'Nie ma dobrego momentu na rozstanie, kiedy są dzieci. Rodzice zawsze szukają pozytywnych stron swojej decyzji'

Ewa Jankowska
- W systemie rodzinnym dziecko jest lustrem, w którym wszystko się odbija. Jeśli coś się dzieje nie tak, dziecko to wyczuje - mówi psycholog dziecięcy Marta Majorczyk. Jej zdaniem z perspektywy dziecka nie ma dobrego momentu na rozstanie rodziców, a w Polsce w dalszym ciągu "dobre rozstanie" jest rzadkością. Rodzice o dziecku często zapominają.

Sądy w Polsce coraz czę47;ciej przyznają opiekę nad dziećmi nie tylko matce, ale również ojcu. Według danych GUS w 2015 r. wspólnie pieczę mogło sprawować ok. 13 tys. par. Dwa lata później ta liczba wzrosła już do ponad 20 tys.

Na Zachodzie opieka naprzemienna jest już normą. U nas staje się coraz bardziej powszechna. Wciąż jednak zazwyczaj mężczyźni wyprowadzają się z domów, a dziecko zostaje przy matce, i to jej najczęściej przyznawana jest pełna opieka. Według danych GUS około 4 proc. ojców otrzymuje wyłączną opiekę, najczęściej w sytuacjach, w których matka jest osobą silnie dysfunkcyjną - upośledzoną, cierpiącą na chorobę alkoholową.

Nie mam gotowej odpowiedzi, czy opieka naprzemienna to dobre czy złe rozwiązanie dla dziecka. Na pewno wymaga dużego poświęcenia ze strony rodziców. Sądy w Polsce coraz częściej przyznają opiekę nad dziećmi nie tylko matce, ale również ojcu. 

W Polsce z roku na rok jest coraz więcej rozwodów (fot: Michał Łepecki/Agencja Gazeta)
W Polsce z roku na rok jest coraz więcej rozwodów (fot: Michał Łepecki/Agencja Gazeta)

Dlaczego?

Organizacja takiej opieki nie jest prosta. Zwykle po rozwodzie jedno z rodziców musi zmienić miejsce zamieszkania, nierzadko musi wynająć takie lokum, żeby zapewnić odpowiednią przestrzeń dla dziecka.

Drugi problem polega na tym, że skoro dziecko ma dwa domy, to zaczyna funkcjonować w dwóch różnych systemach. W każdym domu są zazwyczaj trochę inne zasady, więc dziecko musi się jakoś do nich dostosować, zaakceptować je. Może pojawić się bunt lub próby manipulowania rodzicem, żeby ugrać coś dla siebie. Wtedy najczęściej padają argumenty typu: Bo mama mi pozwoliła, więc dlaczego ty mi nie pozwalasz. Dziecko ma po prostu mętlik w głowie, bo u taty robi się tak, a u mamy tę samą rzecz już zupełnie inaczej, co może spowodować, że w przyszłości dziecko będzie miało problem z podejmowaniem decyzji w określonych kwestiach.
Rodzice muszą więc dopilnować, aby pewne obszary funkcjonowania dziecka były takie same i w jednym domu, i w drugim.

Jest pani zwolenniczką jakiejś formy opieki nad dzieckiem po rozstaniu?

Nie, bo to, co będzie dla niego lepsze, zależy od wielu czynników, między innymi od jego wieku i rozwoju, typu temperamentu, stanu zdrowia. To jego trzeba wysłuchać i dowiedzieć się, w jakich obszarach potrzebuje wsparcia. Nie chodzi o to, żeby pytać: Z kim chcesz mieszkać - z mamą czy z tatą? Czasem warto iść do psychologa lub mediatora, który na chłodno spojrzy na sytuację rodzinną i pomoże rodzicom zrozumieć, co w danym momencie będzie dla dziecka najlepsze.

Dzieci mogą odczuć ulgę po rozstaniu rodziców, bo skończą się kłótnie (fot: Shutterstoco.com)
Dzieci mogą odczuć ulgę po rozstaniu rodziców, bo skończą się kłótnie (fot: Shutterstoco.com)

O co jeszcze nie można dziecka absolutnie pytać?

Którego rodzica bardziej kocha, z kim bardziej chce jechać na wakacje czy spędzić święta. Tak naprawdę o wszystko, co stawia je przed koniecznością wyboru jednego rodzica.

Niestety, rodzice często myślą nie z perspektywy dziecka, ale swojej. Biorą pod uwagę tylko to, co im się wydaje, że dla dziecka będzie najlepsze, nie słuchają, co ono próbuje im powiedzieć. Na przykład mamie się wydaje, że dziecku będzie dobrze u taty, a ono ma potrzebę być w danej chwili blisko z mamą.

Często, niestety, jest tak, że dziecko po prostu mówi, że chce, aby tata i mama byli razem, i trzeba mu wtedy wytłumaczyć, że tej potrzeby nie jesteśmy w stanie zaspokoić. Tłumaczymy mu, co jest możliwe, a co absolutnie nie.

A czego dzieci zazwyczaj chcą najbardziej?

Każde dziecko chce, żeby rodzice byli razem.

A jeśli samo widzi i czuje, że sytuacja w domu jest napięta, że rodzice się nie kochają, nie przytulają, nie darzą się szacunkiem? Zakładam, że może być również zwolennikiem rozstania.

Zazwyczaj starsze dzieci są zdolne do takiej refleksji. Młodsze, w wieku przedszkolnym, nie rozumieją, co to jest miłość, małżeństwo, zdrada. To dla nich pojęcia abstrakcyjne, które zaczynają rozumieć dopiero w wieku szkolnym.

Starsze dzieci wchodzą też w zupełnie inną rolę niż młodsze, gdy dochodzi do konfliktów między rodzicami - mogą być świadkami konfliktu i rozstania albo uczestniczyć w kłótniach między mamą i tatą. Dziecko może być posłańcem, czyli przekazywać wiadomości między jednym rodzicem a drugim. Może być mediatorem, czyli tłumaczyć jednego rodzica przed drugim. Sojusznikiem jednej strony albo jej emocjonalną podporą, na przykład gdy ojciec zdradził i mama potrzebuje wsparcia, więc wypłakuje się swojej córce albo synowi. Syn może np. zacząć wchodzić w rolę partnera mamy, kiedy została porzucona. Może mu być potem trudno się z takiej bliskiej relacji z matką wywikłać.

Dziecko może też być decydentem, sędzią, gdy rodzice próbują przerzucać na niego odpowiedzialność za losy rodziny. Ale może być też kozłem ofiarnym, na którym rodzice odreagowują swoje emocje. A także uciekinierem, gdy już ma dość sytuacji w domu i z niego znika. Jeśli w rodzinie są małe dzieci, to dziecko starsze zazwyczaj przejmuje opiekę nad rodzeństwem.

A jak rozstanie przeżywają te młodsze dzieci, które jeszcze wszystkiego nie rozumieją?

To zależy, jak przebiega proces rozstania. Najczęściej jednak rodzice zapominają o tym, że dziecko też jest jego częścią, nic mu nie tłumaczą, i trafiają do psychologa dopiero, kiedy ono już sprawia kłopoty lub ma objawy psychosomatyczne - problemy ze snem, bóle głowy, brzucha, jest agresywne, samookalecza się, ma problemy w szkole, w kontaktach z rówieśnikami, obniżyły się jego wyniki w nauce. Dziecko może też stać się płaczliwe, smutne, z aktywnego i towarzyskiego stać się wycofane, rezygnujące z interakcji. Może się też stać "przylepą" Albo wykazywać regres w rozwoju - mieć znów problemy z adaptacją w przedszkolu, na powrót moczyć łóżko, ssać kciuk. Dziecko szkolne może unikać tematów związanych z domem, wstydzić się sytuacji w rodzinie, nie zapraszać do siebie rówieśników, unikać przebywania w domu. Albo mówić otwarcie, że tęskni za jednym z rodziców, albo że boi się, że utraci też drugiego.
W systemie rodzinnym dziecko jest lustrem, w którym wszystko się odbija. Jeśli coś się dzieje nie tak, dziecko to wyczuje i na to w jakiś sposób zareaguje.

Czy rozstanie rodziców może mieć dobry wpływ na dziecko?

Może ono na pewno odczuć ulgę, bo skończą się kłótnie, nieporozumienia. Jeśli w domu była przemoc, której było świadkiem albo i ofiarą, rozstanie rodziców jest często jedynym sposobem na jej przerwanie. Potem oczywiście pojawia się kwestia kontaktów dziecka ze sprawcą przemocy. Z mojego doświadczenia wynika, że większość dzieci nie chce z takim rodzicem utrzymywać kontaktu.

Bez względu jednak na to, czy rodzice będą w związku formalnym czy nieformalnym, ich rozstanie zawsze będzie negatywnym doświadczeniem w życiu dziecka.

Mówi się, że najlepiej rozstać się wtedy, kiedy dzieci są jeszcze bardzo małe albo dopiero, kiedy są już odchowane i mają swoje życie. Czy - patrząc z tej perspektywy - jest jakiś moment, w którym lepiej się rozstać?

Rodzice starają się zawsze szukać pozytywnych stron decyzji o rozstaniu, ale dla dziecka nie ma dobrego momentu na taki krok. Zawsze, choć w każdym wieku inaczej, będzie ono przeżywało rozpad związku rodziców, nawet jak już będzie dorosłe i będzie miało swoje życie.

Na przykład - dziecko przez kilkanaście lat żyło w przekonaniu, że rodzice stanowią trwały związek. A nagle podejmują decyzję, że to koniec. Dziecko, choć już niezależne i samodzielne, musi zderzyć się z faktem, że coś, co w jego świadomości było niezniszczalne, się rozpada. Może zwątpić w trwałość bliskiej relacji w ogóle, stać się nieufne wobec ludzi próbujących się do niego zbliżyć. Często jest tak, że osoby, które przeżyły rozwód rodziców, powtarzają, że
"mężczyznom/kobietom nie można ufać, bo zdradzają". Zdarza się też, że tworząc własne związki, będą, całkiem nieświadomie, wchodzić w rolę zdradzającego albo zdradzanego.

Psycholog: Wciąż jest bardzo mało par, które podeszły do rozstania w naprawdę dojrzały sposób (Shutterstock.com)
Psycholog: Wciąż jest bardzo mało par, które podeszły do rozstania w naprawdę dojrzały sposób (Shutterstock.com)

Dziecko może mieć pretensje do rodziców, że wzięli rozwód albo w jakim stylu to się działo. Albo przeciwnie - że tkwili w toksycznej relacji, co powoduje, że ono dziś ma problemy ze stworzeniem udanego związku. Dzieci są wnikliwymi obserwatorami, przejmują męskie i żeńskie wzorce zachowań od rodziców. Jeżeli oni prowadzili między sobą "gry małżeńskie", ich dorosły potomek w swojej relacji z partnerem może te wzorce nieświadomie powielać, bo to najbardziej mu dostępne strategie działania, innych nie zna. To widać na rodzinnym genogramie - drzewku, które pokazuje strukturę rodziny, ale też relacje w niej. Podczas analizy takiego drzewka często wychodzi na jaw, że te same problemy pojawiały się w kilku pokoleniach wstecz.

Jak jeszcze rozstanie rodziców może wpłynąć na dziecko?

Są dzieci, które będą chciały zrobić wszystko, żeby nie być jak rodzice, nie stworzyć dysfunkcyjnej relacji. Zaczną nad sobą pracować i robić pewne rzeczy inaczej - uda im się to albo nie. Inne na przykład stwierdzą, że w ogóle nie nadają się do związku.

Nie tylko rodzice muszą odbyć żałobę po rozstaniu, dziecko również musi to przepracować i zrozumieć, dlaczego tak się stało, dlaczego rodzice podjęli taką decyzję.

Czy jest wielu rodziców, którym udaje się w modelowy sposób przejść ten proces rozstania i tym samym uchronić dziecko przed przykrymi konsekwencjami? Według danych GUS rośnie odsetek rozwodów, w których nie ma orzekania o winie.

Z mojego doświadczenia wynika, że wciąż jest bardzo mało par, które podeszły do rozstania w naprawdę dojrzały sposób, dokładnie przemyślały swoją decyzję i nie kierując się emocjami, postanowiły przestać ze sobą być. Które na pierwszym miejscu stawiają dziecko i jego potrzeby. Wszystko zależy od przyczyny rozstania - co innego jeśli była to różnica charakterów, a co innego jak jeden z partnerów zdradził. Bardzo istotna też jest sytuacja materialna i zawodowa partnerów - łatwiej rozstanie przeżywają osoby, które mogą się szybko usamodzielnić.

W dalszym ciągu jednak nasza kultura rozstania nie stoi na wysokim poziomie.

Co jest najtrudniejsze dla pani, kiedy obserwuje pani proces rozstawania się rodziców i to, jaki to ma wpływ na dziecko?

Rodzice wszystko chcą na już, nie chce im się pracować nad sobą, są niecierpliwi. A często, żeby pomóc dziecku i sobie, muszą nauczyć się zupełnie nowego sposobu komunikowania się, zacząć nierzadko używać całkiem innego języka niż dotychczas. Takim rozwiązaniem może być porozumienie bez przemocy autorstwa Rosenberga B. Mar. Istotą takiego komunikowania się jest nastawienie na obserwację, nazywanie uczuć, uzewnętrznianie potrzeb i poszukiwanie najlepszej z możliwych strategii, która zaspokoi potrzeby obu stron. Dlatego, niestety, jak rodzice przychodzą do psychologa, to często mówią: proszę naprawić dziecko, bo to z nim jest coś nie tak. Nie, to nie z nim jest coś nie tak, to w całym systemie rodzinnym coś przestało działać.

A gdy już partnerzy zaczną nad sobą pracować, często dopiero wtedy wychodzi na jaw, co było przyczyną rozstania. Zgłosiła się do mnie kobieta, której 13-letni syn zaczął przejawiać dysfunkcyjne zachowania po jej rozstaniu z mężem. Rodziców poinformowała o tym szkoła. Mąż był skory do współpracy, więc również zaczął uczestniczyć w terapii. Żona była bardzo niezależną kobietą, jak coś postanowiła, tak miało być. Taka sama była jej matka, babcia. Na terapii mąż wyznał jej, że to właśnie dlatego od niej odszedł, miał dość tego, że ona się z nim w ogóle nie liczy. Kobieta zaczęła nad sobą pracować, uczyć się uwzględniać perspektywę innych, dostrzegła w swoim mężu wartościowego człowieka. Ich dziecku udało się zaakceptować ich rozstanie, terapia nie jest mu już potrzebna, natomiast między rodzicami znów zaczęło się coś dziać, można powiedzieć, że się spotykają, poznają od nowa. Być może do siebie wrócą.

Przepracowanie głęboko zakorzenionych w podświadomości schematów może spowodować zmianę, która sprawi, że nie tylko my staniemy się inni, ale ludzie zaczną nas inaczej traktować. Należy jednak pamiętać, że taka zmiana nie nastąpi szybko, to najczęściej wieloletni proces. Świadomość bagażu doświadczeń swojego życia, ale i swojej rodziny, to dopiero połowa sukcesu, druga połowa to ciężka praca.

Dr Marta Majorczyk (fot: materiały prasowe)
Dr Marta Majorczyk (fot: materiały prasowe)

dr Marta Majorczyk, pedagog i doradca rodzinny z poradni przy USWPS, nauczyciel akademicki w Wyższej Szkole Bezpieczeństwa w Poznaniu.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Więcej o:
Komentarze (78)
'Nie ma dobrego momentu na rozstanie, kiedy są dzieci. Rodzice zawsze szukają pozytywnych stron swojej decyzji'
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: helga

    Oceniono 19 razy 13

    Jeśli ktoś z Państwa, w wyniku różnych splotów i nie-splotów, będzie miał kiedyś do czynienia z DPS-ami, MOPS-ami, domami dziecka itp. [tak, tak, każde od czego innego, ale w gruncie rzeczy podobne- kasa od państwa na pomoc tym, którzy nie mają/nie potrafią], przekonają się Państwo, gdzie w tym kraju mieści się prawdziwa patologia. Pomoc udzielana jest UŁAMKIEM pomocy przejadanej i pobieranej dla siebie. Człowiek potrzebujący jest dla pracowników śmieciem. To są państwa w państwach. Domy dziecka w obecnej formie są miejscami przemocowymi, pełnymi pogardy dla wychowanków. W piekle powinno być specjalne miejsce dla "pań z mopsów i depeesów". Jak szukacie diabłów to pracują w domach dziecka i domach starców- oczywiście trafiają się ludzie z sercem, ale szybko kończą- albo uciekają, albo zamykają buzię i trwają. Raporty NIK nie prowadzą do niczego. Do tych instytucji przychodzą ogromne ilości darów rzeczowych, z których gros jest rozdzielane między pracowników. Proszę zwrócić uwagę, że przy KAŻDEJ medialnej tragedii MOPS kontrolował rodzinę/osobę- "sytuacja tej rodziny była nam znana od dawna, pani kontrolowała sytuację dwa dni przed zabójstwem dziecka, nie zauważyła niczego niewłaściwego" itp. To wszystko to pic na wodę za MILIARDY. Jak nie masz sumienia a zależy Ci na kasie, może masz jakąś ciotkę, która załatwi CI tę pracę, bo łatwiej otworzyć kancelarię niż dostać pracę w strukturach mops/dps i nie dzieje się to bez przyczyny.

  • 1944kumaty

    Oceniono 7 razy 7

    Czasy slabeuszy i emocjonalnych wydmuszek. Kto kocha, ten sie dogada, ten ustapi, ten bedzie szczery, ten pojdzie na kompromis, a przede wszystkim porozmawia. Kto nie kocha, a jest z kims, bo dziecko, slub itp, tego zwiazek dlugo nie potrwa, mowie oczywiscie o mlodszych osobach. Zadnego wspolczucia dla takich pseudopar, o swoje trzeba walczyc takze w obrebie wlasnego domu, a nie jedynie na instagramie czy w pracy. Trudno jednak sie dziwic, ze kultura rozstawania sie tak dobrze adaptuje sie w Polsce - z jednej strony kult bezsensownego nadmiaru pracy, z drugiej matkocentryzm, gdzie matka i tak dostanie dzieciaka po rozwodzie, a wszystko to pomieszane z szalenstwem wesel za 50 000 zlotych i przemysleniami Zenka Martyniuka w piosenkach o milosci. Idealne polaczenie!

  • skaut001

    Oceniono 17 razy 5

    Tak wielu "naukowych" bzdur w jednym tekscie dawno nie czytałem. Nawet w obrebie jednego domu dochodzi do dywersyfikacji norm, ojciec na cos pozwala za plecami matki, dziecko szantazuje i wykorzystuje pozycje wzgledem jednego z rodzicow niejednokrotnie. Sugerowanie, ze odbywa sie to tylko gdy zyje sie na dwa domy to bzdura.

  • Gość: któś

    Oceniono 5 razy 5

    Kultura rozstawania się... Rodzimi polscy troglodyci pardon celebryci chwalą się w mediach tym, jak ostro potrafią się kłócić i uważają to za coś pozytywnego - a nie za przejaw braku umiejętności cywilizowanego rozwiązywania problemów. Można przypuszczać że spora część społeczeństwa myśli podobnie. Trudno by rozstania były spokojne. W większości kończą się wielkimi awanturami, "bo tak"

  • Gość: obserwatorka

    Oceniono 20 razy 4

    Sądy rodzinne niestety nadal dyskryminują ojców i niejednokrotnie karzą ich za problemy matek, które zawłaszczają dzieci ograniczając prawa rodzicielskie i kontakty z dziećmi.

  • gzesiolek

    Oceniono 3 razy 3

    Ja mam pytanie dot. podanej sytuacji
    >"Zgłosiła się do mnie kobieta, której 13-letni syn zaczął przejawiać dysfunkcyjne zachowania po jej rozstaniu z mężem. Rodziców poinformowała o tym szkoła. Mąż był skory do współpracy, więc również zaczął uczestniczyć w terapii. Żona była bardzo niezależną kobietą, jak coś postanowiła, tak miało być. Taka sama była jej matka, babcia. Na terapii mąż wyznał jej, że to właśnie dlatego od niej odszedł, miał dość tego, że ona się z nim w ogóle nie liczy. Kobieta zaczęła nad sobą pracować, uczyć się uwzględniać perspektywę innych, dostrzegła w swoim mężu wartościowego człowieka. Ich dziecku udało się zaakceptować ich rozstanie, terapia nie jest mu już potrzebna, natomiast między rodzicami znów zaczęło się coś dziać, można powiedzieć, że się spotykają, poznają od nowa. Być może do siebie wrócą."
    Jak zachęcić, namówić taką kobietę do wizyty u psychoterapeuty zanim dojdzie do rozwodu i objawią się dysfunkcje dzieci... Próbowałem coś poradzić rozpoczynając sam terapię... Niestety przepracowanie kilkunastu sesji nie dała wiele poza utwierdzeniem, że problem nie tkwi tylko we mnie... Tylko jak namówić żonę, właśnie z podejściem despotycznym w domu i nie liczeniem się z odmiennym zdaniem, opinią, doświadczeniami... ba reagowaniem na nie agresją... Brakiem zrozumienia dla jakichkolwiek innych punktów widzenia, odstąpień od jej zasad, uchybień, błędów... Na próby wytłumaczenia, że w danym momencie nie ma racji, albo jej reakcja jest przesadzona, odpowiedzią jest odruch obronny, agresja, latające przedmioty, wypominanie wszystkiego od czasów króla świeczka (krzywo przycięta listwa przypodłogowa 10lat temu, za mało romantyczne oświadczyny 13lat temu, to, że wg PIT mniej zarobiłem do niej w ostatnim roku itd. itp.). Więc w większości przypadków zwykle się wycofuję, jest krzyk gdzie odłożyłem książeczkę zdrowia córki po wizycie z nią u lekarza... odpowiadam, że dokładnie w to samo miejsce skąd ją zabierałem... jest krzyk, że nie, że nie tutaj ma leżeć, że ona po wszystkich musi sprzątać... z mojej strony już cisza, mimo, że rzeczywiście odłożyłem w tym miejscu gdzie ją ona wcześniej zostawiła... I tak do kolejnego razu... W międzyczasie na moje "cześć" po powrocie z pracy, czy pytanie "mogę Ci jakoś pomóc", albo "zrobić Ci kolacje/herbatę" zwykle albo jest ostre "NIE" albo cisza... Więc i ja milczę, bo dla mnie komunikacja zaczyna się właśnie od takich pozornie nic nie znaczących pytań/słów, nie potrafię rozpoczynać ciekawszej dyskusji, bez tej błahej rozmowy...
    Wiem, że milczenie nie jest rozwiązaniem, ale krzyki, kłótnie i rzucanie rzeczami w domu gdzie są dwie córki takim rozwiązaniem też nie jest... Co w takiej sytuacji mam zrobić? Pokornie i w ciszy próbować robić nadal wszystko, żeby jak najmniej można było się czepić i starać się dać córkom tyle czasu, ciepła i wsparcia ile się da? Czy nie dać się już gnoić przy każdym mniejszym lub większym uchybieniu, postawić się, doprowadzić do eskalacji i koniec końców zapewne rozstać się dopóki jeszcze daję radę sobie w życiu, bo czasem człowiek po prostu ma dość...?
    Albo wg mnie najlepsze rozwiązanie: Jak namówić żonę na wspólną terapię? Tak, aby spróbować choć osiągnąć poziom obustronnego szacunku i tego zwykłego bycia/życia obok siebie i wsparcia... Tylko jak to zrobić?
    Sorki za wylewanie żali, ale jak na razie wszelkie moje próby spaliły na panewce...

  • Gość: Ania

    Oceniono 10 razy 2

    Czy ktoś mi powie po co Młodzi ochrzcili dziecko a później i tak nie wzięli ślubu kościelnego? Po co? No i zgadzam się z komentarzem, że ślub chyba nie był tak ważny skoro dziecko w biegu się ogarniało...

  • pawelekok

    Oceniono 7 razy 1

    Przestałem czytać po słowach: "każde dziecko chce żeby rodzice byli razem". Te słowa świadczą o tym, że ta Pani jest niekompetentna. Dzięki takiemu myśleniu: "to dla dobra dzieci", "co ludzie powiedzą", "rozwód to grzech" ja i dwójka mojego rodzeństwa mieliśmy zamienione dzieciństwo w piekło. Jako dzieci najbardziej pragnęliśmy aby z naszej rodziny zniknął ojciec, żeby zniknął nasz codzienny strach przed jego terrorem. Nie mogliśmy mamie wybaczyć, że nie podjęłą żadnych kroków w tym kierunku, że się nie rozwiodła i to zakazem zbliżania się ojca do niej i do nas.

  • joanelle

    Oceniono 4 razy 0

    Ta cała "opieka naprzemienna" to jakiś potworek, służący rodzicom, a nie dziecku. No dajcie spokój, kto chciałby się przeprowadzać co 2 tygodnie czy nawet co miesiąc? A tatusiowie lansują to rozwiązanie z jednego powodu, zgadnijcie jakiego. Zaczyna się na "A"

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX