"Związki z długim stażem nie wysyłają sobie filmików i erotycznych zdjęć, by nie zbrukać bliskości"

W Japonii pewien biznesmen zostawił żonę i dzieci, by zamieszkać z silikonową sekslalką. Czy nowe technologie niszczą relacje intymne? A może trzeba wiedzieć, jak wykorzystać aplikacje i inteligentne seksgadżety? Pytamy o to Andrzeja Gryżewskiego, seksuologa i psychoterapeutę.

Czy z punktu widzenia seksuologa nowoczesne technologie pomagają w seksie?

I tak, i nie. To tak jak z no80;em - można nim kroić chleb lub zabić człowieka. Zależy jak korzystamy z nowych technologii. Weźmy na przykład Tindera czy inne aplikacje randkowe. Zapracowani ludzie z korporacji nie mają okazji, by poznawać nowe osoby. Nie chcąc nawiązywać prywatnych relacji w pracy, korzystają więc z aplikacji. I to jest OK.

Ale ja - jako seksuolog - obserwuję częściej negatywny wpływ Tindera. Mam dużą grupę klientów, którzy są od niego uzależnieni, spędzają godziny na przeglądaniu profili. Pojawia się efekt supermarketu - wybierają, przebierają w kolejnych osobach.

Nawet jeśli znajdą kogoś, kto im odpowiada - zawsze można znaleźć kogoś lepszego. A kiedy wydaje im się, że znaleźli kogoś lepszego, "odmaczowują" [match - z ang. dopasowanie - przyp. red.] się z wcześniejszą osobą i skupiają na nowej znajomości. 80 proc. moich klientów korzystających z Tindera - czy  w wypadku osób homoseksualnych z Grindra - jest rozczarowanych - a to ktoś się wylogował, a to zamilkł, a to nie przyszedł na spotkanie, a to nie odpisuje.

Narzekają też, że często są wprowadzani w błąd - ludzie nie piszą prawdy o sobie, dają nieaktualne zdjęcia, albo nie swoje, zaniżają wagę i wiek, większość rozmów nie kończy się spotkaniem. I pojawia się pierwszy paradoks - są rozczarowani, ale sami też tak robią.

To czego ludzie szukają na Tinderze, skoro nie nowych znajomości, które przejdą ze świata wirtualnego do realnego?

Jedni szukają pobudzenia, inni idealnego partnera, ale grymaszą i nie mogą go wybrać, jeszcze inni potwierdzenia swojej atrakcyjności - którą wyznacza liczba "zmaczowanych" osób. Wielu oczekuje jednorazowego spotkania, które jak się skończy seksem, będzie w porządku, jak nie - też będą zadowoleni, ale nie mówią jasno drugiej osobie, że chodzi im o one night stand [jednorazowy numerek - przyp. red.].

Poznają fajną osobę, spotykają się z nią, iskrzy między nimi, jest wesoło... aż się prosi o drugą randkę. A tymczasem zamiast umówić się kolejny raz, zaczynają rozglądać się za nową znajomością?

Tak, bo pragną przygody, pobudzenia, bycia na ciągłym haju, gonienia króliczka. Czasami są zalogowani w różnych aplikacjach randkowych albo piszą z kilkunastoma, a nawet kilkudziesięcioma osobami jednocześnie.

Czego jeszcze ludzie szukają na Tinderze?

Znam mężczyznę, który znajdował tam... sponsorki. Logował się, rozmawiał, umawiał na kolację, potem gdy przychodziło do płacenia, udawał, że zapomniał portfela, mówiąc, że następnym razem to on stawia. Następnego razu - jak się pani domyśla - nie było. W ten sposób naciągnął wiele kobiet.

Technologie w łóżku
Rys. Shutterstock

I nie czuje się z tym źle?

Wręcz odwrotnie - uważa, że jest bardzo zaradny. Na Tinderze można znaleźć też wiele prostytutek, które łowią klientów. Oczywiście nie od razu to wiadomo, ale po chwili rozmowy można się domyślić, że chodzi o "układ ze wsparciem", jak to zwykły pisać. Też uważają się za zaradne i nowoczesne.

Aplikacje czy w ogóle kontakty przez Internet oraz łatwo dostępna pornografia często prowadzą też do uprzedmiotawiania drugiej osoby. Są np. strony, na których mężczyźni oceniają prostytutki jak samochody w komisie czy konie na targu.

Chodzą do agencji towarzyskich, potem oceniają prostytutkę na stronie - pod względem wyglądu, wagi, zapachu, czystości, umiejętności, głosu. Ten, kto jest najbardziej aktywny, ma największy szacunek społeczności. Pisząc recenzję uprzedmiotowiającą kobietę, mężczyzna też siebie uprzedmiotawia - bo przecież za pieniądze wypożyczył na godziny ciało człowieka. Takie relacje nie rozwijają osobowości, nie poszerzają horyzontów. Uzależnieni pacjenci często mówią mi w gabinecie, że od wielu miesięcy nie poświęcali czasu na swoje przyjaźnie, pasje, sport, kulturę, ważne zobowiązania i randkowanie z partnerką. To są silne konsekwencje nałogu.

Co ich odciąga od prawdziwego życia?

Po drugiej stronie ekranu czai się wiele pokus, które odrywają ich od prawdziwej relacji i prawdziwego seksu. Wielu mężczyzn, ale też i kobiety, zamiast dbać o podniecenie i pożądanie w związku, idzie na skróty i masturbuje się przed komputerem. Jaka to oszczędność czasu - nie trzeba robić atmosfery, iść na kolację, potem prowadzić gry wstępnej i inwestować pięciu godzin, by uprawiać seks. Można to zrobić w 10 minut, tak jak się chce i lubi. Kiedy to uzależnienie się pogłębi, siedzenie przed pornografią online zajmuje dziennie kilka godzin. I właśnie w takiej sytuacji przychodzi do mnie większość klientów, jak już straty są ogromne.

Ale przecież relacje intymne nie polegają tylko na zaspokajaniu się...

Zauważyłem, że dla wielu pacjentów seks nie znaczy w związku tyle, co kiedyś, wręcz zaczyna być kłopotem. Ludzie wchodzą w układy bardziej przyjacielskie, współlokatorskie mając świadomość, że namiętność się wypala. Mają z kim pogadać, mają poczucie bezpieczeństwa, dbają o relacje społeczne. Ale seks uprawiają sporadycznie lub wcale. Gdy go potrzebują, to zamiast aranżować sytuację i - jak mówią - tracić czas, wybierają pornografię.

Ilość seksu w stałych związkach spada, zastępują go właśnie pornografia, zdrady, seks płatny. I co gorsza, ciężko dla nich znaleźć przeciwwagę - robię, co chcę, zawsze jestem pożądany, jak mi się coś nie podoba, zmieniam film. Poza tym w pornografii wszystko jest przejaskrawione i wyolbrzymione - wielkie piersi, członek zawsze w zwodzie, makijaże. Reakcje - jęczenie, wzdychanie. W życiu seksualnym pary na ogół tak nie jest. Z pornografii wyciągamy złe wzorce i potem w codziennym seksie nie znajdujemy wystarczających podniet.

Masturbacja to jednak co innego niż seks z drugim człowiekiem!

Niby tak, ale ostatnie badania seksuologiczne na temat pornografii pokazują, że mózg nie rozróżnia, czy uprawiamy seks z partnerem, czy masturbujemy się. Seks to seks. Masturbacja też może zaspokoić potrzebę i nie ma się już ochoty na co innego, zwłaszcza na seks z drugą osobą.

Jak to przerwać?

Nie jest łatwo, ludzie nie chcą z tego po prostu rezygnować. Jeden z klientów, który jest w 12-letnim związku, od siedmiu lat zastępuje seks z żoną pornografią. Gdy ona zaczęła zgłaszać, że ma problem z brakiem seksu i przyszli coś z tym zrobić, okazało się, że mężczyzna nie chce rezygnować z pornografii. Nie przyjmuje do wiadomości, że to szkodzi relacji z żoną. Tak działa "mechanizm zaprzeczenia i iluzji", który występuje w uzależnieniach. Ludzie mają poczucie, że nałóg nic im nie odbiera. Orientują się, że są uzależnieni, gdy straty są ogromne.

W takim razie, jak do tego nie dopuścić?

Kluczowy moment jest wtedy, gdy przestajemy pożądać partnera. I zamiast popracować nad tym, idziemy na łatwiznę i sięgamy po pornografię. Mężczyźni w takiej sytuacji często oglądają film przed seksem z partnerką, by się nakręcić i szybko pobiec do małżeńskiej sypialni. Potem już zupełnie przestają inwestować w intymną relację z drugą osobą. W sytuacji gdy chętniej otwieramy stronę erotyczną niż myślimy o seksie z partnerem, powinna nam się zapalić czerwona lampka.

Nowe technologie zawitały też na półki sex-shopów. Są np. inteligentne wibratory, które na podstawie reakcji użytkowników dopasowują wibracje tak, by dostarczyć najlepszych doznań. Z amerykańskich badań przeprowadzonych przez Debrę Herbenick wynika, że w USA połowa kobiet między 18. a 60. rokiem życia używa wibratorów. Wiele z nich deklaruje, że jest im potrzebny do osiągnięcia orgazmu, którego nie zapewnia im seks z partnerem. Czy nowoczesny wibrator może zastąpić seks z drugą osobą?

Akurat w przypadku wibratora jest nieco inaczej. Rzadko kobiety uzależniają się od wibratora tak jak np. mężczyźni od pornografii. Wibrator daje im zaspokojenie, bo wiedzą, gdzie się dotykać. Wolałyby mieć orgazm z partnerem, ale nie umieją otwarcie porozmawiać o tym, jak chcą być dotykane i co sprawia im przyjemność. Tego, że wibrator całkowicie zastąpi seks z mężczyzną, raczej bym się nie obawiał.

A cyberseks zastąpi?

Na kongresy seksuologiczne przyjeżdża sporo przedstawicieli firm zajmujących się nowymi technologiami. Są już specjalne kostiumy sensoryczne, które gdy założą je dwie osoby, mogą się wzajemnie stymulować. Dotykam siebie, a partner to czuje. Wtedy można siedzieć po dwóch stronach kabla w różnych miastach czy krajach i uprawiać zdalny seks. Ale czy to wyprze zwykły seks - nie jestem przekonany. Nadal za większe zagrożenie uważam jednak uzależnienie od pornografii.

Technologie w łóżku
Rys. Shutterstock

A co dobrego nowe technologie wnoszą w nasze życie, także seksualne?

W parach, w których jeden z partnerów jest często poza domem, cyberseks może pozwolić utrzymać związek. Jeden z moich klientów często podróżuje i żeby zachować wierność, uprawia z żoną w czasie podróży cyberseks, czyli masturbują się online podczas połączenia wideo. Obojgu sprawia to satysfakcję. Gdy tego nie robił, korzystał z usług agencji towarzyskich. Żona zaczęła coś podejrzewać, a że mężczyźnie zależało na niej i na związku, przyszedł do mnie i zasugerowałem mu ten sposób.

Pozytywnym aspektem używania aplikacji randkowych jest możliwość wyrwania się ze swojego hermetycznego środowiska, dodatkowo dzięki dłuższej rozmowie online można zbudować poczucie bezpieczeństwa i podczas spotkania na żywo z drugą osobą nie będziemy odczuwać nieśmiałości, wstydu, zażenowania.

Jak można wykorzystać technologię, by urozmaicić seks? Czy pary nagrywają filmy, uprawiają sexting - czyli wysyłają sobie wiadomości o pikantnej treści?

A, widzi pani, to tak nie działa! Ludzie w stałych związkach nie są tym w ogóle zainteresowani. O ile w czasie flirtowania, zapoznawania się, na początku relacji są chętni do takich eksperymentów, to jako stałe pary nie chcą tego robić. Czasami w ramach terapii proponuję takie rozwiązania. Rzadko kto na nie przystaje. Raczej się buntują i twierdzą, że to jest sztuczne i oni nie będą żadnych SMS-ów pisać i robić zdjęć. Sexting jest popularny, ale nie w stałych związkach, robią to single, pary na początku znajomości. Potem już nie.

A erotyczne gadżety?

Podobnie - w stałym związku rzadko, częściej na początku znajomości.

Dlaczego tak jest?

Bo się wstydzą, krępują. Tak w stałym związku wyjść z urozmaiceniami, to wiele osób żenuje i zawstydza.

Wstydzą się osoby, którą dobrze znają, a nie wstydzą się tej nowo poznanej?

To jest na pierwszy rzut oka paradoks. Ale wygląda to tak, że jak nam nie zależy na drugiej osobie, nie jesteśmy z nią jeszcze blisko, to na więcej sobie pozwalamy. Gdy relacja zaczyna się zacieśniać i pojawia się bliskość, to odmowa czy krytyka ze strony partnera będzie już bardzo bolesna. Obawiając się odrzucenia, ludzie rezygnują z eksperymentów, gadżetów. Pary nie oglądają też wspólnie pornografii.

Z podobnych powodów?

Boją się, że partnera będzie bardziej podniecać ciało aktora albo że partner będzie miał pretensje, że bardziej podniecają nas aktorzy porno niż on. Związki z długim stażem nie wysyłają sobie też filmików i erotycznych zdjęć ani fragmentów pornografii, by pokazać, na co ma się ochotę. Nawet jeśli wcześniej to robili, przestali - by nie zbrukać bliskości.

Co by pan radził takim parom?

Można wspólnie obejrzeć film pornograficzny, ale nie razem przed telewizorem, tylko puścić w tle, niech leci. Pojawi się nagość, odgłosy seksu. Nie będzie to wspólny seans, a dzięki temu w zabiegane życie wkroczy jakaś seksualność.

Pewnie słyszał pan tę historię - japoński biznesmen zakochał się w sekslalce i dla niej zostawił żonę i dzieci. Czy sytuacje znane nam do tej pory z filmów science fiction staną się rzeczywistością? Męża, żonę zastąpi lalka czy robot albo seks przeniesie się całkowicie do sieci, a relacje z człowiekiem wymienimy na program komputerowy udający partnera?

Może się to zdarzyć, i to wcale nie w takiej dalekiej przyszłości. W filmie "Blade Runner 2049" główny bohater grany przez Ryana Goslinga ma w domu sztuczną inteligencję pełniącą rolę gosposi i partnerki. A w filmie "Ona" sprzed kilku lat bohater zakochuje się w programie komputerowym udającym kobietę. Wspomniany przez panią Japończyk zamieszkał z silikonową lalką, a inny ożenił się z hologramem.

Ale żeby zostawić rodzinę dla silikonowej sekslalki, nawet najbardziej realistycznej...

W tej sytuacji, moim zdaniem, chodzi o syndrom Pigmaliona. Mam takich klientów - zwykle w okolicy 40-50 lat. Wchodzą w związki z uboższymi, młodymi dziewczynami, nieobytymi i niezbyt wykształconymi, i zapoznają je ze swoim światem, kształtują, pokazują, jak może wyglądać życie. Ta historia z Japończykiem mieszkającym z lalką to przykład tego syndromu. Populacja niespełnionych, a chcących zaspokojenia mężczyzn rośnie.

Taka lala nie ma własnego zdania, nie trzeba z nią negocjować bliskości, to potulna partnerka. Te sytuacje będą się zdarzać, ale moim zdaniem nie będą trwać długo. Bo przewidywalnymi rzeczami zaczynamy się nudzić. Do tego samego doszli konstruktorzy seksrobotów - postanowili zmienić ich oprogramowanie tak, by losowo raz na jakiś czas taki robot odmówił seksu. Bo ten potulny za szybko się nudził właścicielowi.

Andrzej Gryżewski - seksuolog, psychoterapeuta poznawczo-behawioralny (CBTseksuolog.pl), psycholog, certyfikowany edukator seksualny. Autor książek: bestsellerowej "Sztuki obsługi penisa" oraz "Jak facet z facetem, rozmowy o seksualności". Założyciel Gabinetu Psychoterapii Seksualnej CBTseksuolog.

Joanna Germak, po 20 latach w mediach postanowiła związać się z zupełnie inną branżą. Nie tęskni za kontentem, ale brakuje jej dziennikarstwa, dlatego współpracuje jako autorka tekstów i wywiadów. Zawodowo lubi robić rzeczy, które mają sens.

*

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Więcej o:
Komentarze (89)
"Związki z długim stażem nie wysyłają sobie filmików i erotycznych zdjęć, by nie zbrukać bliskości"
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • uwoj.bydgoszcz

    Oceniono 23 razy 19

    Jeżeli żonę zawsze boli głowa, to chyba nic dziwnego że mąż szuka wyjścia awaryjnego.

  • next-mcgyver2

    Oceniono 23 razy 19

    Jak ktoś chce z lalką jego wybór. Lalka nie powie, że dzisiaj nie może.
    A co do masturbacji przed komputerem faktem jest, że można wypracować takie techniki, że orgazm jest o niebo lepszy niż z dziewczyną.

  • avensis77

    Oceniono 17 razy 17

    Zaleta XXI w jest to ze kazdy moze robic co chce o ile nie szkodzi to innym. Co kogo obchodzi czy z lalka czy komputerem czy zona. To kazdego prywatna sprawa.

  • misha_xl

    Oceniono 20 razy 14

    Gdybym był kobietą, bałbym się potwornie. Pomijając rzadkie przypadki miłości, związek kobiety i mężczyzny bazuje na prostych zasadach: ona jemu służy za kucharkę, sprzątaczkę i do łóżka, on jej służy za bankomat. A tak się niefortunnie dla drogich (bardzo drogich!) pań składa, że już dziś żywa kucharko-sprzątaczka plus silikonowa piękność kosztuje łącznie mniej niż żona. Natomiast szanse na wynalezienie robota kupującego (za własną kasę) biologicznej wybrance drogie prezenty są zerowe.

  • Gość: 6/9

    Oceniono 18 razy 12

    Jak ktoś ma spędzać życie z wiecznie sfochowaną kobietą, z wieczną postawą roszczeniową wobec partnera, to wcale się nie dziwię, że wybiera singielstwo bądź lalkę.

  • felicjan.dulski

    Oceniono 12 razy 12

    No i dobrze!
    Nie dochodzi do niechcianego molestowania, prób gwałtu i gwałtu na drugiej osobie.
    Do tego chyba powinien dążyć współczesny świat.
    Pohamowanie wzrostu liczby ludzi na Ziemi to największe wyzwanie.

  • antykonformista

    Oceniono 13 razy 7

    Nie wiem, co napisać. Za dużo. Za bardzo o wszystkim, i o niczym.
    Jeśli sprowadzimy seks do seksu, to oczywiście że tak, silikonowe lalki, a w przyszłości dalszej seks roboty, wyprą prostytucję i kochanki. Cudownie, nie?

    Tylko że to jest nadal zaspokajanie zwierzęcej potrzeby. Którą niedługo będzie można też sobie zwyczajnie wyłączyć, albo zaspokoić inaczej (VR). To nie o to chodzi. Chodzi o dobry wybór. O dobry dobór. O nie dawanie się zmanipulować i wykorzystać przez współczesny system.

    Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak można się genialnie dobrać. I nawet dla całego świata to będzie okropne dobranie, bo dwie dziewczyny, albo różnica wieku za duża, albo mezalians. Tak, to jest w zasadzie cały czas opowieść o mezaliansie. Wałkowana przez popkulturę (ale tę szlachetną, dickensowską, nie gó... współczesnej popkultury!).

    Napiszcie sobie 9 żelaznych punktów, które musi mieć Wasz partner. 3 z poziomu duszy, 3 z poziomu człowieka i 3 z poziomu zwierzęcia (zmysłowe-seksualne). I nie rezygnujcie z tego, nie kurwcie się z byle kim jak chce oligarchia.

    Bądźcie silnymi ludźmi, po prostu :/

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX