Pędzle w dłoń! Czyli poszłyśmy na kurs makijażu, ale czy nauczyłyśmy się malować?

?Kurs? to niedopowiedzenie - poszłyśmy do prawdziwej Szkoły Makijażu. Uczyłyśmy się jak wykonać makijaże dobrane do naszej urody i wcale nie było łatwo!
Polki lubią się malować. Jednak większość nie ma na tyle odwagi i umiejętności, aby podkreślać atuty swojej urody. Skąd to wiadomo? Firmy kosmetyczne i perfumerie stale badają nasze odczucia i preferencje. Takie badania przeprowadziła również Sephora w związku z planami uruchomienia Make Up School w całej Polsce. Poprzez swój blog makijażowy, zbadali, że z 5 milionów odtworzeń wideolekcji aż 345 tys. dotyczyło makijażu nude i biznesowego, 300 tys. obejrzało film o tym, jak zrobić smokey eyes a 270 tys. kobiet ma problem z malowaniem kreski na oku i makijażem typu "paryski look". Czy to dużo? Wydaje się, że tak, gdyż przeciętna ilość odtworzeń jednego filmu wynosi 33 tys.! Stąd pomysł na nauczenie nas, Polek jak radzić sobie z trzema podstawowymi makijażami.



(zdjęcia schematyczne makijaży)





Dlatego we trzy postanowiłyśmy sprawdzić, czy rzeczywiście z takich lekcji można nauczyć się malowania twarzy. Zdarzało mi się już uczyć makijażu, ale z reguły polegało to na słuchaniu osoby, która mnie malowała. Tu tak, tam więcej, gdzieś indziej mniej i gotowe. Po czym przychodzę do domu, siadam z kosmetykami przed lustrem i... totalna klapa. Miałam nadzieję, że tym razem będzie inaczej. Zwłaszcza, że jak zostałyśmy uprzedzone, uczestniczki kursu biorą czynny udział w całym kursie. Jak zrozumiałam jedna połowa twarzy miała być pomalowana przez makijażystkę a druga przez adeptkę kursu. Brzmiało zabawnie ale też przerażająco. Od razu pojawiła się myśl, czy w taki sposób można kogoś nauczyć malować czy raczej pokazać jak nie powinno się tego robić. W kocu uznała, że jeżeli jest to szkoła makijażu Sephory to chyba wiedzą jak to robić. Założenie jest proste: zgłaszamy się do Sephora Make Up School i zapisujemy* na bezpłatne, półtoragodzinne konsultacje makijażowe. Takie spotkanie odbywają się w grupie około ośmiu kobiet, którym krok po kroku makijażystki pokazują jak zrobić jeden z trzech makijaży na twarzy uczestniczki kursu. Makijażystki, które są również blogerkiami Sephory prowadzą videoblog blogmakijaz.pl i doradzają w razie potrzeby na jaki styl powinnyśmy się zdecydować. W naszym przypadku okazało się to bardzo potrzebne, no bo jak samemu zdecydować się tylko na jeden makijaż. Przecież fajnie by było umieć malować wszystkie trzy. Do wyboru mamy: Smoky Eyes, Paryski Look oraz Business Make Up. Dopytuje się, czy naprawdę da się nas nauczyć malować, gdy będziemy makijażystka pokaże nam tylko "kawałek" makijażu. Jednak blogerka każdy krok makijażu ma robi na połowie naszej twarzy, a my zaraz potem mamy powtarzamy jej czynności na drugiej połowie. Proste? Zobaczymy.

Czy rzeczywiście?




Przygotowania do kursu - demakijaż i czary odprawiane nad nami przez Sergiusza Osmańskiego, dyrektora artystycznego Sephora. Fot. Maciej Goliszewski/Epoka

Wybranki czy bohaterki

Edyta na co dzień nie nosi grubej warstwy make-up'u. - Wydawało mi się, że malowanie oczu jest bardzo skomplikowane i potrzebowałabym wielu szkoleń i trików, by efekt był zadowalający. Bałam się, że makijaż wyjdzie mi przerysowany - tłumaczy. Olga idąc na kurs była przekonana, że potrafi się malować i nawet całkiem nieźle jej to wychodzi, postanowiła to jednak sprawdzić. Martyna, czyli ja już wielokrotnie próbowałam zaszaleć z mocniejszym makijażem, choćby na wieczór, ale za każdym razem kończyło się tak, że nikt nie zauważał efektu mojej pracy. Wybrałam się do szkoły, by nabrać odwagi do większych eksperymentów.




Paulina Karamon, makijażystka, tłumaczy Edycie i Martynie na czym będzie polegać ich makijaż. Fot. Maciej Goliszewski/Epoka

Edyta - Business Make Up

Business Make Up to makijaż na co dzień dla kobiet, które chcą wyglądać lepiej w pracy, ale nie mają na to zbyt dużo czasu.

Edyta podczas kursu napotkała parę trudności, dobór właściwego odcienia podkładu był problemem nawet dla profesjonalnej makijażystki. Edycie zależało na zakryciu przebarwień, więc chciała użyć mocno kryjącego podkładu. Pierwszy strzał był nieudany - podkład źle reagował ze skórą. Wchodził w pory, przez co twarz usiana była maleńkimi, jasnymi kropeczkami - pierwszy sygnał, że kosmetyk się nie nadaje. Następny wydawał się Edycie za lekki, ale Paulina Karamon, nasza nauczycielką, wytłumaczyła, że w przypadku dziennego makijażu lepiej nie decydować się na mocno kryjące kosmetyki. - Jeśli ładnie podkreślimy oczy, kości policzkowe i usta, to mimo lekkiego podkładu nikt nie zauważy przebarwień.

Kolejny problem pojawił się na koniec: - Nie radzę sobie z zalotką. Całe to chwytanie rzęs jak najbliżej powieki, ale jednocześnie unikanie jej ściśnięcia nie jest dla mnie.Wolę nie ryzykować bólu - przyznaje się Edyta.




Edyta w trakcie kursu makijażu. Fot. Maciej Goliszewski/Epoka

Resztę kroków udało się jednak powtórzyć bez problemu i efekt był naszym zdaniem super. Cała twarz wygląda na rozświetloną, wypoczętą i młodszą. I to codziennie, bo Edyta rzeczywiście korzysta z nabytych umiejętności! - Mam jeszcze trudności z namalowaniem na powiece czarnej kreski. To czasochłonne zadanie wymagające precyzji, szczególnie od osoby, która nie ma w tym wprawy. Ale nie zrezygnuję, bo widzę, że taka kreska powiększa oko i "zagęszcza" rzęsy, a to mi służy - dodaje.




Edyta w makijażu biznesowym. Po lewej to, co udało się stworzyć podczas kursu, po prawej wersja wykonana samodzielnie. Fot. Maciej Goliszewski/Epoka (z lewej), Archiwum Prywatne (z prawej)

Olga - Smoky Eyes

Olga, czyli jedyna z nas, która twierdziła, że potrafi się malować, dostała trudne zadanie - smoky eyes. Zaczęła nakładanie cieni przed pokryciem twarzy podkładem, by uniknąć śladów po obsypanym, szarym pigmencie. Przez cały czas bała się, że przesadzi z ilością koloru, ale makijażystka i blogerka Dagmara Włoch pomogła jej zachować odpowiednie proporcje. - Ostatecznie wydaje mi się, że pasuje do mnie taki look, ale sama wykonam go już w wersji łagodniejszej. Próbowałam go już odtworzyć w domu i zdarzyło się, że wyglądałam jak panda - opowiada.

Podstawą takiego makijażu okazało się właściwe rozcieranie cieni. Jeśli zatrzemy granicę pomiędzy ciemnym a jasnym cieniem, bez problemu unikniemy wpadki. - Wykorzystaj do tego matowy cień w jasnym odcieniu beżu. To absolutny must have w kosmetyczce każdej kobiety. Od niego zaczynamy wszystkie trzy makijaże oka, jakich uczymy w naszej Szkole - tłumaczyła blogerka pomagająca Oldze.




Olga w trakcie kursu makijażu. Fot. Maciej Goliszewski/Epoka

Blogerka zdradziła nam też kilka trików, stosowanych przez makijażystów współpracujących z gwiazdami i modelkami. Jeden z nich stosujemy wszystkie na co dzień - po nałożeniu zwykłego różu (trochę poniżej kości policzkowej), na samej kości rozprowadź cień do powiek w różowym kolorze. Najlepiej, by był to kosmetyk z drobnym, rozświetlającym pigmentem. Nakładamy go aż do skroni, nie bojąc się dotrzeć do samej brwi. Efekt? Idealnie rozświetlona twarz!




Olga w makijażu smoky eye. Po lewej stronie wykonany z pomocą makijażystki, po prawej samodzielna praca. Fot. Maciej Goliszewski/Epoka (z lewej), Archiwum Prywatne (z prawej)

Martyna - Paryski Look

Obie dziewczyny narzekały na swoje głęboko osadzone oczy przez które nie byłoby widać grubej kreski stanowiącej tajemnicę Paryskiego Look'u. To prosty i bardzo kobiecy makijaż. W oryginalnej wersji - zakręcona w zewnętrznym kąciku oka kreska wykonana eyelinerem i czerwona pomadka (u mnie zamieniona na różową, bo makijaż wykonywałyśmy przed południem).

Czego się nauczyłam? Przede wszystkim tego, że pędzle, które kilka miesięcy temu dostałam w prezencie nie muszą już leżeć bezużytecznie. Wiem już jak używać tego przeznaczonego do podkładu (odrobina podkładu na dłoń, następnie maczamy pędzel i dosłownie wciskamy podkład w skórę sprężystymi, szybkimi ruchami - nie rozmazujemy, tak jak robiłam to wcześniej).




Martyna w trakcie kursu makijażu. Fot. Maciej Goliszewski/Epoka

Poza tym dowiedziałam się wreszcie dlaczego każdy mój podkład wydaje mi się pomarańczowy. Okazało się, że mam bardzo jasną skórę (sądziłam, że normalną) i makijażystka poradziła mi, bym sama przygotowywała sobie potrzebny odcień. Zamiast wyrzucać stary fluid, dokupiłam do niego biały korektor i mieszam dwa kosmetyki na dłoni przed nałożeniem na twarz. Tak, to naprawdę takie proste, ale wcale nie oczywiste!

Początkowo kreska, którą wykonała mi makijażystka wydawała mi się zbyt długa. Od razu pomyślałam, że nie wyszłabym tak na ulicę. Kiedy za chwilę miałam ją wykonać samodzielnie, byłam przekonana, że namalowałam ją identycznie. Dumna z siebie odwróciłam się do blogerki i co usłyszałam? - Spokojnie, nie ma takiego błędu, którego nie dałoby się naprawić. Przynajmniej w makijażu - powiedziała i wyjaśniła mi, że moja kreska jest zdecydowanie za krótka i za mało podwinięta. Ostatecznie byłam zachwycona efektem i pozwalam sobie na więcej rozmachu w makijażu - w kreskach, ilości różu i pudru (którego wcześniej wcale nie używałam).




Martyna w makijażu Paryski Look. Po lewej z pomocą makijażystki, po prawej - jej interpretacja. Fot. Maciej Goliszewski/Epoka (z lewej), Archiwum Prywatne (z prawej)

Coś się zmieniło

Po zakończeniu kursu byłyśmy zgodne - czas na zmiany. Zwykle w takich sytuacjach na postanowieniu się kończy, ale tym razem było inaczej. Pracujemy razem, dlatego łatwo ocenić, która z nas rzeczywiście korzysta z nabytych umiejętności. Najlepiej bez wątpienia wypada Edyta - jej makijaż z dnia na dzień wygląda coraz lepiej. Olga i ja trochę rzadziej mamy okazję wykorzystać swoje umiejętności - mocny makijaż raczej nie sprawdza się dla nas w ciągu dnia. Kiedy tylko okazja się pojawia - ćwiczymy, czego efekty możecie ocenić na zdjęciach.

Co sądzicie o efekcie naszej nauki? Odwiedzicie Szkołę, gdy pojawi się w waszym mieście?



* należy wcześniej umówić się przez infolinię Sephora dostępną pod numerami telefonów: 801 801 400 lub 12 682 84 94, czynną w godzinach od 9.00 do 21.00 lub zapisujemy się bezpośrednio w drogerii na dwa tygodnie przed rozpoczęciem kursu