"Na zdjęciach nie potrafiłam się rozpoznać. Schudłam 40 kg - oto moja recepta na sukces" - mówi Olga [ROZMOWA]

Ola Długołęcka
06.12.2012 , aktualizacja: 05.12.2012 10:06
A A A Drukuj
Takie historie zdarzają się także poza folderami reklamowymi prezentującymi zdjęcia "przed" i "po" cudownej diecie. Olga z dnia na dzień postanowiła, że wreszcie chce wyglądać szczupło. Chudła rozsądnie - łącząc dietę z uprawianiem sportów. Sześć lat - tyle zajęło jej zrzucenie 40 kg.
Z Olgą znamy się od wielu lat, ale widujemy przypadkowo, raz na dłuższy czas. Takie interwały pozwalają na doskonałe wychwycenie zmian w wyglądzie i wahań wagi. Kiedy ostatnio zobaczyłam jej zdjęcie, byłam miło zaskoczona. Z Olgi, którą znałam została połowa. Jej historia przypomina codzienne starania wielu z nas i dążenia do zrzucenia kilogramów. A że okazała się nadzwyczaj skuteczna, więc idealnie nadaje się na opisanie.

Kiedy przytyłaś? Od kiedy ważyłaś więcej niż powinnaś i o ile kilogramów?

Tycie zaczęło się w 2004 roku, skończyło w 2006. Apogeum - w dniu mojego ślubu. 105 kilogramów, przy wzroście 174 cm. Sporo. Mogłabym usprawiedliwiać się przebytą kuracją hormonalną. Albo całkowitą zmianą trybu życia - skończyłam studia i prace dorywcze, zaczęłam stałą - za biurkiem. Mogłabym znaleźć tysiąc powodów, dla których wtedy tak strasznie przytyłam (strasznie, czyli ponad 40 kilo, w punkcie wyjścia ważyłam 63 kg). Tyle, że to nie ma sensu. Miliony osób mają siedzącą pracę. Miliony problemy z hormonami. I są w stanie zapanować nad swoją wagą. Ja nie byłam. I, co dziwne, tak naprawdę wpadałam w kolejne stopnie otyłości, jakbym patrzyła na to wszystko z boku. To się po prostu działo - bardzo szybko - a ja stałam i patrzyłam, zbyt zdziwiona, żeby zadziałać. Kiedy kolejny raz stawałam na wagę albo widziałam się kątem oka w szybie wystawy, panikowałam. Ale była to panika, która nie prowadziła do żadnych sensownych wniosków. Dziś nie rozumiem, jak mogłam pozostawać taka bierna. Teraz reaguję na każdą zmianę wagi.

Czy wcześniej przechodziłaś na diety - jakie i z jakimi skutkami?

Kiedy było już bardzo źle i przekraczałam 90 kg zaczęły się diety. Wychodziłam z nich najczęściej jeszcze grubsza niż wcześniej i do tego podłamana psychicznie. Te ostatnie 15 kilogramów, to był dla mnie taki moment dotarcia do swego rodzaju dna, od którego mogłam się porządnie odbić. Jakie diety stosowałam? Niskokaloryczne - oparte na zupkach i koktajlach w proszku, tajemniczą dietę kapuścianą, słynną kopenhaską. Żyłam wyłącznie na jogurtach albo na sokach. Efekt zawsze był podobny - spadek i błyskawiczny wzrost wagi. Wahania były naprawdę duże. W ciągu weekendu mogłam zgubić 5 kilogramów. Dziś to nie do pomyślenia, ale kiedy waga waha się między 100 a 105 jakoś łatwiej jest zarówno chudnąć, jak i przytyć.

Co sprawiło, że postanowiłaś naprawdę schudnąć?

Było kilka momentów, w których robiło mi się przykro. A to ktoś ustąpił mi miejsca w metrze, myśląc, że jestem w ciąży. A to zobaczyłam swoje zdjęcia i odkrywałam, że kolejny raz jestem największą dziewczyną z całego towarzystwa. Ciężko było też w sklepach, sprzedawczynie potrafią być wyjątkowo nieprzyjemne. Ale wszystko to potrafiłam sobie jakoś wytłumaczyć, dołączyć do "spraw, którymi zajmę się później".

Moje podejście zmieniło się przez pewien splot wydarzeń, który na swój użytek nazwałam "przewrotem majowym". W maju 2006 wyszłam za mąż, a 2 dni po ślubie zaczęłam nową pracę. Życie zmieniło się diametralnie. Pewność, że jest przy mnie ktoś kogo kocham i komu mogę ufać plus praca, którą po prostu uwielbiałam, z której byłam dumna i, która była spełnieniem moich marzeń - to był miks, którego mi było trzeba. Postanowienie, że czas zabrać się za swój wygląd, przyszło wtedy błyskawicznie i bardzo naturalnie. Czułam, że tym razem będzie dobrze.

Jak się do tego zabrałaś?

Przede wszystkim skończyłam z metodą "zrób to sama" i poszłam do dietetyka. Tu wielu osobom, czytającym ten tekst zapali się lampka ostrzegawcza - "aha, kryptoreklama, dziękuję bardzo". Ale nie będę polecać jakiegoś gabinetu, ani firmy. Ja poszłam do dietetyka w prywatnym centrum medycznym, gdzie miałam wykupiony abonament. Nawet nie wiem czemu wcześniej nie wzięłam pod uwagę tej możliwości. Miałam ją praktycznie pod nosem. Dostałam rozpisaną dietę i tabletki, które miały mi pomóc zapanować nad łaknieniem.

Potem "poszłam na swoje", czyli już bez planu próbowałam trzymać reżim dietetyczny. Szybko przekonałam się, że wolno mi mniej niż innym. Kiedy jadłam tyle, co znajomi z pracy, momentalnie tyłam. Spanikowana wracałam więc do diety i momentalnie chudłam. Te początki to było stąpanie po bardzo niepewnym gruncie.

Potem tempo chudnięcia znacznie spadło. To mnie rozczarowało i zdemotywowało. Na strychu miałam ubrania pogrupowane w worki z rozmiarami. Chowałam je tam w miarę jak tyłam - od 36/38 aż po 46. Kiedy doszłam do worka oznaczonego jako 44/42, coś się zatrzymało. Nosiłam te ubrania bardzo długo, a przecież czekały już kolejne worki. I tyle kilogramów do zrzucenia. Zdecydowałam, że trzeba mi jakiegoś "dopalacza". Nie chodzi o lekarstwa (chociaż w chwili słabości kupiłam chrom i l-karnitynę - skutków nie było), ale raczej o coś w rodzaju diety-cud. I wkroczyłam na drogę Dukana. Kilogramy szybko "poleciały", ale kiedy przypomnę sobie, jakie miałam wówczas problemy z cerą i włosami, dziękuję bardzo za powtórkę. Dobrze chociaż, że wszystkie wyniki badań, jakie wykonałam po tej diecie były w porządku.

Dobiłam do rozmiaru 40/42 i, z małymi potknięciami, powróciłam do normalnej diety - zgodnej z dawnymi zaleceniami dietetyczki (5 posiłków dziennie w regularnych odstępach). Ciągle jednak nie byłam zadowolona z postępów, dlatego zrobiłam coś, co z perspektywy czasu uznaję, za najlepszą decyzję - zaczęłam biegać. Początkowo jak każdy - truchtałam i maszerowałam na przemian. Po roku i trzech miesiącach od tych nieśmiałych prób, przebiegłam swój pierwszy maraton. Przy okazji, gdzieś po drodze, otworzyłam worek z rozmiarem 36/38. W te mniejsze ubrania się nie mieszczę. Jeszcze!

Teraz moja dieta jest skorelowana z planem treningowym. Opracowała ją dietetyczka, z którą jestem w stałym kontakcie telefonicznym. Wie, jak trenuję, jakie są moje cele i potrzeby. Codziennie rano pięć posiłków trafia pod moje drzwi (wyjątkiem są weekendy, wtedy też popełniam najwięcej głupich błędów żywieniowych). Ze swojej inicjatywy, ale z pomocą dietetyczki, całkowicie wyeliminowałam czerwone mięso. Chciałam także pożegnać drób i ryby, ale wciąż ciężko mi się biega na całkowicie bezmięsnej diecie (choć to jak sądzę kwestia czasu, wszystko przede mną). Teraz to bieganie ma najsilniejszy głos przy wyborze diety.

Ile kilogramów zrzuciłaś i ile czasu Ci to zajęło?

Schudłam do 66 kilogramów - czyli 39 kilo. Zaczęłam w czerwcu 2006, ten wynik osiągnęłam w czerwcu 2012. Czyli sześć lat. W tym czasie waga falowała. Gdyby pokazać to na wykresie, na pewno nie mogłabym narysować prostego odcinka biegnącego stale w dół. Nic z tych rzeczy. Przykład? Pierwszy kontakt z dietetyczką i w ciągu kilku miesięcy waga spadła ze 105 do 85. Przyszedł czas na odstawienie lekarstwa ograniczającego łaknienie i waga natychmiast skoczyła o kilka kilogramów, a to oznaczało dla mnie znów 90 i więcej na liczniku. Kilka lat później podobnie było z dietą Dukana - nagły spadek - wówczas z 82 na 72 i wzrost do 75 po zaprzestaniu diety. Ostatecznie nauczyłam się nie wpadać w panikę, po prostu bardzo konsekwentnie robić swoje. Chociaż zawsze jest mi przykro, kiedy widzę, jak efekty ciężkiej pracy dosłownie znikają pod tłuszczykiem. Ale co zrobić? Spróbować uczyć się na błędach i iść dalej.

Co było najtrudniejsze w całym tym procesie?

Samokontrola. To było, jest i - jak sądzę - nadal będzie trudne.

Mój tata jest tu dla mnie niedoścignionym ideałem. Był zawodowym wojskowym i zawodowym sportowcem. Zachował pewne przyzwyczajenia. Je o stałych porach, trzyma się diety, pamięta o ćwiczeniach i prowadzi wręcz wzorcowo higieniczny tryb życia. Próbuję tak żyć, staram się, ale nie zawsze wychodzi.

Mój mąż wymyślił sobie taki wentyl - nazywa to "dniem dziecka" i wtedy może jeść, ile chce. Bardzo chciałam iść tym tropem, niestety w moim wydaniu jest to ślepa uliczka. Momentalnie zamienia się to w napad obżarstwa i wyrzuty sumienia. Mam wrażenie, że to swoisty odpowiednik "tylko jednego kieliszka" u alkoholika walczącego z chorobą. Jeden kęs zamienia się w obżarstwo, które ma w sobie coś bardzo chorobliwego. Zdarzyło mi się przez taki atak zrezygnować np. z wieczornej imprezy ze znajomymi - po całym dniu jedzenia byłam za ciężka, za wielka, za bardzo przygnębiona, przerażona - trudno mi nawet znaleźć słowa na opisanie tego stanu fizycznego i psychicznego dyskomfortu.

Zobacz także
  • 19
Komentarze (50)
Zaloguj się
  • Gość: albi

    Oceniono 46 razy 38

    30 km czyli ponad 2godz biegana, z rana ... , gratuluję i zazdroszczę, mi cieżko zdobyć się na 15 km
    A wygląd ... nawet apetyczniej niż pierwszym zdjęciu ;)

  • Gość: byłygrubas:)

    Oceniono 31 razy 27

    @Gość: zuiim
    Witam
    Każdy niestety inaczej pozbywa się kilogramów - wiem coś o tym - zacząłem odchudzanie przy wadze 136 kg (189cm wzrostu) - przez rok schudłem ponad 35 kg a kolejne półtora zajęło mi zrzucenie kolejnych 20 kg - teraz prawie od pół roku walczę i zmniejszenie wagi ok. 2 kg.
    Przychodzi taki moment że niestety organizm blokuje proces chudnięcia póki wewnętrznie się "przyzwyczai" do nowej wagi.
    A im mniej sie waży tym wolniej to odchudzanie postępuje.
    Ale przyznaję autorce - ruch daje więcej niż dieta - a konsekwencja musi być żelazna !!!
    Pozdrawiam wszystkich

  • justseb72

    Oceniono 17 razy 17

    Mądra i świadoma siebie dziewczyna. Brawo! Ja również wróciłem do swojej wagi ( ze 110 do 86 kg przy 188 cm), rozumiem ją więc doskonale. I każdemu życzę wytrwałości i wiary w sukces w odchudzaniu, bo warto. Na prawdę. Pozdrawiam ciepło.

  • Gość: makówka

    Oceniono 35 razy 1

    Historia z happy endem! Olga nie poddawaj się! Dasz rade "zjechać" do tych 60 kg (ja też próbuję) Są fajne propozycje ćwiczeń w necie (moja ulubiona na fitappy.com) pozwolą ci zmniejszyć te niechciane obowdy :) Grubaski zobaczcie, Wam tez moze się udać! Pozdrawiam "była grubaska"

  • Gość: hannes

    Oceniono 37 razy 35

    Gratuluję samozaparcia, dyscypliny, uporu w dążeniu do celu i wytrwałości !!

  • piotrus009

    Oceniono 21 razy 19

    No i gratulacje.

    Ja efekty miałem nieco szybsze - w ciągu 3 miesięcy zgubiłem 25 kilo, ale troche nieostrożnie to robiłem i skończyło się lekką anemią. Ale potem dobiłem kolejne 25, więc w sumie 50 kilo w dół w ciągu nieco ponad roku. Bez drakońskich diet, bez głodzenia się, bez restrykcyjnego jedzenia tego i tamtego, po prostu rozsądne ilości, rozsądne składniki, plus oczywiście siłownia (ale nie bieganie, więcej ćwiczeń siłowych niż aerobowych). Oczywiście teraz im dalej, tym trudniej. Tak jak na początku waga leciała w niesamowitym tempie, tak teraz, kiedy mam nadal może ze 12 kg nadwagi, gubienie każdego kilograma to tytaniczny wysiłek :)

    Smutne jest to, że tak mało miejsca poświęca się kluczowej dla odchudzających się informacji, że wrogiem nr 1 nie jest tłuszcz. Wrogiem nr 1 jest CUKIER. Co z tego, że jogurt ma zero tłuszczu, jeśli ma pół szklanki cukru? Tyje się przede wszystkim od cukrów i to na nie trzeba uważać (ale nie ścinać do zera, jak na diecie Dukana, to też prosta droga do problemów zdrowotnych). Tłuszcze w pewnych ilościach są wręcz wskazane.

    Ale ja nie o tym. Najważniejsze jest nastawienie psychiczne - trzeba się zawziąć i już. JEśli potrzebujesz jednego dnia w tygodniu na "oszustwo", to śmiało, zjedz sobie coś "niezdrowego". Ale raz w tygodniu i w rozsądnych ilościach, nie objadaj się codziennie :-)

  • Gość: Gosia

    Oceniono 16 razy 14

    Oczywiście że się da , sama schudłam 12 kg - jadłam kiedys kompulsywnie, zajadałam smutki, teraz przestawiłam sobie w sobie wszystko, wymieniałam garderobę, mineła mi depresja, będę chudła dalej - jem normalne posiłki, uprawiam sporty, do lata napewno jeszcze schudne kilka kg .Świadomość tego jak teraz wyglądam jestt dużo lepsza niż 5 pączków - mi wystarczy jeden pączek raz na jakiś czas.Najważniejsze byłe było zdrowie...

  • Gość: Jarek

    Oceniono 11 razy 9

    Od 29 sierpnia do dnia dzisiejszego z rzuciłem wagę ze 108 kg do 89 (19 kg). Początkowo zrzucałem nawet po pół kg dziennie teraz troszkę się przystopowało, tzn ok. 100 - 200 g dziennie. Jedyne co zmieniłem w swojej diecie to wyeliminowałem tłuste jedzenie i słodkie napoje, no i uaktywniłem się sportowo. 3 razy w tygodniu basen i 2 razy w tygodniu siłownia. Pomaga i niepotrzebne mi żadne diety cud.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane