"Co z tego, że zablokuję sobie dzwoniącą matkę w telefonie, skoro będzie mi ciągle w głowie 'dzwonić' poczucie winy?"

"Ja tyle dla ciebie poświęciłam, a ty starej matki nie możesz częściej odwiedzać". Zarzucanie niewdzięczności, manipulacja, wpędzanie w poczucie winy, obarczanie swoimi problemami. Rodzice stosują szantaż emocjonalny, grają na delikatnych strunach, psują relacje. Skąd to się bierze i kto jest temu winien? - Szantaż działa tylko wtedy, gdy jest kogo szantażować - mówi Barbara Ratajska, psycholog, terapeuta, mediator rodzinny NVC.

Rodzic oczekuje od zabieganego dorosłego dziecka częstszych odwiedzin, więcej uwagi. A jeśli nie dostaje jej tyle, ile chce, mówi: "jesteś niewdzięczny", "umrę tu sama", "już w ogóle się dla ciebie nie liczę". Może niekoniecznie ma złe intencje, uciekając się do szantażu emocjonalnego, tylko nie umie inaczej?

Taki szantaż to nic innego, jak nieumiejętne powiedzenie swojemu dziecku, czego się potrzebuje jako rodzic. Na przykład: "Tęsknię za tobą, potrzebuję z tobą pobyć".

To są pozytywne emocje.

Ale przekazane w taki, a nie inny sposób. Nasi rodzice zostali nauczeni przez swoich rodziców, że w ten sposób należy się komunikować - z pretensją i wyrzutem: "Jak mogłaś do mnie nie zadzwonić!". W dodatku to świetnie działa!

Działa, bo wpędza w poczucie winy. Czy rodzic nie powinien być mądrzejszy?

Rodzic, jako ten starszy i bardziej doświadczony, powinien się zastanowić, czy to, czego oczekuje, jest w zakresie możliwości jego dorosłego dziecka. Trzeba mieć w sobie mądrość bycia matką czy ojcem, żeby nie chcieć od swojego dziecka zbyt wiele. Bo ono zrobi dla rodzica to, czego ten wymaga, ale na przykład kosztem siebie: swoich dzieci, swojego małżeństwa czy swojej pracy.

Lub zrobi z musu, co da się wyczuć.

Albo, co gorsza, nie zrobi i zostanie z poczuciem winy.

Bo dziecko ma poczucie, że powinno spełniać prośby i oczekiwania rodzica. Wyniosło to z dzieciństwa. Choć i tak się sporo zmieniło na przestrzeni ostatnich stu lat - kiedyś to się pana ojca w rękę całowało.

O, nie musimy się cofać aż sto lat! Taki zwyczaj funkcjonował wcale nie tak dawno, dwa pokolenia wstecz.

Rodzice, którzy szantażują emocjonalnie swoje dorosłe dzieci
Rys. Shutterstock

Dziś za to mamy trend wychowywania bezstresowego.

I to się odbije niebawem w drugą stronę. Dorosły wychowany w duchu "bezstresowego wychowania" jest w moim przekonaniu również narażony na szantaż emocjonalny, nie tylko ze strony swoich rodziców. Bo jego dojrzewanie emocjonalne było równie trudne, jak dziecka rodziców autorytarnych.

Wbrew pozorom bezstresowe wychowanie jest mocno obciążające emocjonalnie. Bo jeżeli dziecko, które nie ma doświadczeń, umiejętności, zasobów emocjonalnych, dostaje za dużo wolności i zaufania - gubi się w tym, wręcz tonie. Często manifestuje wtedy swoim zachowaniem bezradność. Równowaga jest najważniejsza, we wszystkim. I znajomość indywidualnych możliwości dziecka. Jednemu 13-latkowi możemy pozwolić jeździć samodzielnie komunikacją miejską. A inny nie jest na to gotowy.

Można też mieć kumpelską, przyjacielską relację z rodzicami.

To jest najgorsze, co można sobie zrobić - być na przykład przyjaciółką własnej matki! Dorosła córka ma relację z dorosłą matką, to jest piękna więź, wyjątkowa i jedyna. Ale to nie jest relacja przyjacielska. Jeśli matka opowiada córce o swoich problemach, trudnościach - to jest nadużycie.   Śmiem twierdzić, że nie ma znaczenia, czy opowie swojej córce o swoich intymnych sprawach, czy o pozornie błahych.

Samo to, że opowiada, sprawia, że możemy już mówić o małym szantażu, manipulacji dorosłym dzieckiem. Bo skoro ja zwierzam się tobie, oczekuję tego samego od ciebie. Albo czekam na jakieś twoje konkretne działanie. Taka manipulacja w celu uzyskania określonych korzyści. Nie twierdzę, że musi to być świadome. Ale podkreślam: relacja z dzieckiem nie powinna być aż tak bliska. Żadnej ze stron to nie służy. Relacja z matką nie jest i nie będzie równorzędną!

Ale mówimy tu o dwóch dorosłych kobietach!

To nie ma znaczenia. Nie da córka matce tego, co jej dała matka. Nie odwdzięczy się nigdy na tym samym poziomie. Matka dała córce to, co najcenniejsze: życie. Miłość, opiekę, wychowanie, wsparcie. Nazywanie tego relacją przyjacielską jest złudne. To jest coś więcej. Te dwie dorosłe kobiety mogą ze sobą usiąść, napić się herbaty i porozmawiać. Pięknie. Z żadną przyjaciółką takiej więzi nie da się osiągnąć i żadna nie przysporzy tylu emocji. I to jest w tej relacji wyjątkowe.

Weźmy pod lupę sytuację, w której w tej relacji pojawia się szantaż emocjonalny: matka oczekuje od córki ciągłej uwagi, kontaktu, stawiania się na każde wezwanie.

Pytanie, czy tak zawsze taka była? Bo może problemem jest tu starość, która pociąga za sobą samotność, potrzebę bycia potrzebnym, lęki pojawiające się na tym etapie życia. A dlaczego matka tak robi? Odpowiedź jest prosta: bo to działa.

Ale jak sobie poradzić z tym, że matka kilkanaście razy dziennie dzwoni do zajętej własnym życiem córki i robi jej wyrzuty?  Zwłaszcza że - gdy mówimy o osobie starszej - pojawia się też strach: "co, jeśli nie odbiorę tego telefonu, a coś się stało?".

Spójrzmy na to z innej perspektywy. Zachowanie matki jest męczące, zgoda. Ale przecież ona zazwyczaj się po prostu boi. Tak się często dzieje po śmierci jednego z rodziców - drugie zostaje samo, przerażone. Na to jest jedna dobra rada: zadbać o poczucie bezpieczeństwa. Czasem chodzi o to, by mama nie mieszkała sama, czasem o coniedzielne, cykliczne spotkania przy obiedzie. I są też leki, którymi można te lęki wyciszyć, ale tu konieczna jest wizyta u specjalisty.

Czyli mamy przykład na definicję szantażu, od której zaczęłyśmy rozmowę: komunikację potrzeby, ale w niewłaściwy sposób.

Tak, matka dzwoni kilkanaście razy dziennie, bo się boi - śmierci, samotności. A bywa też odwrotnie - starsze osoby potrafią się w ogóle nie odzywać, nie odbierają telefonu. To też jest forma szantażu.

Weźmy pod lupę inną relację dwojga dorosłych, która potrafi generować skrajne emocje: matka - syn.

Kłopot jest na przykład wtedy, gdy w domu nie było ojca. I matka zrobiła sobie z syna partnera. Jak pada auto czy przecieka zlew, to nie zwraca się do mechanika czy hydraulika, a do syna.

A syn ma swoje życie, żonę, rodzinę. W obliczu ciągłych pretensji i wymagań zmuszony jest wyznaczyć granice - zrywa kontakt.

I ta metoda często pomaga! Z granicami jest tak, że trzeba je wyczuć. Niejednemu pomoże właśnie odcięcie kontaktu. Ale poczucie winy zostanie. Co z tego, że zablokuję sobie dzwoniącą matkę w telefonie, skoro będzie mi ciągle "dzwonić" w głowie poczucie winy?

Czy da się takie popsute relacje naprawić?

Zmiana jest w nas. Zarówno w nas, dzieciach, jak i w nas, rodzicach. Szantaż działa tylko wtedy, gdy jest kogo szantażować. Gdy nie ma strony szantażowanej, nie możemy mówić o szantażu.

To jak sytuacja z okupem. Wedle teorii: nie wolno się uginać i płacić porywaczowi.

To działa dokładnie na tej samej zasadzie. Ale pamiętajmy, że matka, która ma do zapłacenia okup, bo inaczej zabiją jej dziecko, zawsze zapłaci.

Jesteśmy przez dużą część swojego życia - jako dziecko, nastolatek - świadomi tego, że choć budujemy swoją autonomię, za plecami mamy cały czas rodziców. To jest bardzo ważny okres. Dlatego nigdy nie będziemy z rodzicami na równi. Bo byliśmy od nich zależni. Niemożliwe jest więc, by szantaż nie zadziałał. Zawsze zadziała w tej relacji. Dopiero gdy to przepracuję, będę mieć świadomość, że to szantaż, że wolno mi odmówić, że wolno mi mieć swoje życie - to przyniesie zmianę.

Zmieni się też szantażysta?

Tak. Często żartuję, że choć w gabinecie mam jedną osobę, to zazwyczaj pracuję z całą rodziną. Bywa, że przychodzi do mnie ktoś i mówi: "w zasadzie to chciałbym, by przyszła tu moja mama, bo to ona musi się zmienić". Nie. Jak już powiedziałam: zmiana jest w nas. My możemy coś z tym zrobić, by nie czuć się tak, jak się czujemy. Jeśli mamy to przepracowane - co wymaga dużo energii, cierpliwości i czasu - jest nam łatwiej. Co oczywiście nie zmienia faktu, że boli, gdy ojciec czy matka mówi nam to czy tamto. Albo inni z boku komentują: "Wiesz, ja to bym chciał, żeby tak do mnie matka wydzwaniała. Doceń, bo moja nie żyje".

I ten dorosły dzieciak się męczy, ugina, dźwiga poczucie winy.

No właśnie! On się męczy, jemu jest z tym trudno. W związku z tym to on powinien coś z tym zrobić. Niekoniecznie jest tu nawet potrzebny komunikat do rodzica. Ale trzeba się zastanowić nad sobą: co mi to robi, że matka do mnie wydzwania kilkanaście razy dziennie? Jeśli odbieranie tych telefonów czy jechanie do matki, żeby sprawdzić, czy wszystko z nią dobrze, pomaga mi nie mieć poczucia winy - to w porządku. Ale jeśli mnie to męczy, przeszkadza mi, to coś z tym trzeba zrobić, coś trzeba zmienić.

Jak?!

Warto postarać się wytłumaczyć, jak wygląda to z naszej perspektywy - tak bez pretensji. Gdy dziecko nosi w sobie żal, o którym rodzic nawet nie wie, to kogo ten żal zżera? Warto spojrzeć na to sercem.

Gdyby to było takie proste.

Ludzie nam przekazują dwa komunikaty: jeden werbalny, drugi - emocjonalny. To, co my często odbieramy, słuchając, to jest komunikat emocjonalny. Rodzic mówi do dziecka: "Nie przepiszę na ciebie ziemi!". Dziecko jest w szoku i nie wie, co powiedzieć. A najprościej odpowiedzieć na komunikat werbalny: "Tato, to twoja ziemia, zrobisz z nią, co zechcesz".

Nie warto się denerwować, że rodzic czegoś nie rozumie. Zrozumieć ma ten, który jest szantażowany, czyli dziecko. Gdy w tej osobie zajdzie zmiana, paradoksalnie zmienia się cały system rodzinny. Dziecko musi sobie uświadomić: wolno mi odmówić, bo jestem dorosły. Tak czy siak, żyję z obciążeniem, z poczuciem winy, bo albo nie spełniam oczekiwań rodzica, albo zabieram moim dzieciom, mojej rodzinie czas dla niej przeznaczony.

A przecież taki rodzic-szantażysta ma poczucie, że troszczy się o swoje dziecko, a ono takie niewdzięczne!

Przychodzi mi do głowy taka sytuacja, w wielu domach zapewne dobrze znana: przygotowania do świąt, pani domu ręce sobie urabia po łokcie, ledwo żywa z przemęczenia siada do stołu i biadoli, że wszystko na jej głowie i nikt jej nie pomógł. Tylko jeśli ktoś - w praktyce najczęściej synowa lub córka - zechciałby pomóc, to czegokolwiek by nie zrobił, byłby krytykowany. Więc bilans energetyczny jest taki: inni też by się narobili i jeszcze nasłuchali komentarzy, jacy są do niczego. A tak przynajmniej nikt się nie napracował, a komentarz jest jeden: jaka jestem zmęczona, nikt mi nie pomaga!

To też jest forma szantażu emocjonalnego.

Tak, ale tylko pod warunkiem, że działa. W tym dorosłym dziecku musi być zgoda na powiedzenie "dość". Szkoda czasu na poczucie winy. Warto zadbać o to, co jest najważniejsze: o relację z mężem czy żoną i dziećmi. Nie poświęcać tyle uwagi relacji z rodzicem, jeśli on nie potrafił czy nie potrafi jej mądrze budować.

Rodzice, którzy szantażują emocjonalnie swoje dorosłe dzieci
Rys. Shutterstock

Ale taki toksyczny rodzic potrafi sączyć jad, co wpływa na małżeństwo tej córki czy syna, na ich dzieci.

Dlatego właśnie dorosły syn czy dorosła córka mówi: "dość!". Bo widzi, jak to działa na jego rodzinę. Polecam lekturę książki "Matki, które nie potrafią kochać" Susan Forward. W pierwszej części mamy tam diagnostykę tych mam - szantażujące, nieszczęśliwe, płaczące, narcystyczne. I lekcje, co robić. Matka płacze, że mąż ją pobił. Co powinna zrobić córka?

Dać namiary do centrum pomocy ofiarom przemocy i powiedzieć: "Mamo, dasz sobie radę! Zrób coś! Jeśli nie robisz, to znaczy, że chcesz w tym tkwić, a ja nic więcej nie mogę dla ciebie zrobić, jestem TYLKO dzieckiem!". Taki komunikat przypomina o rolach w tej rodzinnej układance.

A druga część książki jest terapeutyczna - z niej dowiemy się, jak chronić siebie, jak przepracować problem. Można do matki napisać list i nigdy go nie wysłać. Ale bywa, że jedynym sposobem jest zupełne odcięcie się. Odnośnie tego autorka pisze bardzo ważną rzecz: to trudne, ale bywa, że okazuje się jedyną metodą, by nie zatruć tych, którzy cię potrzebują - twoich dzieci.

Wrócę do tej bitej matki, bo mi nie daje to spokoju. Przecież taka ofiara przemocy często nie ma mocy sprawczej, jest przerażona, nieszczęśliwa. Czy ta rada nie jest bezduszna?

Ma moc sprawczą. Oczywiście, trzeba zrobić wszystko, by wzmocnić tę kobietę. Są od tego odpowiednie miejsca, jak właśnie fundacje, centra pomocy kobietom. Ale jeśli jesteśmy jej dzieckiem, jedyne, co możemy, to powiedzieć "Mamo, dasz sobie radę". I pomagać praktycznie, dać ten numer do kogoś, kto może pomóc realnie.

Ale czy rodzic nie ma prawa wymagać naszej pomocy?

Nie, ma prawo nam powiedzieć, co myśli i nam doradzać. My jako małe i potem dorastające dzieci to chłoniemy. To nasza pierwsza w życiu relacja z kobietą i z mężczyzną. Dlatego jest tak ważna. Ale gdy jesteśmy dorośli, rodzice oczywiście dalej mogą nam mówić, co według nich powinniśmy robić, tyle że my nie musimy już ich słuchać. Dlatego tak ważne jest, co rodzic mówi swojemu dziecku. Bo bardzo łatwo może je wpędzić w poczucie winy. I to rodzic za to odpowiada. To nie ze mną jest coś nie tak, że nie dzwonię do mojej mamy trzy razy dziennie. Mnie wystarczy telefon raz w tygodniu czy raz na miesiąc spotykanie z nią na herbatę.

To co powiedzieć, gdy mama dzwoni dwudziesty raz? Skoro: "męczysz mnie" - nie działa?

Bo to zły komunikat. Nie "męczysz mnie", ale "ja się męczę". Nie oddawajmy drugiej stronie sprawczości. Trzeba mówić o sobie: "ja się denerwuję", "ja się martwię", "mnie coś nie pasuje". "Ja się źle czuję z tym, że wymagasz ode mnie więcej, niż mogę ci dać". Trzeba siebie postawić w centrum.

A jak taki rodzic mówi: "Tyle dla ciebie poświęciłam!", jak mądrze reagować?

Można ostro: "Bo tak chciałaś i jestem ci za to wdzięczna/wdzięczny". Ale proponuję też miłą wersję: "Dziękuję ci!". Pamiętajmy - szantaż emocjonalny działa, gdy przyjmiemy reguły szantażysty.

Czyli dziecko powinno myśleć o sobie, by w tym układzie wszystkim było lepiej?

Warto też przyjrzeć się swoim rodzicom, spróbować zrozumieć ich działania, pomyśleć o tym, co oni przejęli od swoich rodziców. Trzeba otworzyć serce. Nie myśleć tylko o czubku własnego nosa, ale zastanowić się, co za tym zachowaniem stoi. Spróbować zrozumieć. A to, co możemy najlepszego zrobić dla naszych rodziców, to kochać ich cechy w sobie!

Relacje między rodzicami i dorosłymi dziećmi są trudne. Ale mogą być też dobre. Nie próbujmy zmieniać naszych rodziców, bo szkoda na to czasu. Chodzi o to, by odebrać to, co oni robią, jako miłość stojącą za tym zachowaniem.

Gosia Tchorzewska, absolwentka kulturoznawstwa i dziennikarstwa, studentka w UX Design Institute. Pracowała w Radiu Kampus, promowała artystów w ZAiKS-ie, była sekretarzem redakcji Foch.pl i mistrzem contentu wideo w Onet.pl. Dziś skupia się zawodowo na tym, co jej sprawia najwięcej satysfakcji i przyjemności: wywiady i rysowanie na papierze lub tablecie. Rysuje też na żywo na konferencjach. W internecie jako @GoTek Rysuje i @Hania w Kropce.

*

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Więcej o: