Jest w tygodniu dzień, którego nienawidzi chyba każda singielka. "Czy tylko ja tak mam?" [LIST]

- I znowu będzie o singielce. Znowu o samotności. Znowu o napadowym dole - napisała nasza czytelniczka. Nika zastanawia się, czy niedzielny spleen tylko jej się udziela.

I znowu będzie o singielce. Znowu o samotności. Znowu o napadowym dole. Jednak mam potrzebę zapytać was, drogie singielki i drodzy single, których ponoć nie jest tak mało - co jest z tą niedzielą?! I czy tylko ja tak mam, że dołowi najłatwiej mnie dopaść właśnie w niedzielę?

Należę do osób, które lubią spędzać czas ze sobą, ale także poza domem. Między ludźmi. Mniej lub bardziej znajomymi. Ilekroć przychodzi weekend, staram się go jakoś zaplanować, ale i tak koniec końców zawsze ten sam nastrój mi towarzyszy. Czyżby to lęk przed nadchodzącym poniedziałkiem, który przecież dopada wszystkich niezależnie od stanu cywilnego? Tylko ten mój stan zdaje się jakby bardziej dotkliwy.

Już poranek jest jakiś taki niemrawy. Potem kawa najlepiej w ulubionej kawiarence. Książka. Telefon do matki, ciotki, przyjaciółki jednej, drugiej - o ile aktualnie rodziną nie zajęta - to i trzeciej. Obiad na mieście. Bezmyślny spacer lub wręcz przeciwnie - bogaty w plany, analizy, wiwisekcję zdarzeń z wnioskami na przyszłość. A i tak niedziela skończy się ślęczeniem nad angielskim, który jak wyrzut sumienia zalega na półce od ubiegłego poniedziałku po cotygodniowej lekcji z wizją przeszywającego spojrzenia lektorki. Serio pytam, tylko ja tak mam?

Nika

***

Czekamy na Wasze historie, którymi chcecie się podzielić. Wybrane teksty, za Waszą zgodą oczywiście, będą publikowane na kobieta.gazeta.pl. Piszcie: kobieta@agora.pl.

Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem.

Więcej o: