"Od poniedziałku do piątku byłam z mamą. Każdy dzień wyglądał tak samo. W weekendy pracowałam"

Ewa Jankowska
W Polsce obowiązek opieki nad chorymi i umierającymi bliskimi najczęściej spoczywa na kobietach - żonach, córkach, a nawet synowych. Większość kobiet się z tym godzi. Rzadko jednak opowiadają o tym, jak obciążające psychicznie jest trwanie przy bliskim, który zaraz odejdzie. Jak mówi Balbina, czasem lepiej, jak człowiek odejdzie nagle.

Elżbieta

Mama cierpiała na reumatoidalne zapalenie stawów. Opiekowałam się nią przez prawie 30 lat. Najpierw były kule, potem wózek zwykły, potem elektryczny. Przeszła mnóstwo operacji. W końcu nie była w stanie się już prawie ruszać.

Bardzo przeżywała, że jest dla wszystkich ciężarem. Po kolejnej operacji, w szpitalu, zauważyłam, że traci energię, gaśnie. Jej koleżanki doniosły mi, że próbuje załatwić sobie miejsce w domu opieki. Powiedziałam bratu, że mama coś kombinuje i że musimy zdecydować, co dalej. Brat uznał, że jeśli chcę opiekować się mamą, to on postara się pomagać, jak tylko będzie mógł. Ale to na mnie spadnie ten obowiązek. Zgodziłam się. Jestem pielęgniarką, więc było oczywiste, że to ja najlepiej zajmę się mamą. Gdy przekazaliśmy jej decyzję, znów była taka jak dawniej.

Przeszłam na pół etatu. Przez dwa lata przyjeżdżałam do niej, na wieś, 50 km pod Warszawę. Opieką dzieliłam się z córkami. W końcu mama była już w takim stanie, że potrzebowała opieki całodobowej. Moja młodsza córka była wtedy jeszcze nastolatką, potrzebowała mnie. Ale uznaliśmy z mężem, że nasze mieszkanie jest za małe, a mamie będzie lepiej u siebie. Przeprowadziłam się do niej.

Od poniedziałku do piątku byłam z mamą. Każdy dzień wyglądał tak samo. Poranna toaleta, śniadanie, zmiana opatrunków, obiad, rozmowy, kolacja, mycie. W weekendy pracowałam.

Najtrudniejsze było, gdy widziałam, jak cierpi. Robiły jej się rany na nogach, które się nie goiły. Nie mogłam wyprosić od lekarza plastrów przeciwbólowych, bo wszystko tylko na nowotwory.

Do jej łóżka przymocowałam dzwonek. Miała dzwonić, kiedy chciała się napić albo przekręcić na drugi bok. Pod koniec miała już tak powykrzywiane ręce, że sama nie potrafiła tego zrobić. Często budził mnie jednak nie dzwonek, ale odgłosy z jej pokoju. Mówię jej: Czemu nie dzwonisz? Ona: Bo ty też musisz odpocząć.

Po trzech miesiącach od mojej przeprowadzki trafiła do szpitala. Po kilku dniach mówi mi, żebym dzwoniła po brata, bo dziś umrze. Przyjechał brat, moja starsza córka. Mama bardzo się ożywiła, z każdym porozmawiała. Pomyślałam sobie, że co ona wygadywała, przecież jest w takim dobrym stanie. W pewnym momencie powiedziała, że coś ją boli w klatce piersiowej. I umarła.

Żyje jeszcze mama mojego męża. Ma 83 lata. Na razie jest sprawna. W ubiegłym roku postanowiła, że pójdzie do domu opieki. Długo tam nie zabawiła. Zobaczyła, że są tam sami chorzy ludzie, nie ma tam dla niej towarzystwa. Kiedyś nie układało się między nami, ale zauważyłam, że od jakiegoś czasu coraz bardziej zabiega o moje względy. Myślę, że jej nie zostawię.

Według danych GUS w 2050 roku, w Polsce będzie mieszkało 14 milionów osób powyżej 60. roku - z czego 36 proc. będą stanowiły osoby po 80 roku życia (fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta)
Według danych GUS w 2050 roku, w Polsce będzie mieszkało 14 milionów osób powyżej 60. roku - z czego 36 proc. będą stanowiły osoby po 80 roku życia (fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta)

W Polsce 85 proc. osób zajmujących się starszymi to osoby bliskie. Podobnie jest na przykład w Słowenii, na Słowacji czy na Węgrzech, gdzie nakład finansowy na opiekę zdrowotną jest niski. Dla porównania: w Niemczech, gdzie ochrona zdrowia jest lepiej dofinansowana, większość opiekunów seniorów stanowią opiekunowie zawodowi, niespokrewnieni z osobą chorą. Podobnie jest w krajach anglosaskich, a także Belgii, Francji, Holandii czy Austrii.

W Polsce obowiązek opieki nad bliskimi spoczywa przede wszystkim na kobietach. Jak przekonuje socjolożka dr Elżbieta Korolczuk, autorka książki "Matki i córki we współczesnej Polsce", jeśli w rodzinie jest syn i córka, w 99 proc. przypadków właśnie córka zajmie się chorymi rodzicami.

- Różnice w podejściu do płci w kontekście opieki nad bliskimi najlepiej obrazuje zachwyt, jaki wzbudziła decyzja wicedyrektora Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, Marcela Andino Veleza. Ogłosił, że rezygnuje ze stanowiska, by móc opiekować się swoimi rodzicami. Oczywiście jest to postawa godna szacunku, ale tysiące kobiet na co dzień robi dokładnie to samo. Kiedy mężczyzna zajmuje się dziećmi albo rodzicami, jest bohaterem, gdy robi to kobieta, jest to jej obowiązek. Na żadne fanfary liczyć nie powinna - mówi socjolożka.

Korolczuk podkreśla, że w wyjątkowo niekorzystnej sytuacji są dziś kobiety, które urodziły dzieci późno, po 30., 40. roku życia i które po pięćdziesiątce zajmują się często jednocześnie swoimi dorastającymi dziećmi i starzejącymi się rodzicami. - Te kobiety są na skraju wyczerpania - przekonuje.

Socjolożka Aleksandra Tatko dodaje, że rola kobiety-opiekunki jest w naszym społeczeństwie uwarunkowana kulturowo. - Kiedyś kobiety w Polsce o wiele rzadziej podejmowały się pracy zawodowej, w domu to one pełniły funkcję opiekunek, gospodyń. Nikt mężczyzn nie uczył czynności okołopielęgnacyjnych, więc siłą rzeczy w większości przypadków gorzej sobie z tym radzą. Są skrępowani, mają opory przed wymianą pampersa, higieną intymną osoby chorej - tłumaczy.

Elżbieta Korolczuk: Nie ma skutecznego systemu wsparcia dla osób opiekujących się starszymi rodzicami (fot: Agnieszka Sadowska/ Agencja Gazeta)
Elżbieta Korolczuk: Nie ma skutecznego systemu wsparcia dla osób opiekujących się starszymi rodzicami (fot: Agnieszka Sadowska/ Agencja Gazeta)

Jadwiga

Wychowałam dwójkę dzieci, opiekowałam się mamą męża, od kilku lat opiekuję się swoją mamą, która choruje na miażdżycę, otępienie starcze. Ma manię, że nie może być sama. Jeśli kogoś z nią nie ma, od razu dzwoni. Najczęściej do mnie. Bo wie, że zawsze odbiorę. Siostra, która mieszka daleko, mówi, żebym nie odbierała. Ale ja tak nie potrafię. A jeśli coś się stało? Bywa, że dzwoni co 15 minut i pyta, czy ojciec umarł. Tata od kilku lat nie żyje.

Mam jeszcze brata, który mieszka naprzeciwko mamy. Ale on pracuje, dużo z żoną wyjeżdżają. Jestem na emeryturze, więc siłą rzeczy na mnie spadł obowiązek opieki. W pewnym momencie tupnęłam nogą i powiedziałam bratu i siostrze, że nie jestem w stanie ciągle do mamy jeździć, robić zakupy, pranie, sprzątać, być pod telefonem. Też chcę gdzieś z mężem wyjechać, zaprosić do siebie znajomych.

Teraz mama do godziny 16 jest w ośrodku wsparcia dziennego blisko jej domu. Potem wraca na trzy godziny do siebie, wtedy zazwyczaj przyjeżdżam do niej albo rozmawiam z nią przez telefon. Od 19 jest u brata, gdzie zostaje na noc. Ale nie wiem, ile to potrwa. Ciągle powtarza, że wychowała i wykształciła troje dzieci, którym dobrze się wiedzie, więc ma się kto nią opiekować. Żali się, że spotkał ją taki okropny los, że dzieci oddały ją do domu starców.

Myślę, że nie oddamy mamy do domu opieki. To wieś, co by ludzie powiedzieli. I kocham mamę, lubię z nią spędzać czas. Ale też mam swoje życie.

Opieka nad mamą zazębiła się z opieką nad teściową. Mama męża przez ostatnie trzy miesiące życia mieszkała u nas, w dwupokojowym mieszkaniu. Z mężem spaliśmy w jadalni.

Przez pięć dni byłam non stop z teściową, bo mąż pracował, na sobotę jechałam do mamy.

Najtrudniejsza była pielęgnacja teściowej. Obsługa cewnika, zlewanie moczu, mycie, zmiana pampersów. Tym zajmował się głównie mąż.

Gdy teściowa mocno podupadła na zdrowiu, zrobiła się roszczeniowa, niemiła, nie chciała się myć. Nie mieliśmy żadnego zastępstwa. Nigdzie nie wyjeżdżaliśmy, nie wychodziliśmy. To były niby tylko trzy miesiące, ale wtedy nie wiedzieliśmy, że to tyle potrwa.

Byliśmy bliscy, żeby oddać ją do domu opieki. Ostatecznie się nie zdecydowaliśmy. To przecież matka.

25 lat podcierania tyłków

Socjolożka Anna Titkow cytowana w książce dr Korolczuk przekonuje, że świadczona przez kobiety opieka nad bliskimi osobami nie jest konsekwencją ich wolnego wyboru, ale manifestacją kobiecego losu. Zdaniem Aleksandry Tatko to "przeznaczenie" w przypadku polskich kobiet szybko się nie zmieni. - Dla wielu Polek rola opiekunki wciąż jest traktowana jako coś oczywistego, nierzadko jako priorytet - podkreśla socjolożka.

Wiele kobiet nie decyduje się na oddanie rodzica do domu opieki również z obawy przed ostracyzmem i potępieniem. - Jest to społecznie źle oceniane, jeśli kobieta odmawia opieki nad innymi - mówi Korolczuk. Socjolożka w swojej książce wspomina, że tylko jedna ankietowana przez nią kobieta - z pokolenia matek - wyznała, że okres wychowywania dziecka był dla niej przede wszystkim ogromnym obciążeniem i tym samym początkiem okresu niekończącej się opieki nad innymi. Kobieta obliczyła, że przez ponad 25 lat swojego życia opiekowała się najbliższymi, dosłownie podcierając im tyłki. Była to dla niej makabra. Dopiero niedawno zyskała wolność, jednak obawia się, że za chwilę znów ją straci. Jej córka może bowiem oczekiwać pomocy w opiece nad wnukami.

Aleksandra Tatko zauważa jednak, że coraz więcej kobiet zaczyna się buntować przeciwko przymusowi opieki nad starszymi i sięga po rozwiązania, które wspierałyby je w codziennej opiece nad chorym. - W dalszym ciągu taka postawa to rzadkość, ale coraz częściej spotykam kobiety, które nie wstydzą się powiedzieć, że są zmęczone, że potrzebują pomocy, chwili dla siebie. Nie ulega wątpliwości, że bardzo trudno jest im pogodzić pełnione role - matki, żony, córki, ale też przyjaciółki, szefowej. W czasach, gdy role społeczne kobiety ograniczały się przede wszystkim do przestrzeni domowej, napięcia tego typu występowały sporadycznie - stwierdza.

Według Tatko odciążenie kobiet przy opiece nad starszymi jest ważne z prostej przyczyny - osoby zajmujące się chorymi i umierającymi bliskimi są w dużym stopniu narażone na przewlekłe stany apatii, depresji, stres posttraumatyczny.

- Taka opieka może trwać latami. Niemożność ulżenia w cierpieniu podopiecznemu, trudności w wykonywaniu czynności okołopielęgnacyjnych, zmęczenie w połączeniu z obawami związanymi ze zbliżającym się momentem odejścia osoby bliskiej powodują, że opiekun z dużym prawdopodobieństwem wcześniej czy później będzie borykał się z którymś z zaburzeń - tłumaczy.

Aleksandra Tatko: Dla wielu Polek rola opiekunki wciąż jest traktowana jako coś oczywistego, nierzadko jako priorytet (fot: Przemysław Skrzydło/ Agencja Gazeta)
Aleksandra Tatko: Dla wielu Polek rola opiekunki wciąż jest traktowana jako coś oczywistego, nierzadko jako priorytet (fot: Przemysław Skrzydło/ Agencja Gazeta)

Balbina

Wchodzę do domu teściów, a tam mama wyciera podłogę mopem. Mówię do niej: Mamusia sprząta czy odlatuje? I wszyscy w śmiech.

Teściowa też ma poczucie humoru. Gdy sytuacja się odwróciła, nie wahała się zasunąć mi tym samym dowcipem!

Bo co robić, żeby rozładować napięcie, kiedy jest ciężko? Najlepiej obrócić wszystko w żart.

W tej chwili opiekuję się głównie teściami. Lubię to. W rodzinie zawsze sobie pomagaliśmy. Bardzo się martwię, że niedługo odejdą. To tacy fajni ludzie.

Oboje mają po prawie 90 lat. Jestem u nich codziennie. Muszę posprzątać, przygotować posiłek, pomóc w higienie osobistej, pójść z mamą na spacer. Bo mąż pracuje.

Mama ma alzheimera, nie dosłyszy, tata jest po udarze i ma problemy z chodzeniem. Jak jedno głuche, a drugie kulawe, to może dochodzić do spięć. Teść, żeby odpocząć od mamy, wyprowadził się nawet na jakiś czas do domu opieki. Miał zostać trzy miesiące, ale wrócił po dwóch. Nie miał z kim spędzać czasu. Siedział sam w pokoju.

Opiekuję się też moją mamą, która jest już osobą leżącą. Mieszka jednak 100 km od Warszawy, więc na co dzień jest z nią moje rodzeństwo. A jest nas sporo - mam czterech braci i jedną siostrę.

Najtrudniejsze w opiece nad starszymi jest zmiana pampersa. To przykry moment zarówno dla osoby opiekującej się, jak i starszej. Gdy zajmowałam się ojcem mojego byłego męża, mimo że nie byliśmy już razem - on był za granicą i nie miał dobrych relacji z ojcem - nie chciał, żebym to ja zmieniała mu pampersa, myła go. Wolał, żeby robiła to wynajęta opiekunka.

Dwa ostatnie miesiące jego życia były najgorsze. Bycie świadkiem powolnego umierania bliskiego człowieka jest bardzo trudne. Czasem chyba łatwiej, jak ktoś umrze nagle.

Polskie hospicja domowe, jak i stacjonarne, wyspecjalizowane są głównie w opiece nad pacjentami z chorobą nowotworową, w przypadku których nie ma już nadziei na wyleczenie (fot: Marcin Stępień/ Agencja Gazeta)
Polskie hospicja domowe, jak i stacjonarne, wyspecjalizowane są głównie w opiece nad pacjentami z chorobą nowotworową, w przypadku których nie ma już nadziei na wyleczenie (fot: Marcin Stępień/ Agencja Gazeta)

W oczekiwaniu na łóżko

Jak podkreśla dr Elżbieta Korolczuk, sytuacja opieki paliatywnej w Polsce to temat, który w ogóle nie pojawia się w debacie publicznej. - Nie ma skutecznego systemu wsparcia dla osób opiekujących się starszymi rodzicami. Szpitali geriatrycznych jest za mało, na łóżko paliatywne w niektórych województwach trzeba czekać nawet trzy miesiące. Rząd woli dać dodatek do emerytury, bo jest to lepszy zabieg polityczny, niż systemowo podejść do problemu.

Polskie hospicja domowe, jak i stacjonarne wyspecjalizowane są głównie w opiece nad pacjentami z chorobą nowotworową, w przypadku których nie ma już nadziei na wyleczenie. Z usług tych instytucji mogą skorzystać jeszcze tylko chorzy na niewydolność oddechową, owrzodzenie odleżynowe, chorobę mięśnia sercowego, HIV, choroby układu nerwowego i stwardnienie rozsiane. Nawet gdyby poszerzyć dostępność usług paliatywnych o kolejne choroby, chorzy i tak by z nich nie skorzystali, bo w hospicjach stacjonarnych już brakuje miejsc. Liczba łóżek, która jest obecnie zalecana przez zachodnie kraje europejskie, to już nie 10, ale 12 na 100 tys. mieszkańców. Tymczasem w Polsce jest 6,5 łóżka na 100 tys. Są województwa, np. zachodniopomorskie, gdzie jest 2,6 łóżka.

A osób starszych nie będzie ubywać. Według danych GUS w 2050 roku w Polsce będzie mieszkało 14 milionów osób powyżej 60. roku - z czego 36 proc. będą stanowiły osoby po 80. roku życia.

- Kwestia opieki nad osobami starszymi jest ogromnym problemem, który dziś jest załatwiany po cichu. To jest tykająca bomba, która jeszcze nie wybuchła tylko dlatego, że kobiety biorą na siebie obowiązek opieki za cenę wypalenia, ogromnego obciążenia. A państwo z tego bezpłatnego zasobu swobodnie korzysta - podsumowuje Korolczuk.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Więcej o:
Komentarze (99)
'Od poniedziałku do piątku byłam z mamą. Każdy dzień wyglądał tak samo. W weekendy pracowałam'
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: udet

    Oceniono 48 razy 48

    W pl tyle ludzi opiekuje sie rodzicami bo nie ma wyboru. Na miejsce w domu opieki czeka sie nawet rok i trzeba wydac ok. 2500-3500 zl. Emerytura nie pokrywa nawet polowy.

  • luketjorself

    Oceniono 40 razy 38

    Na zachodzie emeryci podróżują, zwiedzają świat, rozwijają zainteresowania i nawiązują przyjaźnie, a jak pogarsza się ich stan zdrowia, to biorą opiekunkę z Polski, Rumunii czy Ukrainy i mają towarzystwo. U nas emeryt jest zdany tylko na siebie, zamknięty w czterech ścianach. Zero pomocy od państwa. Terminy do lekarzy na 2-3 lata do przodu. Brak miejsc w publicznych domach opieki. W prywatnych zaporowe ceny...
    A społeczeństwo się starzeje, emerytów będzie coraz więcej. W 2080 - co trzeci Polak.

  • Gość: ciotkaMatylda

    Oceniono 30 razy 30

    Ze strachem myślę o swojej późnej starości (mówię "późnej", bo mam 70 lat). Równo 10 lat temu odeszła moja mama, którą opiekowałam się w sposób "intensywny" tylko (?) pół roku (oczywiście nie licze 10 lat wcześniej, kiedy mama musiała zamieszkać ze mną, bo sama juz sobie nie radziła z codziennym życiem, ale była w miarę sprawna fizycznie i absolutnie sprawna umysłowo.) Ja nie mam dzieci, mój mąż tez dawno nie żyje (zresztą, nim tez musiałam sie w swoim czasie opiekować). Życie przeleciało jak mgnienie; mam niewiele ponad tysiąc złotych emerytury; myślę, że najlepiej w razie czego byłoby samemu zdecydowac o swoim końcu - ale jak? Wszelkie sposoby wydają się być takie nieestetyczne ;-) psychotropów nie zażywam, więc nie mogę robić zapasu; wody się boję, wysadzać bloku nie chcę ;-) . Śmieszy mnie ten kawałek "od nagłej i niespodziewanej śmierci zachowaj nas Panie". Ja wolę: "daj mi Panie łaskę nagłej
    i n i e s p o d z i e w a n e j śmierci"...

  • Gość: Nanettka

    Oceniono 30 razy 30

    Ja też opiekowałam się mama, do samego końca. Ten czas był dla mnie traumatyczny patrzeć jak powoli gaśnie taka bliska osoba. Mama zmarła na guza, w stanie nieświadomości ale ja nie... Bliscy z otoczenia nawet brat mówią że to już koniec się skończyło a ja nie umiem sobie poradzić z tym że na to patrzyłam byłam taka uwięziona ja tego jednocześnie nie chciałam i nie wyobrażałam sobie oddać.. trudne to wszystko było a dla mnie ciągle jest...

  • Jan Nowak

    Oceniono 26 razy 24

    Opieka zdrowotna nad osobami starszymi, służba zdrowia to nie priorytet PiS. Głosów elektoratu tym sobie nie kupi. Rozdawnictwo, by kupić sympatię mało rozgarniętych i troska o swoją kasę i swojej rodziny, nachapanie się.

  • gr_ub_y

    Oceniono 32 razy 20

    Taka stara konfucjańska prawda, że matka zawsze zdoła utrzymać 5 córek, ale 5 córek matki już nie.

  • eclipse23

    Oceniono 40 razy 16

    Zbydlęcenie katolicyzmem też robi swoje, kobieta w świecie opanowanym przez religię ma status podobny do konia pociągowego

  • kozieradka2012

    Oceniono 17 razy 15

    Znam przykłady poświęcenia w takich sytuacjach w stopniu wręcz heroicznym. Głównie były to kobiety, ale przyjmujące na siebie ciężar za całą rodzinę, a nie tylko za mężczyzn (np. jedna z sióstr, podczas gdy pozostałe przykładały się raczej symbolicznie. Znam też przykład faceta, starszego człowieka, opiekującego się samotnie chorą na alzheimera żoną bez żadnej pomocy ze strony jej córek z pierwszego małżeństwa (nie mieli wspólnych dzieci). Bywa różnie, po porostu.

  • Gość: malgo

    Oceniono 14 razy 14

    Chyba nie bardzo wiadomo, czego my, opiekunowie powinniśmy żądać od struktur typu MOPS: organizacji dziennych domów opieki z transportem seniora z domu i z powrotem, asystentów do towarzystwa dla osób z demencją itd. MOPS stwierdza radośnie, że w dziennych domach pobytu, które zakontraktował "senior z alzheimerem będzie się żle czuł". Fundacja wpierw "przydziela" opiekuna (finansowanie ze środków UE) np. na rok a potem bez słowa po kliku miesiącach cofa pomoc bez żadnego wyjaśnienia. środki na pomoc dla seniorów nie są takie małe, brak jest kontroli nad ich wydatkowaniem: nad celowością i racjonalnością.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX