Jedno z partnerów może powiedzieć: ''Ja w tym roku mam potrzebę, by pojechać na samotną wędrówkę po górach''

Angelika Swoboda
Przestrzeń w parach czy małżeństwach też jest potrzebna i samodzielny wyjazd na wakacje, jeżeli obie strony się na zgadzają, jest w porządku - uważa psycholog Joanna Gutral.

Co zrobić, żeby rzeczywiście odpocząć na urlopie?

Zależy, co rozumiemy przez słowo "odpoczywać". Nie ma jednej formy odpoczynku, która wypełniłaby zapotrzebowanie wszystkich. To kwestia indywidualna. Dla jednego odpoczynek oznacza "wyspać się", dla drugiego "poleżeć nad basenem", trzeci woli aktywne formy wypoczynku: piesze wędrówki, wspinaczkę, sporty wodne.

Gdyby komuś, kto woli poleżeć, zaproponować na urlopie 20 kilometrów marszu dziennie, to przerażony złapałby się za głowę.

Zapewne! Choć ja bym chętnie pomaszerowała.

Więc zanim odpowiemy na pytanie: "Czy ja w ogóle umiem odpoczywać?", zastanówmy się: "Co mi pozwala odpocząć?". Czy zmęczenie fizyczne pozwala mi się zrelaksować i zresetować głowę? Czy raczej muszę nabrać sił, leżąc czytając czy oglądając film? Warto pomyśleć przed wyjazdem na wakacje, w jakiej przestrzeni najlepiej wypoczywam, w jakich warunkach, podejmując jaką aktywność, jaki rytm dnia mi służy - czy wolę słodkie "nic nierobienie", a może pobudkę przed wschodem słońca, aby obejrzeć poranek nad oddalonym klifie?

Poza tym jest też tak, że jeśli teraz lubię aktywny wypoczynek, to nie znaczy, że zawsze będę go lubić. Wszystko może zależeć m.in. od tego, jaki okres w pracy jest za nami. Być może praca nad konkretnym projektem i wiele nieprzespanych nocy skłaniają mnie do wakacji typu all inclusive, gdzie mogę swobodnie odespać i poleżeć nad brzegiem basenu z dobrą książką. A może wręcz przeciwnie? Dość monotonii, pora na przygody i wakacje pod namiotem w gronie najbliższych przyjaciół?

-19.07.2019 Tatry . Tatry Zachodnie . Szlak umocniony jutowymi workami w ktorych znajduja sie kamienie i zwir wyplukiwany przez deszcze z miesca gdzie sa budowne umocnienia i odprowadzenia wody ze szlaku . Jest to nowatorska metoda zastosowana eksperymentalnie . Fot. Marek Podmokly / Agencja Gazeta
Czasem warto dać się namówić na wspólną wędrówkę po górach (fot. Marek Podmokły / Agencja Gazeta)

Nie jest też tak, że cała rodzina powinna biegać ze mną po górach.

Owszem, możemy rodzinę do tego skłaniać, pytanie jednak, czy wszyscy wtedy odpoczną. Trzeba w swoim planie wypoczynku uwzględnić potrzeby innych. I pomyśleć, jak je ze sobą pogodzić.

No właśnie, jak?

Porozmawiać o tym jeszcze przed etapem planowania wspólnego wyjazdu. Jak już coś planujemy, to jest "ciśnienie" na to, żeby zrobić to szybko, a wtedy łatwo o kompromisy, które się zemszczą na nas później. Często bowiem wpadamy w pułapkę uprzejmości. Wiem na przykład, że nasz partner lubi się polenić nad basenem, więc odpoczywamy na leżaku, żeby zrobić mu przyjemność. Po czym na tym leżaku krew nas zalewa, co z odpoczynkiem nie ma nic wspólnego. Trzeba więc skonfrontować swoje potrzeby, porozmawiać, gdzie mamy ochotę w tym roku pojechać, co planujemy zobaczyć i w ogóle, jak spędzić czas.

Gdy już mamy zebrane potrzeby wszystkich uczestników wyjazdu, można ustalać plan. Dajmy na to: jednego dnia leżymy nad basenem, a drugiego zwiedzamy. Albo: ty pojedź na wycieczkę sama, a ja poleżę na basenie. Czy to jest dla ciebie w porządku? Przecież na wakacjach nie jesteśmy ze sobą zlepieni na amen. Pozwólmy sobie na odrobinę niezależności.

I nie miejmy o nią do partnera pretensji?

Nie ma powodu. Zachęcam jednak, żeby tego typu rozmowy odbywać wcześniej.

To samo dotyczy wypraw z przyjaciółmi. Lubimy się, spotykamy, ale nie znaczy to, że oni mają ochotę spędzać czas w taki sam sposób jak my. I nagle nie stają się przez to gorszymi przyjaciółmi. Nasze potrzeby okazują się po prostu różne. Świadomość ta jest ważnym elementem empatycznej przyjaźni - super, że przyjaźnimy się z kimś odmiennym od nas, co więcej, potrafimy uwzględnić jego potrzeby, jednocześnie dbając o swoje.

Gdzie leży równowaga między uwzględnieniem potrzeb bliskich a pilnowaniem naszych własnych?

Myślę, że jednoznacznej odpowiedzi, gdzie leży środek, nie ma. Jeżeli czuję, że jest to dla mnie ważne, by uwzględnić potrzeby bliskiej osoby, nawet kosztem pewnych ustępstw z mojej strony, to w porządku. Problem powstaje wtedy, gdy zaczynam czuć, że moje potrzeby nie są uwzględniane, albo nie mam przestrzeni, by je wyrazić. Wówczas trudno jest czerpać przyjemność z dawania przestrzeni innym. Każdy swoich granic powinien pilnować sam.

30.06.2019 Warszawa , Powsin . Nowo otwarty basen po remoncie w Parku Kultury w Powsinie .  Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta
Dla niektórych odpoczynek oznacza leżenie przy basenie (fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta)

Może więc sama bym się nie zapisała na tę pieszą wycieczkę, ale jest to ważne dla mojego współtowarzysza podróży. Dla mnie być może okaże się to interesujące, więc jestem w stanie przystać. Ale drugiego dnia mówię: "Wiesz, wczoraj byliśmy na wycieczce, na której ci zależało, więc może byśmy dzisiaj zrobili coś po mojemu". Obie ze stron czują wtedy, że ich potrzeby zostały zauważone i spełnione.

Poza tym poznawanie innego niż nasz sposobu spędzania wolnego czasu może być rozwijające. Pozwala nam doświadczyć rzeczy, których samodzielnie byśmy nie próbowali. I nagle może się okazać, że mimo niechęci do sportów wodnych spróbowałam ich za namową partnera i zakochałam się w windsurfingu. Czy sama, obstając przy własnych schematach, bym się tego dowiedziała? Nie wiem, ale wiem, że stało się to dzięki otwarciu na punkt widzenia innych.  

Ale może się też zdarzyć, że najpierw spełniamy potrzebę partnera, a potem manifestujemy niezadowolenie. I to jest nie fair.

Spójrzmy na tę sytuację od drugiej strony: jak zareagować, jeśli nasz partner właśnie tak się zachowuje?

Pamiętajmy, że to są jego emocje, które wynikają z różnych powodów: rozżalenia, rozczarowania. Każdy ma prawo odczuwać takie stany, nie ma prawa wyładowywać ich na innych. Warto uważnić i nazwać to, co czujemy w obecności partnera, np. "Mam wrażenie, że jesteś niezadowolony z tej formy aktywności. Przykro mi, że tak się czujesz". Ale jak wspomniałam wcześniej: każdy pilnuje swoich granic samodzielnie. Żałuję, że partnerowi nie spodobała się wycieczka, na którą się zgodził. Pozwalam mu pobyć z jego złością, niemniej złość ta nie powinna dotyczyć mnie samej i mojego wyboru.

A może czasem dobrym rozwiązaniem jest pojechać na urlop bez partnera?

Jeżeli para ustala to między sobą, jeśli nie jest to manifestacja konfliktu w związku, to czemu nie? Jedno z partnerów może powiedzieć: "Ja w tym roku mam potrzebę, by pojechać na samotną wędrówkę po górach. Czy to jest dla ciebie OK?". Przestrzeń w parach czy małżeństwach też jest potrzebna i samodzielny wyjazd na wakacje, jeżeli obie strony się na to zgadzają, jest w porządku.

m18.04.2010 TORUN , ZAKOCHANA PARA SPACERUJACA PO RYNKU STAROMIEJSKIM .FOT: WOJCIECH KARDAS / AGENCJA GAZETA
Jeżeli obie strony zgadzają się na samotny wyjazd, to, zdaniem psychologa, w porządku (fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta)

Jak nie jest, to para przychodzi do pani gabinetu?

Zdarzają się pacjenci, którzy skarżą się, że nie byli w stanie zadbać o swoje potrzeby i spędzili urlop w sposób, jaki im nie odpowiadał. Wtedy jednak problem leży nie w samym wyjeździe, tylko raczej w obronie własnych granic i może się objawiać w wielu różnych życiowych sprawach. Jeśli jednak nie powiem komuś, czego oczekuję, albo za instagramowym trendem pojadę do miejsca, które jest teraz popularne, to o rozczarowanie jest bardzo łatwo.

Często ludzie porównują się też z innymi i to bywa powodem frustracji.

Dokładnie! "Widziałam zdjęcia koleżanki z wakacji, na wszystkich wygląda jak modelka, gdzie nie poszła, tam było pięknie. A moje wakacje wcale tak nie wyglądały". Pytam wtedy, dlaczego ktoś porównuje swoje kulisy z cudzą sceną.

I dlaczego porównuje?

Sprawdzanie, jak wypadamy na tle innych, jest dla nas źródłem informacji o naszym zachowaniu. To czasem może nas motywować. Ale media społecznościowe tworzą złudzenie poznawcze. Znajdujemy w nich wyselekcjonowane obrazki, które tworzą nierealistyczny standard porównań. A przecież nie ma ludzi wiodących idealne życie. I mających zawsze idealne wakacje.

Wakacje na pewno nawet nie zbliżą się do ideału, jeśli będziemy w ich czasie myśleć tylko o pracy.

W moim gabinecie pojawiają się osoby, które odczuwają stres z powodu urlopu. Mają poczucie, że stracą kontrolę w pracy, że wydarzy się coś, co wpłynie na ich zawodową sytuację. Na przykład podwładni czegoś nie dopełnią albo po urlopie spadnie na nich więcej obowiązków.

Pytam więc taką osobę, skąd ma przekonanie, że bez niej firma miałaby się zawalić. Dlaczego uważa, że jeśli jej tam nie będzie, to coś złego może się stać. I wychodzi, że niektórym z tych osób właśnie z powodu potrzeby nadmiernej kontroli, i to nie tylko w życiu zawodowym, trudno jest się odłączyć od maila czy służbowego telefonu.

To zdrowe?

Nie piętnuję tego. Ja podczas urlopu byłam pod mailem, zaznaczywszy wcześniej, żeby pisać do mnie tylko w sprawach pilnych. Takich, które nie mogą poczekać do mojego powrotu. Był to mój osobisty wybór. Rano sprawdzałam maila i decydowałam, czy jakoś reaguję, czy nie. Poza tą jedną poranną mailową sesją, która trwała nie więcej niż dziesięć minut, nie zaglądałam do służbowego maila w ogóle. 


Niektórzy nie potrafią odłączyć się od komputera nawet na urlopie (fot. Eduardo Dutra/pexels.com)

Ale jeżeli ktoś decyduje: "Na urlopie nie sprawdzam maila w ogóle", też jest to jakieś rozwiązanie. Jego wybór. Gorzej, jeżeli ktoś nie chce wiedzieć, co się dzieje w jego pracy, a nie potrafi przestać zaglądać do maila. Do tego wciąż odbiera telefony z firmy, a nie chce tego robić.

Warto stawiać granice.

Oczywiście, ale również w zgodzie z własnymi potrzebami. Zdarzają się przecież momenty, w których musimy się totalnie wyłączyć, zresetować, i jest to zrozumiałe. Bywają jednak okoliczności, w których można powiedzieć: "Jakby się coś działo, to po prostu zadzwońcie". W tym wypadku regulacje nie muszą być sztywne. Mogą zależeć od naszych osobistych potrzeb, obecnej sytuacji w pracy czy życiu rodzinnym.

A jeśli chcemy być informowani o wszystkim i nie rozstajemy się z telefonem, to oznacza, że mamy zbyt silną potrzebę kontroli.

Pytanie brzmi: Co mi ta kontrola daje? Dlaczego jest dla mnie ważna? Co to dla mnie znaczy, jeżeli ją tracę? Może za nią stać szereg różnego rodzaju przekonań. Na przykład: ludziom nie można ufać. Szef musi stale kontrolować swoich pracowników, bo nie ma pewności, że nie zrobią czegoś przeciwko niemu. Albo ma poczucie, że jeśli ich nie sprawdzi, nie wykonają zadań na czas. 

I nie potrafi się wyłączyć, nawet na urlopie? Choć właściwie by chciał?

Problem zaczyna się wtedy, gdy ja nie chcę czegoś robić, ale nie potrafię przestać. Pojechałam z rodziną na wakacje, a cały czas sprawdzam maile, odpowiadam na nie. Obiecałam, że będę się bawić z dziećmi w basenie, a nie mogę przestać pracować. Mąż się wścieka, jest afera. Słowem: moje życie zawodowe utrudnia mi moje życie osobiste. I to jest problem. Jeśli taka osoba nie może sobie sama z nim poradzić, zachęcałabym ją do wizyty u specjalisty, na przykład psychoterapeuty.

Pomoże?

Tak. Ale pomoże nie terapia pt. "Nie umiem odpoczywać na urlopie", tylko terapia, podczas której sprawdzamy, jakie pacjent ma przekonania na temat otaczającego świata i ludzi. A także do jakich zachowań te przekonania go skłaniają.


Można zadać sobie pytanie: czemu nie potrafię odpoczywać na urlopie? (fot. Eugene Chystiakov/pexels.com

Na terapii nie padnie na pewno: "Proszę na urlopie wyłączyć telefon i w ogóle nie sprawdzać Facebooka". Jeżeli ktoś ma taką potrzebę, i jeśli jest to akceptowane przez współtowarzyszy podróży, to dlaczego robić z tego problem? Dopóki to nie jest zachowanie, nad którym tracę kontrolę, czyli że chciałabym się wyłączyć, a nie umiem, boję się, nie rozpatrywałabym go w kategoriach problemu.

Wielu pracoholików przychodzi do pani na terapię?

Raczej więcej jest osób z nadmiernym perfekcjonizmem, a ten czasami przekłada się na nadmiarowe zaangażowanie w pracę. To są zachowania sprzężone. Moim pacjentom ciężko jest zrobić coś, co byłoby w ich oczach wystarczająco dobre. Pracują na przykład nad nowym projektem i trudno im wyznaczyć moment, w którym zadanie byłoby, w ich odczuciu, wykonane zadowalająco. Przypomina to mechanizm marchewki na kiju. Im bardziej chcą po nią sięgnąć, tym bardziej ona się odsuwa. Wieczne niezadowolenie. I ono też może się czasem przekładać na sposób, w jaki taka osoba wypoczywa.

W jaki sposób?

Miało być perfekcyjnie, same słoneczne dni, czysty, piękny basen, wyborne jedzenie i zero opóźnień samolotu. Wszystko bajeczne, żadnej wtopy. Jednym słowem, urlop jak z cudzego Instagrama, który w rzeczywistości nie wyglądał jak na tym Instagramie, ale o tym nie myślimy. Liczy się tylko to, że podczas naszego urlopu bywały gorsze momenty. Są powodem do frustracji.

Jesteśmy coraz bardziej świadomi, że odpoczynek jest ważny?

Obserwuję, że szukanie pomocy w zakresie zdrowia psychicznego jest w ostatnich latach w Polsce coraz mniejszym powodem do wstydu. I coraz rzadziej tematem tabu. Przychodzą do mnie pacjenci, którzy otwarcie przyznają, że mimo urlopu mają nastroje depresyjne. "Wie pani, byłam na wakacjach, a nadal czuję się smutna, senna, nie chce mi się jeść i spać". Mają coraz większą świadomość, że urlop nie wyleczy nas z depresji.

04.06.2013 Krakow , bulwary wislane , ludzie odpoczywaja nad Wisla na bulwarach wislanych  .Fot. Leszek Tarczon / Agencja Gazeta
Dla każdego odpoczynek znaczy co innego (fot. Leszek Tarczon / Agencja Gazeta)

Co im pani radzi?

Ja nie jestem od dawania rad. Wie pani, czym się różni terapia od spotkania z przyjaciółką? Przyjaciółka może poradzić: "Słuchaj, to ty wyłącz już ten telefon i się niczym nie przejmuj. Wszystko będzie dobrze". Psychoterapia natomiast jest zespołem profesjonalnych technik i metod. To nie jest tak, że ja sobie po prostu z pacjentem o wszystkim rozmawiam i zobaczymy, dokąd nas ta rozmowa doprowadzi. Pytam o znaczenia, jakie pacjent przypisuje konkretnym wydarzeniom czy sytuacjom w życiu. Chcę dociec, że jeżeli pacjent nie potrafi się odłączyć od telefonu z Internetem, to co to o nim mówi. Co to znaczy? Co jego zdaniem mogłoby się stać, gdyby się odłączył?

Jakie pani dostaje odpowiedzi?

Że na przykład firma by się zawaliła. I znowu - co by to mówiło o pacjencie? Że jest złym szefem. A jeżeli okazałoby się to prawdą, to co by to mówiło o nim jako o człowieku? No że nie jest wystarczająco dobry. I być może przekonanie: nie jestem wystarczająco dobra, stanowi przyczynę pewnego rodzaju problemów czy dolegliwości, napędza konkretne, często niekorzystne dla nas zachowania.  

I tu dochodzimy do sedna.

Tak, bo przekonanie tego rodzaju może się generalizować na całe życie. A kto chciałby żyć z przekonaniem, że nie jest wystarczająco dobry? Przecież trudno znaleźć osoby absolutnie dobre i takie, które nie są wystarczająco dobre. Każdy jest przecież dobry w czymś, co nie oznacza, że jest bezbłędny. Bo ludzi bezbłędnych po prostu na świecie nie ma.

Jak pani przekonuje do tego swojego pacjenta?

Podczas terapii ustalamy sobie ćwiczenia behawioralne, umawiamy się na eksperymenty poznawcze, badamy, jak obecne przekonania wpływają na życie pacjenta, a także czy istnieją inne możliwości pojmowania tej samej sytuacji. Mówię to w ogromnym skrócie i uproszczeniu.


Joanna Gutral (fot. mat. prasowe)

Joanna Gutral. Psycholog, psychoterapeutka poznawczo-behawioralna w trakcie certyfikacji. Pracuje dydaktycznie na Uniwersytecie SWPS w Warszawie. Prowadzi portal psychoedukacyjny www.zdrowaglowa.pl , jest współtwórczynią ogólnopolskiej kampanii społecznej "Mam Terapeutę".

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, z którymi rozmawia też w podcaście "Miłość i Swoboda", kawy i sportowych samochodów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Więcej o: