"Konsumenci łapią się na chwytliwe hasła. Ufają, że napis 'bez...' oznacza, że w składzie nie ma nic kontrowersyjnego"

Uważacie na to, co jecie, ale czy zwracacie uwagę na to, co wcieracie w skórę? Magdalena Szymanowska od lat zanim kupi kosmetyk, uważnie czyta jego skład. Po latach konsultacji z ekspertami, analizowania badań i śledzenia rynku dokładnie wie, co może uczulić i które składniki są szkodliwe.

Ruszyliśmy na Kobieta.gazeta.pl z nowym urodowym cyklem "Na własnej skórze". Co tydzień w piątek znajdziecie materiały poświęcone urodzie: testy sprzętów (m.in. depilatora IPL, który trwale usuwa owłosienie) oraz rozmowy ze specjalistami.

.
Rys. Shutterstock

Zawsze, kiedy przyjeżdżasz do naszego wydawnictwa na spotkanie i przywozisz ze sobą ekspertów, którzy opowiadają o tym, co znajduje się w masowo produkowanych kosmetykach, środkach higieny intymnej oraz chemii domowej, przez resztę dnia mam poczucie bezsensu i beznadziei. Że bardziej sobie szkodzimy, niż pomagamy, że nic nie wiem i jestem wprowadzana przez firmy kosmetyczne w błąd. Jaka jest twoja historia? Jak się w ogóle "znalazłaś" w kosmetykach?

Od wielu lat zajmuję się tematem zdrowego stylu życia, dietetyką - to mój zawód i pasja. O zdrowej żywności powiedziano już wiele i wiele się w tym obszarze zmieniło. Ale zdrowy tryb życia to również to, co nakładamy na skórę. A skóra to nasz największy organ. To przez nią wiele substancji przenika do organizmu i tym samym ma wpływ na nasze zdrowie.

Kosmetykami zajęłam się również z powodu silnej alergii skórnej mojego syna [reakcja na kontakt z alergenem, np. detergentem z proszku do prania - przyp. red.]. Kiedy została zdiagnozowana, zaczęłam się przyglądać produktom kosmetycznym oraz chemii domowej i sprawdzać, czy rzeczywiście są one takie, jak nam się wydaje. Czyli czy środek reklamowany jako "łagodny dla skóry" nie posiada w składzie drażniących detergentów czy alergizujących perfum.

Od specjalistów - m.in. Ewy Daniél, wybitnej toksykolożki z międzynarodowej organizacji Allergy Certified i duńskiego dermatologa Uffe Koppelhusa - nauczyłam się oznaczeń substancji w składach, ich działania i stopnia ewentualnej szkodliwości. Dzisiaj wiem o wiele więcej niż przeciętny konsument, na przykład to, że alergeny to także barwniki, wiele konserwantów oraz zapachy.

Zapachy mogą nas uczulić?

Dorośli konsumenci kochają zapachy, a dzieciom nie są one do niczego potrzebne. Perfumy w kosmetykach mogą być wręcz dla nich niebezpieczne, bo skóra dzieci jest cieńsza, nie do końca jeszcze wykształcona, jej warstwa hydrolipidowa dopiero się buduje. Dodatkowo duża jej powierzchnia często ma kontakt z alergenem - na przykład pieluszki czy mokre chusteczki do mycia zawierają substancje zapachowe i drażniące detergenty.

Jednak u każdej osoby - niezależnie od wieku - długotrwały kontakt z alergenem z czasem może doprowadzić do uczulenia. W przypadku alergii kontaktowej poprawę przynosi odstawienie samej substancji uczulającej - wcześniej musimy jednak stwierdzić, co uczula.

Twój syn wciąż jest alergikiem, ale nie ma zmian na skórze, bo skutecznie unikacie alergenów?

Tak. Wiemy, jakiej diety musi przestrzegać, jakich produktów kosmetycznych i  środków do prania ma unikać. Z alergiami da się żyć, chociaż osiągają one dziś rozmiary epidemii. Wystarczy osłabienie i organizm reaguje alergią na najmniej oczekiwaną substancję, np. rumianek.

Mówisz, że po naszych spotkaniach ze specjalistami masz poczucie beznadziei. Uwierz mi, też tak się czułam. Doszłam jednak do wniosku, że nie mogę zmienić wszystkiego - nie wyprowadzimy się w Himalaje, gdzie jest powietrze bez zanieczyszczeń i krystalicznie czysta woda. Ale możemy zmienić to, na co mamy wpływ, czyli zminimalizować ilość szkodliwej chemii: agresywnych domowych środków czyszczących, kosmetyków z drażniącymi i uczulającymi substancjami, świadomie decydować o tym, co jemy - żeby były to produkty nieprzetworzone, ekologiczne.

.
Rys. Shutterstock

Masz wiedzę i doświadczenie, patrzysz na skład i wiesz, które substancje mogą być potencjalnie szkodliwe dla skóry i zdrowia. Pozwól mi więc zadać naiwne pytanie. Dlaczego firmy kosmetyczne dodają je do składów? Dlaczego np. alergizujące składniki są w ogóle dopuszczone do produkcji?

Fakt, że coś silnie uczula, nie jest samo w sobie czynnikiem przekreślającym dany składnik. Nie wszyscy muszą być na niego uczuleni. Ale musimy mieć świadomość, że używanie kosmetyków z alergenami zwiększa ryzyko pojawienia się uczulenia. 

Szkodliwość danego składnika musi być udowodniona badaniami, a na to potrzeba lat. Dopiero po tym czasie okazuje się, że dana substancja jest niebezpieczna i zostaje ona wycofana. W Europie decyduje o tym Komitet Naukowy ds. Bezpieczeństwa Konsumentów zwany SCCS, działający przy Komisji Europejskiej. W rekomendacjach SCCS, ze względu na udowodnione działania niepożądane niektórych substancji, np. drażniące, uczulające czy kancerogenne - określa również ich dopuszczalne stężenie w kosmetykach.

W 2004 roku w "Journal of Applied Toxicology" opublikowano wyniki badań, które wykazały obecność parabenów w wykrytych zmianach nowotworowych w piersiach, co doprowadziło do korekty przepisów określających poziom stężenia tych konserwantów i ich obecności w kosmetykach.

Wycofany z produkcji został też inny konserwant - formaldehyd, używany w utwardzających i nabłyszczających lakierach do paznokci. Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem uznała go za rakotwórczy.

W kosmetologii mało jest syntetycznych konserwantów, a producenci muszą kosmetyki czymś konserwować. Najtańsze i z punktu widzenia producenta najbardziej ekonomiczne są środki kontrowersyjne - bo ze względu na swoje pochodzenie potencjalnie szkodliwe.

Szkodliwe działanie udowodniono również innym, wcześniej powszechnie stosowanym substancjom - np. triklosanowi, który ma działanie antybakteryjne. W 2017 roku w Stanach Zjednoczonych Agencja Żywności i Leków (FDA)  wprowadziła całkowity zakaz używania go w produkcji środków higieny osobistej. Warto też wspomnieć o niegdyś popularnie stosowanym w filtrach UV benzofenonie. Publikacje naukowe na temat tej substancji wykazują jej związek z ryzykiem rozwoju czerniaka skóry.

Dzisiaj wydaje się, że całą winą za drażniące dla skóry działanie kosmetyków obarczono SLES-y i SLS-y - substancje o właściwościach myjących, pianotwórczych i emulgujących. Jak to jest?

Konsumenci łapią się na chwytliwe hasła. Ufają, że napis "bez..." oznacza, że w składzie nie ma nic kontrowersyjnego, a często to nieprawda. Trzeba przeczytać pełen skład, nie tylko etykietę na froncie, by się o tym przekonać. Na przykład, czy w kosmetyku są pochodne ropy naftowej, takie jak parafina.

SLS-y czy bardziej od nich oczyszczone SLES-y [oczyszczenie gwarantuje mniejsze działanie drażniące - przyp. red.] znajdują się w produktach zmywalnych, które pozostają na skórze krótko, przez co mniej mogą szkodzić. Nie rekomenduję ich na pewno w płynach do higieny intymnej, ponieważ w delikatnych miejscach ciała nie służą nam, mogą wysuszać i podrażniać śluzówkę.

SLS-y nie są więc najgorsze?

Część substancji przez to, że ma krótkie nazwy - np. SLS - łatwo zapada w pamięć. Są jednak substancje o wiele bardziej kontrowersyjne, a ich nazwy są trudne i długie. Metyloizotiazolinon to substancja silnie uczulająca, kiedyś masowo można ją było znaleźć w kosmetykach, dziś jest dopuszczona tylko w produktach zmywalnych i w zmniejszonych stężeniach. 2-Bromo-2-nitro-1,3-propanodiol (bronopol), DMDM hydantoina - to konserwanty uznane przez toksykologów i organizacje certyfikujące za silnie uczulające, będące pochodnymi uznanego za rakotwórczy formaldehydu. W produktach stosowanych na skórę i włosy mogą prowadzić do podrażnienia oczu i układu oddechowego, bólów głowy.

.
Rys. Shutterstock

Osoba, która nie siedzi w składach tak jak ty, jest jak dziecko we mgle.

Tym bardziej że nie można z góry założyć, że dany producent ma tylko dobre albo tylko złe składy. Na półce obok siebie mogą stać dwie marki tej samej firmy - jedna mieć idealne składy oraz certyfikaty, a druga - składniki uznane za alergeny, pochodne formaldehydu.

Gdybym nie znała składów kosmetyków, wybierałabym kosmetyki certyfikowane przez organizację EcoCert - jeśli zależałoby mi na produktach naturalnych - organicznych - i z certyfikatem Allergy Certifed - jeśli szukałabym kosmetyków hipoalergicznych, bez alergenów.

Wydrukowałabym też ściągawkę (źródło: TU) z nazwami substancji alergizujących czy potencjalnie szkodliwych. Alergik powinien czytać składy od dołu - bo tam umieszczono składniki najbardziej alergizujące i potencjalnie uczulające konserwanty.

To także sugeruje, że jest ich w kosmetyku najmniej - skład zaczyna się od związków, których w produkcie jest najwięcej.

Owszem, najmniej pod względem zawartości, ale w jednym kosmetyku substancji alergizujących może być nawet dziesięć. Alergenu nie trzeba wiele, żeby uczulił.

Pochodne ropy naftowej [(paraffin wax, petroleum wax), parafina ciekła (olej parafinowy, paraffin oil, paraffinum liquidum), olej mineralny (mineral oil), wosk syntetyczny (synthetic wax), izoparafina (isoparaffin), wazelina (vaseline, petrolatum)] znajdują się jako pierwsze na liście składników - te syntetyczne substancje mogą stanowić bazę kosmetyku.

Kiedy producent informuje, że kosmetyk ma np. 98-99 procent składników pochodzenia naturalnego, wtedy jest małe ryzyko, że dodał duże ilości substancji potencjalnie szkodliwych.

Mówiłaś, że może uczulić nawet rumianek...

Tak, bo należy pamiętać, że "naturalny" wcale nie oznacza "nieuczulający". Kosmetyki pachnące, zabarwione nadal mogą uczulać. Podobnie nie kierujmy się wyłącznie certyfikatem potwierdzającym wegańskość produktu, tego, że jest on "cruelty free" czy "nietestowany na zwierzętach". Ideologicznie jestem ich zwolenniczką, ale pamiętać należy, że taki wegański kosmetyk może być np. całkowicie syntetyczny, nie posiadać żadnych naturalnych składników.

A jakiej chemii domowej używasz?

Staram się wybierać detergenty jak najbardziej naturalne i jak najmniej inwazyjne. Mam świadomość, że nie wybielą one umywalki ani nie oczyszczą na błysk przypalonej patelni. Ale wiem także, jak szkodliwy wpływ mają te środki na nasze zdrowie, skórę i środowisko: przedostają się do dróg oddechowych, zanieczyszczają wodę i środowisko związkami chemicznymi. Badania pokazują, że silne środki czyszczące odciskają się na zdrowiu kobiet, które, generalizując, wciąż częściej niż mężczyźni sprzątają w domu. Chemikalia w środkach czyszczących powodują m.in. podrażnienie błon śluzowych w drogach oddechowych, co z czasem prowadzi do trwałych zmian.

Jakich środków używasz do czyszczenia?

Odkamieniam kwaskami cytrynowymi czajnik, miejsca przy szafkach, zlewie, kranie. Roztworem sody oczyszczonej czyszczę blaty kuchenne, zlew.

Ale nie zapętlam się - sama nie robię proszku do prania. Wybieram te ekologiczne, naturalne - duńskie nieuczulające proszki i płyny do prania. Są bezpieczne dla środowiska, piorą świetnie, a są łagodne i bezpieczne dla skóry. Problemem jest też to, że Polacy sypią za dużo proszku, jesteśmy pod tym względem w czołówce Europy! A to szkodliwe dla nas i dla środowiska.

Dlaczego?

Bo środki do prania zawierają bardzo dużo chemii, m.in. podchloryn sodu, który oprócz wybielania tkanin ma również właściwości dezynfekcyjne i może powodować podrażnienie błon śluzowych. Mogą zawierać związki chemiczne prowadzące do zaburzeń hormonalnych, przez co wpływać niekorzystnie na nasze zdrowie, w tym zdrowie reprodukcyjne [przedłużać moment poczęcia dziecka - przyp. red.], podrażniać okolice intymne, prowadzić do uczulenia, sprzyjać zapaleniom pochwy i sromu.

Mówisz, że konsumenci mają trudno, a co powiesz na to, że dermatologom także brakuje wiedzy? Pamiętam, jak kiedyś przy okazji pokazywania niealergizujących duńskich proszków do prania opowiadałaś o tym, co tak naprawdę oznacza pojęcie "hipoalergiczny". Że to nie znaczy, że coś nie alergizuje, tylko że dany proszek z oferty tego producenta zawiera mniej alergenów w porównaniu z innym. Dermatolożka, widząc uczulenie na plecach mojej córki, powiedziała, żebym zmieniła proszek na hipoalergiczny. Pani doktor nie wiedziała, że ta nazwa to nie jest gwarancja nieuczulania proszku. W moich oczach jej autorytet legł w gruzach.

Ewa Daniél, toksykolożka z organizacji Allergy Certified, zżyma się na słowo "hipoalergiczny", mówiąc, że ono nic nie znaczy. Rzeczywiście do tej pory było tak, jak mówisz. "Hipo" oznaczało "mniej" uczulający niż inny kosmetyk tego samego producenta zawierający więcej alergenów. Ale od 1 lipca to się zmieniło. Producenci muszą wykazać się wynikami konkretnych testów, potwierdzającymi, że ich środek mniej alergizuje. Nie wystarczy napisać, że jest "mniej uczulający", trzeba mieć na to podkładkę - badania.

Chemia w kosmetykach
Rys. Shutterstock

A co z podpaskami i tamponami? Dla mnie odkryciem było, że tampony nie są produktami sterylnymi.

Co więcej, nigdzie nie masz podanego ich składu, bo jako produkt medyczny producent nie ma obowiązku jego podawania. Wiele kobiet cierpi na nawracające infekcje lub alergie okolic intymnych, ale nie wpada na to, że powodować je może składnik zapachowy zastosowany w absorbencie podpaski czy barwnik jej nadruku. Chemiczne absorbenty i alergeny zawarte w konwencjonalnych podpaskach i tamponach mogą wywoływać bóle głowy, nasilać bóle menstruacyjne.

Większość dostępnych na rynku tamponów jest wybielana chlorem - bo to najtańsza metoda. Zastanawiałam się, po co w ogóle bielić bawełnę tamponów, ale okazało się, że konsumentki nie są w stanie zaakceptować tamponów w naturalnym beżowym kolorze.

Proponuję zrobić test - kupić na próbę produkty ekologiczne (tampony są bielone tlenkiem wodoru w naturalny sposób) i sprawdzić, czy coś się w te dni zmieni, polepszy. Można także sięgnąć po wielorazowe kubeczki menstruacyjne. Produkt ten ma kontakt z naszą śluzówką przez wiele godzin, warto wybierać rozważnie, najlepiej bez barwników i z certyfikowanego tworzywa.

Kobiety dodatkowo powinny przyjrzeć się składowi środków do higieny intymnej. Bywa tak, że mylimy objawy infekcji intymnej z reakcją alergiczną. Nie podejrzewamy, że składniki zapachowe, które znajdują się w płynie czy podpasce, są przyczyną alergii, a tak jest, niestety, bardzo często. 

Jechałam ostatnio z kierowcą, którego syn cierpi na koszmarne uczulenie na metale - ma rozdrapane rany na skórze. A przecież metale są wszędzie, w smartfonach, laptopach. Ostatnio lekarz podczas wykładu, na którym byłam, mówił, że nasza wątroba potrzebuje pięciu godzin, żeby oczyścić organizm z trwającego kilka sekund kontaktu z bisfenolem A, który znajduje się w farbie zadrukowującej paragon kasowy.

Sama widzisz. Te substancje są, niestety, wszechobecne. Są w jedzeniu, w powietrzu, w wodzie, a także w kosmetykach!  Część substancji się metabolizuje i jest wydalana, ale są i takie, które przenikają do układu hormonalnego. Przekłada się to na niekorzystny wpływ na zdrowie i płodność kobiet i mężczyzn.

Francuska marka dostępnych także w Polsce kosmetyków SVR rozpoczęła badania wszystkich swoich kosmetyków w niezależnym centrum badawczym pod kątem wpływu ich składników na układ endokrynny. Jeśli okaże się, że jakiś składnik przenika do układu hormonalnego, zostanie on zastąpiony innym.

To dowód na to, że wiedza na temat działania kosmetyków ciągle się poszerza. Kiedyś o takim wpływie składników kosmetyków na organizm ludzki nie wiedziano. Medycyna odkrywa kolejne hormonozależne choroby. Dlatego namawiam, żeby zmieniać to, na co mamy wpływ.

Znam wiele polskich i zagranicznych marek, których producenci mogą pochwalić się  dobrymi składami. Problemem jednak jest ich cena - na którą nie stać przeciętnego Polaka. Można wyprodukować dobry kosmetyk w niższej cenie, ale wtedy będzie mniejszy zysk producenta.

Ale to musi się zmienić, kosmetyki naturalne muszą być dostępne, a nie traktowane jak dobro luksusowe. Na swoim Instagramie pokazuję absurdalność niektórych kosmetyków - nie podając ich nazwy. Bo jak można nazwać kosmetyk dla dziecka olejkiem, skoro nie ma w nim wcale oleju?

A co jest?

Olej mineralny, który jest syntetycznym składnikiem, pochodną ropy naftowej... Rozumiem, że ciężko znaleźć wiarygodne źródła, ale da się poruszać w tym gąszczu - temat składów kosmetyków jest do opanowania. Można nauczyć się mądrze wybierać. Tylko trzeba być wystarczająco zmotywowanym.

Rozmowę pod kątem merytorycznym konsultowała dr Anetta Karwacka, autorka pracy naukowej "Wpływ narażenia na powszechnie występujące związki środowiskowe zaburzające funkcję endokrynną na rezerwę jajnikową".

Magdalena Szymanowska
Magdalena Szymanowska. Fot. Archiwum prywatne

Magdalena Szymanowska - dyplomowana coach zdrowia, dietetyczka, od lat promująca zdrowy, naturalny styl życia. Właścicielka firmy 4organic produkującej certyfikowane płyny do higieny intymnej 4organic oraz dystrybuującej certyfikowane duńskie produkty dla marek Derma (kosmetyki i środki czystości) i Ginger Organic (organiczne tampony, podpaski i wkładki).

Ola Długołęcka. Redaktorka, która inspirację do tematu potrafi znaleźć w podbitym niechcący oku. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda.

*

Dr Kawraca wśród szkodliwych dla zdrowia związków stosowanych do produkcji kosmetyków wymienia:

.         Parabeny

.         Triklosan

.         Benzofenon (Benzophenone-3, Benzophenone-4, Benzophenone-10)

.         Oxybenzone

.         Octocrylene

.         Octyl Methoxycinnamate (Octinoxate, OMC)

.         Ethylhexyl Methoxycinnamate

.         Homosalate (HMS)

.         składniki zapachowe i barwniki (alergeny)

.         pochodne Formaldehydu

Szkodliwe dla zdrowia związki stosowane do produkcji opakowań:

.         Bisfenol A

.         Ftalany

Przypisy:

Zamkowska D., Karwacka A., Jurewicz J., Radwan M., Environmental exposure to non-persistent endocrine disrupting chemicals and semen quality: An overview of the current epidemiological evidence. Int J Occup Med Environ Health. 2018; 31(4):377-414.doi.org/10.13075/ijomeh.1896.01195.

Jurewicz J., Radwan M., Wielgomas B., Dziewirska E., Karwacka A., Klimowska A., Kałużny P., Radwan P., Bochenek M., Hanke W. Human Semen Quality, Sperm DNA Damage, and the Level of Reproductive Hormones in Relation to Urinary Concentrations of Parabens. J Occup Environ Med. 2017 Jul 7. doi: 10.1097/JOM.0000000000001106. IF=1.627

Karwacka A., Zamkowska D., Radwan M., Jurewicz J. Review Article. Exposure to modern, widespread environmental endocrine disrupting chemicals and their effect on the reproductive potential of women: an overview of current epidemiological evidence. Human Fertility, 2017 Jul 31, 1-24.                                                             
doi: 10.1080/14647273.2017.1358828. IF = 1.103

Więcej o:
Komentarze (66)
"Konsumenci łapią się na chwytliwe hasła. Ufają, że napis 'bez...' oznacza, że w składzie nie ma nic kontrowersyjnego"
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Miss_holokaustu

    Oceniono 16 razy 16

    Ma dyplom od coacha że jest zdrowa.

    A Długołęcka nadal łamie prawo prasowe nie zamieszczając informacji, że artykuł jest sponsorowany.

  • Gość: taki jeden

    Oceniono 10 razy 10

    Najpierw o tym, co znajdujemy na opakowaniach produktów kosmetycznych. Prawo (nagminnie olewane) reguluje to precyzyjnie. Są hasła, których na opakowaniach umieszczać NIE WOLNO. I tak: ""BEZ" lub "FREE". Zgodnie z prawem w oznakowaniu nie wolno komunikować tego, że jest on "wolny" od substancji, której użycie w wyrobie kosmetycznym jest dopuszczone prawem. Nwolno komunikować, że kosmetyk posiada cechy, które wynikają z przepisów. "Testowany dermatologicznie" - nie wolno, WSZYSTKIE kosmetyki są testowane dermatologicznie. Dalej: "cruelty free" lub "nietestowany na zwierzętach" itp. Jak wyżej. Wszystkie badania prowadzi się na probantach z gatunku Homo sapiens albo w szkle. Komunikowanie działania kosmetyku na podstawie cech wybranego składnika - nie wolno. Kosmetyk ma działać jako całość i jeżeli coś komunikujemy, musi być na to podkładka w postaci protokołu badania z udziałem probantów . Kolejność składników: to reguluje prawo. Mają być w kolejności od największej zawartości do najniższej (procentowo) i dowolność pojawia się dopiero poniżej 1%. A teraz praktyka: w zasadzie naprawdę trzeba dobrze poszukać na półce, żeby znaleźć kosmetyk, do którego nie można się doczepić. Wypisywane są takie brednie, że czasami głowa boli Dlaczego to przechodzi? Ano dlatego, że Sanepid (to on tu gra pierwsze skrzypce) ma ograniczone pole działania i zasoby. Jak kogoś nie podwali konkurencja (a nikt tego nie robi, bo otwarta wojna nie leży w niczyim interesie) to nikomu nic nie grozi. Zresztą o czym ja piszę - na specjalistycznych szkoleniach z tego obszaru spotkałem... pracowników Sanepidu, którzy zapłacili za nie z własnej kieszeni! Dalej: pani fachowiec powinna przeszkolić się z tematyki wyrobów (nie "produktów", WYROBÓW, to jest oficjalna klasyfikacja) medycznych. Otóż: tampon jest wyrobem medycznym. Tomograf komputerowy jest wyrobem medycznym.. Wyroby medyczne muszą spełniać wymogi najnowszej normy ISO 13485, która niestety nie przewiduje podawania składu - niech ktoś poda skład tomografu :) Dobra, mógłbym napisać jeszcze niejedno, ale już mi się nie chce.. A teraz zadam jeszcze pani fachowiec niewinne pytanie odnoście tego: "tampony są bielone tlenkiem wodoru w naturalny sposób". Czy w tym zdaniu chodzi o substancję zwaną DHMO? Ona nie ma własności wybielających. To zwykły ditlenek monowodoru, nazywany niekiedy potocznie "WODA". A jeżeli chodziło o ditlenek diwodoru (którego mieszaniny z wodą bywają nazywane - zależnie od stężenia - wodą utlenioną lub perhydrolem) i który jak najbardziej ma działanie wybielające - poproszę o informację, gdzie ta substancja występuje "naturalnie" w stężeniach zapewniających działanie wybielające :)

  • shunpike

    Oceniono 9 razy 9

    Jeszcze mniej chemii w szkołach a więcej religii i będziemy mieć społeczeństwo w pełni łykające tego rodzaju bełkot. No załamka normalnie.

  • duda2016

    Oceniono 19 razy 9

    "środki do prania zawierają bardzo dużo chemii, m.in. podchloryn sodu", "bielone tlenkiem wodoru" "SLES to oczyszczony SLS" - kompletny bełkot głupiej cipy piszącej dla innych głupich cip. Brakuje hasel o rtęci w szczepionkach i autyzmie. Żenada.

  • titta

    Oceniono 15 razy 9

    Skladniki naturalne tez moga uczulac i to bardzo.
    Ot chocby wosk przeszeli, olejki eteryczne, bialka roslinne.
    Barwniki i skladniki zapachowe moga byc naturalne. Co wcale nie wyklucza ze uczulaja.
    Przypominam rowniez ze ropa nawtowa jest w 100% produktem naturalnym. dopiero skladniki otrzymywane z niej w wyniku procesow chemicznych nie sa.
    A cha, strychnina (trutka na szczury) tez moze byc w 100% naturalna.

  • Gość: Inzynierka

    Oceniono 8 razy 8

    Co to za bzdury! Pracuje 10 lat w branzy papierniczej produkujaca min papier do podpasek. Bielenie chlorem jest zakazane !!! Kazdy klient o to pyta. Chodzi o nie stosowanie tzw. 'elemental chlorine' - Cl2. Produkuje sie tzw. ECF pulp, pulpa jest bielona tlenkiem chloru, sposob akceptowany w UE za bezpieczny.

  • shunpike

    Oceniono 6 razy 6

    2-Bromo-2-nitro-1,3-propanodiol to pochodna formaldehydu?
    Naprawdę? Tzn. nie wątpię, że jakoś pewnie syntezę można by zrobić, tylko po co sobie życie utrudniać.

  • bling.bling

    Oceniono 6 razy 6

    "środki do prania zawierają bardzo dużo chemii"
    Kołcz zawiera bardzo mało chemii

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX