Nastolatek wraca pijany nad ranem? "Niech się umyje, pójdzie spać. A potem nie dawajcie mu taryfy ulgowej"

Alkohol, narkotyki, przypadkowy seks, złe towarzystwo - zagrożenia czekają na dzieciaki przez cały rok, choć rzeczywiście wakacje stwarzają więcej okazji do różnych ryzykownych sytuacji. Zadaniem rodziców jest wyposażenie dziecka w narzędzia, które nie tyle pozwolą mu ich uniknąć, co odpowiednio zareagować - mówi dr Marta Majorczyk, pedagog i doradca rodzinny.

Nastoletnie dziecko oświadcza, że chce wyjechać na wakacje ze znajomymi. Zgodzić się na taki wyjazd czy nie?

Ważny jest wiek dziecka. Jeśli samodzielnego wyjazdu zapragnie 13-latek, mówimy mu, że nie ma takiej opcji. W grę wchodzą jedynie obozy, kolonie, wypoczynek pod okiem dorosłych. Ale inaczej wygląda sprawa w przypadku 16- czy 17-latków. Tu jednak nie chodzi tylko o wiek metrykalny, ale o to, czy w odczuciu rodziców dziecko jest dojrzałe i odpowiedzialne.

Co to znaczy?

Czy potrafi się odnaleźć w różnych sytuacjach? Jakiego rodzaju decyzje podejmuje? Czy te decyzje z naszego punktu widzenia są rozsądne? Czy wywiązuje się z różnego rodzaju zadań, jakie mu zlecamy - takich jak zrobienie zakupów? W jakim stopniu jest samodzielne - czy potrafi przyrządzić sobie posiłek, zrobić pranie, dojechać w określone miejsce? Czy dotrzymuje danego słowa? Czy potrafi przyznać się do błędu i powiedzieć nam o tym, że ma kłopoty, nawet jeśli fakty stawiają go w niezbyt korzystnym świetle? Czy potrafi dokonywać właściwych wyborów i przewidzieć ich skutki?

I tu dochodzimy do kluczowej kwestii, czyli pytania: Na ile ufam mojemu dziecku i jak dobrze je znam? Czy będzie potrafiło odmówić nowo poznanej osobie, która zaproponuje mu narkotyk? Czy nie zdecyduje się na przygodny seks bez zabezpieczenia? Jeśli uważamy, że nasze dziecko jest w stanie poradzić sobie podczas samodzielnego wyjazdu - warto zgodzić się na taką eskapadę, bo w ten sposób pokazujemy nastolatkowi, że szanujemy jego pęd do niezależności i dajemy mu kredyt zaufania.

Zgadzamy się - i co dalej?

Przed wyjazdem należy ustalić pewne warunki, czyli np. to, że córka czy syn może wyjechać ze znajomymi, ale wśród nich powinna być osoba dorosła, z którą my wcześniej chcemy porozmawiać. Co ważne - jeśli jedyną osobą dorosłą okaże się 18-letni kolega, warto uświadomić mu, że na takim wyjeździe ponosi odpowiedzialność za nieletnich znajomych.

Powiedzmy też, że chcemy skontaktować się z rodzicami pozostałych kolegów i że umawiamy się na codzienny telefon o stałej porze - "Wystarczy, że zadzwonisz do mnie, powiesz: 'Cześć, mamo, wszystko OK, jest fajnie', a ja dzięki temu nie będę się martwić". Przedstawiając dziecku swoje warunki, warto podkreślić, że nie chodzi nam o kontrolę, ale o jego bezpieczeństwo. Można też dodać, że jeśli te warunki zostaną spełnione, dziecko będzie mogło częściej wyjeżdżać samo, bo pokaże nam, że zachowuje się odpowiedzialnie i jest w stanie samo o siebie zadbać.

Jeśli jednak mamy jakiekolwiek wątpliwości - mówimy "nie" albo proponujemy inne rozwiązanie, np. zorganizowany wyjazd dla młodzieży. Nawiasem mówiąc - warto wysyłać dzieci na takie wyjazdy już od ósmego czy dziewiątego roku życia. Nastolatek, który wcześniej był kilka razy na koloniach czy obozach wędrownych albo sportowych, na pierwszym samodzielnym wyjeździe na pewno poradzi sobie lepiej niż ten, który po latach jeżdżenia na wakacje z rodzicami po raz pierwszy wybiera się gdzieś ze znajomymi.

Rodzice boją się, że na nastolatków podczas wakacji czekają różne zagrożenia: alkohol, narkotyki, przypadkowy seks.

Te zagrożenia czekają na dzieciaki przez cały rok, choć rzeczywiście wakacje stwarzają więcej okazji do różnych ryzykownych sytuacji. Zadaniem rodziców jest wyposażenie dziecka w narzędzia, które nie tyle pozwolą mu ich uniknąć - bo przecież nie mamy wpływu na to, kogo podczas wyjazdu spotka nasze dziecko - co odpowiednio zareagować. O bezpieczeństwie należy rozmawiać dużo wcześniej, a nie na dwa dni przed wyjazdem. Ale jeśli nawet tego nie robiliśmy (warto zastanowić się, dlaczego takie rozmowy nie są w rodzinie naturalne), przed wyjazdem trzeba znaleźć czas.

Najlepiej odwołać się do własnych doświadczeń z młodości, przypomnieć sobie różne sytuacje, a potem porozmawiać z dzieckiem i wspólnie na wszelki wypadek opracować różne scenariusze. Można mu zadawać różne pytania, np.: "Co zrobisz, jeśli cię okradną?", "Jak się zachowasz, gdy twój kolega wypije piwo, a potem będzie chciał pływać łódką?", "Co powiesz, gdy nowo poznany chłopak zaproponuje ci pójście do namiotu?", "Po czym rozpoznasz, że ktoś brał narkotyki?". Ważne, by podczas takiej rozmowy być otwartym i pokazać dziecku, że różne rzeczy mogą się zdarzyć, ale z każdej sytuacji jest wyjście.

A jeśli nasz nastolatek przewróci oczami, nie będzie chciał nas słuchać i powie: "Oj, mamo, wyluzuj. Nikt mnie nie okradnie, nie zgwałci ani nie zabije, ty zawsze widzisz czarne scenariusze!"?

Taka postawa powinna dać nam do myślenia. Jeśli dziecko nie chce rozmawiać o swoim bezpieczeństwie, bagatelizuje różne zagrożenia, to być może jednak nie jest gotowe na samodzielny wyjazd.

Można też poszukać różnych filmów w Internecie, żeby pokazać, czym może skończyć się brak wyobraźni. Najlepiej działają konkretne przykłady, dlatego warto się do nich odwoływać. Nastolatek musi wiedzieć, że seks bez zabezpieczenia może skończyć się nie tylko niechcianą ciążą, ale też chorobą weneryczną. Że na dyskotece ktoś może wrzucić mu do napoju pigułkę gwałtu. Że usunięcie tatuażu wiąże się z poważnymi i kosztownymi zabiegami. A jeśli tatuaż zrobi się u przygodnego specjalisty, może to skończyć się zakażeniem. Wreszcie: że sympatycznie wyglądająca dziewczyna, która chce "na chwilę" pożyczyć od niego telefon, może mu już nigdy go nie oddać. Przećwiczenie tych sytuacji wcześniej i zastanowienie się, "co zrobię, jeśli..." to najlepsze rozwiązanie.

Relacje z nastoletnimi dziećmi
Rys. Shutterstock

No tak, ale dla dzieciaków bardzo ważna jest akceptacja rówieśników. Trudno odmówić piwa, papierosa czy zapalenia trawki, jeśli za chwilę usłyszy się złośliwy komentarz i poczuje odrzucenie.

To nie do końca prawda. Nie chodzi o presję rówieśników. Jeśli dziecko czuje pociąg do substancji uzależniających, to samo znajdzie grupę, w której są one obecne. Nastolatek, który ma duże poczucie własnej wartości, dobre więzi z rodzicami, jasno określone zasady, któremu rodzice pokazują atrakcyjne wzorce spędzania wolnego czasu, nie będzie szukał alternatywnych sposobów na "wyluzowanie się".

A nawet jeśli ktoś mu je zaproponuje, będzie potrafił odmówić. Oczywiście warto mu wcześniej powiedzieć, jak ma to zrobić. Są proste techniki. Jeśli ktoś proponuje nam coś, czego nie chcemy, mówimy: "Nie, dzięki, nie chcę". Gdy zaczyna się śmiać albo próbuje nas obrazić, mówimy: "Nie przeszkadza mi, że tak o mnie myślisz, to twój problem". Jeżeli jest coraz bardziej natarczywy, mówimy bardziej stanowczo: "Nie i skończ wreszcie ten temat". Gdy to nie pomaga, trzeba po prostu opuścić towarzystwo.

Warto uświadomić dziecku, że znajomi, którzy próbują je zmusić do zrobienia czegoś, na przykład właśnie spróbowania narkotyków, napicia się alkoholu, tak naprawdę nie troszczą się o nie, zależy im tylko na zabawie. Gdyby doszło do jakiejś kryzysowej sytuacji, np. wypadku, większość z nich zaczęłaby się bać i zrzucać winę na kogoś innego.

Dziecko musi też wiedzieć, że tym, co spaja ludzi, są wspólne wartości, porozumienie, a nie picie alkoholu czy branie narkotyków. I że jeśli warunkiem bycia w danej grupie jest branie używek, najlepszym wyjściem jest zmiana znajomych. Dlatego najlepiej byłoby, aby dziecko otaczało się szerszym gronem rówieśników. Miało kolegów nie tylko ze szkoły, ale też np. z zajęć pozalekcyjnych czy z podwórka. Jeżeli nastolatek ma szerokie znajomości, łatwiej mu odejść z jednej grupy do innej, w której czuje się akceptowany, nawet jeśli nie pije czy nie pali, choć inni to robią.

Ale może się zdarzyć, że rozsądne i wydawałoby się asertywne nastoletnie dziecko wróci nad ranem pijane z imprezy. Jak zareagować?

W momencie gdy pojawi się w domu, nie dyskutować, tylko pozwolić mu się umyć, zjeść coś i położyć się spać. Na rozmowę o tym, co się stało, przyjdzie czas. Nie należy przy tym wpadać w panikę i ogłaszać, że dziecko jest alkoholikiem. Trzeba przyjąć do wiadomości fakt, że się upiło i pomóc mu ponieść tego konsekwencje.

Można dać tabletkę na ból głowy czy szklankę wody z cytryną, ale na pewno nie wolno stosować taryfy ulgowej. Czyli jeśli np. następnego dnia miało coś zrobić, to mimo złego samopoczucia ma to wykonać. Można powiedzieć przy tym: "Skoro zachowujesz się jak dorosły, to będę cię traktować jak dorosłego. A dorośli ponoszą konsekwencje swoich działań. Teraz będziesz już pamiętać, by następnym razem nie doprowadzić się do takiego stanu".

Gdy dziecko poczuje się lepiej, trzeba porozmawiać z nim o tym, co się stało. Ale nie z pozycji moralizatora, tylko kogoś, kto się o nie troszczy. Warto spytać go: "Co ci to dało?", "Jak się czułeś?", "Dlaczego wypiłeś aż tyle?", "Czy wiesz, że właśnie dlatego wczoraj czułeś się tak fatalnie?", "Co zrobisz, by następnym razem się nie upić?".

Są też liberalni rodzice, którzy wiedząc, że dziecko może niedługo zacząć pić alkohol - sami mu go proponują, wychodząc z założenia że "lepiej, żeby spróbował przy nas niż gdzieś z kumplami". Czy to dobry pomysł?

Czemu nie? Pamiętajmy, że zakazany owoc smakuje najlepiej. Jeśli nastolatek spróbuje pierwszy raz piwa w towarzystwie rodziców, prawdopodobnie nie będzie ono dla niego niczym atrakcyjnym, bo już będzie wiedział, jak smakuje. Słyszałam historię o matce, która przyłapawszy syna z papierosem, kupiła mu całą paczkę i kazała wypalić. Poczuł się tak źle, że nie pali do tej pory... To dość brutalne zachowanie prewencyjne, ale okazało się skuteczne.

A jak postąpić, gdy puścimy nastolatka na samodzielne wakacje, a po kilku dniach dostaniemy SMS-a z prośbą o przesłanie pieniędzy, bo "już się skończyły"?

Pytanie, dlaczego "już się skończyły". Jeśli wystąpiła jakaś nagła sytuacja, np. dziecko zostało okradzione, to możemy wysłać mu większą kwotę. Ale jeżeli nastolatkowi zabrakło pieniędzy, bo po prostu niefrasobliwie je roztrwonił, wysyłamy mu tylko tyle, by starczyło na podróż powrotną i posiłki w drodze.

Relacje z nastoletnimi dziećmi
Rys. Shutterstock

Czy dobrym pomysłem jest danie nastolatkowi większej swobody podczas wakacji, nawet jeśli nie wyjeżdża ze znajomymi?

Tak, bo to dowód pewnego zaufania. To jednak nie może się odbywać kosztem rodziców. Możemy umówić się z dzieckiem, że skoro nie ma rano lekcji, może później wrócić do domu, ale nie będziemy jechać po nie w środku nocy i odbierać go z imprezy, bo my musimy wstać wcześnie do pracy. Warto ustalić razem "wakacyjne zasady", a najlepiej je spisać i konsekwentnie ich przestrzegać. 

Podczas różnych wakacyjnych imprez nastolatek może poznać nowych znajomych, którzy nie zawsze będą nam się podobać. Jak zareagować, gdy dziecko wpadło w, naszym zdaniem, tzw. złe towarzystwo?

Nie warto zakładać z góry, że dane towarzystwo jest złe. To, że nie podoba nam się np. sposób ubierania się nowych znajomych naszego dziecka, nie oznacza od razu, że coś z nimi nie tak. Warto ich poznać i spróbować zrozumieć, z jakiego powodu nastolatek chce utrzymywać te znajomości. Jeśli jednak widzimy, że jego nowi koledzy ewidentnie mają na niego zły wpływ, że dziecko zmienia się: zamyka się w sobie, staje się agresywne, często gubi różne rzeczy, potrzebuje coraz więcej pieniędzy, oczywiście trzeba reagować.

Najpierw zawsze warto porozmawiać i powiedzieć np.: "Słuchaj, nie podoba mi się ta Anka, z którą od niedawna się kumplujesz". I zakomunikować wprost, co nam się w owej Ance nie podoba, odnosząc się do konkretnych sytuacji, sposobu zachowania. Np.: "Kiedy poszłaś z Anką na koncert, wróciłaś trzy godziny po umówionym czasie i zgubiłaś telefon, a nigdy wcześniej ci się to nie zdarzyło".

Warto też pokazać, że jesteśmy otwarci i że chcemy dać szansę nowym znajomym dziecka: "Zróbcie coś, by mnie do siebie przekonać, bym mogła wam zaufać, a spróbuję to zrobić". Jeśli nasza więź z nastoletnim dzieckiem jest dobra, będziemy potrafili do niego dotrzeć.

A skąd mamy wiedzieć, czy ta więź jest dobra? Z różnych badań wynika, że współczesne nastolatki czują się bardzo samotne i choć mają świadomość, że rodzice je kochają, kontakt jest raczej ograniczony.

Warto zrobić rachunek sumienia i odpowiedzieć sobie na kilka pytań, które dadzą nam pojęcie o tym, jak dobrze znamy swoje dziecko. Np. jakiej muzyki słucha, jakie są jego ulubione zespoły? Jak nazywają się jego najbliżsi znajomi i czy w ogóle ich znamy? O czym nasze dziecko teraz marzy? Na co zbiera pieniądze? Czego nie lubi? Jeśli nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na te pytania, albo mamy z tym trudność, to sygnał, że warto byłoby popracować nad relacją. Pamiętajmy jednak, że wszystko wymaga czasu. To nie jest tak, że zrobimy "pstryk" i nasza relacja z dzieckiem się poprawi.

Nastolatek musi widzieć, że się staramy. Powiedzenie: "Czuję, że oddaliliśmy się od siebie, chodź, porozmawiamy", odniesie marny skutek. Więź nie słabnie w ciągu godziny i w godzinę nie da się jej odbudować. Jeśli przez ostatnie dwa lata nasze kontakty z dzieckiem ograniczały się do pytań: "Jak w szkole?", odbudowanie relacji może potrwać bardzo długo. Dobrym pomysłem jest potraktowanie dziecka jako eksperta w danej dziedzinie. Z nastolatkiem można np. wybrać się na zakupy, poprosić go o  zainstalowanie nowego programu czy naprawę telefonu.

Ale jeśli młody człowiek zamyka przed nami drzwi, trzeba być cierpliwym, pukać i czekać, czy może chociaż trochę je uchyli... Pamiętajmy też, że rodzina jest systemem, a zachowania dziecka są odzwierciedleniem tego, co się w niej dzieje. Nastolatek może nagle przestać się odzywać do rodziców, bo widzi, że oni są wobec siebie nie w porządku i oczekuje, że zaczną być wobec siebie szczerzy.

Czasem dzieci nie mówią o wszystkim rodzicom, bo po prostu nie chcą ich martwić.

Tak, dlatego trzeba dziecku dawać jasne sygnały, że je kochamy, zależy nam na nim i mówiąc kolokwialnie -weźmiemy na klatę nawet najgorszą prawdę. Gdy nastolatek ucieka w swój świat, oddala się od nas, trzeba mu na to pozwolić, bo to naturalny etap dojrzewania, ale dziecko musi mieć świadomość, że w każdej chwili może do nas przyjść, powiedzieć nam wszystko, a my będziemy czekać. I nawet jeśli to, co usłyszymy, będzie dla nas bolesne, poradzimy sobie z tym. Można powiedzieć np.: "Zawsze będę się o ciebie martwić, nawet jak będziesz mieć 50 lat, bo taka jest moja rola. To są moje emocje i ja dam sobie z nimi radę. Ale pamiętaj, że kiedy tylko będziesz mnie potrzebować, to ja tu jestem. I zawsze na ciebie czekam".

*

Dr Marta Majorczyk. Pedagog, doradca rodzinny, nauczyciel akademicki w Wyższej Szkole Bezpieczeństwa w Poznaniu, współpracuje z poradnią psychologiczno-pedagogiczną przy Uniwersytecie SWPS w Poznaniu. Zajmuje się tematyką rodziny: jej funkcjonowaniem, rolami rodzinnymi, cyklami rozwojowymi człowieka.

Jowita Hakobert, absolwentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, dziennikarka, redaktorka. Pisze o zdrowiu i psychologii, współpracowała m.in. z "Samym Zdrowiem", "Vitą" i "BeActive". Uwielbia góry, orzechy i Leonarda Cohena (kolejność dowolna, a najlepiej wszystko naraz).

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Więcej o:
Komentarze (49)
Nastolatek wraca pijany nad ranem? "Niech się umyje, pójdzie spać. A potem nie dawajcie mu taryfy ulgowej"
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • moriach

    Oceniono 2 razy -2

    Doczytałam zaledwie do momentu, że 16to czy 17to latek ma się codziennie mamusi meldować. Serio?? Wiek nastoletni przeżywałam kiedy telefony komórkowe nadal miewali głównie businessmani a i to były wielkie cegły. Podczas wyjazdu jedyną telefoniczną formą kontaktu z domem był publiczny aparat - zazwyczaj kilka sztuk w całym "kurorcie" a i to pod warunkiem, że były akurat sprawne :) Dzwoniło się po przyjeździe i ew. z raz w trakcie jeśli jechało się na dłużej. Nikomu do głowy nie przychodziło, aby codziennie stać w kolejce do automatu, żeby porozmawiać z mamusią! Nawet moi bardzo opiekuńczy rodzice tego ode mnie nie wymagali! I przeżyłam! Obecnie historia zatoczyła koło - mam swoją rodzinę i dzieci.

  • Gość: Anna Zalewska

    Oceniono 1 raz 1

    Zgadzam sie w 100%. Dla dzisiejszych nastolatkow liczy soe tylko wóda i vejp ( elektryczny papieros) {takzwany elektryk}. Czu nie moze byc jak kiedys? Zadnych uzywek i wyjazdow. Czas z rodzina. GRY I ZABAWY A TERAZ TYLKO FORTNAJT IM W GLOWIE. My-ludzie zlotego stulecia. Zamiast krowy pomoc matce pasc to ida ze znajomymy sie upic i przyslowiowo nawalic.

  • chmjel

    Oceniono 4 razy -2

    a kiedy ma przychodzić pijany nad ranem? jak będzie miał 35 lat, żonę i dwójkę dzieciaków? debilny artykuł z debilną tezą.

  • Gość: Js

    Oceniono 6 razy -2

    Alkohol, seks i narkotyki to sa "zagrozenia"? Chyba dl podstarzalych zakonnic ;)

  • Gość: xxx

    Oceniono 2 razy 0

    XDDDDDDD bez kitu każdy wyjazd ze znajomymi = seks, narkotyki i alkohol

  • ochujek

    Oceniono 4 razy 2

    Księża pedofile czekają na wakacyjne dzieci i młodzież.

  • Gość: Ktoś

    Oceniono 5 razy 5

    Jedyne rozwiązanie - poświęcać więcej czasu i uwagi swoim dzieciakom, a nie podsuwac im Internet, dodatkowe zajęcia itp żeby mieć spokój. Nie trzeba dzieciakowi wchodzić na głowę żeby wiedzieć jaki jest, co i z kim robi. Po prostu: więcej uwagi dla naszych dzieci.

  • Gość: Pola

    Oceniono 4 razy 2

    Fakt - każdy z nas był kiedyś nastolatkiem i miał swoje "przeboje", ale jak patrzę na dzisiejsze 13, 14latki (wyglądające lekko na 20 lat) i na te wszystkie dostępne "od ręki" dopalacze, to już nie jest jak za moich czasów (20 lat temu). Teraz rodzice mają dużo mniej czasu dla swoich dzieci, zapisują je na milion dodatkowych zajęć i kupują wszystko, czego tylko chcą, byleby mieć spokój. I teraz już dzieci mają swobodny dostęp do Internetu, który kusi i rozwija je dużo szybciej (w dobrym lub złym kierunku).

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX