"Tylko załóż czapkę" - mówi mama do synka. A synek ma 32 lata

Problem jest, i to poważny, gdy rodzic mówi, jakiego partnera ma wybrać syn czy córka, do jakiej pracy iść, jak wychowywać swoje dzieci - mówi Jakub Niedźwiedzki, psychoterapeuta.

W powieściach kryminalnych to częsty motyw postępowania socjopatów: zaburzona relacja z rodzicem, brak odcięcia pępowiny, narzucanie przez rodzica swojej woli dorosłemu dziecku. W dziecku buzuje utajona agresja i potem trup ściele się gęsto. Ile w tym prawdy?

Na szczęście znacznie mniej mamy w realnym świecie trupów niż trudnych relacji rodzic - dorosłe dziecko. Ale to fakt, zarówno w kryminałach, jak i w życiu - w tej dusznej, symbiotycznej relacji jest cała masa negatywnych uczuć. Czasami one są projektowane w świat: świat jest niedobry, tylko my - rodzic i dziecko - się rozumiemy.

My kontra reszta świata. I nieprzecięta pępowina, która ma zdolność do naciągania się -  jak gumka ściąga dziecko jeszcze mocniej do rodzica.

Nie zapominajmy, że pępowina jest czymś życiodajnym, dostarcza przecież pokarmu. Ale to również metaforyczne ujęcie tego, o czym mamy porozmawiać: trudności z odejściem, odseparowaniem się.

Mama mówi do swojego syna: "Załóż czapkę". Niby nic, tyle że syn ma 32 lata. Czy tu już ta troska jest za daleko posunięta?

Gdy rodzic jest świadomy tego, że chodzi przede wszystkim o jego własny lęk, który musi ukoić przypomnieniem o noszeniu czapki, to tu problemu nie widzę. Problem jest, i to poważny, gdy rodzic mówi, jakiego partnera ma wybrać syn czy córka, do jakiej pracy iść, jak wychowywać swoje dzieci.

Ale to przecież też jest troska. Matka widzi, że potencjalna synowa jest dla syna niedobra. Albo że córka nie radzi sobie z małym wnuczkiem.

To troska, ale przede wszystkim podcinanie skrzydeł. Rodzic jednocześnie przekazuje komunikat: "Nie poradzisz sobie, widzę to". Nadopiekuńczość to nie jest zjawisko, które się pojawia nagle, gdy dziecko ma 20 lat. Zapewne miało swoje korzenie znacznie wcześniej, jak miało kilka lat. Z jakiegoś powodu rodzic doświadczał silnego lęku o dziecko.

W psychologii funkcjonuje pojęcie symbiotycznej matki, choć pewnie bardziej poprawne politycznie byłoby powiedzieć "symbiotycznego rodzica", bo z pewnością może to być również ojciec. Chodzi o rodzica, który będąc z dzieckiem u lekarza, na pytanie: "Co dziecku dolega?", będzie odpowiadał: "Dolega nam..." albo "My chorujemy na...", czyli będzie zacierał granice między sobą a dzieckiem. Taki rodzic nie postrzega dziecka jako odrębnej osoby, odrębnego ja, tylko jako swoje przedłużenie. Widzi siebie i dziecko jako jedno "my".

Dorosłe dzieci traktowane jak dzieci
Rys. Shutterstock

Co jeszcze w zachowaniu rodzica może zwiastować późniejsze problemy w relacji?

Gdy dziecko zaczyna chodzić, eksplorować świat, nadopiekuńczość będzie się przejawiała tym, że rodzic będzie zniechęcał dziecko dopoznawania przestrzeni dookoła - na przykład zabroni wejścia na drabinkę. Bywa, że rodzice dzieci, które chorowały w okresie wczesnym czy prenatalnym, czy nawet - sięgając głębiej - była tu historia utraty ciąży, mają skłonność do nadopiekuńczości, przesadnego dbania o zdrowie dziecka.

A może wszystko było dobrze, a problemy się zaczęły, gdy dziecko wyjechało na studia? Czy wyprowadzka z domu może włączyć nadopiekuńczość?

Może tak być, że z jakiegoś swojego emocjonalnego powodu rodzic chce to dziecko przy sobie zatrzymać i zaczyna przejawiać tendencję do nadopiekuńczości: często dzwoni, by sprawdzić, czy wszystko OK, pilnuje spraw swojego dorosłego dziecka, bo dzięki temu czuje się potrzebny.

Wyprowadzka dorosłego dziecka z domu to przecież naturalna kolej rzeczy!

To, jak rodzic będzie sobie radził z odchodzeniem dzieci z domu, będzie zależeć od tego, jaką on sam ma konstrukcję psychiczną. W przypadku opuszczonego gniazda można mówić o pewnym kryzysie w rozwoju rodziny: rodzice zostają sami w domu, dzieci poszły w świat. Wszystko zależy od tego, jak ta rodzina funkcjonowała wcześniej. Jeżeli była dobra, bliska relacja między rodzicami, łatwiej im to znieść. Gorzej, jeśli oddalili się od siebie - jeden rodzic skupił się na pracy, drugi na dzieciach. I teraz odczuwa ogromną pustkę. Jakby nie było: to jest problem do przepracowania dla rodziców, którzy zostali sami. Nie dla dziecka.

Ale bije to często w dziecko! Jak uświadomić rodzicom, że to oni powinni przepracować temat opuszczonego gniazda?

Jedynym sposobem, jaki mają do zaoferowania psycholodzy i terapeuci, jest rozmowa, której celem jest zrozumienie sytuacji rodziców. I tego, jak sobie z nią radzą. Każda rodzina jest inna, ale można uogólnić, że każda konfrontuje się z pewnymi stratami, gdy kończy się kolejny etap jej życia. Rodzice stoją przed zadaniem odnalezienia się w tej nowej rzeczywistości, przeformułowania swoich ról. Zwykle są to procesy, które zachodzą w sposób stopniowy i łagodny. Występują jednak też momenty cezury - jak wyprowadzka najstarszego dziecka i potem najmłodszego, wyjazd na studia. Można powiedzieć, że zadaniem pary jest powrót do roli przede wszystkim partnera - męża, żony. Jeżeli w międzyczasie ci ludzie oddalili się od siebie, może to być trudne.

Ale przecież to nie jest jakieś zaskoczenie! Sami rodzice dwie czy trzy dekady wstecz zrobili to samo.

To złożony temat. I zupełnie inaczej odczuwany, w zależności od tego, po której stronie się jest: odchodzącego z domu dziecka czy rodzica, który patrzy, jak dziecko odchodzi. Te momenty cezury na głębszym, egzystencjalnym poziomie konfrontują nas z przemijaniem, starzeniem się, a nawet naszą śmiertelnością. Jeśli sensem życia było dla rodziców wychowanie dzieci, może się pojawić potrzeba, aby na nowo ten sens zdefiniować. Bo rodzi się poczucie bycia niepotrzebnym, odstawionym na boczny tor.

Jeżeli widzimy, że rodzice wyraźnie unikają konfrontacji z upływem czasu, wikłając swoje dzieci i nie pozwalając im odejść, odseparować się - wtedy pewnie konieczne będzie zmuszenie ich do konfrontacji w warunkach terapeutycznych. To bywa trudne do przyjęcia, ponieważ nikomu nie jest łatwo zrozumieć, że z powodu własnych trudności - np. lęku przed zmianą, lęku przed samotnością - podcina swojemu dziecku skrzydła.

Dziecko oddala się, a taki rodzic zaczyna nagle "umierać".

Rzeczywiście, może to być jeden ze sposobów wikłania - przez wzbudzanie poczucia winy.  Dziecko wraca za późno do domu albo nie zadzwoniło raz, a rodzic jest przyzwyczajony, że codziennie musi się odmeldować - i zaczynają się wyrzuty: "Serce mnie boli, tak się martwiłam". Miłość polega na tym, by dać dziecku przestrzeń i uznać jego wolność. Ono chce przebywać z rodzicami, bo ich kocha, bo to jego decyzja, a nie dlatego, że rodzic trzyma dziecko przy sobie za pomocą manipulacji.

Rodzic wymusza posłuszeństwo czy zniechęca do większej samodzielności. Ale są i inne sposoby, np. wzbudzanie w dziecku przekonania, że świat jest zły, że mężczyźni są źli. Albo wyręczanie dziecka w sprawach, w których nie trzeba go wyręczać. Jest takie powiedzenie: "przygotuj dziecko na drogę, a nie drogę dla dziecka", bo przygotowanie drogi jest niemożliwe.

Jak ma sobie poradzić dorosłe dziecko w sytuacji, gdy rodzic nie uznaje jego autonomii?

To jest trudne zadanie. I najczęściej jest tak, że do terapeuty trafia nie rodzic, ale właśnie dorosłe dziecko. Zwykle wtedy badamy tę ambiwalencję: chęć wyzwolenia się, zdystansowania od rodzica, decydowania o sobie, a z drugiej strony to coś, co go trzyma, sprawia, że wciąż pozostaje uwikłane w tę relację.

Z jakim "rzepem" emocjonalnym w relacji rodzic - dziecko ludzie trafiają do terapeuty?

Często jest to nieracjonalne poczucie winy związane z zatarciem granic odpowiedzialności. Dziecko, które od lat było na przykład w roli powiernika czy opiekuna jednego lub obojga rodziców,  poczuje się winne, idąc swoją drogą i budując własne, niezależne życie. Czasem mamy też do czynienia z nieświadomym poczuciem winy, gdy na przykład taki młody człowiek czuje, że idąc na swoje i czerpiąc satysfakcję z życia, jest nielojalny w stosunku do rodziców i rodzeństwa, których postrzega jako osoby w pewien sposób zaburzone, uszkodzone czy nieszczęśliwe. Czasem taka reprezentacja bliskich osób jest jedynie wyobrażeniem, rzeczywistość może być bardziej optymistyczna. Terapeuta pomaga takiej osobie najpierw zobaczyć te bliskie osoby w bardziej obiektywny, zrównoważony sposób.

Rzepem, który trzyma przy rodzinie, może też być poczucie krzywdy, z którego jest trudno zrezygnować. Jest to związane z myśleniem w rodzaju: "Miałem nieszczęśliwe dzieciństwo, więc to nie ja jestem odpowiedzialny za to, jak żyję jako osoba dorosła", i co się z tym wiąże - "Niewiele mogę z tym zrobić". Jest to oczywiście błędne myślenie.

Jak daleko może być posunięta próba przejęcia kontroli nad życiem dorosłego dziecka?

Jest taki serial "The Act" - o matce, która wmawiała córce różne choroby. Taka historia wydarzyła się naprawdę, najpierw był zresztą opowiadający ją dokument. W serialu córka przechodzi szereg zabiegów, ma usunięte zęby, jest karmiona dojelitowo, choć jest w pełni zdrowa fizycznie... Matka robi wszystko, by zatrzymać córkę w domu, by ona zaspokajała jej potrzeby bycia ważną, posiadania kogoś tylko dla siebie. W psychiatrii nazywamy to rozszerzonym zespołem Münchhausena. Rodzic indukuje dziecku choroby, potem czerpie szereg korzyści emocjonalnych z tego faktu: jaki jest dobry, jak inni podziwiają jego poświęcenie, zachwycają się oddaną matką. To patologia głęboka, na szczęście bardzo rzadko spotykana.

Proponuję zerknąć na kilka mnie szokujących przykładów z życia wziętych. Co może zrobić dziewczyna, której partner każdy weekend spędza z rodzicami, i to im podporządkowuje wszystkie swoje plany? Nie jest jedynakiem, ma brata, ale to na nim skupia się cała uwaga rodziców, cała ich troska. A on się temu poddaje. Czy próba naprawy tej sytuacji nie skończy się tym, że ta dziewczyna będzie "tą złą, co odciąga synka od rodziców"?

Taka dziewczyna pewnie mogłaby się zastanowić, czy powiedziała swojemu partnerowi, czego od niego potrzebuje. I czy zorientowała się, jak on sobie wyobraża ich związek. Jeżeli to zrobiła, a partner nie zmienia postępowania i na przykład daje jej jasno znać, że tego nie zrobi, może ona stanąć przed pytaniem: czy warto kontynuować taki związek? Jeżeli taka sytuacja powtarza się w jej życiu, np. zwykle wybiera partnerów bardzo związanych ze swoimi matkami, albo z innych powodów mało obecnych w jej życiu, pewnie warto, żeby przemyślała powody, dla których wiąże się z takimi osobami. Może być tak, że sama doświadcza ambiwalencji dotyczącej bliskości z innym człowiekiem.

Dorosłe dzieci traktowane jak dzieci
Rys. Shutterstock

Ale jak to? Szukać winy w dziewczynie, kiedy to relacja chłopak - jego rodzice jest zaburzona?!

Tu nie chodzi o szukanie winnego. Jeżeli dana osoba ma poczucie, że w jakimś obszarze życia coś jej nie idzie - mogą to być przykładowo związki intymne, praca, relacje ze znajomymi - może widzieć tego przyczynę w otoczeniu. Tak jak w przywołanym przez panią przykładzie: myśleć, że ci mężczyźni są teraz tacy niedojrzali. Ale takie myślenie nie bardzo daje nadzieję na zmianę. Dlatego warto, by zastanowiła się, dlaczego wybiera takich mężczyzn. W tym może jej pomóc terapeuta. Ale nie po to, żeby orzec, kto jest winny, tylko po to, żeby mogła uświadomić sobie powody, jakie stoją za jej dotychczasowymi wyborami. To z kolei może jej pomóc w przyszłości podejmować inne, bardziej dla niej korzystne decyzje.

Inny przykład. Dwie siostry - obie dorosłe. Jedna z nich wykorzystuje nadopiekuńczość rodziców, wciąż czerpie "pomoc" - finansową, przy dzieciach itp. Druga jest sprowadzona do roli tej, która sobie radzi, więc od niej rodzice oczekują wsparcia i pomocy dla siebie. Jak rozwiązać taki konflikt rodzinny?

Pytanie, czy koniecznie trzeba go rozwiązywać. Może być tak, że wszyscy są zadowoleni - dostająca pomoc siostra ma lżej, rodzice mogą się realizować w roli dziadków, a druga siostra może czerpać satysfakcję z tego, że sobie radzi. Oczywiście może być i druga strona medalu, to znaczy dostająca pomoc siostra czuje się w pewien sposób niezaradna i upośledzona, rodzice są przeciążeni wspieraniem jej, a radząca sobie siostra - obciążona pomaganiem rodzicom i ma problemy z proszeniem o pomoc w ogóle. Wtedy zmiana zacznie się od tej osoby, która najbardziej w tym układzie cierpi i na przykład przyjdzie do psychologa, żeby szukać wyjścia z sytuacji.

A jeśli matka ciągle ma komentarze i "pomocne uwagi" dla swojego prawie 40-letniego syna i jego rodziny? Gdy syn stanowczo dziękuje - obraża się na długie tygodnie, rzuca słuchawką przy próbie kontaktu, wysyła wiadomości sugerujące, że jest ciężko chora, co okazuje się nieprawdą. Jak reagować - czy w ogóle nie reagować?

Nie wiemy, co to znaczy, że syn stanowczo jej dziękuje. Czy stanowczo to tylko stanowczo, czy już agresywnie. Domyślam się, że syn może czuć się winny czy zły na matkę, kiedy ta sugeruje mu, że jest chora, choć nie jest. Warto też, żebyśmy mogli na sytuację spojrzeć z obu stron. Rozumiem, że matka usiłuje manipulować synem i że ma ku temu jakieś powody. Mówimy, że szczęśliwi nie manipulują. Nie mają takiej potrzeby. Może matka czuje się samotna. Albo ma obraz syna jako człowieka, który sobie nie radzi. Lub sama ma trudności z innym sposobem wchodzenia w relacje niż tylko poprzez krytykę i doradzanie.

A taki rodzic, co z troski ciągle dopytuje swoje dorosłe dziecko, czy było u dentysty, czy załatwiło coś, co miało załatwić? Taki pilnujący kalendarza anioł stróż - to też za wiele?

Wszystko zależy od historii między nimi i od sposobu, w jaki to jest mówione. Jeśli córka czy syn ma swoją dorosłą tożsamość ukształtowaną, przyjmuje takie komunikaty, ale nie odsuwa się w pozycję krytykowanego dziecka. Może przyjąć to z wdzięcznością, może się zezłościć czy obrócić w żart. Ale ta sytuacja nie odbiera mu autonomii. A żeby tak było, musi być dojrzały, zintegrowany i emocjonalnie odseparowany.

A jak się mogą zachować rodzice, gdy mają powody, by martwić się o dziecko? Przykładowo, córka zaczyna się spotykać z mężczyzną dużo starszym, żonatym, i mają powody podejrzewać, że on nie jest uczciwy z deklaracją o rychłym rozwodzie. Swoje już rodzice przeżyli, trochę widzieli, trudno im odmówić racji. Jak powinni komunikować swoje obawy, jeśli w ogóle?

To znowu jest skomplikowana sytuacja. Jeżeli córka jest silnie związana z rodzicami i jeszcze nie funkcjonuje jak autonomiczna osoba, mechanizm może być taki: gdy oni mówią: "to jest zły facet", "on nie jest dla ciebie", "bardzo duża różnica wieku między wami" itp., córka będzie się bardziej identyfikowała z tym, jaki on jest fajny - np. dobry, opiekuńczy, doświadczony życiowo. A jeśli oni się wycofają - choćby przestaną go krytykować czy przestaną o niego dopytywać - wtedy może być tak, że ona zyska więcej przestrzeni na myślenie o swoim związku i różnych swoich wątpliwościach, które wcześniej przychodziły do niej z zewnątrz w postaci krytycznych uwag rodziców.

Z drugiej strony rodzice, tak jak inne bliskie osoby - przyjaciele, rodzeństwo - mogą przecież powiedzieć, co myślą, gdy widzą, że ich dziecko pakuje się w kłopoty. To, czy dziecko zastanowi się nad tym, co od nich usłyszy, czy automatycznie to odrzuci, będzie w dużej mierze zależeć od tego, jaką mają relację.

Jakub Niedźwiedzki jest certyfikowanym psychoterapeutą psychoanalitycznym. Praktykę psychoterapeutyczną prowadzi od 1999 roku. Doświadczenie kliniczne zdobywałem pracując w Ośrodku Synapsis, w Centrum Psychoterapii II Kliniki Akademii Medycznej, w Instytucie Psychiatrii i Neurologii oraz w Oddziale Leczenia Nerwic w podwarszawskim Komorowie. Pracuje z osobami z zaburzeniami osobowości, z osobami cierpiącymi z powodu zaburzeń lękowych, depresji, zaburzeń odżywiania, zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych, z dziećmi i młodzieżą oraz ich rodzinami.

Gosia Tchorzewska - absolwentka kulturoznawstwa i dziennikarstwa, studentka w UX Design Institute. Pracowała w Radiu Kampus, promowała artystów w ZAiKS-ie, była sekretarzem redakcji Foch.pl i mistrzem contentu wideo w Onet.pl. Dziś skupia się zawodowo na tym, co jej sprawia najwięcej satysfakcji i przyjemności: wywiady i rysowanie na papierze lub tablecie. Rysuje też na żywo na konferencjach. W internecie jako @GoTek Rysuje i @Hania w Kropce.

*

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Więcej o: