"Nie chcemy zarządzać trzystuosobową korporacją. Pragniemy prowadzić taką firmę, w której sami mielibyśmy ochotę pracować"

Książka Dana Lyonsa "Korposzczury" jest przygnębiającą lekturą. Pełno w nim przykładów wykorzystywania pracowników, depresji, samobójstw, firm, które pod płaszczykiem "twórczej destrukcji" dokonują rewolucyjnych zmian, mających wpływ na życie milionów ludzi. Ale jest i promyk nadziei - jeden przykład, który pozwala wierzyć, że zmiana na rynku pracy nie musi być tylko na gorsze.

Cytowany poniżej fragment pochodzi z książki Dana Lyonsa "Korposzczury" w przekładzie Małgorzaty Rost (Znak Horyzont).

Jason Fried i David Heinemeier Hansson prowadzą w Chicago firmę software'ową BaseCamp. Z perspektywy Doliny Krzemowej wszystko robią nie tak. Nigdy nie zgromadzili funduszu venture capital. Nie zamierzają wchodzić na giełdę. Nie mają obsesji na punkcie wzrostu. Nie mają przedstawicieli handlowych i nie wydają ani centa na marketing.

Dopłaty do wakacji, trzydniowe weekendy

Ich 54 pracowników pracuje maksymalnie po 40 godzin w tygodniu. Latem wszyscy mają czas pracy skrócony do 32 godzin na rzecz trzydniowych weekendów, ale pracownicy i tak otrzymują pełne wynagrodzenie.

Choć pracują krócej, a przez to są w stanie mniej zrobić, Fried i Hansson w ogóle się tym nie przejmują. Nigdzie się im nie spieszy. - Ludzie z Doliny Krzemowej mówią, że brak nam ambicji - mówi mi Fried w pewien czerwcowy czwartek przy śniadaniu w swoim biurze o niezwykle ludzkiej porze, bo o 9.30. - Nie mam z  tym problemu. Nie chcemy zarządzać trzystuosobową korporacją. Pragniemy prowadzić taką firmę, w której sami mielibyśmy ochotę pracować.

Firma, w której chcą pracować, jest szczodra dla pracowników i buduje zrównoważony biznes zapewniający ludziom długotrwałe zatrudnienie. Basecamp doskonale płaci i zapewnia "najlepsze świadczenia na świecie", jak mówi Fried. Wśród różnych dodatków wymienia 100 dolarów na siłownię, 100 na masaże i kolejne 100 na wynajęcie miejsca do coworkingu, jeśli jest ci ono potrzebne.

Basecamp gwarantuje również dodatek w kwocie tysiąca dolarów na kontynuowanie edukacji i podwaja twoje wpłaty na cele charytatywne do tysiąca dolarów rocznie. Oprócz tego firma oferuje pracownikom udział w zyskach i podwojenie wartości składek emerytalnych, a także opłaca 75 procent składki na ubezpieczenie zdrowotne.

Korporacje
Fot. JKstock/Shutterstock

Każdy pracownik ma trzy tygodnie płatnego urlopu, dodatkowy tydzień z okładem na urlopy okolicznościowe. Możesz też liczyć na miesięczny urlop naukowy co trzy lata, 16 tygodni urlopu macierzyńskiego i sześć tygodni ojcowskiego.

Jeśli pracujesz w firmie od ponad roku, Basecamp może pokryć koszty twoich corocznych wakacji w wymiarze do 5 tysięcy dolarów. - W ramach tego budżetu organizujemy specjalne wyjazdy dla singli, par oraz rodzin - mówi Fried. Możesz pracować, gdzie i kiedy chcesz. Pracownicy Basecampu są rozrzuceni po całym świecie, w Kanadzie, Brazylii, Hongkongu, Australii, a także kilku europejskich miastach. Tylko 14 osób pracuje na miejscu w Chicago i chociaż każda z nich ma swoje stanowisko pracy w siedzibie firmy, chętnie pracują po kilka dni w tygodniu z domu.

Jak najwięcej czasu w domu

Fried i Hansson niechętnie opowiadają o swoich zarobkach. Wiadomo tylko, że Basecamp zarabia "dziesiątki milionów dolarów rocznie", które dzielą między sobą. Kilka lat temu czasopismo technologiczne wyceniło majątek Hanssona na 40 milionów dolarów. Jest właścicielem kilku drogich nietypowych samochodów i ma dosyć kosztowne hobby, bo chętnie uczestniczy w zawodach typu dwudziestoczterogodzinny wyścig Le Mans. Ma 38 lat, żonę i dwójkę dzieci. Jego rodzina pomieszkuje na zmianę w Malibu w Kalifornii oraz w Marbelli na Costa del Sol w Hiszpanii. Dzięki temu łatwiej mu uczestniczyć w europejskich wyścigach, ale to nie jedyny powód. - To głównie dlatego, że w  Hiszpanii żyje się naprawdę miło - przyznaje.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez ???????????? ?????????????? ????? (@richtersgarage) Paź 25, 2018 o 7:35 PDT

Fried ma 44 lata, kręcone włosy, krótką zadbaną brodę i posturę biegacza. Mają z żoną małego synka i drugie dziecko w drodze. Fried stara się jak najwięcej czasu spędzać w domu, a co się z tym wiąże - nie ma w jego życiu miejsca na szybkie śniadania wczesnym rankiem, obiady w pracy, nadgodziny do nocy. Możliwość rozpoczęcia dnia na luzie śniadaniem o 9.30 w piękny czerwcowy dzień to jedna z przyczyn, dla których założył własną firmę. - Podstawową zaletą życia przedsiębiorcy jest wolność - wyjaśnia Fried. 

Ludzie zakładają firmy właśnie dlatego, że chcą być wolni. Żaden z tych chłopaków nie chce być następnym Markiem Zuckerbergiem. Ich zdaniem jeśli ktoś tego pragnie, jest najzwyczajniej stuknięty.

Wkładają wiele wysiłku w przekonywanie młodych przedsiębiorców do wypracowania zdrowszego podejścia do prowadzenia firmy. Zaczyna się ono od dobrego traktowania pracowników i dbania o nich. Oznacza to również, że siebie też musisz dobrze traktować. Pracuj krócej. Unikaj stresu. Znajdź szczęście. Napisali już kilka książek na temat swojej wyluzowanej filozofii, w tym "Rework", która na całym świecie sprzedała się w nakładzie ponad pół miliona egzemplarzy. Obecnie pracują nad nową książką "The Calm Company" (ang. "Spokojna firma") oraz podcastem "The Distance" (ang. "Odległość"), w którym prezentują historie właścicieli podziwianych przez nich małych firm, od małego rodzinnego browaru w Wisconsin po czterdziestoletnią firmę z Chicago, która produkuje masło w kształcie zwierzątek.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez The CEO Library (@theceolibrary) Mar 24, 2019 o 1:05 PDT

Dzięki swoim książkom i artykułom Fried i Hansson zrobili dodatkowo karierę jako biznesowi guru. Przemawiają na konferencjach, a nawet prowadzą wykłady w biurze Basecampu w Chicago, pokazując ludziom od kuchni, jak można pracować efektywniej. (...)

Korporacje
Fot. Montae/Shutterstock

Mniej pod kontrolą

W 1996 roku Fried ukończył studia ekonomiczne na Uniwersytecie Arizońskim. Kilka lat później, kiedy Internet był jeszcze w powijakach, otworzył w Chicago firmę projektującą strony internetowe dla korporacji. Firma nosiła nazwę 37signals. Po 2000 roku zatrudnił Hanssona, który w tamtym czasie studiował w ojczystej Danii, do stworzenia narzędzia, z którego 37signals mogłoby korzystać do zarządzania projektami wykonywanymi dla klientów. Hansson (znany wśród hakerów komputerowych w skrócie jako DHH) napisał pierwszą wersję Basecampu w 2004 roku. Gdy Hansson pisał Basecamp, stworzył jednocześnie internetowy framework - narzędzie, dzięki któremu koderzy mogli zaoszczędzić czas podczas pisania aplikacji internetowych - udostępniając ramy postępowania potrzebne do wykonywania standardowych poleceń, wspólnych dla większości aplikacji, jak na przykład pobieranie informacji z bazy danych. (...)

W 2014 roku, czyli 10 lat po wprowadzaniu Basecampu na rynek, 37signals było już dobrą marką, ale stanęło w obliczu kryzysu. Firma sprzedawała pięć różnych produktów software'owych. Aby móc je wszystkie regularnie rozwijać i ulepszać, musieliby zatrudnić znacznie większą liczbę pracowników.

Ale Fried i Hansson nie chcieli się rozrastać, więc sprzedali cztery ze swoich produktów i skupili się tylko na Basecampie, który dał również nazwę ich firmie. Pozbycie się tych produktów ułatwiło im znacznie życie. - Nasze zyski wyraźnie spadły na parę lat, ale co z tego? Nie mamy obowiązku osiągać określonego poziomu dochodów. Nie musimy przejmować się notowaniami na giełdzie. To wszystko nie ma znaczenia. Wciąż zapewniamy pracownikom świetne wynagrodzenia, nie musimy obcinać ich świadczeń, a  nasza marża mimo to jest ogromna - mówi Fried.

Proste życie, stała marża

Basecamp-software jest raczej prostym (prymitywnym wręcz, jak twierdzą niektórzy) oprogramowaniem, które pozwala wielu osobom pracować nad tym samym projektem i śledzić, czym zajmują się w danej chwili wszyscy członkowie zespołu. Firma wypróbowała różne sposoby płatności. W ramach jednego z nich klienci płacili raptem 29 dolarów miesięcznie. Ale w 2014 roku, wraz z opublikowaniem aktualnej wersji oprogramowania, Fried i Hansson uprościli ceny. Możesz płacić 99 dolarów miesięcznie albo 999 rocznie. Nie ma znaczenia, ilu pracowników zatrudnia twoja firma. Cena jest zawsze ta sama. Basecamp mógłby zarobić więcej, gdyby zamiast pobierać od firm stawkę ryczałtową, wyceniał usługi w zależności od liczby osób korzystających z produktu. Tak przynajmniej robi większość firm software'owych. - Ale w ten sposób stalibyśmy się firmą, którą nie chcemy być - mówi Fried. - Dlaczego ceny oprogramowania są takie skomplikowane? Po to, żeby producenci osiągali maksymalne zyski. Ale mnie nie interesuje maksymalizowanie czegokolwiek. Czy przeciekają nam przez palce pieniądze? Jasne, każdego dnia. Ale nie zamierzamy bawić się w centusiów.

Wszystko zależy od tego, jakiego rodzaju firmę chcesz prowadzić. Basecamp ma obecnie ponad 100 tysięcy klientów. Fried i  Hansson nie chcą rozmawiać o dochodach, ale prosta matematyka pozwala obliczyć, że firma musi generować zyski rzędu od 50 do 70 milionów dolarów rocznie.

'Korposzczury' Dana Lyonsa w przekładzie Małgorzaty Rost wydał Znak Horyzont
'Korposzczury' Dana Lyonsa w przekładzie Małgorzaty Rost wydał Znak Horyzont. Fot. Materiały prasowe

Śródtytuły pochodzą od redakcji.

Więcej o: