Komentarze (206)
Single z wyboru. 'Nie rzucę wszystkiego dla kogoś, kogo dopiero poznałem'
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: gość

    Oceniono 124 razy 102

    A mnie się marzy świat, w którym nie próbuje się wmawiać wszystkim jednego modelu życia jako jedynej opcji na bycie szczęśliwym. Uszanujmy prawo do wolnego wyboru każdego człowieka zgodnie z jego potrzebami i odczuciami. Ja nie wyobrażam sobie życia bez partnerki i jako singiel byłbym nieszczęśliwy bo nie lubię samotności. Ale to ja. Ktoś inny może jest szczęśliwy właśnie gdy żyje sam. Bo lubi, a nawet kocha samotność i to się nie zmienia z upływem lat. Twierdzenie, że "świat nauki nie poznał jeszcze przypadku, żeby osoba żyjąca samotnie przez dwadzieścia czy więcej lat była z tego powodu szczęśliwa" zakrawa na żart. Bo co, bo nikt jeszcze nie opisał takiego przypadku w naukowym periodyku więc na pewno takiego przypadku nie ma? Pani ekspert, normalny szczęśliwy człowiek, w związku czy w pojedynkę, nie przychodzi na terapię. I gdyby świat nauki chciał grzebać w jego życiu, usłyszałby odmowę. Co do ilości ludzi nieszczęśliwych, śmiem podejrzewać, że na przestrzeni dziejów ich liczba nie zmienia się.
    Najlepiej zatem po prostu pomagać tym, którzy o pomoc się zwracają, a resztę ludzi zostawić w spokoju, nie wciskać im gotowych recept, nie straszyć czarną przyszłością. I nie wyciągać wniosków odnośnie całej populacji.

  • elasteena

    Oceniono 51 razy 49

    Znowu lament pt. "ach ta dzisiejsza młodzież". Kilkadziesiąt lat temu było mniej singli bo było mniejsze przyzwolenie społeczne na życie w pojedynkę ("stara panna", "stary kawaler"). Wiele związków było fikcyjnych. Ludzie latami żyli obok siebie nie mogąc się rozwieść, bo rodzina, bo dzieci, bo ksiądz, bo co ludzie powiedzą. Zaryzykuję twierdzenie, że ludzka potrzeba bycia w związku na przestrzeni wieków utrzymuje się na podobnym poziomie. Po prostu kiedyś ludzie łączyli się w stada, bo sami nie przetrwaliby zimy.
    Życie w pojedynkę to nic strasznego, samotność w związku to dopiero tragedia.

  • next-mcgyver2

    Oceniono 41 razy 37

    Ktoś kto jest singlem z wyboru nie może czuć się samotny. Bo inaczej za wszelką cenę będzie szukał drugiej osoby. Ja takiej potrzeby ciągle nie mam, pomimo 32 lat. Wystarcza mi, że otaczam się osobami, z którymi mogę porozmawiać dosłownie o wszystkim. Nie muszę mieć takiej osoby cały czas przy sobie, a jedynie wtedy gdy sam potrzebuję kontaktu.
    Za kilka dni jadę na urlop do Hiszpanii sam, jak zresztą podróżuję od kilkunastu lat. Mógłbym jechać z kimś, ale pomny wcześniejszych doświadczeń wybieram podróż sam. Lubię zwiedzać, dużo chodzić, szlajać się po mieście, usiąść w knajpie gdzie chcę i kiedy chcę. Druga osoba by mi po prostu zawadzała, ewentualnie musiałaby robić to co ja. Ale wtedy prawdopodobnie byłaby nieszczęśliwa. Może to samolubne, ale pójście na kompromisy w tym wypadku uczyniloby dla mnie tę podróż mało interesującą.
    Dlatego jadę sam i nie szukam związku.

  • czesiekkk

    Oceniono 44 razy 34

    Tragedią i nieszczęściem to jest wpadnięcie w niedostatek, brak dachu nad głową albo chorobą nowotworową, a nie samotność. Można tak żyć i wbrew pani psycholog wieść szczęśliwe życie, chyba Sartre powiedział, że piekło to inni. Jak pani psycholog pożyje trochę dłużej to zobaczy jak związki potrafią być toksyczne, a samotność daje posmak wolności. Tak jestem wolny i nie mam żadnego kamienia uwiązanego na szybki, bo do tego sprowadzają się związki.

  • pab13

    Oceniono 34 razy 24

    Po pierwsze bycie singlem nie oznacza bycia osobą samotną.
    Znam całą masę ludzi otaczających się innymi, mających życiowych partnerów i czujących się samotnie- i to jest problem. Bycie singlem to jest wybór i można go dokonać na każdym etapie swego życia, najczęstszym powodem nie są wcale nieudane, jak to się tu określa, relacje lecz chęć skupienia na sobie, a więc większa dojrzałość i świadomość siebie.
    By z kimś być trzeba chcieć, ale i mieć czas, by relację tworzyć. Nie można mówić o żadnym związku jeżeli się go nie tworzy spędzając wspólnie czas. Ogrom ludzi żyje przywiązana do siebie czy to finansowo, czy to z przyzwyczajenia i nic ich nie łączy. Po co coś takiego, to farsa.
    Nie lubię psychologów, bo przenoszą winy za czyjeś samopoczucie na inne osoby i najczęściej zakończony związek traktują jako nieudany, co jest absurdem. Co więcej, sami najczęściej mają duże problemy emocjonalne i przenoszą to na swych klientów.
    Wszystko zależy od spojrzenia, filozofii życiowej danej osoby. Świat jest różnorodny, ludzie są różni. Miałam w swoim życiu kilka długich relacji, kilka krótkotrwałych, kilka dla sexu i są one moją przeszłością, były częścią mojego życia, osoby te miały na mnie wpływ i nie byłabym dziś po części sobą, gdyby nie wszystkie te doświadczenia, zarówno miłe, jak i te mniej. Ot, życie. Nigdy nie wracam do przeszłości, raz zamknięte drzwi pozostają zamkniętymi. Czas nie staje, idę dalej. Zmienia się świat, zmieniam się i ja. Cieszę się samą wędrówką, poznawaniem siebie i innych ludzi, to wzbogaca.
    Raz byłam zamężna i więcej tego nie robię, bo to chory stereotyp, który wmawia się ludziom, jakby nie było innych możliwości.
    Podobnie, jak wmawia się, że bycie singlem na dłuższy czas jest błędem itp, itd. Absolutne bzdury.
    Jestem singlem od kilkunastu lat, nawet nie wiem, jak ten czas minął. Jestem singlem, który ma syna i po rozwodzie chciałam po prostu poświęcić czas sobie i jemu. I to zrobiłam. Miałam czas na poznanie siebie, wiem czego chcę i to osiągnę. Miałam czas dla Niego, by Go poznać, pomóc
    wspierać w realizacji Jego pragnień i czuję się spełniona. Dałam Mu czas, gdy tego najbardziej potrzebował. Dziś jest osobą dorosłą i wierzę, że będzie pamiętał i da mu to potężną siłę i kopa na przyszłość. Spodobało mi się bycie niezależną. Po kilku latach, gdyby pojawił się ktoś odpowiedni, to byłam otwarta na relację i nadal jestem. Nie było nikogo interesującego.
    Chciałabym mieć partnera o podobnym spojrzeniu, co moje i zachować przy tym niezależność, w tym i finansową, jak jest obecnie. Nie lubię kompromisów, a w kwestiach istotnych na kompromis u mnie nie ma nawet szansy.
    Szczerze polecam chwilę zatrzymania, czas poświęcony sobie nigdy nie będzie czasem straconym. Znając dobrze siebie, można dokonać lepszego wyboru i uniknąć wielu błędów.

  • adonis79

    Oceniono 28 razy 20

    "...ale każdy chce mieć obok siebie drugiego człowieka..." Ja nie chcę, i dobrze mi z tym

  • starblast

    Oceniono 25 razy 19

    Żyje praktycznie całe swoje życie sam. Ciężko się do tego przyzwyczaić, ale z wiekiem łatwiej to przychodzi. Hormony już tak nie buzują i nie ciągnie. Poza tym jeśli nie wiodę udanego życia osobistego to przynajmniej wolałbym mieć udane życie zawodowe. Bez miłości można żyć, ale bez pracy i kasy już nie. Chciałbym wykonywać ciekawą i dobrze płatną pracę, więc stawiam na rozwój. Singielstwo w tym pomaga, bo nie ma obowiązków, narzekań że nie poświęcam komuś uwagi.

    Widzę różne pary, rodziny i często im współczuje i zastanawiam się dlaczego jeszcze są razem chociaż nie potrafią się ze sobą dogadać?

    Mnie trudno się dogadać z ludźmi, bardzo łatwo się irytuje i denerwuje. Nie chciałbym być taki sam i krzywdzić drugą stronę. Poza tym nie interesują mnie dzieci, rodzinka, teściowe, teście, te wszystkie imprezki rodzinne, święta (religijne czy zlaicyzowane). Robię to na co mam ochotę.

    Zawsze stroniłem od ludzi, bo już taki jestem. Miałem chłodne emocjonalnie i uczuciowo dzieciństwo ze strony ojca i nadopiekuńcze ze strony matki. Na pewno to na mnie wpłynęło. Nie chce mi się chodzić na terapię, bo kiedyś już próbowałem i nic to nie zmieniło. Musiałbym chyba całe życie się leczyć, a to ciężkie przeżycie.

  • jacutin

    Oceniono 32 razy 18

    Pani amerykanska pani psycholog pierd....li jak potluczona. Mlodzi w USA nie zyja jako single z rodzicami bo tak sobie wydumali, tylko duza ich czesc nie ma ekonomicznych podstaw aby zalozyc rodzine. Amerykanski sen poszedl sie pieprzyc. Teraz mlodych ludzi w Stanach, w przeciwienstwie do ich rodzicow nie stac, przy ich dochodach na kredyt na dom, samochod i rodzine, jak to mialo miejsce jeszcze w latach '80 XX wieku. To jest glówna przyczyna. Wszytko inne to tylko pochodne

  • Gość: niech_bedzie_gosc

    Oceniono 22 razy 16

    pani chyba jednak nie ma racji - nie każdy potrzebuje drugiego człowieka w pobliżu - miałem znajome, potem żonę, mam dzieci ale w końcu sobie uświadomiłem że nie da się żyć wbrew naturze, jestem samotnikiem i nie jestem w stanie chociażby spać nikim w jednym łózko, nie znoszę jak ludzie mnie dotykają (wyjątkiem są w szkolnym, wieku dzieci które uwielbiam). Teraz od kilku lat mieszkam sam, jestem w ciągłym kontakcie z dziećmi i jest mi dobrze, żadnych relacji nie szukam - wreszcie nie muszę się dopasowywać jak plastelina żeby "być normalnym". :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX