"Tydzień po tym, jak okazało się, że jestem w drugiej, planowanej, ciąży partner mnie zostawił"

Weronika w swojej drugiej, a do tego planowanej, ciąży została sama i musiała zmierzyć się z odrzuceniem i rozpadem swojej rodziny. Po kilku latach turbulencji partner wrócił do niej i odbudowali na zgliszczach swój związek. - Opowiadam moją historię, bo może być ona pomocna dla kobiet, które znalazły się w podobnej sytuacji - podkreśla Weronika.

Bożena Kowalkowska, Kobieta.gazeta.pl: Historia waszej rodziny ma kilka zwrotów. Zacznijmy od początku waszej relacji. Jak długo byłaś z Krzysztofem w związku, zanim zaszłaś w ciążę?

Weronika, mama 8,5-letniej Jagody oraz 4-letniego Stasia: Krótko. To było sześć miesięcy intensywnej znajomości: motyle w brzuchu, zaaferowanie tylko sobą, ogromna radość z poznawania się nawzajem. Znajomi zostali całkowicie odsunięci na bok. To był bardzo piękny, romantyczny i dobry czas. Kiedy okazało się, że jestem w ciąży, miałam 29 lat i z tyłu głowy myśl, że chciałabym mieć już dziecko. A przede wszystkim, że chciałabym mieć to dziecko z Krzysztofem. O dziecku rozmawialiśmy otwarcie i Krzysztof miał podobne odczucia, ale kiedy ciąża okazała się faktem, trochę go to przerosło.

W relacjach nic nie jest oczywiste
Rys. Shutterstock

Jak to?

To był moment zderzenia z rzeczywistością. Okazało się, że mój partner, człowiek, którego pokochałam, jednak nie jest gotowy na założenie rodziny. Przyszedł pierwszy duży kryzys. Krzysztof zaczął mówić, że nie czuje się w tej sytuacji pewnie. Miał 24 lata, był jeszcze na studiach, nie pracował.

Szczerze rozmawialiśmy o usunięciu ciąży, ale decyzję, co dalej, Krzysztof pozostawił mnie, przy czym zapewnił, że jakkolwiek zdecyduję, będzie ze mną. A ja byłam zdecydowana i chciałam urodzić. Wzięłam na siebie finansową odpowiedzialność za naszą rodzinę i zagwarantowałam nam w tym temacie bezpieczeństwo. Po prostu byłam gotowa, żeby zostać mamą.  

Kiedy uporaliście się z kryzysem?

Kiedy Jagoda pojawiła się na świecie, percepcja Krzysztofa całkowicie się zmieniła i Jagódka została córeczką tatusia. Rodziliśmy wspólnie i Krzysztof wspominał, że nigdy w życiu nie widział mnie tak szczęśliwej jak wtedy, gdy urodziłam Jagodę. Krzysztof od początku był bardzo dobrym ojcem. W naturalny sposób budował z dzieckiem bliską relację i gdy się nim zajmował lub z nim bawił, był całkowicie ukierunkowany na dziecko.

A ty? Jak odnalazłaś się w nowej sytuacji?

Byłam szczęśliwa, że mam Jagodę, ale nie mogę powiedzieć, żebym czuła się zadbana w związku. Miałam poczucie nieustającej walki z rzeczywistością i walki o relację. W związku z tym, że wzięłam na siebie odpowiedzialność finansową, nie mogłam pójść na urlop macierzyński. Pracowałam więc do samego porodu i od razu po nim.

Dziś bardzo tego żałuję. Na pewno przez wiele lat byłam pracoholikiem i ten fakt mnie nakręcał. Ciągle powtarzałam sobie, że muszę sobie dać radę, że daję sobie radę, więc nawet gdy Jagoda zasypiała dopiero o 22, od razu siadałam do pracy.

A jak układało się między wami?

Pomimo że spędzaliśmy razem z Krzysztofem dużo czasu, emocjonalnie byliśmy oddaleni. Zdawałam sobie z tego sprawę, ale nie potrafiłam wtedy tego przeskoczyć, przepracować. Zaczęliśmy mówić o rozstaniu, Krzysztof tęsknił za wolnością, miał żal, że nie może przeżywać tego, co inni faceci w jego wieku. Do tego był bardzo skrytą osobą, ja z kolei byłam emocjonalnie wycofana. W tamtym czasie komunikacja między nami była słaba.

Nie byliśmy gotowi na bycie rodziną. I pewnie gdyby nie było dziecka, ten nasz piękny, bajkowi okres nadal by trwał. Co byłoby potem? Nie wiem i nie ma co gdybać. Pojawiło się dziecko i zostaliśmy na całe życie ze sobą połączeni.

Jednak nie rozstaliście się.

Nie, bo potem zaczęło się między nami lepiej dziać. Kiedy Jagoda skończyła trzy lata, zaczęła pytać nas o rodzeństwo. I pomimo tego, co było wcześniej między nami, podobała nam się ta myśl. Pamiętam, jak za każdym razem, kiedy Jagoda nas o to pytała, Krzysztof się szeroko uśmiechał. Zainspirowani jej pomysłem, rozpoczęliśmy rozmowy o tym, że fajnie byłoby, gdyby w domu pojawił się kolejny członek rodziny.

Myślę, że każdy z nas miał z tyłu głowy myśl, że to coś zmieni między nami na lepsze, że to nas scali i siłą rozpędu dobrze ukierunkuje. Jak się okazało, że jestem w drugiej ciąży, Krzysztof bardzo się ucieszył. Ale jego radość trwała tydzień.

Co się stało po tygodniu?

Poinformował mnie, że musimy się rozstać. To był dla mnie taki szok, że nawet nie zadałam wtedy pytania: dlaczego? co się stało? Zupełnie tego nie rozumiałam.

Kiedy dowiedziałaś się, co jest powodem takiej decyzji?

Jakiś miesiąc później. Zupełnym przypadkiem zobaczyłam w notatkach Krzysztofa jedno zdanie i eureka, dowiedziałam się! W życiu Krzysztofa pojawiła się inna kobieta. Tego dnia, kiedy poinformował mnie o rozstaniu, przeżył tak zwaną miłość od pierwszego wejrzenia.

Zakochał się, jednocześnie skreślając nas jako rodzinę ze swojego życia. Zawsze wydawało mi się, że Krzysztof jest w stosunku do mnie szczery i że nie potrafi kłamać. Ale w tamtym okresie stał się innym człowiekiem - inaczej się zachowywał, mówił, a nawet poruszał.

Wyprowadził się?

Początkowo nie. Mieszkaliśmy razem - zresztą w mieszkaniu Krzysztofa, ale on spał od tego dnia na kanapie. Podział obowiązków pozostał między nami ten sam, tylko że teraz Krzysztof wychodził wieczorem i wracał rano, żeby odprowadzić Jagodę do przedszkola. Był zimny, odległy, walczący, bywał dla mnie nieprzyjemny. Zupełnie nie interesowała go moja ciąża.

Wiele osób zapytałoby teraz, dlaczego nie wyrzuciłaś go z domu? Nie uwierzyłaś, że naprawdę chce odejść?

Uwierzyłam, ale nie wygoniłam go, bo tak naprawdę zupełnie nie wiedziałam, co robić. Musiałam jednocześnie zmierzyć się z informacją o ciąży i o rozstaniu. Nawet przed moją mamą ciężko było mi się przyznać, że się rozstajemy, bo zwykle jak pojawia się informacja o ciąży, wszyscy myślą, że jest super, a nie, że ludzie właśnie się rozchodzą.

Jak na to wszystko zareagowała wasza córka?

Poszliśmy wspólnie do psychologa dziecięcego, żeby podpowiedział nam, jak mamy Jagodzie o tym powiedzieć. Wyobraź sobie zaskoczenie psycholog sytuacją, w której ja jestem w ciąży, ale rozmawiamy o rozstaniu.

Psycholog powiedziała, że Krzysztof musi wziąć to na swoje barki i powiedzieć Jagodzie. Przy czym zastrzegła, żeby w takiej sytuacji nie padło stwierdzenie, że odchodzi się na zawsze, bo to rozwali dziecko. Przećwiczyliśmy to, a potem nadszedł ten wieczór. Słyszałam, jak Krzysztof mówi do Jagody, że tata odchodzi. Jagoda instynktownie zapytała: Na zawsze? A Krzysztof na to, że tak.

Pamiętam, że to był pierwszy z wielu momentów, kiedy jednocześnie poczułam rozpacz i szlag mnie trafił. Pomyślałam, że jest skończonym durniem, że na zawsze skrzywdził nasze dziecko.

Co było dalej?

Byłam w połowie ciąży, kiedy wyjechałyśmy z Jagodą na ferie. Kiedy wróciłyśmy, dom był pusty. Krzysztof się wyprowadził, wynajął jakiś pokój u kolegi. Wiedziałam o tym, ale jednak strasznie się wtedy poczułam. Jagoda w tamtym okresie mówiła do mnie: "Tata cię nie kocha". To było jej dziecięce wyjaśnienie całej sytuacji, tak to sobie wydedukowała. Nic dziwnego, nie widziała między nami relacji ani czułości.

Ale za każdym razem, kiedy mi to mówiła, czułam się okropnie, bo ja cały czas kochałam Krzysztofa. Bardzo długo nie wyobrażałam sobie stworzenia rodziny z nową osobą, nie chciałam na nowo przeżywać tego samego: zakochania, budowania relacji. To budziło mój strach.

Podjęłaś dość niezwykłą decyzję dotyczącą wspólnego porodu.

W czasie ciąży miałam wiele takich momentów, kiedy chciałam Krzysztofa ukarać. Mówiłam mu, że zrobię mu sprawę o alimenty - a Krzysztof dopiero zaczynał zarabiać, albo że tylko w określone dni będzie widywał dzieci. Dlatego samą mnie zdziwiło, że kiedy zbliżał się termin porodu i moja przyjaciółka Ania zaproponowała, że będzie rodzić ze mną, zupełnie tego nie chciałam. Chciałam rodzić z nim. Pamiętałam pierwszy poród i to, jak ważna była dla mnie obecność mężczyzny.

Nie wyobrażałam sobie, że to przyjaciółka będzie mnie trzymać za rękę. Wiedziałam, że Krzysztof chciał być przy porodzie, ale myślałam też o tym, że na to nie zasłużył. Długo biłam się z myślami. Ale powiem uczciwie, choć może ktoś uzna to za głupie i dziwne - tego naprawdę chciałam. I ostatecznie urodziliśmy razem.

Jak wspominasz ten drugi poród?

Okropnie.

Żałowałaś swojej decyzji?

Nie, bo bardzo Krzysztofa potrzebowałam. Chodzi o to, że to nie był czas radości. Kiedy urodził się Stanisław - a wtedy nie miał jeszcze nawet imienia, Krzysztof ze mną chwilę pobył i poszedł. Trudna była świadomość, że tak to już zawsze będzie wyglądało, że ten tata będzie przychodził pobawić się, że na pewno będzie świetnym tatą, ale jednak będzie tatą dochodzącym.

Jak ty się w tym wszystkim czułaś?

Wydaje mi się, że tamten okres częściowo wyparłam. Ponownie nie miałam możliwości iść na urlop macierzyński - o co mam żal do siebie. Krzysztof dopiero co zaczął pracować dla jednej z galerii, więc słabo zarabiał. Mogłam liczyć na wsparcie finansowe tylko ze strony jego rodziców. Bolało mnie to, bo znowu okazało się, że muszę pracować, pomimo że dopiero co urodziłam.

Mam taki obrazek w głowie: leżę w łóżku, karmię Stasia piersią i mam przy sobie telefon i komputer. I jestem, trwam.

Życie mnie zaskoczyło, ale chyba najbardziej zaskoczyła mnie moja siła. Dużo wtedy płakałam, ale potrafiłam też walczyć. Wiedziałam, że muszę dalej żyć, codziennie wstać z łóżka, dalej pracować, opiekować się dziećmi, gotować im, bawić się z nimi i funkcjonować w całym tym trybie. Krzysztof przychodził codziennie o 7:15, żeby zabrać Jagodę do przedszkola, a potem ją przyprowadzał. Jak wyglądała jego relacja ze Stasiem, nie pamiętam, ten obraz jest za mgłą.

Nie myślałaś wtedy, żeby wykonać jakiś zdecydowany ruch?

Wielu znajomych mówiło mi, że powinnam drastycznie odciąć nas od Krzysztofa. Ale nie potrafiłam i nie chciałam tego. Nie jestem osobą konfliktową i intuicyjnie czułam, że to nie byłoby ze mną zgodne. Miałam poczucie, że drepczę w miejscu, co trwało bardzo długo, bo prawie trzy lata. Ale wtedy wiedziałam, że walka między nami nic nie wniesie. Że ważne są dzieci i atmosfera wokół nich. Chciałam zapewnić im poczucie bezpieczeństwa, sprawić, żeby czuły, że ich rodzina jest kompletna.

W tamtym czasie odsunęłam swoje uczucia na bok. Ten nasz dziwny układ działał - byliśmy osobno, ale w kwestii wychowania dzieci zawsze razem. Z czasem to stało się dla mnie wygodne i bezpieczne, bo Krzysztof nigdy nie zawodził w kwestii opieki nad dziećmi.

W relacjach nic nie jest oczywiste
Rys. Shutterstock

Czy z czasem coś się w waszej relacji zmieniało?

Niedługo po urodzeniu Stasia zakończył się związek Krzysztofa. Nie wiem dokładnie kiedy ani dlaczego, bo nie bardzo mnie to interesowało, ale nie będę ukrywać, że poczułam wtedy ulgę. I siłę. Krzysztof automatycznie miał dla nas więcej czasu. I choć ciągle wracał do siebie na noc, to jednak po przyprowadzeniu Jagody z przedszkola spędzał z nami popołudnia. A po jakimś czasie zdarzało się, że zostawał na noc i spał na kanapie. Zaczęliśmy spędzać razem święta i ferie. Pojawiały się rozmowy, że może warto zawalczyć o ten związek, że może powinniśmy pójść na terapię, ale nic z tego nie wynikało. W pewnym momencie zaczęło mnie to mierzić, bo nie wiedziałam, do czego zmierza.

W mieszkaniu zaczęły pojawiać się kolejne graty Krzysztofa, on coraz częściej spał na kanapie, więc w końcu powiedziałam: "Jeśli chcesz mieszkać z nami, to o tym porozmawiajmy, jeśli nie - zabieraj swoje rzeczy i nocuj u siebie". Więc Krzysztof, nic nie mówiąc, zwiózł swoje rzeczy i wprowadził się na kanapę. I choć oznaczało to życie w związku-niezwiązku, dla mnie to było OK. Pewnego dnia stwierdziłam, że powinniśmy poszukać większego mieszkania, a Krzysztof na to: "No, ale my nie jesteśmy przecież razem". Pamiętam, że mnie wtedy olśniło, tak jakbym dopiero przyjęła ten komunikat i powiedziałam: "Krzysztof, dzięki, że mi powiedziałeś, bo ja w końcu wiem, co mam dalej robić!".

Co to właściwie znaczyło?

W tamtym momencie zamknęłam w głowie związek ja - Krzysztof. Po raz pierwszy od wielu lat zaczęłam się otwierać na coś nowego. Zaczęłam myśleć o znalezieniu nowego mieszkania dla siebie i dzieci. Poczułam się gotowa, żeby jasno ustalić zasady naszego życia, żeby iść do przodu i zacząć nową relację.

Na mojej drodze pojawił się ktoś nowy. To był mężczyzna, którego poznałam tuż przed Krzysztofem, i którego dla Krzysztofa zostawiłam. Nawiązaliśmy na nowo kontakt. Zaczęłam bardzo przyjemny i intensywny romans. Nie kryłam się z tym specjalnie, ale też nie był to dla mnie temat do rozmowy z Krzysztofem.

Ale dla Krzysztofa był!

Jak się okazało, tak. Byliśmy razem na obiedzie i Krzysztof zaczął mówić, że nie wyobraża sobie, żeby ktoś inny miał wychowywać jego dzieci, i popłakał się przy tym. Następnego dnia wieczorem zadał mi serię pytań, które nie wprost, ale wyraźnie odnosiły się do mojego nowego związku.

Nie wytrzymałam i zapytałam w końcu: "Czy ty chcesz czegoś ode mnie?". Na co Krzysztof powiedział, że chce być z nami - ze mną i z dziećmi. I to jest niesamowite, bo jeszcze tego samego dnia jedna z koleżanek zapytała mnie, czy na pewno nie chcę być już z Krzysztofem, i ja stanowczo zaprzeczyłam, a wieczorem nie miałam żadnych wątpliwości, żeby go przyjąć. Tego wieczoru pierwszy raz rozmawialiśmy o sobie, o naszych uczuciach, o tym, co było i czego byśmy chcieli.

Od roku znowu jesteście razem. Wybaczyłaś mu?

Tak. Czuję, że etap złości i wybuchów jest już za mną. Nie wiem, czy wyszliśmy na prostą, ale wiem, że pracujemy nad tym związkiem i teraz jest nam razem dobrze. Czuję się szczęśliwa. Wygrana.

Chyba tak naprawdę nigdy nie zwątpiłam w naszą relację. Nie odpuściłam, bo Krzysztof zawsze był dla mnie ważny i bliski. Dużo przeżyłam, ale zobaczyłam też wiele swoich błędów, których wcześniej nie dostrzegałam. Jestem teraz kobieca, cieplejsza dla partnera, bliższa. Nie boję się okazywać uczuć. Wiem, że Krzysztofowi bardzo tego brakowało. On też jest dla mnie inny. W ogóle cała ta relacja jest odmieniona. Na pewno jesteśmy w niej dojrzali i prawdziwi. Jesteśmy blisko siebie i interesujemy się sobą nawzajem. Krzysztof uniezależnił się finansowo, i to też bardzo dużo nam dało.

A gdyby zaproponował ci trzecie dziecko?

Ciąża jest dla mnie traumą i nie wiem, czy to może się kiedyś zmienić.

Jak ty jeszcze zmieniłaś się po tych wszystkich wydarzeniach?

Na pewno poczułam swoją siłę, dużo mniej pracuję. Nie zabieram ze sobą komputera na wakacje, tylko włączam automatyczną odpowiedź na przychodzące maile. I naprawdę nic strasznego w związku z tym się nie dzieje. Wyraźnie oddzielam czas pracy i życia rodzinnego. Wcześniej byłam ciągle online i chełpiłam się tym, nie wiem po co.

Zeszły rok był okresem dużych zmian. Po wielu latach wspólnej pracy rozstałam się zawodowo z moją przyjaciółką Anią. Potrzebowałam zbudować się na nowo. Przyszła pora, żeby zadbać o siebie, bo dotąd zawsze myślałam o sobie na końcu. Wreszcie dochodzę do tego, że muszę mieć czas tylko dla siebie.

Przeżyłaś coś bardzo złożonego i trudnego. Dlaczego zdecydowałaś się o tym wszystkim opowiedzieć?

Bo poczułam, że jestem gotowa i że chcę. Nie chciałam poddawać mojego partnera ocenie ani go karać. Tak samo jak nie chciałam fałszować tych zdarzeń, czy też się nad sobą użalać. Traktuję tę rozmowę jak autoterapię. Liczę, że może być pomocna dla kobiet, które znalazły się w podobnej sytuacji.

A jak Krzysztof zareagował na to, że udzielisz wywiadu?

Powiedział, że samotna ciąża to ważny temat i że trzeba o tym głośno mówić.

Imiona wszystkich bohaterów zostały zmienione.

Bożena Kowalkowska, absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka, dziennikarka, wydawca. Zajmuje się organizacją czasu pracy i przestrzeni, prowadzi warsztaty poświęcone tworzeniu kalendarza i planowaniu.

Więcej o: