"Mąż znęcał się nad nią psychicznie i fizycznie. Wyznała mi: Zostanie samotną matką było najlepszą decyzją w moim życiu"

Ewa Jankowska
Po publikacji rozmowy o tym, jak się rozstać, seksuolog i psychoterapeuta Michał Pozdał otrzymał prawie 300 mejli od czytelników. Przyznaje: Od 15 lat współpracuję z mediami i jeszcze czegoś takiego nie widziałem.

Co ludzie piszą?

Przede wszystkim dziękują mi za to, że powiedziałem, że rozstanie może być czymś dobrym. Opowiadają o tym, jak się rozstali, albo że są w trakcie rozwodu, zwierzają się, że mieli ogromne poczucie winy, ale jednocześnie czują, że to było najlepsze, co mogli zrobić. I cieszy ich, że w końcu ktoś mówi, że decyzja o rozstaniu może być właściwa.

'Ludzie potrzebują autorytetu, który powie im, że to, co czują, jest OK' (fot: Agencja Gazeta)
'Ludzie potrzebują autorytetu, który powie im, że to, co czują, jest OK' (fot: Agencja Gazeta)

To bardzo miłe dostawać tyle mejli, z drugiej jednak strony zadziwia mnie, że ludzie potrzebują autorytetu - bo w takiej roli zostałem obsadzony - który potwierdzi, że to, co czują, jest OK. Bo nie ufają sobie. Mam wrażenie, że my - psychoterapeuci -  zaczęliśmy funkcjonować w świadomości ludzi jako ci, co wiedzą lepiej. I muszę przyznać, że też mi się kiedyś wydawało, że wiem lepiej. Doskonale pamiętam, jak na jednej z superwizji [spotkania z doświadczonym specjalistą; są potrzebne psychoterapeucie w prawidłowym zrozumieniu i poprowadzeniu procesu psychoterapii - przyp. red.] podzieliłem się z moim superwizorem refleksją, że mój pacjent znów pakuje się w kłopoty i wchodzi w związek, który się nie uda. On odpowiedział: A co ty, ku**wa, możesz wiedzieć?

Miał rację! Ja nie jestem wróżką, która przepowiada przyszłość, nie wiem, co się wydarzy za pięć lat, jakie będą konsekwencje decyzji, które podejmie mój pacjent. Inaczej jest oczywiście w sytuacji, w której widzę, że w związku dochodzi do przemocy, ale to jest fakt, który mogę stwierdzić. W innych przypadkach naprawdę nie potrafię nic na sto procent orzec, nie jestem Bogiem. A ludzie mają tendencję do przeceniania roli psychoterapeutów.

To co po ci psychoterapeuci są?

Żeby pomóc człowiekowi zrozumieć to, czego naprawdę pragnie, jakie ma potrzeby, i pomóc mu być bardziej sobą. To ludzie są ekspertami od swojego życia, nie my. To oni wiedzą więcej o sobie niż ktokolwiek inny. Psychoterapeuta może konfrontować pacjenta z różnymi mechanizmami, ale nie ma prawa mu powiedzieć, co będzie dla niego lepsze.

Druga sprawa - utarło się, że na psychoterapię małżeńską czy par chodzi się po to, żeby coś naprawiać. W żadnej szkole psychoterapii, na żadnym szkoleniu, na jakim byłem, nie pojawiała się narracja, żeby związek ratować za wszelką cenę. Psychoterapeuci uczeni są wręcz, żeby konfrontować pacjentów z tym, że terapia może nie doprowadzić do naprawy związku, ale właśnie do rozstania.  

Z jakimi historiami rozstań ludzie się z panem dzielili po naszej rozmowie?

Pisze do mnie wiele kobiet w wieku 55-60 lat. Prawdopodobnie przypadek mojej 61-letniej pacjentki, która dopiero po pogrzebie męża odżyła, wyzwolił tyle emocji w starszym pokoleniu.

Coraz więcej osób po 60. roku życia się rozwodzi (fot: Shutterstock.com)
Coraz więcej osób po 60. roku życia się rozwodzi (fot: Shutterstock.com)

Wśród osób, które się odezwały, była pani około sześćdziesiątki, która żyła z mężem alkoholikiem. Sama była współuzależniona, chodziła na terapię i wciąż przy nim trwała. Oboje należeli do ruchu pielgrzymkowego. On co roku szedł na pielgrzymkę do Częstochowy i obiecywał, że przestanie pić, więc jej tym trudniej było go zostawić. W końcu powiedziała "dość" i odeszła. Konsekwencje były takie, że odwróciło się od niej jej dwóch dorosłych już synów, bo jak mogła zostawić ojca w takim stanie - jego organizm był już tak wyniszczony przez alkohol, że mężczyzna wymagał opieki hospicyjnej. Mimo to pisała, że odejście od niego było najlepszą rzeczą, jaką mogła w życiu zrobić, bo zrobiła to dla siebie.

W Polsce takich badań nie znalazłam, ale według amerykańskich rośnie liczba rozwodów właśnie po 60. roku życia. Socjologowie łączą to z faktem, że coraz dłużej żyjemy.

I to jest na pewno ważny czynnik - w tej chwili 50-60-latkowie nie czują się i nie wyglądają też często na "swoje lata", są aktywni, chcą korzystać z życia. Ten 50., 60. rok życia jest też kluczowy, biorąc pod uwagę dynamikę życia rodzinnego. Jeżeli ślub był przed trzydziestką, od razu pojawiły się dzieci, to po 50. roku życia rodzina wchodzi w fazę pustego gniazda - bardzo trudny moment dla małżeństw, które nie były udane. Nagle okazuje się, że jak nie ma dzieci - nie ma kogo wozić do szkoły, komu prać ubrań, gotować posiłków, z kim jeździć na wakacje i komu robić awantury o palenie papierosów - to nie ma nic, co mogłoby małżeństwo spajać. I w konsekwencji jest tak, że on po pracy idzie oglądać telewizję do sypialni, a ona do kuchni, bo nie mają o czym ze sobą rozmawiać.

Pisały przede wszystkim kobiety?

Mężczyźni też. Napisał do mnie na przykład pan, który odszedł od żony, bo miał wrażenie, że ona go nie kocha. Nie miał żadnych dowodów, że rzeczywiście tak jest, ale tak czuł, więc postanowił się z nią rozstać. Pisał, że wszyscy wieszali na nim psy za to, co jej zrobił. Bardzo się zdziwili, gdy okazało się, że jego była żona związała się z kobietą.

'Rozstał się ze swoją żoną - czuł, że go nie kocha, potem ona związała się z kobietą' (fot: Shutterstock.com)
'Rozstał się ze swoją żoną - czuł, że go nie kocha, potem ona związała się z kobietą' (fot: Shutterstock.com)

To nie znaczy, że go nie kochała.

Może jednak nie tak bardzo? A może nie tak, jak on chciał być kochany? Może kochała go jak przyjaciela, a nie mężczyznę? Może nie patrzyła mu w oczy, jak uprawiała z nim seks, albo go nie pożądała? Osoby homoseksualne egodystoniczne - a to mógł być taki przypadek - nawet przed sobą się nie przyznają, że mogą być innej orientacji, bo ta jest przez nich nieakceptowana. A partner często czuje, że coś jest nie tak. A potem taka żona znajduje u swojego męża w telefonie zainstalowaną aplikację randkową dla gejów i mówi: Wiedziałam! Nieraz słyszałem taką historię.

Coś łączy te opowieści, które dotarły do pana po publikacji?

Ich wspólnym mianownikiem jest to, że często konsekwencją rozstania jest odtrącenie osoby, która podjęła taką decyzję, przez bliskich, rodzinę. Że spotyka się ona z krytyką znajomych, otoczenia. Jedna kobieta napisała, że przez lata tworzyła z mężem parę pozornie idealną - wszyscy wokół byli przekonani, że są wzorem do naśladowania, że zawsze będą razem. Gdy postanowiła się z mężem rozstać, znajomi się na nią poobrażali.

Nic dziwnego, że ludzie boją się rozstawać. Tracą nie tylko osobę, z którą byli związani często przez lata, ale ryzykują, że stracą wszystkich wokół.

Tak, i jest to zapewne szczególnie powszechne w środowiskach konserwatywnych, gdzie rozstanie nie jest akceptowalne. Może być też tak, że ludzie nie potrafią poradzić sobie z tym, że ktoś zburzył ich światopogląd, więc reagują odrzuceniem. Jestem przekonany, że cały czas jesteśmy na wskroś przesiąknięci tymi cholernymi mitami i opowieściami o pięknej, romantycznej miłości aż po grobową deskę. Wiele osób chce w to wierzyć, i wierzy, więc jeśli w ich najbliższym otoczeniu taka idealna miłość się kończy, pojawia się zgrzyt, dysonans. I lęk, że świat jest niepewny i nieuporządkowany, a więc nie jest tak, że związki są stabilne, że ludzie są z jedną osobą do końca życia czy że jak się w końcu zdobędzie ciepłą posadkę, to już się na niej zostanie aż do emerytury. Świat się zmienił.

W naszej rozmowie skupiliśmy się na związkach, w których nie ma dzieci. Czy w wiadomościach, które pan dostawał, pojawiały się historie par z dziećmi?

Kilka osób napisało mi, że rozstanie - fajnie, ale jak są dzieci, to nie jest to takie proste. I rzeczywiście, jak wspomniałem w poprzedniej rozmowie z panią, o wiele łatwiej i szybciej rozstać się, gdy dzieci nie ma. Często spotykam się z takimi sytuacjami w swojej pracy, że mężczyzna, mimo bycia w separacji z żoną czy planowania rozwodu, wciąż nie wyprowadza się z domu, bo wie, że jak to zrobi, żona uniemożliwi mu albo będzie mu utrudniać kontakt z dziećmi.

Nieraz słyszałam, jak ludzie, którzy nie byli ze sobą szczęśliwi, mówili: Dla dobra dzieci zostaniemy razem, poczekamy, aż dzieci skończą 18 lat.

To jest standard. Ja mam do takich stwierdzeń bardzo podejrzliwy stosunek, bo łatwiej zwalić na dzieci, niż wziąć sprawy w swoje ręce, dogadać się i się rozstać, podjąć niezależną decyzję. Słyszę czasem od niektórych pacjentów, że tak, rozstaną się, ale to w styczniu, teraz nie mogą, bo Boże Narodzenie za pasem. Potem przychodzi styczeń i znów przekładają decyzję na później, bo ferie, a po feriach - bo Wielkanoc. No to w końcu kiedy?

To ważne, żeby kierować się dobrem dzieci, ale wiadomo przecież, że dziecko będzie się lepiej wychowywać z rodzicem, który jest zadowolony i szczęśliwy, a nie w związku, w którym jest pustka, przemoc, kłótnie, w którym ludzie ciągle się ranią.

Ludzie często trwają w związkach ze względu na dzieci (fot: Shutterstock.com)
Ludzie często trwają w związkach ze względu na dzieci (fot: Shutterstock.com)

Czyli pozostawanie w nieszczęśliwym związku dla dzieci nie jest heroizmem?

Napisała do mnie kobieta, nad którą mąż znęcał się psychicznie i fizycznie. Wybaczała mu za każdym razem. Ostatni raz pobił ją, gdy była w zaawansowanej ciąży - bo coś mu się nie spodobało. Odeszła od niego po narodzinach dziecka. Napisała, że zrobiła to dla synka, żeby nigdy nie widział przemocy, aby go uchronić. Obecnie syn ma 10 lat, nie zna biologicznego ojca, a jego tatą i wzorem jest obecny partner mamy. Na końcu podsumowała: Zostanie samotną matką było najlepszą decyzją w moim życiu.

Dla mnie to jest wyraz heroizmu.

Inna kobieta - podobnie. Miała dwie córki i męża, który się nad nią znęcał. Po kilku latach zdecydowała się z nim rozstać i zabrać dziewczynki. Oczywiście była szczęśliwa, że to zrobiła. Odpisałem jej, że jej gratuluję, że dała świetny przykład córkom, że należy walczyć o siebie, nie wytrzymywać upokorzenia, cierpienia, wychodzić ze związku, który jest dla nas zły, nie dawać się tak traktować.

W komentarzach pod wywiadem pojawiało się często sformułowanie, i w naszej rozmowie też ono padło, że kiedyś to się nad związkiem pracowało, a dziś się szuka nowych, bo tak łatwiej. Zaczęłam się zastanawiać, czy naprawdę kiedyś się tak nad związkami pracowało. Mam wrażenie, że pojęcie "pracy nad związkiem" to raczej twór ostatnich lat.

Coś nam się rzeczywiście pomieszało. Praca nad związkiem wyglądała inaczej 30, 40 lat temu. Role kobiety i mężczyzny w rodzinie były zupełnie inne. Uświadamiają mi to głównie panie, z którymi pracuję, a które pobierały się w tamtych czasach. Przyznają, że przeważnie miały bardzo mało do powiedzenia.

Wiele osób ani nie naprawiało związków, ani się nie rozstawało - nic z nimi nie robili. Choć oczywiście były też pary, które pokonywały kryzysy. Dziś łatwiej się rozstać niekoniecznie pod względem emocjonalnym, ale przede wszystkim ekonomicznym, bo żyjemy inaczej, większość z nas pracuje, ma o wiele większe możliwości niż kiedyś, żeby zorganizować sobie samodzielny byt.

Ludzie często odczuwają silny lęk przed rozstaniem (fot: Shutterstock.com)
Ludzie często odczuwają silny lęk przed rozstaniem (fot: Shutterstock.com)

Wyobrażam sobie jednak, że mogą być osoby, które żałują, że podjęły decyzję o rozstaniu.

Wiadomości z takimi historiami nie otrzymałem. Ale oczywiście, znam osoby, które czuły, że popełniły błąd na jakimś etapie związku, co doprowadziło do rozstania - zdradzili albo za bardzo skupili się na karierze. Dopiero po fakcie zdali sobie sprawę z tego, co stracili. Są też tacy, którzy mają wyidealizowany obraz swojej pierwszej miłości i nie potrafią się pogodzić z tym, że ją utracili. Nie spotkałem się jednak z sytuacją, żeby ktoś, kto jest w udanym, wieloletnim związku, faworyzował swoją wcześniejszą relację. Raczej jest tak, że związek, który trwa latami, w którym pojawiają się problemy, ale jest on w indywidualnym bilansie satysfakcjonujący, to ten najlepszy związek.

A co z lękiem przed rozstaniem? Czy ludzie mają obawy przed tym, co będzie, jak zostaną sami?

Oczywiście, lęk odgrywa tu kluczową rolę. Nikt przecież nie zagwarantuje, że po rozstaniu będzie lepiej. Ale właśnie w tym tkwi sedno, że dopiero wtedy to "lepiej" może się wydarzyć. Nie każdy jednak podejmie to ryzyko.

Michał Pozdał, seksuolog i psychoterapeuta (fot: materiały prasowe)
Michał Pozdał, seksuolog i psychoterapeuta (fot: materiały prasowe)

mgr Michał Pozdał. Psychoterapeuta, seksuolog, wykładowca na Uniwersytecie Humanistycznospołecznym SWPS. Naukowo interesuje się ludzką seksualnością, we wszystkich jej aspektach, psychoterapią psychodynamiczną i systemową oraz kulturą masową. Jest założycielem Instytutu Psychoterapii i Seksuologii w Katowicach. Zajmuje się pracą z osobami oraz parami doświadczającymi trudności w życiu seksualnym. Od kilku lat prowadzi spotkania psychologiczne w ramach projektu Strefa Młodzieży Uniwersytetu SWPS. Współautor książki "Męskie sprawy" (2016) poświęconej m.in. kryzysowi męskości.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Więcej o:
Komentarze (205)
'Mąż znęcał się nad nią psychicznie i fizycznie. Wyznała mi: Zostanie samotną matką było najlepszą decyzją w moim życiu'
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Pan Cernik

    Oceniono 32 razy -16

    Tak jest, Gazeta jak zwykle swoje: "rozwody są fajne", "aborcja jest OK", "studentki mają sponsorów", "galerianki robią laskę za doładowanie telefonu", homopropaganda i tak dalej... Przewidywalne aż do wyrzygania...

  • gr_ub_y

    Oceniono 29 razy -13

    W sąsiednim bloku mieszka małżeństwo. On zatwardziały kodowiec, handlowiec w mercu klasy S. Ona baba bez wyrazu, emerytowana nauczycielka, podporządkowana całkowicie swojemu panu. Cały czas łazi posiniaczona. Ostatnio tłumaczyła, że to mąż gwałtownie hamował i się potłukła w mercu.

    Podeśle im dzisiaj te dobre rady wujka Gazety.

  • denoer

    Oceniono 20 razy -12

    Para lesbijek zamordowała 9-letniego chłopca. Wcześniej go wykastrowały
    Brazylijska policja aresztowała Rosanę da Silva Candido i jej partnerkę Kacylę Damasceno Pessao. Kobiety są oskarżone o brutalne morderstwo syna Candido i o to, że rok wcześniej go wykastrowały.

    Candido pięć lat temu straciła prawo do opieki nad swoimi dziećmi. Kobieta jednak nie miała zamiaru ich oddać byłemu mężowi – porwała syna Rhuana, który miałby teraz 9 lat, i jego młodszą siostrę i zaczęła się ukrywać ze swoją kochanką Pessao. Ojciec dzieci zgłosił sprawę na policję ale ta nie była w stanie ich znaleźć.

  • stop.polonizacji.europy

    Oceniono 18 razy -10

    Zawsze mnie zastanawiają te "historie pacjentów", większość wystarczająco szczegółowych by sami się rozpoznali, sporo takich, które mogą być rozpoznane przez innych bohaterów historii a nawet rodziny czy znajomych. Pytanie czy etycznym jest ujawniać takie historie lub czy etycznym jest je zmyślać?

  • muminos1

    Oceniono 18 razy -10

    a po co za niego wychodziła ? na bank było milion powodów wynikających z jego zachowania. jego rodziców itp - powodów żeby powiedzieć nie. Po dwóch latach bycia ze sobą w każdego wyjdą jego zachowania. tak mówia psychologowie. Dwa lata potem ślub.

  • Gość: hermilion

    Oceniono 22 razy -8

    sprzedawanie polakom latwego i milego rozwodu. gó... prawda - dzieci cierpią, ludzie w wiekszosci wolą po kilku latach aby wybrali inaczej, a nowy partner najczesciej nie jest lojalny.

    na zachodzie to oczywistość jaka przeżyło pokolenie genx i milenialsow ze swoimi rozwiedzionymi rodzicami a teraz nie chce tego losu - i albo zeni sie na powaznie albo wcale.

    Ale wiadomo kto zlecił taki artykuł i zarobi na tym - terapeuta, prawnik i państwo.

  • gggrrr

    Oceniono 11 razy -7

    Nigdy nie mogłam zrozumieć najczęściej kobiet (,choć pokrzywdzonymi są i mężczyzni),którzy twierdzili,że ktoś je bije,żle traktuje na przykład ...25lat.Na co one czekały?Czy czasami myślały co widzą i czują ich dzieci?Można zrozumieć ,że wyprowadzka z dnia na dzień i poprzestawianie całego życia swojego i dzieci nie jest możliwe z dnia na dzień .Zgoda.Ale tkwić w beznadziei latami i jeszcze dawać zgodę,żeby dzieciaki były świadkami trudnych sytuacji albo przemocy ,żeby "rosły" razem z nimi ???Najgłupsze wytłumaczenie jakie słyszałam w sytuacjach,gdzie ktoś mimo wszystko nie decydował się na rozstanie to:"żeby dzieci miały ojca(albo matke),żeby nie rozbijać rodziny".Czy rzeczywiście ktoś tu mądrze kocha swoje dzieci i choć odrobinę szanuje siebie i swoją rodzine?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX