat temu jedynymi portalami dla singli były te, które służyły przede wszystkim znalezieniu partnera na stałe - Sympatia.pl czy eDarling.pl. W ciągu ostatnich kilku lat powstało wiele aplikacji umożliwiających poznanie kogoś między innymi wyłącznie na seks, jak np. Tinder. W takich aplikacjach jak OkCupid czy Bumble użytkownik może zaznaczyć w swoim profilu, czego szuka. Wachlarz jest szeroki - od krótkich relacji, wyłącznie na seks, przez relacje "na jakiś czas", po związki na stałe i przyjaźnie. 

Psychoseksuolożka, terapeutka Bianca-Beata Kotoro przekonuje, że można być singlem z wyboru, nawet bardzo szczęśliwym singlem, ale tylko przez jakiś czas. - Są osoby, które twierdzą, że życie w pojedynkę jest tym, co daje im największą satysfakcję, ale świat nauki nie poznał jeszcze przypadku, żeby osoba żyjąca samotnie przez dwadzieścia czy więcej lat była z tego powodu szczęśliwa - mówi.

Jak podkreśla ekspertka, podejście do życia w pojedynkę zależy od tego, w jakim jesteśmy wieku. - Na studiach wydaje nam się, że całe życie przed nami, upajamy się wolnością i z czasem się do niej przyzwyczajamy. Bycie singlem ma wiele plusów - nie trzeba się do nikogo dostosowywać, iść na kompromisy, przed nikim tłumaczyć - mówi Kotoro. Granicą, kiedy bycie singlem przestaje być aż tak atrakcyjne, jest 35. rok życia. - Widzę to po pacjentach, którzy trafiają do mnie do gabinetu. A po czterdziestce raczej nikt już o sobie nie powie, że jest singlem z wyboru, chyba że to osoba po rozwodzie czy stracie wieloletniego partnera. Nie każdy chce mieć rodzinę i dzieci, ale każdy chce mieć obok siebie drugiego człowieka. Bycie singlem to tylko pewien epizod - podkreśla psychoseksuolożka.

Uczestnicy badania CBOS z 2018 r. jako najczęstszy powód zachorowania na depresję podawali właśnie samotność, brak kontaktów z ludźmi lub niewystarczające, powierzchowne kontakty z nimi. Kotoro te wyniki nie dziwią. Sama zbadała, że satysfakcja z bycia singlem trwa średnio sześć lat. - Media lansują model życia solo - w sieci pojawia się mnóstwo artykułów, które gloryfikują życie w samotności i wynikające z niego korzyści - można się rozwijać, podróżować. To nie jest dobre. 30-letnia osoba, która twierdzi, że mogłaby być sama do końca życia, powinna pomyśleć o sobie w perspektywie dziesięciu, piętnastu lat - mówi. Zdaniem psycholog ani przyjaciele, ani rodzina nie są w stanie zastąpić stałego partnera. - Samotni przyjaciele z czasem zaczną się wiązać, a potem zakładać rodziny. Czasu dla znajomych będą mieli coraz mniej - dodaje Kotoro.

Co nie znaczy, jak podkreśla, że należy za wszelką cenę być w związku. Pobycie samemu, zwłaszcza po rozstaniu, jest potrzebne i może być rozwijające. - Warto zastanowić się, co nie wyszło w ostatniej relacji. Nigdy nie jest tak, że wina leży po jednej stronie. Jeśli wejdziemy szybko w nowy związek, istnieje ryzyko, że powtórzymy te same schematy - podkreśla Kotoro.

Narcyzm
Fot. Shutterstock

Relacja ze znieczuleniem

34-letnia Marta w ostatnim związku czuła się bardziej samotna niż jako singielka. - Nie dostawałam takiego wsparcia, jakiego potrzebowałam - mówi. W tej chwili daje sobie czas na przetestowanie bardziej otwartej formy relacji. Nie chodzi jej tylko o seks. Chciałaby się z kimś spotykać, ale nie na wyłączność. Chciałaby również uniknąć wzajemnego obarczania się swoimi problemami. - Nie chcę być odpowiedzialna za czyjeś uczucia, nie chcę się również emocjonalnie do nikogo przywiązywać. Znajomość bez zobowiązań to relacja ze znieczuleniem. Ludzie nic sobie w niej nie obiecują. A w co się ona przekształci - nie wiadomo - przekonuje Marta. Według 34-latki tego typu znajomość zaspokaja różne potrzeby. - Mogę czuć się piękna i dowartościowana, seksualnie spełniona. Mogę też miło spędzić czas, porozmawiać na interesujące mnie tematy. A potem wrócić do swojego życia - mówi.

38-letni Daniel również jest w niezobowiązującej relacji, na odległość. On mieszka w Londynie, ona w Warszawie. Spotykają się średnio raz w miesiącu, ale nic sobie nie obiecują. Jeśli on kogoś pozna, ona nie będzie mogła mieć do niego pretensji. I vice versa. - Mógłbym stworzyć poważniejszą relację z tą kobietą, bo jest najbliższa mojemu ideałowi. Ale na razie jest to niemożliwe - nie mogę się przeprowadzić z przyczyn zawodowych, ona - rodzinnych - opowiada. Bycie singlem w jego przypadku polega więc na tym, że nikogo aktywnie nie szuka, ale podkreśla, że nie ma zamiaru być singlem do końca życia. - Uważam, że miłość definiuje nasze życie i nadaje mu sens - mówi. Zaznacza też, że niełatwo dziś spotkać kogoś, z kim chciałoby się związać na dłużej. - Ludzie stali się bardzo wybredni. Rzadko mam też okazję poznać kogoś w realu, bo nie wychodzę na miasto tak często jak dawniej. A randkowanie przez Internet pozbawione jest tej magii i ekscytacji, jest sztuczne. W dodatku dziewczyny, z którymi się spotykałem, zazwyczaj miały podejście: "jak nie ten, to zaraz będzie następny" - opowiada.

To, co Daniela również zniechęca do zaangażowania się w poważny związek, to przykre doświadczenia jego znajomych. - Byłem świadkiem, jak zakładali rodziny, brali śluby, a po kilku latach się rozwodzili. To daje do myślenia. Czasem potrzeba czasu, żeby dorosnąć do decyzji o życiu z drugą osobą, trzeba wiedzieć, kim się jest, czego się chce i co można tej osobie zaoferować - mówi.

Bianca-Beata Kotoro przekonuje, że niezobowiązujące relacje są łatwiejsze niż stały związek. - Filozofia "fast food" dotyczy dziś nie tylko jedzenia, ale i życia w ogóle. Luźne związki to jednak tylko atrapa, która zazwyczaj nie trwa długo. Takie relacje są fascynujące i gorące tylko przez pewien czas. Łatwo je wymienić na nowe. Pytanie, czy dzięki nim czujemy się spełnieni. A może inaczej nie potrafimy funkcjonować? W stały związek trzeba włożyć pracę, emocje. Nikt nam też nie powie, co taka relacja nam da. Nikt nas też nie nauczy, jak w niej być - mówi Kotoro.

Ludzie nie będą potrafili utrzymać relacji

28-letni Mateusz za to, że jest sam, wini siebie, czasy i dziewczyny, które, jego zdaniem, mają dziś wygórowane, a czasem nawet sprzeczne oczekiwania. - Prowadzę bardzo aktywne życie, chodzę na siłownię, trenuję sztuki walki, uczę się języków, interesuję się muzyką. Nie chcę z niczego rezygnować. Moja ostatnia dziewczyna miała mi za złe, że za mało czasu jej poświęcam. Czuła się pomijana. Rozumiem ją i myślę, że zachowywałem się trochę egoistycznie - opowiada. Z drugiej strony Mateusz obserwuje, że dziewczyny oczekują, by mężczyzna dobrze wyglądał, miał pasje i zainteresowania poza pracą i Netfliksem, był ambitny i się rozwijał, bo to szansa na zdobycie w przyszłości lepszego i atrakcyjniejszego finansowo stanowiska. - Czuję, że muszę być konkurencyjny. A doba ma tylko 24 godziny. Ciężko się rozwijać i pozostać ciekawym partnerem, a jednocześnie poświęcać większość swojego wolnego czasu drugiej osobie. Nie rzucę wszystkiego dla kogoś, kogo dopiero poznałem. Nie mówię oczywiście: Hej, masz tu mój grafik i się dopasuj, ale zazwyczaj nie poświęcam tej osobie tyle czasu, ile potrzebuje - wyznaje.

W dzisiejszych czasach, jak mówi Bianca-Beata Kotoro, młodzi mają bardzo wysokie wymagania wobec drugiej osoby. A wykładają się na pytaniu, co sami mogliby zaoferować. - Nie chodzi o to, żeby za wszelką cenę być w związku, dobrze mieć wysokie standardy i nie godzić się na zachowania destrukcyjne. Często się jednak okazuje, że łatwiej jest powiedzieć, że nie udało nam się trafić na tego jedynego, niż pracować nad relacją - mówi.

Nieszczęśliwych singli może być coraz więcej

Psychoseksuolożka twierdzi też, że dzisiaj wychowujemy solistów, nie partnerów. Ludzie nie są uczeni współpracy, ale grania na siebie. - Dzieci dorastają w przekonaniu, że jeśli one kogoś pokochają lub polubią, to ten ktoś automatycznie odwzajemni ich uczucia. To nieprawda. W 30-osobowej grupie dzieci wszystkim się mówi, że są najlepsze. Nie, może być tylko jeden najlepszy. Nic dziwnego, że wśród nastolatków jest obecnie tak wysoki odsetek prób samobójczych czy osób cierpiących na depresję, samookaleczających się. To pokłosie zderzenia z rzeczywistością - tłumaczy Kotoro.

Według raportu Fundacji "Dajemy Dzieciom Siłę" z 2017 r. Polska jest na drugim miejscu w Europie pod względem samobójstw nieletnich. Zaburzenia zdrowia psychicznego stają się jednym z największych problemów dzieci i młodzieży. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy może być silne poczucie samotności.

Jak mówi Kotoro, rodzice zapominają, że dzieci potrzebują zasad i granic. W ich przekonaniu granice zabijają kreatywność najmłodszych. - Gdy mówię im: Nie pytamy dziecka w wieku przedszkolnym, co ma ochotę zjeść, tylko czy ma ochotę na kanapkę z szynką czy z serem, są oburzeni - opowiada. Podkreśla, że jeśli rodzice nie zmienią podejścia do wychowywania, nieszczęśliwych singli będzie coraz więcej. - Ludzie po prostu nie będą potrafili utrzymać relacji. Bo nikt ich tego nie uczy - podsumowuje.  

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Więcej o:
Komentarze (207)
Single z wyboru. 'Nie rzucę wszystkiego dla kogoś, kogo dopiero poznałem'
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: gość

    Oceniono 112 razy 90

    A mnie się marzy świat, w którym nie próbuje się wmawiać wszystkim jednego modelu życia jako jedynej opcji na bycie szczęśliwym. Uszanujmy prawo do wolnego wyboru każdego człowieka zgodnie z jego potrzebami i odczuciami. Ja nie wyobrażam sobie życia bez partnerki i jako singiel byłbym nieszczęśliwy bo nie lubię samotności. Ale to ja. Ktoś inny może jest szczęśliwy właśnie gdy żyje sam. Bo lubi, a nawet kocha samotność i to się nie zmienia z upływem lat. Twierdzenie, że "świat nauki nie poznał jeszcze przypadku, żeby osoba żyjąca samotnie przez dwadzieścia czy więcej lat była z tego powodu szczęśliwa" zakrawa na żart. Bo co, bo nikt jeszcze nie opisał takiego przypadku w naukowym periodyku więc na pewno takiego przypadku nie ma? Pani ekspert, normalny szczęśliwy człowiek, w związku czy w pojedynkę, nie przychodzi na terapię. I gdyby świat nauki chciał grzebać w jego życiu, usłyszałby odmowę. Co do ilości ludzi nieszczęśliwych, śmiem podejrzewać, że na przestrzeni dziejów ich liczba nie zmienia się.
    Najlepiej zatem po prostu pomagać tym, którzy o pomoc się zwracają, a resztę ludzi zostawić w spokoju, nie wciskać im gotowych recept, nie straszyć czarną przyszłością. I nie wyciągać wniosków odnośnie całej populacji.

  • elasteena

    Oceniono 43 razy 41

    Znowu lament pt. "ach ta dzisiejsza młodzież". Kilkadziesiąt lat temu było mniej singli bo było mniejsze przyzwolenie społeczne na życie w pojedynkę ("stara panna", "stary kawaler"). Wiele związków było fikcyjnych. Ludzie latami żyli obok siebie nie mogąc się rozwieść, bo rodzina, bo dzieci, bo ksiądz, bo co ludzie powiedzą. Zaryzykuję twierdzenie, że ludzka potrzeba bycia w związku na przestrzeni wieków utrzymuje się na podobnym poziomie. Po prostu kiedyś ludzie łączyli się w stada, bo sami nie przetrwaliby zimy.
    Życie w pojedynkę to nic strasznego, samotność w związku to dopiero tragedia.

  • next-mcgyver2

    Oceniono 37 razy 33

    Ktoś kto jest singlem z wyboru nie może czuć się samotny. Bo inaczej za wszelką cenę będzie szukał drugiej osoby. Ja takiej potrzeby ciągle nie mam, pomimo 32 lat. Wystarcza mi, że otaczam się osobami, z którymi mogę porozmawiać dosłownie o wszystkim. Nie muszę mieć takiej osoby cały czas przy sobie, a jedynie wtedy gdy sam potrzebuję kontaktu.
    Za kilka dni jadę na urlop do Hiszpanii sam, jak zresztą podróżuję od kilkunastu lat. Mógłbym jechać z kimś, ale pomny wcześniejszych doświadczeń wybieram podróż sam. Lubię zwiedzać, dużo chodzić, szlajać się po mieście, usiąść w knajpie gdzie chcę i kiedy chcę. Druga osoba by mi po prostu zawadzała, ewentualnie musiałaby robić to co ja. Ale wtedy prawdopodobnie byłaby nieszczęśliwa. Może to samolubne, ale pójście na kompromisy w tym wypadku uczyniloby dla mnie tę podróż mało interesującą.
    Dlatego jadę sam i nie szukam związku.

  • czesiekkk

    Oceniono 40 razy 32

    Tragedią i nieszczęściem to jest wpadnięcie w niedostatek, brak dachu nad głową albo chorobą nowotworową, a nie samotność. Można tak żyć i wbrew pani psycholog wieść szczęśliwe życie, chyba Sartre powiedział, że piekło to inni. Jak pani psycholog pożyje trochę dłużej to zobaczy jak związki potrafią być toksyczne, a samotność daje posmak wolności. Tak jestem wolny i nie mam żadnego kamienia uwiązanego na szybki, bo do tego sprowadzają się związki.

  • pab13

    Oceniono 30 razy 20

    Po pierwsze bycie singlem nie oznacza bycia osobą samotną.
    Znam całą masę ludzi otaczających się innymi, mających życiowych partnerów i czujących się samotnie- i to jest problem. Bycie singlem to jest wybór i można go dokonać na każdym etapie swego życia, najczęstszym powodem nie są wcale nieudane, jak to się tu określa, relacje lecz chęć skupienia na sobie, a więc większa dojrzałość i świadomość siebie.
    By z kimś być trzeba chcieć, ale i mieć czas, by relację tworzyć. Nie można mówić o żadnym związku jeżeli się go nie tworzy spędzając wspólnie czas. Ogrom ludzi żyje przywiązana do siebie czy to finansowo, czy to z przyzwyczajenia i nic ich nie łączy. Po co coś takiego, to farsa.
    Nie lubię psychologów, bo przenoszą winy za czyjeś samopoczucie na inne osoby i najczęściej zakończony związek traktują jako nieudany, co jest absurdem. Co więcej, sami najczęściej mają duże problemy emocjonalne i przenoszą to na swych klientów.
    Wszystko zależy od spojrzenia, filozofii życiowej danej osoby. Świat jest różnorodny, ludzie są różni. Miałam w swoim życiu kilka długich relacji, kilka krótkotrwałych, kilka dla sexu i są one moją przeszłością, były częścią mojego życia, osoby te miały na mnie wpływ i nie byłabym dziś po części sobą, gdyby nie wszystkie te doświadczenia, zarówno miłe, jak i te mniej. Ot, życie. Nigdy nie wracam do przeszłości, raz zamknięte drzwi pozostają zamkniętymi. Czas nie staje, idę dalej. Zmienia się świat, zmieniam się i ja. Cieszę się samą wędrówką, poznawaniem siebie i innych ludzi, to wzbogaca.
    Raz byłam zamężna i więcej tego nie robię, bo to chory stereotyp, który wmawia się ludziom, jakby nie było innych możliwości.
    Podobnie, jak wmawia się, że bycie singlem na dłuższy czas jest błędem itp, itd. Absolutne bzdury.
    Jestem singlem od kilkunastu lat, nawet nie wiem, jak ten czas minął. Jestem singlem, który ma syna i po rozwodzie chciałam po prostu poświęcić czas sobie i jemu. I to zrobiłam. Miałam czas na poznanie siebie, wiem czego chcę i to osiągnę. Miałam czas dla Niego, by Go poznać, pomóc
    wspierać w realizacji Jego pragnień i czuję się spełniona. Dałam Mu czas, gdy tego najbardziej potrzebował. Dziś jest osobą dorosłą i wierzę, że będzie pamiętał i da mu to potężną siłę i kopa na przyszłość. Spodobało mi się bycie niezależną. Po kilku latach, gdyby pojawił się ktoś odpowiedni, to byłam otwarta na relację i nadal jestem. Nie było nikogo interesującego.
    Chciałabym mieć partnera o podobnym spojrzeniu, co moje i zachować przy tym niezależność, w tym i finansową, jak jest obecnie. Nie lubię kompromisów, a w kwestiach istotnych na kompromis u mnie nie ma nawet szansy.
    Szczerze polecam chwilę zatrzymania, czas poświęcony sobie nigdy nie będzie czasem straconym. Znając dobrze siebie, można dokonać lepszego wyboru i uniknąć wielu błędów.

  • adonis79

    Oceniono 23 razy 17

    "...ale każdy chce mieć obok siebie drugiego człowieka..." Ja nie chcę, i dobrze mi z tym

  • starblast

    Oceniono 23 razy 17

    Żyje praktycznie całe swoje życie sam. Ciężko się do tego przyzwyczaić, ale z wiekiem łatwiej to przychodzi. Hormony już tak nie buzują i nie ciągnie. Poza tym jeśli nie wiodę udanego życia osobistego to przynajmniej wolałbym mieć udane życie zawodowe. Bez miłości można żyć, ale bez pracy i kasy już nie. Chciałbym wykonywać ciekawą i dobrze płatną pracę, więc stawiam na rozwój. Singielstwo w tym pomaga, bo nie ma obowiązków, narzekań że nie poświęcam komuś uwagi.

    Widzę różne pary, rodziny i często im współczuje i zastanawiam się dlaczego jeszcze są razem chociaż nie potrafią się ze sobą dogadać?

    Mnie trudno się dogadać z ludźmi, bardzo łatwo się irytuje i denerwuje. Nie chciałbym być taki sam i krzywdzić drugą stronę. Poza tym nie interesują mnie dzieci, rodzinka, teściowe, teście, te wszystkie imprezki rodzinne, święta (religijne czy zlaicyzowane). Robię to na co mam ochotę.

    Zawsze stroniłem od ludzi, bo już taki jestem. Miałem chłodne emocjonalnie i uczuciowo dzieciństwo ze strony ojca i nadopiekuńcze ze strony matki. Na pewno to na mnie wpłynęło. Nie chce mi się chodzić na terapię, bo kiedyś już próbowałem i nic to nie zmieniło. Musiałbym chyba całe życie się leczyć, a to ciężkie przeżycie.

  • jacutin

    Oceniono 31 razy 17

    Pani amerykanska pani psycholog pierd....li jak potluczona. Mlodzi w USA nie zyja jako single z rodzicami bo tak sobie wydumali, tylko duza ich czesc nie ma ekonomicznych podstaw aby zalozyc rodzine. Amerykanski sen poszedl sie pieprzyc. Teraz mlodych ludzi w Stanach, w przeciwienstwie do ich rodzicow nie stac, przy ich dochodach na kredyt na dom, samochod i rodzine, jak to mialo miejsce jeszcze w latach '80 XX wieku. To jest glówna przyczyna. Wszytko inne to tylko pochodne

  • Gość: niech_bedzie_gosc

    Oceniono 19 razy 13

    pani chyba jednak nie ma racji - nie każdy potrzebuje drugiego człowieka w pobliżu - miałem znajome, potem żonę, mam dzieci ale w końcu sobie uświadomiłem że nie da się żyć wbrew naturze, jestem samotnikiem i nie jestem w stanie chociażby spać nikim w jednym łózko, nie znoszę jak ludzie mnie dotykają (wyjątkiem są w szkolnym, wieku dzieci które uwielbiam). Teraz od kilku lat mieszkam sam, jestem w ciągłym kontakcie z dziećmi i jest mi dobrze, żadnych relacji nie szukam - wreszcie nie muszę się dopasowywać jak plastelina żeby "być normalnym". :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX