Polscy mężczyźni żenią się z Ukrainkami. W drugą stronę to nie działa. Socjolog: To zjawisko mnie nie dziwi

Ewa Jankowska
W ostatnich latach ponad 2,5-krotnie zwiększyła się liczba rejestrowanych w Polsce małżeństw polsko-ukraińskich. Przeważająca większość to te zawierane przez Polaków z Ukrainkami. Jak mówi socjolog prof. Włodzimierz Piątkowski, nic nie wskazuje na to, że ten trend się kiedyś odwróci. Dlaczego?

28-letnia Olga, absolwentka psychologii, poznała swojego 40-letniego męża Marka w Doniecku na Ukrainie. - To było cztery lata temu, w parku. Byłam z koleżanką na spacerze. Dzień później miałam wyjechać z miasta w poszukiwaniu pracy, bo z zatrudnieniem w Doniecku było już bardzo źle - opowiada. Podeszło do nich dwóch mężczyzn. Jednym z nich był Marek, doktor nauk etnograficznych, który w Doniecku przebywał na misji naukowej. - Zaprosili nas na herbatę. Podobno Marek zakochał się we mnie od pierwszego wejrzenia. Poprosił o mój numer telefonu i potem przez ponad miesiąc non stop do mnie pisał. Spotkaliśmy się drugi raz i jakoś już poszło - dodaje.

Marek wydał jej się człowiekiem dobrym i odpowiedzialnym, takim, który jak coś powie, na pewno to zrobi. Prawdziwym mężczyzną. I nie traktował jej jak służącej, co często obserwowała w ukraińskich domach. Ale jak równą sobie. Postanowiła wyjść za niego za mąż. Przez kilka lat jeździła z mężem na misje. Gdy Markowi skończył się kontrakt na Ukrainie, przeprowadziła się z nim do Polski. - Co miałam zrobić? Nie zostawiłabym go samego - śmieje się Olga. Języka uczyła się od męża, płynnie zaczęła mówić już w Polsce, gdzie z czasem znalazła również stałe zatrudnienie. Najpierw pracowała jako psycholog z dziećmi, potem z uchodźcami. Teraz jest recepcjonistką w jednym z warszawskich hoteli.


W ostatnich latach 2,5-krotnie zwiększyła się liczba rejestrowanych w Polsce małżeństw polsko-ukraińskich (fot. Jessica Lewis/pexels.com/zdjęcie ilustracyjne)

Ania przyjechała ze Lwowa do Kielc na studia - filologię angielską. Był 2014 rok, miała wtedy 17 lat [na Ukrainie naukę rozpoczyna się w wieku sześciu lat - przyp. red.]. O sześć lat starszy od niej Karol, wtedy student inżynierii technologicznej, znalazł ją na Facebooku. - Napisał do mnie, bo wpadłam mu w oko. Kilka razy go zignorowałam, ale się nie poddał. Umówiliśmy się. Na początku zupełnie mi się nie spodobał, był bardzo zadbany - chodził w rurkach, miał ułożone włosy, nie byłam przyzwyczajona do tego, że chłopak wygląda aż tak dobrze, mężczyźni na Ukrainie tak zadbani nie są - śmieje się. Ania zaczęła się jednak powoli do Karola przekonywać. - Podobało mi się to, że był spokojny, poukładany, bardzo dużo mówił o swojej rodzinie. Starał się o mnie, zapraszał na randki. Chłopcy na Ukrainie rzadko są tacy na początku znajomości, są zdecydowanie bardziej leniwi - opowiada.

Co Karol polubił w niej? Ania myśli, że doceniał fakt, że ona nie przykłada wagi do kwestii materialnych. - Miałam wrażenie, że dla wielu moich koleżanek z Polski pieniądze mają znaczenie - jak byłyśmy gdzieś na imprezie, to komentowały, jakim chłopak przyjechał samochodem, jaki ma zegarek. Ale nie chcę oceniać, bo wiele Ukrainek też zwraca na to uwagę - mówi Ania.

Dziś Ania i Karol mają trzyletnią córkę. Mimo to Ania zdecydowała się nie rezygnować z pracy zawodowej - jest lektorem języka rosyjskiego i języka polskiego jako obcego, pracuje jako specjalista do spraw legalizacji pobytu i pracy obcokrajowców. - Moja mama, babcia, prababcia zawsze pracowały, nawet jak miały małe dzieci. Kobiety w rodzinie mojego męża - nigdy. Karol, który obecnie pracuje w jednej z europejskich spółek budowlanych, też chciał, żebym skupiła się wyłącznie na domu, ale dla mnie ważne jest, żeby spełniać się zawodowo. Próbuję go przekonać, żeby przejął część obowiązków domowych - podsumowuje.

Polacy z Ukrainkami - tak, Polki z Ukraińcami - nie

Według danych NBP przez polski rynek pracy przewija się ok. 1,2 mln Ukraińców. Jak wynika z analizy Personnel Service, coraz więcej obcokrajowców otrzymuje zgodę na legalną pracę w Polsce, większość trafia właśnie do Ukraińców. Jak z kolei wynika z badania Instytutu Spraw Publicznych, przybywa również w Polsce studentów z Ukrainy - w roku akademickim 2012/2013 na polskich uczelniach studiowało 9747 studentów z Ukrainy, w 2016 roku już 35 584. 28 proc. studentów deklarowało, że chce pozostać w Polsce po ukończeniu studiów i tu ułożyć sobie życie. Według danych GUS jeszcze w 2011 roku liczba małżeństw Polaków z Ukrainkami wynosiła 298, a już w 2016 takich ślubów było ponad 2,5-krotnie więcej, bo aż 782, w 2018 - aż 1338. Ukraińskie żony urodziły w 2018 roku w Polsce ponad 2,1 tys. dzieci. To 27 razy więcej niż osiem lat temu. Małżeństw Polaków z Ukrainkami odnotowano w 2018 r. zaledwie 259.

Przeważająca większość małżeństw polsko-ukraińskich to te zawierane przez Polaków z Ukrainkami (fot: Adrianna Bochenek/Agencja Gazeta)
Przeważająca większość małżeństw polsko-ukraińskich to te zawierane przez Polaków z Ukrainkami (fot: Adrianna Bochenek/Agencja Gazeta)

- Jednym z czynników, który wpływa na rosnącą liczbę małżeństw polsko-ukraińskich, jest na pewno demografia - do Polski przyjeżdża coraz więcej Ukraińców i o ile jeszcze kilka lat temu większość z nich była tzw. cyrkulantami, czyli przyjeżdżała tylko na kilka miesięcy, zarobić, a następnie wracała na Ukrainę, to w tej chwili migruje coraz więcej ludzi młodych, na studia, przenoszą się też całe rodziny. Część planuje wyjechać dalej na Zachód, ale duża część chce się w Polsce osiedlić, ubiegają się o kartę stałego pobytu, podejmują legalne zatrudnienie, często zgodne z ich wykształceniem - mówi dr Anita Brzozowska z Ośrodka Badań nad Migracjami.

Kolejnym czynnikiem sprzyjającym tworzeniu się polsko-ukraińskich relacji jest bliskość kulturowa i językowa obu krajów. - Ukraina to nasz najbliższy sąsiad. Zawsze byliśmy ze sobą w jakiś sposób związani. Nawet jeżeli dzielą nas takie kwestie jak religia czy obyczaje, to pod wieloma względami jesteśmy do siebie bardzo podobni, na przykład mentalności. Mam bardzo wielu studentów i doktorantów z Ukrainy i widzę, że patrzą oni na pewne sprawy tak samo jak my, podobnie reagują na różne sytuacje - wyjaśnia prof. Włodzimierz Piątkowski z Zakładu Socjologii Zdrowia i Rodziny Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

W przypadku małżeństw polsko-ukraińskich dominują jednak te zawierane przez Polaków i Ukrainki - stanowią ponad 80 proc. wszystkich takich związków. Prof. Włodzimierza Piątkowskiego zjawisko to zupełnie nie dziwi. - Kobiety przyjeżdżające do innego kraju częściej niż mężczyźni w takiej sytuacji zawierają związki małżeńskie z obywatelami kraju przyjmującego. Widać to doskonale na przykładzie małżeństw polsko-niemieckich czy polsko-brytyjskich. W Niemczech 90 proc. małżeństw polsko-niemieckich to te Niemców z Polkami. W drugą stronę to nie działa i nic nie wskazuje na to, że się to zmieni - tak jak Brytyjki nie zaczęły poślubiać Polaków, tak Polki raczej nie zaczną masowo poślubiać Ukraińców. Mężami najczęściej zostają mężczyźni, którzy mają pozycję silniejszą ekonomicznie i cywilizacyjnie, żonami - kobiety o pozycji słabszej - mówi Piątkowski.

Mówiąc o przewadze cywilizacyjnej Piątkowski ma na myśli przede wszystkim to, co dało Polsce członkostwo w Unii Europejskiej. - Żeby wejść do Unii Polska musiała wdrożyć mnóstwo przepisów dotyczących takich kwestii jak między innymi jakość żywności, prawa człowieka, prawa konsumenckie, przeciwdziałanie dyskryminacji czy wolność słowa. Bez wątpienia Polska w ciągu ostatnich 15 lat zrobiła ogromny postęp cywilizacyjny - wyjaśnia Piątkowski.

Anita Brzozowska dodaje: - Dla większości par, i nie dotyczy to wyłącznie związków mieszanych, małżeństwo ma wymiar nie tylko romantyczny - przy podejmowaniu decyzji o związku brane są także pod uwagę takie cechy potencjalnych partnerów jak ich poziom wykształcenia czy status społeczny i ekonomiczny, pochodzenie etniczne lub religia.

Socjologowie są zgodni co do tego, że na Ukrainie dominujący model życia rodzinnego oraz towarzyszące mu role płciowe są bardziej tradycyjne. - W badaniach, które realizowałam wśród migrantów wchodzących w związki mieszane, powtarzała się taka narracja. Niektóre kobiety z Ukrainy otwarcie mówiły, że nie chciałyby, aby ich córki wychodziły za Ukraińców, ze względu na nierówny podział obowiązków w domu. Co ciekawe - życzyłyby one sobie, żeby ich synowie z kolei zdecydowali się na związki z Ukrainkami. Miałyby wtedy pewność, że będą mieli partnerki, które się nimi zaopiekują, będą lojalne, zadbają o dom i rodzinę. I będzie duże prawdopodobieństwo, że szybko pojawią się wnuki - opowiada Brzozowska.

Czynnikiem sprzyjającym tworzeniu się polsko-ukraińskich relacji jest bliskość kulturowa i językowa obu krajów (fot: Sławomir Kamiński/ Agencja Gazeta)
Czynnikiem sprzyjającym tworzeniu się polsko-ukraińskich relacji jest bliskość kulturowa i językowa obu krajów (fot: Sławomir Kamiński/ Agencja Gazeta)

Moja żona nie potrzebuje żadnych thermomixów

Do tanga jednak trzeba dwojga. Zdaniem socjologów dla Ukrainek polski mężczyzna może być atrakcyjniejszy od ukraińskiego ze względu na bardziej partnerskie podejście do relacji oraz przewagę cywilizacyjną i ekonomiczną. Co Polaków może urzekać w Ukrainkach?

Inka sześć lat temu przyjechała do Polski na studia magisterskie. Miała wtedy 26 lat, jej obecny mąż Sebastian - 29. - Moja małżonka pracowała na Ukrainie w prokuraturze, wymagano od niej dyspozycyjności 24 godziny na dobę. Po kilku latach była wykończona. Postanowiła zmienić swoje życie, wyjechać do Polski, gdzie wiedziała, że będzie jej się żyło lepiej - mówi Sebastian.

Poznali się przez znajomych, Sebastian był już wtedy po studiach, pracował. - Od spotkania do spotkania zaczynaliśmy planować wspólne życie. Dużo podróżowaliśmy po Polsce, pokazywałem Ince nasz kraj - opowiada. Sebastianowi podoba się w kobietach ze Wschodu to, że dbają o siebie i są zaradne. - Moja żona potrafi ugotować coś z niczego, nie potrzebuje w kuchni żadnych thermomixów. I zawsze świetnie wygląda. Nie chodzi o to, że non stop chodzi do kosmetyczki czy salonów piękności, ale zawsze ma zrobione paznokcie u dłoni i stóp, gustownie dobraną kreację. Jest elegancka i w każdej chwili gotowa, żeby gdzieś wyjść i działać. Miałem dużo dziewczyn z Polski, zauważyłem u nich taką tendencję, że jak nie mają okazji, żeby się pokazać, to przestają dbać o swój codzienny wygląd - przekonuje.

Jak podkreśla Sebastian, podziwia też u swojej żony to, że jest odważna. - Podjęła spontaniczną decyzję o przyjeździe do Polski bez znajomości języka i świetnie sobie poradziła. Bardzo szybko opanowała język polski, po dwóch latach  potrafiła płynnie pisać i mówić - opowiada.

Sebastian zauważa też, że polskie kobiety, w przeciwieństwie do tych ze Wschodu, starają się być maksymalnie niezależne, coraz później decydują się na założenie rodziny, urodzenie pierwszego dziecka. Pilnują, żeby praca nie schodziła na dalszy plan. - Lubię u swojej małżonki to, że jest aktywna zawodowo i pracuje na eksperckim stanowisku w dużej międzynarodowej organizacji, ale jakby miała wybrać, czy skupić się wyłącznie na pracy, na przykład przyjąć awans, czy więcej czasu poświęcić dziecku, to wybrałaby to drugie - mówi. Rezygnacja z awansu przez Inkę nie nadszarpnęłaby znacząco domowego budżetu, bo to Sebastian wnosi do niego na tym etapie więcej. Ma świadomość, że jest dla Inki atrakcyjnym partnerem. - Często spotykam się z tym, że Ukrainki pracują w Polsce na swoich mężów, którzy zostali na Ukrainie, gdzie nic nie robią, tylko korzystają z tego, co im żony przyślą. Ukrainki, które mają dość takiego traktowania, chłoną więc ten zachodni model rodziny. Dla nich nie jest aż tak ważne, żeby mężczyzna był bogaty, ważne, żeby był zaradny życiowo i je szanował - przekonuje.

Męska dominacja

Anita Brzozowska przekonuje, że stereotypy dotyczące Ukrainek wpływają na postrzeganie ich przez polskich mężczyzn. - Utarło się, że kobiety z Ukrainy są zaradne i zadbane. Żona Ukrainka zawsze będzie pięknie wyglądała, do tego przygotuje dobry obiad, zatroszczy się o ognisko domowe, będzie też pracowała zawodowo. Taki obraz Ukrainki dominuje też w mediach i serialach. Jeśli w jakimś przekazie pojawia się kobieta z Ukrainy, to zazwyczaj jest ona albo bardzo ciepła i rodzinna, albo pracowita i kobieca - mówi Brzozowska.

Prof. Włodzimierz Piątkowski przekonuje też, że nie bez znaczenia dla polskich mężczyzn może być to, że Ukrainki wciąż nie są tak bardzo wyemancypowane jak Polki. - Ukraina pod względem ról damsko-męskich jest kilkadziesiąt lat za Polską. Kobieta akceptująca dominację mężczyzny nie stanowi zagrożenia dla jego pozycji. W przeciwieństwie do kobiety żyjącej w stylu zachodnim, nierzadko o wyższych aspiracjach, statusie społecznym, a także materialnym - wyjaśnia.

Studenci z Ukrainy podczas zajęć na jednej z polskich uczelni (fot: Grzegorz Celejewski/ Agencja Gazeta)
Studenci z Ukrainy podczas zajęć na jednej z polskich uczelni (fot: Grzegorz Celejewski/ Agencja Gazeta)

Jak mówi, na Zachodzie, także w Polsce, tradycyjna rola mężczyzny uległa zakwestionowaniu i deprecjacji, kobiety przejmują męskie role i stają się coraz bardziej niezależne i samodzielne. - Narracja, w której pokazuje się kobiety jako agresywne, mocne, zdecydowane, osiągające sukcesy, jest dominująca. Narracja wokół mężczyzn jest z kolei taka, że to albo fajtłapy, nieudacznicy, albo prymitywne samce, które nie kontrolują swoich popędów. Wahadło może odbić w drugą stronę, mężczyźni czują się dyskryminowani. Wielu ma problem ze swoją tożsamością, bo stare role utracili, ale nie wypracowali jeszcze nowych. To oczywiście rodzi konsekwencje, które odczuwają kobiety: mimo że mają dobrą pracę, są atrakcyjne i zaradne, pozostają samotne - mówi Piątkowski. Jak wyjaśnia, małżeństwo Polaka z Ukrainką może być więc próbą odzyskania kobiety zależnej. Jego zdaniem takich małżeństw będzie coraz więcej.

Mężczyzna powinien móc się wykazać

Że świat się zmienił, 31-letni Kuba, absolwent Warszawskiej Szkoły Filmowej, zdał sobie dobitnie sprawę w momencie, w którym został wyzwany przez sąsiadkę, kiedy zaoferował jej pomoc przy wymianie koła samochodowego. Bo przecież ona sobie świetnie poradzi. - Moim zdaniem to smutne - mówi jego 33-letnia żona Nadiya, pochodząca z Dniepru. Do Polski przyjechała na stałe w 2011 r. Już na pierwszy rzut oka nie przypomina stereotypowej Ukrainki - ma krótko ścięte włosy, lubi ubierać się na sportowo. Bardzo ważne jest też dla niej, aby rozwijać się zawodowo - właśnie dostała się na studia reżyserskie w łódzkiej Filmówce, wcześniej ukończyła w Polsce studia graficzne. Nie widzi się też w roli utrzymanki ani gospodyni domowej "na pełen etat", a kiedy Kuba potrzebował pieniędzy na warsztaty operatorskie w Los Angeles, bez wahania zapłaciła za kurs.

- Kobiety powinny walczyć o swoje prawa - o równe płace, dostęp do tych samych stanowisk, możliwość realizowania się w różnych dziedzinach, ale w relacjach damsko-męskich powinny pozostać kobietami, pokazać mężczyznom, że ich potrzebują, że czasem są słabsze, zrobić im przestrzeń na to, żeby mogli się wykazać, wnieśli zakupy do mieszkania czy wbili gwóźdź w ścianę. Ja uwielbiam, jak Kuba coś dla mnie robi. Dlatego też się w nim zakochałam. Bo był opiekuńczy, wspierał mnie, chciał uczestniczyć w moim życiu, zawsze dzielił się ze mną swoją wiedzą. To, że mężczyzna chce pomóc kobiecie, nie oznacza, że uważa ją za gorszą. Wiadomo, że wszyscy jesteśmy w stanie wszystko zrobić sami. Tylko po co? - mówi.

- Dla mnie to ważne, żeby czuć się mężczyzną - mówi Kuba. - Zdarza się, że zadzwonię do Nadyi w środku dnia i upewnię się, że zjadła obiad. Często przypominam jej, żeby odpoczęła, coś jej ugotuję, gdy jest skoncentrowana na pracy. Kiedy ja wracam po 12 godzinach spędzonych na planie filmowym, też mogę liczyć na to, że w domu będzie coś do zjedzenia. Nadyia wsparła mnie finansowo, gdy robiłem duży krok w karierze, w tej chwili jestem przygotowany na to, że to ja będę utrzymywał rodzinę przez co najmniej trzy lata - opowiada.

U13.05.2019 Dolhobyczow . Przejscie graniczne .Fot. Krzysztof Mazur / Agencja Gazeta
Przez polski rynek pracy przewija się 1,2 mln Ukraińców (fot. Krzysztof Mazur / Agencja Gazeta)

Para nie wyklucza, że kiedyś w ich domu pojawią się dzieci. - Pewnie stanie się to tak samo niespodziewanie, jak wiele innych rzeczy w naszym życiu - śmieje się Nadiya i podaje przykład: ślub wzięli w Las Vegas, o tym, że go planują, nie powiedzieli nawet najbliższej rodzinie.

Nadiya jest przekonana, że jeśli urodzi dziecko, całkowicie odda się jego wychowaniu. - Na pewno nie będzie tak, że po kilku tygodniach pobiegnę do pracy. Poświęcę się rodzinie i będę czerpać z tego satysfakcję, będę się starała być najlepszą matką. Jestem pewna, że Kuba będzie świetnym ojcem.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Więcej o:
Komentarze (830)
Polscy mężczyźni żenią się z Ukrainkami. W drugą stronę to nie działa. Socjolog: To zjawisko mnie nie dziwi
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: perez

    0

    Jak żenić się, to tylko z Białorusinką lub Ukrainką, wtedy będziesz miał normalny dom i normalną żonę, natomiast absolutnie nie z Polką.
    Z resztą Polkom niepotrzebny facet, im wystarczy dobra praca, pieniądze i wiibrator ;-).

  • Gość: zagwozdka

    Oceniono 1 raz 1

    Ciekawe, że pod artykułami w zakładce ,,Kobieta" wypowiada się tylu chłopków... I kiedy oni to robią, w pracy, czy w przerwach między karmieniami? :D

  • Gość: Selena

    0

    Ten pan o ktorym glosno tez byl zwiazany z Ukrainka.
    Moze jakis aneks do wywiadu i obfitych komentarzy?

  • Gość: Lukas

    0

    Podobnie jest w Holandii. Wielu Holendrów wiąże się z Polskimi kobietami . A nigdy nie spotkałem się żeby Polak był z Holenderką... wręcz wydaje mi się że one (holenderki) uważają nas Polaków za "gorszych "

  • Gość: Marta

    Oceniono 1 raz -1

    Naukę na Ukrainie rozpoczyna się w wieku sześciu lat? Bzdury. Naukę się rozpoczyna w wieku siedmiu lat, a trwa ona przez 11 lat: 4 lata trwa okres nauczania w szkole podstawowej, 7 lat w szkole „starszej”.

  • Gość: Bartek

    Oceniono 7 razy 3

    Hmm mieszkałem w akademiku z ukraikacje unkami, po pierwsze te co przyjeżdzaja do Polski sa juz z bogatych rodzin i musza sporo płacic za edukacje u nas, po drugie nikt w akademiku sie tak nie sypał jak one. Może i ładne ale z wiernością kiepsko, tylko gdy pojawi sie lepsza partia to robia skok w bok.

  • Gość: Kinga

    Oceniono 9 razy 3

    Ale bzdura jesli idzie o przyczyny tego faktu, po prostu Polacy maja wyzszy status ekonomiczny, owszem na poczatku zwiazku staraja sie byc partnerami, ale pozniej pokazuja swoje prawdziwe leniwe oblicze, Polki dojrzaly do zwiazkow oartnerskich, ale rowniez potrafia wykonywac wszeljie domowe prace, a polscy mezczyzni nadal poszukuja sluzacych, wiec wybor pada na Ukrainki, a Polki jako partnerki sa bardzo cenione na Zachodzie, gdzie trend jest zdecydowanie odwrotny, Polki tak, a Polacy nie. Ale tam juz funkcjonuje model razem pracujemy, razem mamy obowiazki w donu. Polscy panowie niestety chca pracujacych oartnerek, ale na dwoch etatach, oraca, dom. I tyle w temacie.

  • rumpa

    Oceniono 4 razy 0

    Trochę mnie to przybiło... te komentarze. Z jednej strony kobiety, dążące za wszelką ceną do poprawy swego życia, z drugiej faceci, którzy ciągle słyszą, że są za kiepscy. Tzn nie są ogólnie za kiepscy, tylko za kiepscy na kobiety, których pożądają. Bo przecież jeden z drugim się nie zniży do "paszteta", który by ich kochał i dla którego byłby całym światem. Opcja poprawy własnej jakości oczywiście nie wchodzi w grę. Kobiety wolą być same, niż z panem poniżej aspiracji, owszem , pomarudzą, ale jak popatrzą na koleżanki, to im przechodzi. Kot przynajmniej mruczy, jak się go głaszcze.
    Obie strony jakieś nabuzowane, bez chęci kontaktu - pieprzenie to nie kontakt , bez zrozumienia, nadęte i co to nie oni/one.
    Kobiety rozczarowane, mężczyźni pogardliwi - prawie mnie zatkało, jak jeden pajac mi napisał, że i tak na kolanach będę brała do dzioba, coś w ten deseń. Lepiej być samej, niż z kimś takim :(((
    Jak dla mnie - porażki wychowawcze swoich rodziców, wychowanie przemocowe, brak nastawienia na kontakt z drugim człowiekiem, brak miłości, brak zrozumienia,chęć wykorzystania - po obu stronach, wpisane wewnętrznie używanie drugiej osoby do realizacji swojej wizji, marzenia i jednocześnie kompletny brak szacunku dla potrzeb tego innego człowieka - w tym własnych dzieci. Raczej wątpię, aby drogowe chamy inaczej traktowały bliskich.
    I to cholerne,żałosne, wieczne poczucie krzywdy połączone z totalnym lenistwem moralny przejawiającym się brakiem szukania rozwiązań i odpowiedzi na swoje problemy - w sobie.

    A przede wszystkim: brak poczucia humoru - przede wszystkim na tle własnej osoby. Nabijać się z innych jest łatwo, spojrzeć na siebie z przymrużeniem oka - znacznie trudniej. Dla niektórych to niewykonalne. Moja matka nauczyła się tego już po 60tce.

  • Gość: JA

    Oceniono 4 razy -2

    "I nie traktował jej jak służącej [...] Najpierw pracowała jako psycholog z dziećmi, potem z uchodźcami. Teraz jest recepcjonistką w jednym z warszawskich hoteli." HAHAHA

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX