Bodziszek cuchnący jest trendy

Czym mnie jeszcze zaskoczysz, producencie kosmetyków?
Do niedawna wydawało mi się, że wszystko już było: krem przenoszący tłuszcz z pupy na biust, szminki dla facetów, puder do jedzenia, który bez obaw można scałowywać ze skóry, nawet perfumy dla psów i kotów. Okazuje się jednak, że inwencja producentów kosmetyków jak w piosence Michała Wiśniewskiego 'Keine Grenzen' nie zna granic.

Ślimak, ślimak, pokaż rogi

Medialnym przebojem ostatnich miesięcy jest krem Ellezza (inne nazwy - Elicina, Velform) z wydzieliny ślimaka. Można go kupić przez internet albo dzięki telezakupom Mango obecnym także w telewizji Trwam. I to właśnie na toruńskiej antenie krem z wydzieliny ślimaka jest największym hitem.

Przeczytawszy listę jego właściwości - ma pomagać na trądzik, blizny, rozstępy, zmarszczki, grzybicę, brodawki, opryszczkę, czyraki, ukąszenia przez insekty itd. - łatwiej wymienić to, na co nie działa. Producent zapewnia: 'Ślimak to małe zwierzę, które zrewolucjonizowało świat kosmetyków', 'krem jest owocem 15-letniej pracy badawczej'. Tymczasem jego składniki - alantoina (80 proc.), kolagen, kwas glikolowy, witaminy A, C i E - są kosmetycznym parkiem jurajskim od dawna wykorzystywanym w przemyśle kosmetycznym. Krem ślimakowy kosztuje 199 zł za 30 ml. Maść z apteki z tą samą alantoiną (np. alantan, linomag) - 7-9 zł.

Viagra w kremie

Gdy po igraszkach Billa Clintona z Moniką Lewinsky w Gabinecie Owalnym pojawiły się damskie i męskie perfumy Oral Room, wydawało się, że producenci kosmetyków w epatowaniu seksem doszli już do ściany. Na niedawnych targach Beyond Beauty Paris 2006 nagrodę dostały jednak kosmetyki podniecające. Zestaw Oh! holenderskiej firmy Iuno Cosmetics to błyszczyk powiększający usta (19 euro) i krem do stymulacji łechtaczki i pielęgnacji okolic intymnych (40 euro), które 'mają wzmagać doznania erotyczne i intensyfikować orgazm'. Takie kremy do tej pory można było kupić jedynie w sex-shopach.

Oprócz starych, dobrych afrodyzjaków - żeń-szenia, miłorzębu japońskiego, zielonej herbaty - krem zawiera też wyciąg z dzikiego ignamu, ziela, które ma pobudzać produkcję rozgrzewającego ciało progesteronu. L-arginina ma rozszerzać naczynia krwionośne i być pomocna w wytwarzaniu tlenku azotu, który pojawia się w organizmie podczas miłosnych rozkoszy.

Made in Japan

Jeśli ktoś woli bajery technologiczne, może sobie zafundować krem Embellir skrojony na miarę potrzeb własnej skóry. Najpierw jednak w warszawskiej perfumerii Quality w Marriotcie trzeba wypełnić kwestionariusz dotyczący stylu życia i pielęgnacji urody oraz poddać się analizie skóry. Zaraz potem mikroskopowe zdjęcie naskórka, wyniki pomiaru nawilżenia i elastyczności skóry oraz wymaz komórek rogowych powędrują internetem do centrali firmy Menard w Nagoi. Tam specjaliści sporządzą dopasowany do potrzeb skóry krem z kilkudziesięciu składników, w tym z czarnych i czerwonych grzybów reishi, które usuwają toksyny ze skóry, naprawiają zniszczenia spowodowane promieniowaniem UV i wolnymi rodnikami.

Po 15 dniach japońskie cudo - zupełnie nie na polską kieszeń (krem kosztuje 2600 zł) - zapuka do drzwi zamawiającego. Właściciele perfumerii przekonują, że rezultaty kuracji będzie można zobaczyć podczas kolejnej analizy stanu skóry, która na szczęście jest bezpłatna.

Mało technologii? Może warto poczekać na pierwszy laser depilujący do domowego użytku? Wynalazek firm Gillette i Palomar Medical Technologies - specjalizującej się w produkcji laserów medycznych - ma pojawić się w ciągu dwóch najbliższych lat.

Mydło i pachnidło

Rynek amerykański oszalał na punkcie pachnideł domowych. Ich sprzedaż wzrosła o pół miliarda dolarów w ciągu pięciu lat i nadal będzie rosła. Zapachy - inne do salonu, inne do sypialni, jeszcze inne do łazienki - kupują głównie kobiety, i to w specjalistycznych sklepach (można już też takie spotkać w naszych centrach handlowych). W Stanach najlepiej sprzedają się całe serie zapachowe - świece, odświeżacze w sprayu i elektryczne, pachnące patyczki, a nawet perfumy do zasłon i pościeli z ulubionym aromatem. Zapachy popularne zimą nie są kupowane wiosną, więc tak jak w modzie obowiązują kolekcje sezonowe. Wiosną dom ma pachnieć rabarbarem, latem - ciastem borówkowym, a zimą - jabłkiem w karmelu.

Pachnidła domowe są coraz bardziej 'eko'. Coraz częściej zamiast z wosku naftowego produkuje się je z sojowego, i to koniecznie z bawełnianym knotem oraz prawdziwymi olejkami aromaterapeutycznymi.

Zupełną nowością są zapachowe szale, chustki i narzuty oraz impregnowane zapachem jedwabne aranżacje kwiatowe.

Z karczochem na słońce

Gdy Amerykanie zachłystują się domowymi zapachami, tradycyjna kosmetologia trochę drepcze w miejscu. Wydaje się, że wszystkie świetnie działające na skórę składniki (witamina C, retinol, peptydy) już zostały wynalezione, a lista tych, których w UE nie można używać, stale się powiększa. Pozostaje więc szukać nowych zastosowań dla starych składników.

Niedawno odkryto, że wyciąg z karczocha używany do tej pory w kuchni i gabinetowych zabiegach antycellulitowych świetnie chroni skórę przed słońcem. Zmniejsza też pory skóry oraz ilość melaniny, poprawia elastyczność.

Okazało się także, że podobne właściwości ma bodziszek cuchnący - popularne leśne ziele o paskudnym zapachu, nielubianym nie tylko przez mole. Do tej pory bodziszek używany był jako pomoc w chorobach nerek. O ile mogę sobie wyobrazić krem z karczochem, o tyle zastanawiam się: cóż za śmiałek wyciągnie z kosmetycznej poczekalni cuchnącego bodziszka?