Komentarze (6)
-
Brawo za artykuł i istotne spostrzeżenia. Dodam tylko, że zatrudnienie konsultanta ślubnego zdecydowanie pozwala zachować równowagę między życiem a "projektem życia - ślub i wesele".
-
Śluby są przereklamowane. Tylko pustych ludzi bawią takie imprezki, że o wieśniackich weselach i nie mniej wieśniackich wieczorach panieńskich i kawalerskich nie wspomnę. Brania kredytu, żeby coś takiego zorganizować, nie zroumiem już na pewno.
Unikam jak mogę, wolne związki to jednak to. Na ślubach innych po prostu jedno z nas jest chore i nie może przyjechać. -
Kogo stać na wesele przy tych cenach ten rytuał pewnie zaniknie.
-
"Poszukiwanie sukni, przymiarki, komponowanie menu, dobieranie listy gości, wybór dj'a, menu, kursy tańca, stosowanie diety, wybielanie zębów, zabiegi upiekszające i niezliczona liczba próbnych makijaży i fryzur to z pewnością ekscytujące zajęcie"
To żart? Kto i dla kogo pisze takie artykuły? Ludzie z jednego grona znajomych zazwyczaj żenią się w tym samym czasie. Tym sposobem każdy z nas zalicza po 20 ślubów i wesel w ciągu 3-4 lat. Nie ma szans żeby sobie przypomnieć co u kogo się jadło, jakie były serwetki ani, o zgrozo, jaką sukienkę miała panna młoda. Dziennikarzyny, chyba na zamówienie hien z biznesu ślubnego, wmawiają młodym dziewczynom, że kogokolwiek poza nimi samymi obchodzi jak one w dniu ślubu będą wyglądać. Może czas na jakąś kampanię społeczną pt. Stop Ślubnemu Naciągactwu? Pomijam już, że ślubne szaleństwo najczęściej obserwuje się u par biorących ślub w obrządku rzymskokatolickim, które na co dzień z religią nie mają za wiele wspólnego. -
Tylko wyjątkowy pustak poświęca rok ze swego życiorysu na zaplanowanie jednodniowej imprezy, która szybko się kończy, a kredyty trzeba na ogół spłacać jeszcze długie lata. A jeśli za wesele płacą rodzice to jest to zwyczajny wyzysk matki i ojca, którzy nieba by przychylili pustej lali, która nie myśli o tym, żeby im ulżyć w starości, a nie jeszcze przysparzać dodatkowy balast, a potem kolejny - dziecko podrzucane przy okazji realizowania własnych planów, jako darmowej niani.
-
W tym biednym zaściankowym kraju istnieją dwie skrajności. Albo lans na wolny związek , albo wielka pompa ślubna z imprezą na 100 osób i koncelebrowaną mszą w zabytkowym kościele. Jakby nie można było inaczej, prościej i skromniej. Mój ślub odbył się w USC, kościelny może kiedyś nastąpi, a może nie. Po ślubie wzięliśmy garstkę tych naprawdę oczekiwanych gości i poszliśmy do pierwszej w miarę przyzwoitej knajpy, która znajdowała się w pobliżu, tam zamówiliśmy stolik na 10 osób, każdy wybrał sobie z karty dań, co chciał. Posiedzieliśmy godzinkę, a potem przenieśliśmy się na chatę, gdzie przy pomocy kilku butelek wódki, wina oraz ciastek i śledzika w kulturalny sposób (nikt nie zalał ryja) dokończyliśmy imprezę.
"Śluby są przereklamowane. Tylko pustych ludzi bawią takie imprezki, że o wieśniackich weselach i nie mniej wieśniackich wieczorach panieńskich i kawalerskich nie wspomnę. Brania kredytu, żeby coś takiego zorganizować, nie zroumiem już na pewno.
Unikam jak mogę, wolne związki to jednak to. Na ślubach innych po prostu jedno z nas jest chore i nie może przyjechać. "
Skomentuj:
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX








![Carla Bruni opuszcza Pałac Elizejski. Jaki był jej styl? [ZDJĘCIA]](http://bi.gazeta.pl/im/8/11739/z11739978R.jpg)





