Marta: Idę do notariuszki i mówię: Chcę się rozwieść. Ona na to: To wam się nie opłaca, musicie się dogadać

Ewa Jankowska
Mąż Marty ukrywa przed nią swoje dochody, mąż Magdy dwudziestego dnia każdego miesiąca mówi jej: "Skończyły mi się pieniądze, teraz za wszystko płacisz ty". Nieporozumienia na tle finansowym są jedną z najczęstszych przyczyn rozpadu małżeństw w Polsce. O pieniądze kłóci się nawet 70 procent par. Mimo że kobiety stają się coraz bardziej niezależne finansowo, w polskich związkach wciąż dominuje tradycyjny model, w którym to przede wszystkim mężczyzna utrzymuje rodzinę.

39-letnia Dominika Nawrocka kilka lat temu przechodziła kryzys w małżeństwie. Gdy zaczęła my"7;leć o rozwodzie, zdała sobie sprawę, że nie ma pojęcia, jakim majątkiem razem z mężem dysponują. To on zawsze zajmował się w domu finansami. Ona skupiała się na karierze i wychowywaniu dzieci. - Pomyślałam, że jak mam się rozwodzić, to muszę wiedzieć, co jest do ewentualnego podziału. A nie wiedziałam nic. Musiałam odrobić tę lekcję - wspomina.

Małżeństwo się nie rozpadło, ale Dominika całkiem zmieniła swoje podejście do pieniędzy. Zaczęła nadrabiać zaległości z edukacji finansowej, świadomie zarządzać pieniędzmi - teraz ma wgląd w to, co z mężem posiada i wspólnie z nim podejmuje decyzje finansowe. Wiedzę, którą zdobyła, postanowiła przekazywać innym kobietom. Napisała dwie książki, założyła organizację edukacyjną "Kobieta i pieniądze" i powołała do życia ogólnopolskie kluby edukacji finansowej. Prowadzi szkolenia z zarządzania pieniędzmi.

Z danych Ministerstwa Pracy wynika, że kobiety w Polsce wciąż zarabiają mniej niż mężczyźni - średnio od 7 do 18,5 proc (fot: Shutterstock.com)
Z danych Ministerstwa Pracy wynika, że kobiety w Polsce wciąż zarabiają mniej niż mężczyźni - średnio od 7 do 18,5 proc (fot: Shutterstock.com)

- Pomyślałam, że na pewno jest więcej takich kobiet jak ja, które wyjątkowo naiwnie podchodzą do kwestii pieniędzy w związku. Są pozytywnie nastawione do relacji, ważne jest dla nich zaufanie, więc całą kontrolę nad finansami przekazują mężczyźnie. A potem bywa różnie. Czasem dramatycznie, bo na przykład zostają z niczym. Moja sytuacja nie była najgorsza, bo miałam dobrze płatną pracę. Podczas szkoleń, które prowadzę, spotkałam jednak kobiety, które nigdy nie miały własnych pieniędzy albo miały tych pieniędzy niewiele. I często stawały się przez to ofiarami przemocy ekonomicznej. Poznałam na przykład panią, która mimo że była bardzo dobrze wykształcona, postanowiła poświęcić się wychowywaniu dzieci. Dopóki firma męża prosperowała, wszystko było w porządku. Nagle biznes zaczął podupadać, mąż popadł w długi, które dziś są również jej długami. Znalazła się w klinczu, z którego nie jest w stanie wyjść - opowiada.

Jak wynika z zeszłorocznego raportu Deloitte "Ukryty potencjał polskiego rynku pracy. Kobiety nieaktywne zawodowo" wykonanego na zlecenie Coca-Cola, w Polsce 34 proc. kobiet w wieku 20-64 lat nie pracuje. Większość z nich zajmuje się m.in. domem czy opiekuje się innymi członkami rodziny. Z badań organizacji "Kobieta i pieniądze" wynika z kolei, że 58 proc. kobiet nie poradziłoby sobie finansowo z samodzielnym utrzymaniem rodziny w razie utraty dochodu przez męża czy partnera, jego odejścia lub śmierci.

Małgorzata Ciuksza, radczyni prawna i psycholożka, która w swojej karierze prowadziła dziesiątki spraw rozwodowych, zauważa, że dużo większą świadomość finansową mają dziś kobiety młode, zwłaszcza po trzydziestce. - Jest trend, aby kobiety były coraz bardziej niezależne. Aby podejmując decyzję o małżeństwie, nie kierowały się wyłącznie sercem, ale również rozsądkiem. Zwłaszcza te, które mają już jakieś osiągnięcia w życiu zawodowym, dbają więc o to, aby mieć własne oszczędności i pracę, która daje nie tylko satysfakcję, ale i godne wynagrodzenie. Nawet jeżeli decydują się na dzieci, po urlopie macierzyńskim wracają do pracy. Coraz częściej też decydują się na podpisanie intercyzy - mówi.

Osobne konta

Dla 31-letniej Karoliny niezależność finansowa to jedna z największych wartości w życiu. - Zarabiałam już w wieku 15 lat. Moi rodzice zawsze musieli wiedzieć, na co wydam kieszonkowe. Nie lubiłam się nikomu tłumaczyć, co robię z pieniędzmi, więc uznałam, że po prostu sama je sobie zarobię - opowiada. Dziś z pensji nie brakuje jej ani na opłaty, ani na przyjemności. - Nie wyobrażam sobie być zależna finansowo od kogokolwiek czy współodpowiedzialna za ewentualne błędne decyzje finansowe partnera - mówi.

Z mężem ma dwa osobne konta i jedno wspólne, na które wpłacają co miesiąc stałą kwotę - wydają ją na wakacje. - Na bieżące opłaty i zakupy zrzucamy się mniej więcej po równo. Mój mąż zarabia o wiele więcej ode mnie, więc czasem jest tak, że po prostu wyda więcej na jakieś rzeczy do domu czy remont - mówi Karolina.

Z danych Ministerstwa Pracy wynika, że kobiety w Polsce wciąż zarabiają mniej niż mężczyźni - średnio od 7 do 18,5 proc. Z kolei zgodnie z Ogólnopolskim Badaniem Wynagrodzeń przeprowadzonym przez Sedlak & Sedlak w samym 2018 r. ich zarobki były o 20 proc. niższe od wynagrodzeń mężczyzn. 34-letnia Monika również zarabia mniej od swojego męża - nawet cztery razy. - Oboje jesteśmy na kierowniczych stanowiskach - on w międzynarodowej korporacji, ja "w kulturze". Dysproporcja finansowa jest olbrzymia, ale moja praca jest o wiele mniej stresująca i bardziej stabilna. Spędzam w niej osiem godzin, więc po południu mam czas dla naszego dziecka - opowiada.

Małżonkowie mają jedno wspólne konto i dwa osobne. - Na wspólne wpłacamy pieniądze na życie - jedzenie, przedszkole dla córki. Oczywiście proporcjonalnie do zarobków. To, co mi zostaje, radośnie przepuszczam na fryzjera, ciuchy i prezenty dla dziecka, płacę też za prywatne przedszkole, kursy, szkolenia, paliwo i ubezpieczenia do mojego samochodu. Po mojej stronie są wydatki na cele charytatywne, kino, teatr. Kupuję książki i prasę. Mąż płaci rachunki, funduje wakacje, dba o oszczędności - żeby były - opowiada Monika.

Para ma upoważnienie do swoich prywatnych kont. - Zdarza mi się korzystać z konta męża, ale bardzo rzadko. Mam przecież swoje oszczędności. Z konta męża kupuję sobie kwiaty, bo lubię, jak są w domu. Wtedy go informuję: kochanie, kupiłeś mi dzisiaj bukiet tulipanów - opowiada.

Jest bardzo zadowolona z tego, jak funkcjonuje finansowo ich związek. - Nie ma między nami konfliktów na tym polu. A pewnie by były, gdybyśmy mieli jedno wspólne konto - mój mąż nie rozumie mojej miłości do torebek, ja nie rozumiem, po co mu więcej niż jeden rower - podsumowuje. - Ale gdybyśmy się rozstali, żeby utrzymać obecny poziom życia, musiałabym swoją pracę zmienić. Dla mojego męża bardzo ważne jest to, żebym robiła to, co kocham. Zależy mu też na tym, żeby on sam dobrze zarabiał. Zdaje sobie sprawę z tego, że w domu przebywa mniej niż ja - dodaje.

Zgodnie z raportem "Ile kosztuje miłość w Polsce" opublikowanym przez platformę MAM w 2017 roku w polskich związkach wciąż dominuje tradycyjny model, w którym to mężczyzna jest główną osobą utrzymującą rodzinę. Aż 37 proc. badanych kobiet potwierdziło, że ponoszą mniej niż połowę kosztów wspólnego życia, w tym 10 proc. z nich polega w tej sytuacji całkowicie na swoim partnerze. Niemal połowa badanych posiada razem z partnerem konto bankowe. Dla 27 proc. osób duże znaczenie w związku ma rozdzielność finansów. Zdecydowana większość, bo aż 73 proc. Polaków będących w stałych związkach wspólnie zarządza domowymi finansami.

Według badania platformy MAM z 2017 r., aż 73 proc., Polaków będących w stałych związkach wspólnie zarządza domowymi finansami (fot: Shutterstock.com)
Według badania platformy MAM z 2017 r., aż 73 proc., Polaków będących w stałych związkach wspólnie zarządza domowymi finansami (fot: Shutterstock.com)

27-letnia Ewelina i jej mąż również mają osobne konta. Ewelina podkreśla jednak, że dojrzały związek polega na wzajemnym wsparciu, nie tylko emocjonalnym, ale również finansowym. - Mamy takie podejście, że zarówno moje, jak i jego pieniądze są wspólne, nawet jeśli są na osobnych kontach. Wspólny majątek pozwala godnie żyć każdemu z nas. Mój mąż zarabia dwa razy więcej ode mnie, więc jeśli kończą mi się pieniądze, dba o to, żebym zawsze coś miała. Gdy zbliżam się do granicy, daję mu znać, wtedy on podrzuca mi "grosza". Zazwyczaj więcej, niż potrzebuję, bo wie, że od razu wszystkiego nie wydam. Mogłabym w ogóle nie pracować, bo czuję się pewnie w naszym związku, mimo to nie chciałabym żyć całkiem na garnuszku męża - mówi.

"Nie mam pojęcia, co się dzieje na jego koncie"

Związki Karoliny, Moniki i Eweliny, czyli takie, w których finanse nie są powodem do kłótni, należą do mniejszości. A przynajmniej taki wniosek płynie z badań przeprowadzonych w 2016 roku dla Finansowego Barometru ING w 11 krajach europejskich i w Turcji. Wynika z nich, że w Polsce o pieniądze spiera się nawet 70 proc. par. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego nieporozumienia na tle finansowym są jedną z najczęstszych przyczyn rozpadu małżeństw - zaraz po niezgodności charakterów, niedochowaniu wierności i nadużywaniu alkoholu.

W małżeństwie 35-letniej Magdy problemy pojawiły się, gdy wróciła do pracy po urlopie wychowawczym i otworzyła własną działalność gospodarczą. - Najbardziej zgodni byliśmy wtedy, kiedy byłam na urlopie macierzyńskim, a mąż zarabiał tyle, że był w stanie utrzymać całą naszą rodzinę. On czuł się dowartościowany. Ja również lepiej odnajdywałam się w roli kobiety, którą mąż się opiekuje, niż takiej, która musi zadbać finansowo o rodzinę, a w dodatku to na niej w przeważającej części spoczywają obowiązki rodzicielskie i domowe. Nie chodzi o to, że nie lubię pracować, ale ciężar odpowiedzialności momentami mnie przytłacza - mówi.

Magda przyznaje, że w ich przypadku im większy majątek, tym większe konflikty na tle finansowym. - Mamy z mężem jedno wspólne konto i każdy swoje prywatne. Na wspólne wpłacamy co miesiąc 10 tys. zł. Ja - 3 tys. zł, mąż - 7 tys. Tak zostało jeszcze z czasów, kiedy zarabiałam mniej od niego. W tej chwili możliwe, że zarabiam nawet więcej, ale mąż nie chciał się zgodzić, abyśmy wpłacali po równo. Kończy się to tak, że około 20. dnia miesiąca ta wspólna pula się kończy, mąż mówi: "Nie mam więcej" i ja utrzymuję nas do końca miesiąca. Dodatkowo opłacam wszystkie wyjazdy, święta, urodziny dzieci, kupuję odzież i ubrania dla dzieci. Mąż zaś odpowiada finansowo za samochody - paliwo, ubezpieczenia, naprawy. Nie kontroluję tego, ile ostatecznie wydaję. A kłótnie są o to, że ja jestem zdania, że wydaję więcej, a mąż - że on - opowiada.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego nieporozumienia na tle finansowym są jedną z najczęstszych przyczyn rozpadu małżeństw (Shutterstock.com)
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego nieporozumienia na tle finansowym są jedną z najczęstszych przyczyn rozpadu małżeństw (Shutterstock.com)

35-letniej Marcie nie podoba się z kolei, że mąż, z którym jest od 15 lat, ma osobne konto i ona nie wie, co się na tym koncie dzieje. - Do tej pory mieliśmy jedno wspólne - firmowe. Kilka lat temu, za moją namową, mąż przeszedł do mojej działalności. Mimo że został współwłaścicielem i otrzymał kierownicze stanowisko, zupełnie nie potrafił się odnaleźć w tej sytuacji, bo pracuje u żony. Bardzo też chciał mieć swoją "pensję". Pomyślałam, że to bez sensu, bo ja sama sobie pensji nie wypłacam. Ale w styczniu założył własną firmę - jeździ taksówką - i utworzył osobne konto. Ukrywa jednak przede mną, jakie ma dochody. Podejrzewam, że po prostu się wstydzi przyznać, że nie idzie mu najlepiej - opowiada.

Marcie, gdy jeszcze mieli jedno konto, zdarzyło się suszyć mężowi głowę o różne, niepotrzebne jej zdaniem, wydatki. - Potrafi sobie dogodzić, zwłaszcza spożywczo, albo kupić jakiś drogi gadżet do samochodu. Wcześniej nie zastanowi się jednak, czy nie mamy innych, ważniejszych potrzeb - czy nie trzeba na przykład opłacić ZUS-u - opowiada. A wydatków jest sporo, bo mają dwóch synów - 6-letniego i 7-tygodniowego. - Mój mąż zna wszystkie moje kody i hasła bankowe, ja nie mam dostępu do jego konta. Rozumiem, że potrzebuje mieć własne pieniądze, ale chciałabym wiedzieć, czy moja firma "ciągnie" jego taksówkę - zwierza się.

Marta ma wspólność majątkową ze swoim mężem i - między innymi - wspólny kredyt na mieszkanie. Kilka lat temu, gdy przechodzili kryzys, poszła do znajomej notariuszki i powiedziała: Chcę się rozwieść. Natychmiast. Przyniosła jej wszystkie potrzebne dokumenty. Po tygodniu notariuszka oddzwoniła z informacją, której Marta się nie spodziewała: - Powiedziała mi: "Nie możecie się rozwieść, bo wam się to po prostu nie opłaca. Musicie się dogadać". Mamy wspólne kredyty. Spłacenie drugiej osoby przy podziale majątku byłoby bardzo problematyczne. Więc się dogadaliśmy.

Z praktyki zawodowej Małgorzaty Ciukszy wynika, że rzeczywiście - jeśli sprawy finansowe między małżonkami są poukładane, o wiele łatwiej i szybciej się rozwieść. - Mimo że uważam, że ludzie nie powinni pozostawać w związku, bo się to bardziej opłaca, to na pewno wspólność majątkowa i wynikające z niej konsekwencje mogą motywować do włożenia w naprawę relacji więcej wysiłku -  mówi.

Marta porzuciła myśli o rozwodzie. - Co nie zmienia faktu, że kwestia tajemnic finansowych męża jest do rozwiązania. Potrafi sobie przelać z naszego wspólnego konta na swoje sporą sumę. Co się z tym dzieje? Nie mam pojęcia - stwierdza. Mimo że jest bardzo niezależna finansowo, i, jak mówi, "wolałaby chodzić w worku po kartoflach, niż poprosić męża o sukienkę", chciałaby, żeby jej związek funkcjonował tak jak małżeństwo jej rodziców. - Mają wspólne konto, do którego oboje mają dostęp. Oboje są rozsądni, mają swoje pasje, zainteresowania. Nie mają przed sobą tajemnic. Są dla mnie wzorem do naśladowania - mówi.

To, co im się należy

Do największych konfliktów na tle finansowym między małżonkami dochodzi dopiero wtedy, kiedy zapada decyzja o rozstaniu. - Ludzie nie mają pojęcia, na jakich zasadach ich majątek, jeśli mają wspólność majątkową, będzie dzielony. Dowiadują się tego dopiero od prawnika, gdy składają pozew o rozwód. Przykład: jeśli kobieta ma po rodzinie działkę i na tej działce zbuduje z mężem dom, to dom nie będzie należał do obojga, ale tylko do niej, nawet jeżeli mąż również w niego zainwestował - tłumaczy Małgorzata Ciuksza.

Z kolei jeśli kobieta przez całe małżeństwo zajmowała się dziećmi i nie pracowała albo zarabiała dużo mniej, to gdy dochodzi do rozwodu, musi stoczyć niełatwą walkę. - W takich sytuacjach zawsze radzę kobietom, żeby zatrudniły takiego prawnika, który wywalczy dla nich to, co im się należy. Bo jak jest wspólność, to majątek dzieli się po połowie. Mężczyźni często tego nie rozumieją, wydaje im się, że jak są właścicielami firmy, którą przez lata budowali sami, to ona należy do nich. Tak nie jest. Niestety, takie sprawy często toczą się latami, bo w grę wchodzą wspólne nieruchomości, wzięte na te nieruchomości kredyty. Dlatego wiele kobiet na wstępie stwierdza, że nie chce sobie tego robić, rezygnuje z części majątku, byle już nie mieć więcej do czynienia ze swoim byłym mężem - opowiada.

Jeśli sprawy finansowe między małżonkami są poukładane, o wiele łatwiej i szybciej się rozwieść (fot: Shutterstock.com)
Jeśli sprawy finansowe między małżonkami są poukładane, o wiele łatwiej i szybciej się rozwieść (fot: Shutterstock.com)

Nie daje gotowych rozwiązań na to, jak ludzie w związku powinni zarządzać finansami. - Sama jestem zwolenniczką związku partnerskiego, w którym zarówno kobieta, jak i mężczyzna mają swoje pieniądze, jest rozdzielność majątkowa. Niezależność finansowa jest ważna, bo buduje kobietę i zwiększa jej poczucie własnej wartości. W takim związku kobieta docenia też inne cechy mężczyzny, nie jest z nim dlatego, że jest jej bankomatem - mówi.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Więcej o:
Komentarze (250)
Marta: Idę do notariuszki i mówię: Chcę się rozwieść. Ona na to: To wam się nie opłaca, musicie się dogadać
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • gangut

    Oceniono 24 razy -6

    Gospodarowanie finansami w związku to matematyka. Prosta, ale matematyka. Kobiety z reguły matematyki nie ogarniają. Mądre kobiety to rozumieją a głupie nie. Stąd problemy.

  • valla

    Oceniono 24 razy -4

    Najlepsze są baby co nie pracują i niby wychowują dzieciaki.... Lenie śmierdzące.... A potem im się należy hehe

  • Gość: AM

    Oceniono 10 razy -4

    To się nazywa kreować, rzeczywistość. Większość ludzi się nie rozwodzi, a pieniądze nie są tym co łączy ludzi, co można wyczytać. Artykuł opisuje problemy i patologię a nie regułę. Po przeczytaniu można by pomyśleć, że przed rozpoczęciem małżeństwa już trzeba myśleć o rozwodzie - to fachowo nazywa się zaklinaniem rzeczywistości.

    pozdrawiam

  • raknawspak

    Oceniono 20 razy -4

    Tak to z tymi pindami jest, mysla ze kasa leci z nieba

  • Gość: Grażyna z Wolsztyna

    Oceniono 12 razy -2

    Zarabiam więcej od męża, pracujemy w tym samym zawodzie, mamy rozdzielność, mam swoje nieruchomości i firmę a mąż mieszka w moim domu. Mamy osobne konta. Wszystkie wydatki na życie dzielimy na pół (opłaty, jedzenie). Jednak ciuchy, gadżety i przyjemności każdy kupuje ze swojej kasy. Jak mu nie wystarczało na drogie przyjemnostki, nie zgodziłam się dokładać. Był zmuszony zmienić pracę na lepszą. I bardzo dobrze. Chcesz coś więcej to sobie na to zapracuj.

  • gab48

    Oceniono 8 razy -2

    Wspolne konto i dwa osobne. OK. Bank powinien dac takim parom dlugopis albo nawet dwa. W ramach premii.

  • krypthos

    Oceniono 3 razy -1

    Mężczyzna w sądzie podczas rozprawy rozwodowej:
    Cisza była nudna, męcząca,
    muchy łaziły po oknie.
    Właśnie skończył mowę obrońca,
    usiadł, przecierał binokle.

    Słychać było: ktoś ziewnął,
    szeleściły akta, dokumenty...
    A na stole stał przedmiot z drewna,
    na którym był człowiek rozpięty.

    Drewniany świadek w procesie
    milczał z innymi świadkami,
    i tylko muchy, skazane przez jesień,
    u szyb brzęczały skrzydłami.

    Sędzia powstał... - Wtem - co to?! jak to!!! -
    z trzaskiem runęły drzwi szafy
    i z plik, foliałów, kodeksów, aktów
    wysypały się paragrafy!

    Pękły pękate pandekty,
    runęło na ławy, na stół
    rojowisko obmierzłych insektów,
    robactwo dwuogoniaste.

    W przerażeniu sala zamarła,
    potem: - Ratunku! Gdzie wyjście?! -
    Za późno! Dławią, skaczą do gardła,
    pełzną, oślizgłe, wiją się!...

    Czarne, skręcone, długie,
    jak glisty wpełzają w usta,
    zwołują się: setny, sto drugi,
    sto pięćdziesiąty szósty!

    Roją się, pełno ich wszędzie:
    na sali, na korytarzu!
    I nagle spostrzegłem: sędzia
    paragraf miał zamiast twarzy!

    Prokurator pobladł i zadrżał
    (o liryko prokuratury!),
    gdy szepnął mu w ucho: - Oskarżam! -
    paragraf nie wiem już który.

    Nie mogłem wydobyć krzyku,
    gardło mi skrętem oplątał
    pięćdziesiąty pierwszy artykuł
    i sto dwudziesty dziewiąty.

    Paragraf, paragraf na szyi,
    paragraf pętlicę zaciska,
    paragraf pęcznieje, tyje,
    spasiony padliną konfiskat!...

    Zrozumiałem, pojąłem w końcu,
    myślą jak gromem rażony,
    że tutaj nie ma obrońców
    i każdy jest oskarżony!

    Skazany za winy świata
    na dożywotnie milczenie,
    przywołuję paragraf-kata,
    ażeby wyrok odmienił,

    bo nie wyzwolona słowem,
    dręczy się myśl kaleka,
    jak ta na stole sądowym
    rozpięta figura człowieka.

  • danutakaczmarek1

    Oceniono 15 razy -1

    Instytucja małżeństwa i posiadanie dzieci to przeżytek .
    Rozsądna kobieta to zdobywa wykształcenie ,posiada dobrą finansowo pracę i wtedy decyduje się na związek .bez zobowiązań . Po wzajemnym( chociaż cząstkowym) poznaniu można zdecydować się na dziecko ewentualnie ślub cywilny .Ślub kościelny to pętla na szyję . Gdy związek okazuje się porażką każdy idzie w swoją drogę . Bycie w związku na siłę to męczarnia dla obojga najlepiej się rozstać . Jeżeli jest dziecko to wspólne wychowanie .

  • jojne.klajnszwanc

    Oceniono 23 razy -1

    Czyli lepiej się nie żenić. Być wolnym, bzykać panny, wdowy i mężatki ale się nie wiązać. Bo jak coś kobiecie strzeli do łba to puści mężczyznę gołego jak święty turecki. A sfeminizowany sąd przyklepie w majestacie prawa...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX