Agata Komorowska: Są takie dni, kiedy budzę się totalnie zmęczona i mówię: ''Dzisiaj sobie nie radzę''

Angelika Swoboda
Wtedy zmniejszam moje obowiązki do absolutnego minimum. A gdy zawiozę dzieciaki do szkoły, kładę się na godzinę spać - przyznaje Agata Komorowska, samotna mama czwórki dzieci.

Agata Komorowska w niesamowity sposób łączy zajmowanie się domem z prowadzeniem szkoleń i pisaniem książek. Pisaliśmy o niej dwa lata temu, gdy rząd ogłosił jednorazowe 4 tysiące złotych dla kobiet, które zdecydują się urodzić niepełnosprawne dziecko. Wtedy też Agata stała się bohaterką wpisu Jurka Owsiaka.

Właśnie wydała swoją kolejną książkę pt. "Optymizm mimo wszystko", w której podkreśla, że jej największym skarbem są dzieci. Najstarsi Aleks i Michał kończą w tym roku 18 lat. Wszyscy automatycznie pytają, czy to bliźniaki, ale Agata wtedy śmieje się i mówi: "Tak, jednojajowe, niespokrewnione", bo Michała adoptowała w ubiegłym roku. Drugi w kolejności jest Krystian - w lipcu skończy 12 lat. Najmłodszym rodzynkiem jest 8-letnia Ada, którą Agata wychowuje od 3. miesiąca życia i często zapomina, że jej nie urodziła. Jak sobie z tym wszystkim radzi?

Jako samotna mama czwórki dzieci musisz być doskonale zorganizowana.

Jestem doskonale zdezorganizowana. Może się zdziwisz, ale każdy mój dzień wygląda inaczej.

Myślałam, że codziennie ściśle trzymasz się grafiku.

Skąd, często następuje u mnie nieoczekiwana zmiana planów. Schemat wygląda tak, że nastawiam budzik na 5.30, po to by przestawić go na 5.45, co oznacza, że zwykle zwlekam się z łóżka o szóstej. I już w tym momencie czasem następuje  zwrot akcji, bo okazuje się, że jedno z dzieci jest chore, a drugie muszę na ósmą dostarczyć do szkoły.


Ada, córka Agaty Komorowskiej (fot. arch. prywatne)

Musisz się spieszyć?

Razem ze mną wstaje Krystian i zaczyna szykować sobie ciuchy. Co prawda robi to już dzień wcześniej wieczorem, ale rano jego koncepcja - w co się ubierze - kompletnie się zmienia. Ma prawie 12 lat, zaczyna dojrzewać i nabiera świadomości, że ubranie jest ważne. Ubieram się szybciej niż on. O 6.30 budzę Michała, a po nim Aleksa. Na końcu, o 6.45 budzę Adę, która jest straszliwym śpiochem. Dostaje więc ciepłą herbatę, żeby się jakoś rozbudziła.

A potem śniadanie?

Dzieciaki nie jedzą śniadania w domu. Pakuję im kanapki, podpisane, z serduszkami. Szykuję je wieczorem, w liczbie kilkunastu sztuk dla całej ferajny. Michał i Aleks sami idą do szkoły na godzinę 8, a ja około 7.30 podwożę Adę i Krystiana z Białołęki, gdzie mieszkamy, do szkół w Nieporęcie.

Po powrocie, około 9 ogarniam bałagan, który został w domu po poranku. A potem siadam do pracy, na przykład do pisania książek. Właśnie wydałam "Optymizm mimo wszystko" - to zbiór najróżniejszych opowieści, czasem bardzo intymnych o marzeniach, depresji, wyciąganiu wniosków, wdzięczności  i afirmowaniu życia. Teraz piszę kolejną o trudach i cudach niezwykłej adopcji Michała. Można powiedzieć, że piszemy ją razem, bo w książce będzie też jego punkt widzenia, jego przemyślenia i emocje.

Nieźle!

Bardzo bym chciała, żeby książka była prezentem na 18. urodziny Michała, które są ósmego listopada. Nie wiem, czy się wyrobię, bo musiałabym ją oddać do korekty w czerwcu. Zobaczymy. W przerwach załatwiam mnóstwo innych spraw organizacyjnych dotyczących moich dzieci, szkoleń, wywiadów i wystąpień, odpowiadam na dziesiątki maili i wiadomości. Każde z moich dzieci to pełen etat, no i jestem jeszcze ja. O sobie nauczyłam się pamiętać dzięki bolesnym doświadczeniom. Po południu zaczyna się zwożenie dzieci do domu, a potem zabieramy się do odrabiania lekcji. Czasem zajmują nam one dwie godziny.

Później dzieci się kąpią, a ja, około 21, czytam Adzie i Krystianowi książkę na dobranoc. On zasypia od razu, ale Ada zaczyna uprawiać wędrówki ludów - nagle chce jej się pić, siusiać, jeść, boli ją brzuch i głowa. Zasypia około 22, a ja już nie jestem w stanie nic napisać, bo padam. Następnego dnia rano znowu dzwoni budzik...


Krystian, syn Agaty Komorowskiej (fot. arch. prywatne)

Nie jesteś zmęczona?

Jestem. Żartuję, że muszę zapierniczać, bo jak na chwilę usiądę, zasnę. A poważnie - bardzo dobrze znam swój organizm. Wiem, że mi starcza baterii na cztery tygodnie. Dlatego raz w miesiącu robię sobie wolny weekend. Wyjeżdżam wtedy na przykład na jogę i totalnie całkowicie się odcinam. Dzieciaki są wtedy u taty, czyli u mojego byłego męża, a ja mam czas tylko dla siebie. Wysypiam się, najadam, czytam i się resetuję.

Zaplanowałam sobie dwa tygodnie wolnego latem. Też bez dzieci. Pojadę do rodziców w Kanadzie i pozwolę, by mnie rozpieszczali. Oczywiście będę w tym czasie pisać książkę, bo pisanie to moja wielka pasja.

To wystarcza?

Musi. Oczywiście są takie dni, kiedy budzę się totalnie zmęczona i mówię sobie: "Dzisiaj sobie nie radzę". Wtedy zmniejszam moje obowiązki do absolutnego minimum. A gdy zawiozę dzieciaki do szkoły, kładę się na godzinę spać. Zwykle śpię 5-6 godzin. Właśnie skończyłam 47 lat i potrzebuję więcej snu niż kiedyś. Czasem muszę odespać, wtedy odpuszczam na przykład gotowanie obiadu i zamawiam pizzę. Sen jest dla mnie bardzo ważny.

Zmęczona nie nadaję się do niczego i jestem wredna. Dlatego dbam o siebie. Gdybym tego nie robiła, byłabym poirytowaną, warczącą na dzieciaki matką. To się zdarza i wtedy wiem, że to nie one świrują, tylko ze mną jest coś nie tak. Wtedy lubię zrobić coś dla siebie. Kiedy jestem wyspana i wypoczęta, anioł ze mnie nie kobieta. Szkoda, że tak rzadko to się zdarza.

Trudno jest utrzymać równowagę, prawda?

Często pojawia się poczucie winy. Wyskakuje jakiś problem z którymś z dzieci i myślę: "No kurczę, nie dopilnowałam". Zagapiłam się, poświęciłam za mało uwagi. Dopiero po chwili przychodzi refleksja: "Robisz naprawdę dużo". Kiedy któryś z synów ma problem w szkole, rzucam wszystko i do niego jadę. Jestem dla dzieci, i one to wiedzą. Zawsze mogą po mnie zadzwonić, nawet w środku nocy. Na szczęście nie nadużywają tego. 


Agata Komorowska (fot. Iwona Karolak, Fryzura: Przystanek Cięcie, Kosmetyka: Si Bella SPA)

Raz w tygodniu jeżdżę z Adą na basen. Ona bardzo potrzebuje mojej indywidualnej uwagi. W związku z tym jestem jedynym rodzicem, który siedzi ze swoim dzieckiem w szkolnym autokarze. Wyobraź sobie, że trzeba mieć do tego zaświadczenie o niekaralności. Ja takie zaświadczenie mam, więc siedzimy z Adą obok siebie i trzymamy się za ręce. Ona jest strasznie dumna, kiedy mogę jechać z jej klasą na wycieczkę albo na basen.

Dzieci doceniają twój wysiłek?

Aleksander, mój 18-letni syn, z którym miałam ogromne problemy, przyszedł do mnie niedawno i mówi: "Wiesz, mamo, podziwiam cię. I jestem ci wdzięczny za to wszystko, co dla mnie robisz". Szczęka mi opadła, w oczach zakręciły się łzy. Powiedziałam mu: "Aleks, nie chciałabym, żebyś miał wrażenie, że ja się dla was poświęcam". A on na to, że wcale nie ma takiego wrażenia. Ale widzi, jak wiele dla nich robię.

Czasem jest tak, że muszę dokończyć pisanie albo wyjść na spotkanie. Wtedy starsi synowie wychodzą z inicjatywą i mówią: "Mamo, ty wyjdź, a my zostaniemy z dzieciakami". Na tym w naszej rodzinie polega partnerstwo. Moje dzieci nie są jak pijawki, które tylko ze mnie ciągną.

Kiedyś chłopcy się buntowali, że muszą coś zrobić. Dziś mi pomagają, bo sami tego chcą. Widzą, że czasem po prostu padam.

Jak wypracować takie partnerskie relacje?

Inni traktują cię tak, jak ty siebie traktujesz. Gdy to sobie uświadomiłam, moje relacje z dziećmi się zmieniły. Zaczęły o mnie dbać, bo ja zaczęłam dbać sama o siebie. Ważna jest też szczerość. Niczego przed dziećmi nie udaję. Gdy jesienią zaczyna się odzywać moja depresja, po prostu im o tym mówię. Dzięki temu one też są ze mną szczere. Moje prawo do słabości daje również im prawo do błędów i wpadek. Nie muszą być idealne według obowiązujących standardów. One już są idealne, co nie oznacza, że są grzeczniutkie i ulizane.

Czego je jeszcze uczysz?

Mam sporo tolerancji dla ich wybryków. Staram się ich nie karać, tylko postawić się w ich sytuacji, zrozumieć, dlaczego się tak zachowują. Dużo rozmawiamy. Mają sporo swobody, ale jeśli narozrabiają, to jestem dosyć zasadnicza i nie odpuszczam. Zresztą sami wtedy wiedzą, że przesadzili i się nie buntują. Kiedyś zrobiłam im nalot i okazało się, że w domu nie siedzi dwóch kolegów, tylko dwunastu, i nie oglądają telewizji, tylko rozkręcają ostrą imprezę. Wtedy na jakiś czas stracili całą wolność. Musieli zapracować ponownie na moje zaufanie. I wiesz co? Podziękowali mi za to. Przyznali, że sprawy zaczęły zmierzać w bardzo złym kierunku i gdybym tego nie zatrzymała, to nie wiadomo gdzie by ich to zaprowadziło. Dzieci potrzebują granic i konsekwencji. Wtedy wiedzą, że o nie dbamy i że kochamy, bo nie pozwolimy zrobić sobie kuku.

Kontroluję ich wtedy, gdy robi się bardzo źle. Później odpuszczam i wracam na pozycję obserwatora.


Agata Komorowska (fot. Iwona Karolak, Fryzura: Przystanek Cięcie, Kosmetyka: Si Bella SPA)

A jak dzieci dogadują się między sobą?

Michał i Aleks, mimo że nie są rodzonymi braćmi, i mimo że w ogóle nie są do siebie podobni, są najlepszymi przyjaciółmi. Gdy Aleksander miał cztery lata, zaczęliśmy się z mężem starać o drugie dziecko. Dwa lata później na świat przyszedł Krystian z zespołem Downa, co dla Aleksa było sporym szokiem. Cała nasza uwaga została skierowana właśnie na nowego brata. To dla Aleksa było bardzo trudne. Bardzo pragnął mieć rodzeństwo, z którym będzie mógł się bawić i psocić. Krystian taki nie był i nie będzie.

Ale ostatecznie dobrze przyjął adoptowane rodzeństwo?

Za każdym razem, gdy w domu pojawia się nowe dziecko, dla pozostałych jest to szok. To naturalne. Gdy przynieśliśmy Adę, Krystian na nią spojrzał i się obraził. Potem już zmieniał jej pieluszki i bujał w wózku. Stał się jej bratem opiekunem i wciąż czuje się za nią odpowiedzialny, choć teraz to ona stała się jego tłumaczem i opiekunką, bo Krystian nie mówi, a ona go rozumie. Krystian za to czesze jej włosy i wybiera ubranie na specjalne wyjścia. Śmieję się, że jest jej stylistą.

Aleks był za adopcją, ale nastawiał się, że będzie miał kumpla, tymczasem rodzice przynieśli mu rozwrzeszczaną trzymiesięczną babę. Czuł zawód. Z tego powodu Aleks i Ada mieli przez lata bardzo wybuchową relację. Dopiero niedawno się ona zmieniła na bardziej przyjacielską.

W zeszłym roku adoptowałaś Michała. Jak to się stało?

Michał był kolegą Aleksa z gimnazjum. Trzy lata temu zostałam dla niego rodziną zastępczą i Michał mógł z nami zamieszkać. Kiedy jego sytuacja prawna została uregulowana, zapytałam go, czy chce, żebym go adoptowała. Miał wtedy 16 lat. Gdyby pozostał w rodzinie zastępczej, to w momencie osiągnięcia pełnoletności dostawałby 500 zł miesięcznie i miał prawo do mieszkania. Przedstawiłam mu tę sytuację i mówię: "Michał, ty decyduj. Ja się nie obrażę". Nie zastanawiał się pięciu minut. 21 maja ubiegłego roku zostałam mamą po raz czwarty. Niektóre dzieci rodzą się w szpitalu, inne w sądzie.

Jak został przyjęty przez resztę dzieci?

Czasem żartuję, że Aleks w końcu sam sobie znalazł brata. W ich relacji początkowo wszystko było cacy. Ale gdy minął kilkumiesięczny słodki okres narzeczeństwa, okazało się, że chłopcy bardzo się różnią. Aleks jest introwertykiem i domatorem, a Michał duszą towarzystwa i najchętniej ciągle przebywałby poza domem. Zaczęły się wzajemne pretensje. To był bardzo trudny rok, podczas którego się docierali.

Bywało, że tygodniami ze sobą nie rozmawiali, a ja byłam mediatorem. Chodziłam od jednego do drugiego i negocjowałam. Teraz mają świetne relacje. Co wieczór zamykają się  w pokoju i gadają. Takie męskie rozmowy. Wiedzą o sobie wszystko, jeden będzie krył drugiego przede mną do końca świata. I bardzo dobrze.


Agata Komorowska (fot. Iwona Karolak, Fryzura: Przystanek Cięcie, Kosmetyka: Si Bella SPA)

Ada i Krystian zaakceptowali Michała?

Błyskawicznie, co było dla mnie szokiem, bo Krystian jest raczej nieufny. Michał jest pogodny, ciepły, szalenie ugodowy. Długo pracowałam nad tym, żeby nie był taki miły. Chciałam, żeby przestał tak zabiegać o moją miłość, o akceptację rodzeństwa. Mówiłam mu: "Michał, proszę cię, zacznij chociaż pyskować, żebym wiedziała, że czujesz się jak w domu". Gdy pierwszy raz trzasnął drzwiami, podeszłam do niego i powiedziałam: "No nareszcie". Michał nauczył się mówić Aleksandrowi "nie", przestał się ciągle dopasowywać do innych. Robił to przez całe życie, więc to, że ma prawo się buntować i nie jest to traktowane jak karalne przestępstwo, było dla niego nowością.  

Skąd w tobie potrzeba adoptowania kolejnych dzieci?

Kiedy urodził się Aleksander, wstawałam do niego w nocy i myślałam o dzieciach, do których nie ma kto wstawać. Bo nie mają rodziców, albo są zaniedbane, a w domu dziecka nikt nie ma czasu na ich problemy. Czułam, że opieka nad nimi jest moim powołaniem, że tego właśnie chcę.

Z czego utrzymujesz rodzinę?

Mam nieruchomość, którą wynajmuję, prowadzę warsztaty i szkolenia, tata dzieciaków regularnie płaci alimenty. Dajemy radę, chociaż Ada ostatnio mówiła, że jak będziemy bogaczami, to kupimy dom z basenem. Wtedy miałyśmy długą rozmowę na temat tego, co to znaczy "być bogaczem" i czy ten dom z basenem jest jej do szczęścia potrzebny. Mnie nie. Okazało się, że jej też nie. Dla każdego szczęście to coś zupełnie innego. Dla mnie to czas z moimi dziećmi i realizowanie moich pasji, którymi jest pisanie książek i przekazywanie moich doświadczeń podczas szkoleń i warsztatów.

Twoja książka kończy się marzeniem o mężczyźnie, w którego mogłabyś się wtulić.

Wiesz, tylko że ja mam wygórowane oczekiwania. Chciałabym, żeby nie pił, nie bił, lubił dzieci i czasem przynosił mi kwiaty, a na dokładkę był wolny! A poważnie - fajnie byłoby mieć obok kogoś, kto by mnie wspierał, z kim mogłabym dzielić nie tylko smutki, ale i moje radości. Samotne mamy dzieci niepełnosprawnych z reguły są przekonane, że nikt ich nie zechce. Ja wiem, że jest inaczej. Każdy ma prawo do miłości. Każdy na nią zasługuje. Ja też.

Ale widzisz... Raczej nie mam czasu na randkowanie online i też specjalnie nie mam na to ochoty. Wierzę w przeznaczenie. I wierzę, że kiedyś ten fajny facet mi się zdarzy.


Agata Komorowska (fot. Iwona Karolak, Fryzura: Przystanek Cięcie, Kosmetyka: Si Bella SPA)

Agata Komorowska. Matka czwórki niezwykłych dzieci. Blogerka, założycielka grup wsparcia dla rodziców dzieci niepełnosprawnych i osób chorych na depresję. Prowadzi szkolenia, warsztaty i pisze książki. Mieszka w Warszawie. 

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, kawy i sportowych samochodów.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Więcej o:
Komentarze (14)
Agata Komorowska: Są takie dni, kiedy budzę się totalnie zmęczona i mówię: ''Dzisiaj sobie nie radzę''
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: lol

    Oceniono 9 razy 9

    I gdzie są ci polscy prawicowi mężczyźni którzy tak kochają dzieci? Ci sami którzy nazywają zwolenniczki prawa do aborcji morderczyniami? Macie tu przykład kobiety, która szuka partnera i oczyma dla gromadki dzieci, gdzie jesteście bohaterzy? Spotkajcie się z panią może założycie rodzinę o której tak pięknie piszecie online. Tylko lepiej gadać niż zakasać rękawy i zasuwać przy żonie i gromadce dzieci nieprawdaż???

  • e50504

    Oceniono 7 razy 5

    Nie rozumiem, ale chciałbym kiedyś zrozumieć. Tak czy siak podziwiam i życzę powodzenia w życiu.

  • Gość: Surround

    Oceniono 7 razy 3

    Podziwiam ...ja bym nie dala rady z czworka dzieci to dla mnie byloby za duzo lubie miec czas dla siebie i swiety spokoj

  • euphoria12

    Oceniono 2 razy 2

    Piękny artykuł. Dziekuję

  • giga1

    Oceniono 2 razy 2

    Dzięki za wsparcie, też jestem samotną mamą zastępczo-adopcyjną dwójki niepełnosprawnych dzieci. Pozdrawiam :)

  • Gość: ben

    Oceniono 10 razy 2

    Fantastyczna kobieta. Wobec tej wszechobecnej znieczulicy, aż mi lżej na duszy.

  • Gość: rem

    Oceniono 3 razy -1

    Karygodne epatowanie wizerunkiem dzieci w tym adoptowanych. Czy ktoś pytał ich o zgodę? Żałosny marketing.

  • Gość: KK

    Oceniono 5 razy -3

    Czy to ogłoszenie matrymonialne? Chyba rzygnę.

  • 1group

    Oceniono 19 razy -11

    Jak "samotna" kobieta może mieć czworo dzieci? :) Mnożą się jak króliki i robią z tego gazetowe show.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX