Nadwaga rodzi się w głowie

  • Pin It
Joanna Biszewska
05.08.2010 , aktualizacja: 06.08.2010 11:41
A A A Drukuj
Czym jest dla ciebie jedzenie? Ucieczką w bezpieczny świat, najlepszym przyjacielem, ulgą? A może wrogiem, znienawidzonym sprawcą zła? Przyczyn nadwagi nie powinniśmy szukać w diecie, lecz w zbyt emocjonalnym podejściu do jedzenia.
ZOBACZ TAKŻE
Nie ważne, co jemy, lecz dlaczego jemy

Aleksytymia to zjawisko opisywane w podręcznikach dla psychologów. Niedawno zostało zaadaptowane przez dietetyków. Dlaczego? Bo relacja z jedzeniem może mieć podłoże psychiczne i bardzo często jest to relacja toksyczna. Aleksytymia to inaczej "brak słów dla emocji". Pojęcie powstało w 1970 r. Jego twórcy, psychologowie Nemiaha i Sifneosa opisali aleksytymię jako deficyt obejmujący niezdolność do identyfikacji uczuć i nieumiejętność wykorzystania języka do opisu tych uczuć. Aleksytymicy to osoby, które nie wiedzą jak nazwać i opisać to, co dzieje się w ich głowie i dlatego emocje utożsamiają z fizjologią. Zajadanie problemu i strach przed nazwanim go może być objawem aleksytymii.

Pochłanianie w nocy całej blachy ciasta nie jest zaspokojeniem głodu, jest lekarstwem na nieumiejętność radzenia sobie z jakimś problemem np. zdradą, samotnością, chorobą. Jedzenie ma przynieść ulgę, wyciszyć problem, o którym nie chcemy lub nie potrafimy głośno mówić. Jedzenie staje się nagrodą, karą, przyjemnością, wyciszeniem, ale nie czymś, co ma zaspokoić głód fizyczny.

I znowu się nie udało...

Dlaczego tak trudno jest utrzymać dietę? Dlaczego po kilku dniach czy tygodniach diety wracamy do dawnych nawyków żywieniowych i cały wysiłek odchudzania idzie na marne? Odpowiedz jest prosta. Dla wielu z nas jedzenie jest jak tabletki uspokajające, jak środek od anestezjologa uśmierzający ból. Statystyczne - według szacowań WeightWatchers - tylko 16 proc. odchudzających się ma na tyle silnej woli, aby przestrzegać diety i wytrwać w niej do końca. Pozostali odchudzający się rzucają dietę w połowie lub łamią jej zasady. Zaraz po zakończeniu diety wracają do dawnych nawyków zajadania stresów czy niepowodzeń. Dietetycy coraz częściej pracę z pacjentem rozpoczynają nie od ułożenia diety i tabeli kalorii, lecz od terapii. W przypadku wielu pacjentów okazuje się, że toksyczna i uzależniająca więź z jedzeniem narodziła się już w dzieciństwie, kiedy czekolada była nagrodą za dobre zachowanie, czymś słodkim na otarcie łez lub znienawidzoną kusicielką.



Medytuj i chudnij

Sama dieta nie rozwiąże problemu nadwagi czy otyłości. Aby zrozumieć, dlaczego jemy i tyjemy, najpierw trzeba poznać swoje emocji. Medytacja ma być jednym ze sposobów dotarcia do siebie i poznania prawdy, dlaczego relacja z jedzeniem jest tak skomplikowana. W społeczeństwach rozwiniętych, które mają największy na świecie problemem z otyłością i nadwagą zmieniło się w ostatnich latach podejście do odchudzania i diety. Zarówno w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii coraz częściej odchudzanie rozpoczyna się nie od cięcia kalorii, lecz od leczenia duszy. Okazuje się, że toksyczny stosunek do jedzenia można uleczyć nie tylko terapią z psychologiem, ale również medytacją, a nawet modlitwą i religią.

Sue Prosser ma dzisiaj 60 lat. Ta Brytyjka schudła 30 kilogramów i jest przekonana, że jej nowa figura to efekt wiary i modlitwy. Prosser opublikowała poradnik dietetyczny, który nie podaje dietetycznych przepisów, lecz jest czymś na kształt religii diety. Autorka popularnego na Wyspach poradnika o tytule "Fit for Life Forever" namawia, aby dietę rozpocząć od modlitwy do Ducha Świętego. Należy prosić o to, aby pomógł wyzwolić się z niedobrych nawyków jedzeniowych. Według Prosser modlitwy przynoszą nadzieję, wyciszenie i wiarę, że można pokonać swoje słabości. W Ameryce powstała dieta oparta na religii. Jej twórczynią jest Gwen Shamblin, która podpowiada jak rozwiązać problem emocjonalnej relacji z jedzeniem. Shamblin radzi, aby przed każdym posiłkiem zapytać siebie uczciwie: Czy Jezus jadłyby kilogram lodów na raz?

Jak trwoga to do boga

Mieszanie religii do diety może wydawać się śmieszne, ale ma sens. Kiedy zawodzą wszelkie racjonalne sposoby radzenia sobie z problemami wówczas wiara i prośby skierowane do najwyższego mogą okazać się ostatnim kołem ratunkowym. Zadaniem religii jest m.in. wskazanie drogi nawrócenia. Uczestnicy Programu Wspólnoty Anonimowych Alkoholików lubią utożsamiają siebie z odłamem religijnym, bo wierzą, że skutecznością i istotą ich programu Anonimowych Alkoholików jest rozwój duchowości. W przypadku jedzenia mamy do czynienia z takim samym uzależnieniem jak od narkotyków czy alkoholu. Różnica tkwi tylko w tym, że w przeciwieństwie np. do narkotyków słodycze są legalne i można je kupić na każdym kroku.

Kobiety jedzą, mężczyźni piją

Susie Orbach już w 1978 r. w książce "Fat Is a Feminist Issue" zwróciła uwagę na to, że kobiety jedzą i tyją, bo podświadomie wierzą, że warstwa tłuszczu będzie ich zbroją, zapewni poczucie bezpieczeństwa, uchroni przed złym światem. Orbach uważa, że utrata wagi w przypadku niektórych kobiet zamiast cieszyć prowadzi do niepokoju. Wówczas, w obliczu nadchodzącego niebezpieczeństwa, wraca się do "kojących" nawyków podjadania w nocy i efekt jo-jo jest nieunikniony. Orbach już w latach 70-tych zwróciła uwagę na to, że mężczyźni częściej uzależniają się od alkoholu, a kobiety od jedzenia. Według niej uzależnienie od jedzenia należy, tak jak w przypadku alkoholizmu, leczyć odpowiednią terapią.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy

Komentarze (20)

  • mysle_mysle

    0

    no to jestm uzalezniona od jedzenia. musze po prostu musze, tak jak od powietrza i innych fizjologicznych czynnosci.

  • Gość: gosciówa

    0

    A większość tych przypadków spowodowanych jest nadmiarem żarcia.
    Nie należy kupować niezdrowego jedzenia i tyle, a jak ktoś się przed zakupem nie moze pohamować, to chyba już jest kompulsywne kupowanie a nie problem z żarciem ;)

  • dupawdrzewie

    0

    Kolejna bzdura psychologów. Jesz bo nie umiesz rozmawiać o emocjach.. Przyoszczędź na jedzeniu i porozmawiaj o emocjach z psychologiem, 200 zl/godz

  • foksterierka

    0

    Jaaaa cie! Mam toksyczne relacje z jedzeniem! I jestem od niego uzależniona!

  • Gość: lilka

    0

    Tak, na pewno wszystkie osoby, ktore wysmiewaja pomysl uzaleznienia od jedzenia, NIGDY ale to NIGDY nie jadly w chwili stresu, tak samo jak palacze nigdy nie pala wtedy papierosow. Spokojnie, nie trzeba sie od razu, ale warto zauwazac takie relacje.

  • Gość: lilka

    0

    poprawka: nie trzeba sie od razu modlic do Jezusa

  • aussieozz

    0

    anglicy mowia
    "you are what you eat"

    to jest cala "tajemnica" tycia. Czy nasi przodkowie mieli 3 posilki? + zakaski + slodycze?

  • enesta

    0

    Po co doszukiwać się w -objadaniu się- toksycznego stosunku do jedzenia:)
    Może zajadanie stresu bierze się z potrzeby poczucia bezpieczeństwa tak dobrze znanego z czasów niemowlęcia gdy bliskość matki i pożywienie to przyjemność i jednocześnie lekarstwo na stres. Może jest rzeczą normalną i służy naszej psychice, może więc jednak zajadajmy się ale tym co spala tłuszcze w organizmie a ma smak bekonu lub czekolady? Panowie naukowcy – do roboty:)

  • superekolog

    0

    W końcu bardzo mądry artykuł na temat diet. Niepotrzebne tylko to gadanie o religii, która jest zbiorem zabobonów, półprawd i fantazji. Sedno problemu tkwi w rozpoznawaniu i nazywaniu własnych uczuć... potem już jest z górki. Powodzenia grubasy :) Na pewno się uda tym razem. Inne diety, poza dietą psychologiczną, to po prostu ściema.

  • naruda

    0

    nic odkrywczego, wszystkie uzaleznienia biora sie z glowy, ze slabosci i niemoznosci radzenia sobie z rozmaitymi problemami. trud jednak polega na tym, ze nie potrafimy lub nie chcemy przyznac sie przed soba do tego, ze owe problemy mamy - jak w artykule, prawda? i w rzeczywistosci nie skupiamy sie na sobie. medytacja, czy nawet wspomniana modlitwa, pozwala na skupienie sie wokol wlasnego "ja" - a to podstawa do rozpoczecia dzialania. wsluchujemy sie w siebie, swoj organizm, pozwalamy sobie na stawienie czola problemom. to klucz do sukcesu. jesli ogarniemy wnetrze i rzeczywiste potrzeby organizmu oraz ducha, chudniecie pojdzie z gorki.

    tylko z wlasnego doswiadczenia wiem, ze to trudne. jesli ktos uzaleznil sie od jedzenia, to mimo, ze widzi swoj wystajacy brzuch, nalana twarz i cellulit, mimo, ze wie, czym grozi zarcie, nie potrafi zaczac sluchac siebie. to przykre. ale trzymam kciuki za wszystkich (wlacznie z soba)

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane