Kamil Sipowicz: Wtedy, w windzie, pomyślałem, że to jest piękna kobieta. Byłem onieśmielony

Angelika Swoboda
Kora wciąż mnie olśniewa swoją urodą. Nadal jestem w niej zakochany. Nie mogę się pozbierać. Nie mogę się pogodzić z tym, że odeszła. Że ta potwornie silna i agresywna choroba jednak ją pokonała - wspomina mąż artystki.

8 czerwca Kora obchodziłaby swoje 68. urodziny. 

Jej urodziny zawsze były wielkim świętem. Zawsze była pogoda w jej urodziny, nawet śpiewa o tym we własnej piosence, jakżeby inaczej zatytułowanej "Moje urodziny". Piosenka jest opowieścią wprost o jej życiu. Hucznie urodziny Koreńki obchodziliśmy w Warszawie, a gdy zamieszkaliśmy na Roztoczu, świętowaliśmy tam. Nasza przyjaciółka Iwona otworzyła niedaleko naszego domu, w miejscowości Jacnia, małą restaurację o nazwie Mama, gdzie urządziliśmy przyjęcie. W zeszłym roku urodziny Kory obchodziliśmy po raz ostatni z nią. Grał lokalny zespół, byli jej synowie i przyjaciele. W tym roku też przyjadą i będziemy świętować. Kora będzie z nami. Wszyscy czujemy jej obecność. 

Ale nie będzie smutno? Smutki to nie klimaty Kory. 

Myślę, że nie byłaby zadowolona, gdyby było nam smutno. Więc postaramy się, żeby było wesoło. Kora miała jasną, radosną osobowość, choć gwoli prawdy była też druga strona. Była odważna i silna, nie poddawała się chorobie. Nawet gdy miała przerzuty do mózgu, co, jak się pewnie domyślasz, było czymś potwornym. 

Pielęgnowała ogród, zajmowała się domem. I sztuką. Wyszukiwała figury Madonny i je malowała w najróżniejsze kolory i pomagała innym, przekazując te ozdobione własnoręcznie figurki Matki Boskiej na aukcje charytatywne. Gdy widziała, że komuś dzieje się coś złego, nie potrafiła przejść obojętnie. Kiedyś zobaczyła staruszkę, która weszła na tory. Rzuciła się wtedy do przodu i zatrzymała tramwaj. Autentyczna i sprawcza.  

Jak się jej coś nie podobało, mówiła od razu. Szczerze, bez żadnego wyrachowania.  

25.08.2006 OLSZTYN KONCERT GAZETY OLSZTYNSKIEJ POZEGNANIE LATA ZEPOL MAANAM W SRODKU KORA OLGA JACKOWSKA FOT PRZEMYSLAW SKRZYDLO / AGENCJA GAZETAPLYTA OLSZTYN229 229PLYTA OLSZTYN NR 229
Kora na scenie, 2006 rok (fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta)

Coś mi się wydaje, że spodobałby się jej mural z jej twarzą na Nowym Świecie.  

Mam pomysł na kolejny! Mógłby powstać tu, niedaleko zabytkowej Kolonii Wawelberga [najstarsza dzielnica mieszkaniowa w Warszawie, znajduje się przy ul. Górczewskiej na Woli - przyp. red.], gdzie można oglądać wystawę Madonn Koreńki. To byłby pierwszy mural miłosnego trójkąta: Kora, Marek Jackowski [założyciel Maanamu i mąż Kory od 1971 do 1984 roku - przyp. red.] i ja. Na kamienicy przy Ogrodowej 49, na warszawskim Mirowie. Pewnie spytasz, dlaczego akurat tam? 

No właśnie, dlaczego? 

Poznaliśmy się w windzie właśnie w tym domu. To był 1974 rok. Mieszkałem na siódmym piętrze, Kora na trzecim. A później, przez wspólnych znajomych, m.in. Jacka Dobrowolskiego, tłumacza i jednego z pierwszych polskich hipisów, zacząłem bywać w domu Kory i Marka.  

Wtedy, w windzie, pomyślałem, że to jest piękna kobieta. Byłem onieśmielony. Doskonale pamiętam, jak wyglądała, a nawet jaki miała sweter. 

Jaki? 

W paski, z przewagą niebieskiego. Nosiła wtedy korale, które były rodzinną pamiątką. I miała długie ciemne włosy. 

Była hipnotyzująca. 

Przepiękna. Właśnie oglądam jej stare zdjęcia, bo przygotowujemy z przyjacielem Andrzejem Wajsem jako kuratorem wystawę tych mało znanych. Kora wciąż mnie olśniewa swoją urodą. Nadal jestem w niej zakochany. Nie mogę się pozbierać. Nie mogę się pogodzić z tym, że odeszła. Że ta potwornie silna i agresywna choroba jednak ją pokonała. 

Koreńka była zjawiskiem... Pamiętasz ten moment, kiedy z posthipisowskiej dziewczyny przeistoczyła się we wspaniałą wokalistkę? Kora stworzyła siebie jako wielką artystkę i była nią przez wiele lat. Pamiętam, jak z zachwytem opowiadała o osobowościach, którymi się inspirowała. O Ewie Demarczyk, którą kochała, czy Edith Piaf. Słuchała w radiu audycji Lucjana Kydryńskiego "Rewia piosenek", w której można było posłuchać przebojów Johnny'ego Hallydaya czy Charles'a Aznavoura.  Na tym się wychowała.   

Zaczęła śpiewać, robiła to coraz lepiej, aż odniosła sukces. Ważny był 1976 rok, kiedy powstał Maanam i urodził się nasz syn Szymon. Ale to dawne czasy... 

12.10.2006 KRAKOW , UL SAWICKIEGO 4 B , ANNA WOJTOWICZ PAWLUSKIEWICZ , ZESPOL ANAWA , KORA JACKOWSKA , MAREK GRECHUTA , JACKOWSKI , ZDJECIE Z ARCHIWUM PANI ANNY WOJTOWICZ PAWLUSKIEWICZ , REPRODUKCJA , FOT. MATEUSZ SKWARCZEK / AGENCJA GAZETAPLYTA KRAKOW NR 520
Kora, Marek Grechuta i Anawa. Zdjęcie z archiwum Anny Pawluśkiewicz (fot. Mateusz Skwarczek / AG)

W tych dawnych czasach Kora rozwiodła się z Markiem Jackowskim, a w grudniu 2013 roku wyszła za ciebie.  

Kora już w latach 90. skarżyła się na bóle brzucha, ale lekarze nie wiedzieli, co było ich przyczyną. Diagnozę, że cierpi na nowotwór jajnika z przerzutami do otrzewnej, usłyszeliśmy w 2013 roku. Zaraz po niej zdecydowaliśmy, że się pobierzemy. Kora zaczęła leczenie, więc tak było łatwiej. Nie musiałem się za każdym razem tłumaczyć, kim jestem. Zresztą przez te wszystkie lata de facto żyliśmy jak małżeństwo. 

Choć z przerwami, spędziliście razem ponad 40 lat.  

Przez osiem lat, które spędziłem w Monachium i Berlinie Zachodnim, także mieliśmy ze sobą kontakt. Przyjeżdżałem do Kory do Krakowa, a potem do Warszawy. Zamieszkaliśmy razem w 1989 roku. Dokładnie 4 czerwca, nawet mieliśmy stempel zameldowania z tą datą. 

Bywało dobrze i bywało źle. Jako artyści rozumieliśmy się bez słów. Łączyło nas zamiłowanie do muzyki, mieliśmy podobne, półsieroce życiorysy. Ale nasze wspólne życie nie było sielanką. Bywały kłótnie, awantury okropne. Jednak zawsze do siebie wracaliśmy. Może właśnie dzięki tym potwornym awanturom mogliśmy być ze sobą tak długo? Gdyby było grzecznie i spokojnie, tobyśmy się zanudzili na śmierć. Nie lubiliśmy nudy.   

Kora została spopielona, a część jej prochów rozrzuciliśmy w Nowym Jorku, Warszawie, na Roztoczu, Warmii i w Atlantyku. Jestem pewien, że ta impreza się tak nie kończy, że się po prostu umiera. Zacytuję wielkiego poetę Rumiego: Kto zna moc odwiecznego korowodu, nie lęka się śmierci. Wie bowiem, że to miłość zabija. Te tajemnicze słowa można zrozumieć w ten sposób: trupem jest ten, kogo śmierć nie zabiła. Zabiła cię miłość, będziesz żył wiecznie. Czuję,  że była i jest przy mnie, i to bardzo mocno. Odczuwa to również wielu jej przyjaciół, ale też całkiem obce osoby. Mam wrażenie, że ona obdarowuje nas nie tylko swoją muzyką, ale też czymś więcej. Pewnego razu w czasie spaceru po polach Roztocza Kasia, narzeczona mojego syna, zrobiła nam, czyli Leosiowi, Szymonowi i mnie, zdjęcie. Na niebie powstało serce z chmur. 

01.06.2012 OPOLE , AMFITEATR , KONCERT DEBIUTOW , KORA PODCZAS 49 KRAJOWY FESTIWAL POLSKIEJ PIOSENKI W OPOLUFOT. MICHAL GROCHOLSKI / AGENCJA GAZETA
Opole, 2012 rok (fot. Michał Grocholski / Agencja Gazeta)

Takie zdarzenia  i jeszcze inne mnie nie przerażają. Nie czuję strachu. Czuję spokój i radość. Że Kora przebywa w tej dobrej sferze. Ludzie, którzy bardziej odlecieli w tym kierunku niż ja, mówią mi, że jest szczęśliwa i zadowolona. Czuję, że ona jest w dobrym miejscu. Mam głęboką nadzieję, że się jeszcze z Korą spotkam.  

Zdarza ci się mówić do niej? 

Bez przerwy do niej mówię. Oglądam film, śmieję się, i wiem, że ona by się śmiała w tych samych momentach, co ja. Albo na ekranie pojawia się pewna znana polityk, ma zmienioną twarz, co Kora skomentowałaby: "Oj, biedaczka, nawet nie może się uśmiechnąć, tak jej naciągnęli twarz". Mieliśmy podobne poczucie humoru. Rozumieliśmy się telepatycznie. Byliśmy jakby jedną istotą. Mój stan w tej chwili nie jest najlepszy. Czuję się, jakby ktoś odrąbał siekierą połowę mnie.  

Gdy znajdę czasem na Facebooku zdjęcia Kory, których nie znałem, zaczynam płakać. Chodzą mi po głowie piosenki Kory. Ostatnio "Czekam na ciebie, czekam na ciebie" z tekstu "Mówią, że miłość mieszka w niebie".  

A gdybyś miał oddać tekstem Kory swój nastrój, to? 

Byłoby to "falowanie i spadanie". Ze wskazówką na spadanie.  

Na fasadzie naszego domu na Bielanach jest neonowy fragment piosenki "Anioł": "Miłość to wieczna tęsknota". A teraz, kiedy założyliśmy Fundację Kory, na dachu siedziby pojawi się wers: "Szczęśliwe chwile to motyle". Dopiero dzisiaj dociera do mnie, jak niektóre teksty Kory były głęboko poetyckie. Chociażby: "Jeszcze mnie życie życiem nie rozgrzało". 

Nigdy nie miałam co do tego wątpliwości. 

Ale ja w tym byłem na co dzień, dlatego nie dostrzegałem tego w pełni. Właśnie redaguję dziennik, który niebawem zamierzam wydać. Ci, którzy go czytali, mówią, że jest w nim mało Kory. Ona była dla mnie jak horyzont życia, punkt odniesienia, zresztą to samo ona mówiła o relacji ze mną: bez ciebie bym się rozsypała. Byliśmy dla siebie wzajemną racją istnienia. 

Kora wierzyła w miłość, tolerancję, wolność. Kochała świat i ludzi. Nie dzieliła, nie różniła, akceptowała mniejszości seksualne. Teraz w jej tekstach, na których się wcześniej nie skupiałem, odnajduję głębokie, ponadczasowe motta. Są mądre. Na jesieni wydajemy nieopublikowane jeszcze ostatnie poezje Kory. Jestem też oblegany przez producentów, którzy chcą o niej zrobić filmy. Ma powstać i dokument, i film fabularny.   

u18.12.2018 Warszawa , ulica Platnicza 59 . Neon na domu Kory Jackowskiej . Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
Neon na domu Kory w Warszawie (fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

Te wartości - miłość, tolerancja, otwartość - to fundament powstałej Fundacji. W jej ramach będziemy m.in. dbać o dorobek artystyczny Kory, a także podejmować działania edukacyjne związane z profilaktyką zdrowotną oraz ekologią. Mamy wiele pomysłów i będziemy je konsekwentnie realizować - czynić dobro - tego chciała Kora i tego chcę ja. Kora zawsze będzie z nami. Cieszę się, że znaleźliśmy sposób, by muzyka, słowa i energia do działania, które nam tu zostawiła, będą wykorzystane w dobry sposób, by pomagać, uczyć, zmieniać świat na lepsze.

Po śmierci Kory podobno pojednałeś się z dawnymi muzykami Maanamu. 

Na pogrzeb Kory na warszawskich Powązkach przyszli byli muzycy zespołu: Krzysiek Olesiński z bratem Ryśkiem i Paweł Markowski. Złożyli mi kondolencje. Spotkałem się z nimi kilka dni później i zgodziłem się, żeby używali nazwy ExMaanam. Niech grają stare utwory Maanamu, jeśli sprawia im to radość. Poza tym to świetni muzycy. Nie chciałbym, żeby pozostały między nami spory, procesy sądowe, jakaś nienawiść.  

Myślisz, że Kora wsparłaby dziś ofiary księży pedofilów? Sama też sporo przeszła. 

Kora wychowała się w nędzy. Gdy miała 4 lata, jej matka zachorowała na gruźlicę. Kora trafiła do domu dziecka prowadzonego przez siostry prezentki w Jordanowie. To było okropne miejsce, miała tam trudne doświadczenia. Opowiadała później o tym, że siostry się nad nią znęcały. Kora była też jedną z pierwszych osób w Polsce, która odważyła się powiedzieć, że padła ofiarą księdza pedofila. To cierpienie nosiła w sobie do końca życia.  

Opisała to w piosence "Zabawa w chowanego" z 2010 roku: "Bywało, że nas wołał gestem albo słowem, wybrał jedną, jak owcę ze stada. Gdzie byłeś Ty, który wszystko widzisz, i który patrzysz, patrzysz na nas z dala". Żadne radio nie chciało wtedy grać tego utworu, nikt nie chciał pokazywać też teledysku. Jestem pewien, że dzisiaj Kora wzięłaby udział w dyskusji o pedofilii duchownych.  

14.03.2004 KIELCE GALERIA SZTUKI WSPOLCZESNEJ W KIELCEKIMCENTRUM KULTURY ( KCK ) - WERNISAZ WYSTAWY PRAC KAMILA SIPOWICZA N/Z KAMIL SIPOWICZ I KORA JACKOWSKAFOT. JAROSLAW KUBALSKI / AGENCJA GAZETAPLYTA KIELCE NR 100
Wernisaż prac Kamila Sipowicza, 2004 rok (fot. Jarosław Kubalski / AG)

Kamil Sipowicz. Poeta, dziennikarz, rzeźbiarz i malarz. Ukończył Wydział Filozofii Chrześcijańskiej w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie oraz studia doktoranckie na Uniwersytecie Ludwika i Maksymiliana w Monachium, i Wolnym Uniwersytecie Berlińskim.Jego firma Kamiling Publishing zajmuje się dziedzictwem Kory. 

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, z którymi rozmawia też w podcaście "Miłość i Swoboda", kawy i sportowych samochodów.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Więcej o:
Komentarze (100)
Kamil Sipowicz: Wtedy, w windzie, pomyślałem, że to jest piękna kobieta. Byłem onieśmielony
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • ryfka_nemeczek

    Oceniono 41 razy 27

    Gazeto, wyłączcie komentarze pod tym wzruszającym wywiadem. Zostawcie ludziom trochę wiary w człowieczeństwo.

  • krisp_2007

    Oceniono 27 razy 21

    Przeczytałem wpisy - w Polsce nawet Jezus miałby przechlapane. Wszystko można opluć, wyśmiać. Odpuście sobie oceny Kory, Jackowskiego i Sipowicza. Od radosnego gmerania w ludzkich brudach i sumieniach macie spowiednikiem. Żyjcie i dajcie żyć innym. I puśćcie sobie parę kawałków Maanamu. Naprawdę są piękne.

  • kinaikot

    Oceniono 41 razy 19

    Dużo wrażliwości i autentyczności......a w komentarzach, jak zwykle przaśno - polaczkowski, heicik zaprawiony odwiecznymi kompleksami (bo bardziej otwarci i mądrzejsi, a tak się godzi!) i totalną zawiścią, ze bez kościółkowania i tego "co należy" wywiad dotyczy ludzi ze sobą szczęśliwych.

  • ka2

    Oceniono 47 razy 7

    Serio, sugerujecie że 30 lat hodowała raka ? Taki guz rośnie kilka miesięcy i mając 4 centymetry jest prawie zabójczy.

  • c.t.k

    Oceniono 25 razy 5

    I pomyśleć, że Marek Jackowski wpuścił tego kolesia pod swój dach..

  • starsza10

    Oceniono 8 razy 4

    I z tej miłości pan Sipowicz na lata porzucił kochankę Olgę Jackowską, która ich wspólnego syna wychowywała z mężem, utrzymując go zapewne w przekonaniu, że dziecko jest jego? No, przykro mi, ale ten stary już hippis koloryzuje swoje uczucia, przeszłość i - zapewne - własną postawę, jakby zapomniał, że duża część jego życia dawno temu została upubliczniona, a ludzie nie mają sklerozy.

  • Tucsontdp

    Oceniono 26 razy 4

    Mnóstwo bezimiennych osób też, niestety, zmarło na raka, bo albo diagnoza była błędna /zbyt późna albo - niemożliwa do pokonania lub, zwyczajnie, nie mieli "dobrych dojść" i pieniędzy na kosztowne, często - nierefundowane - leczenie. Pani Jackowska miała jednak, mimo wszystko, więcej szczęścia i możliwości, dzięki większej zasobności portfela, niż przeciętny Kowalski oraz, a może - przede wszystkim - dzięki swojej pozycji, rozpoznawalnosci i znajomościom, które są nie do przecenienia w tej kwestii. Cenilem Ją jako artystkę, ale przestańmy się już rozwodzić nad jej chorobą, bo od Jej odejścia, odeszły setki osób, które nie miały nawet cienia tych możliwości, co Kora.

  • skp110

    Oceniono 14 razy 4

    czy 4 czerwca 1989 roku nie była niedziela ? to jak mogli w urzędzie załatwić sprawy meldunkowe?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX