Listy (książek) do Mikołaja. To chcemy na Gwiazdkę! [część trzecia: Dominika i Natalia]

Kochany potencjalny Święty Mikołaju, ponieważ czasu coraz mniej zostało Ci... By zdobyć prezenty, to zamiast stawiać wygórowane żądania i pisać "Krokodyla kup mi" albo "Sam zdecyduj, przecież mnie znasz", nadciągamy z odsieczą. My, czyli Redaktor Fragles i Redaktor Sosin przygotowałyśmy całkiem obszerną selekcję książek dobrych na wszystko. Mamy niejasne wrażenie, że może być użyteczna także dla innych, dlatego postanowiłyśmy się nią podzielić.

DOMINIKA

Ponieważ rozwodzę się w opisach, we wstępie będę się raczej streszczać. Darczyńco drogi, w te święta potrzebuję trochę egzotyki, garści faktów, jakiegoś porządnego morderstwa i kilku prostytutek, bo nigdy nie wiadomo, co się przyda podczas kolacji z rodziną. Jeśli jednak nie masz pewności, czy ja naprawdę chcę tego, co napisałam, że chcę, zawsze możesz mnie zdzielić książkowym Metrem po głowie, pamiętaj jednak, że numer ma znaczenie, więc te 2033 to nieprzypadkowa liczba.

Lista Dominiki

„Film japoński a kultura europejska”

Aneta Pierzchała

No dobrze, powiedzmy to głośno, jestem nudnym człowiekiem. Kiedy ostatnio pozwolono mi w księgarni funkcjonującej przy Narodowym Centrum Kultury wybrać sobie jakieś książki, wyszłam stamtąd z samymi drobno zadrukowanymi knigami o zależnościach między kulturą, emocjami i moralnością. Żadne radosne trolololo, nic o dżenderach, ani jednego czytadełka, płomiennego romansu (ciekawe, czy maja tam takie?). Zamiast tego miliony przypisów i tysiące naukowych sformułowań. Wstyd mi za siebie. Gdy przyszedł czas na wybór lektur pod choinkę, wszystko wskazywało na to, że manewr powtórzę. Oto proszę, na moją listę jako pierwsza trafiła naukowa publikacja Anety Pierzchały poświęcona no właśnie, oczekuje od niej, że będzie to lektura o zderzeniu zachodniego dekodowania świata ze specyficzną wrażliwością wschodu. Zawsze fascynował mnie odmienny etos Japończyków, to, jak traktują relacje międzyludzkie, jak bardzo odmiennie odbierają pewne zachowania, jak inny bywa ich teatr, jak bogata jest symbolika w ich twórczości wizualnej. Po cichu liczę, że jeśli dostane tę książkę w prezencie, to się nie zawiodę.

„Seks, sztuka i alkohol”

Andrzej Klim

"Bohema artystyczna, awangardowe kluby, szykowne kobiety i tętniące życiem kawiarnie” podobno to świat, za którym tęsknimy, tak przynajmniej sugeruje mi wydawca. Nie wiem, chciałabym to sprawdzić. Ja bardziej tęsknię za tym, by móc spontanicznie wyskoczyć wieczorem na fajny koncert, niekoniecznie do awangardowego klubu. Jeśli zaś chodzi o tę lekturę - jestem ciekawa, jak bardzo te lata przeszłe, zaprzeszłe, czas, którego nie doświadczyłam i rzeczywistość, którą znam wyrywkowo skadrowaną przez innych i przefiltrowaną przez cudzą wrażliwość, całe to życie bohemy i jej satelitów, różni się od tego, co dzieje się teraz. Pewne spojrzenie na to wszystko dała mi już Agnieszka Osiecka w swoich najróżniejszych galeriach potworów, sugestię podsunął sam Tyrmand swoim "Życiem towarzyskim i uczuciowym”, no dalej, Andrzeju Klimie, dopisz coś do tego!

„Najstarszy zawód świata”

Marek Karpiński

Pamiętam doskonale fragmenty filmu "Chwała dziwkom”, były mocne, ale pokazywały też sytuacje prostytutek w nieco innym świetle. "Najstarszy zawód świata” to, jak prorokuję, doskonałe uzupełnienie tamtego dokumentu. Podobno Karpiński zamiast na drobiazgową analizę naukową, postawił na zbiór esejów. Ci, którzy już przeczytali mówią, że jest tu dziennikarzem, nie historykiem, choć bibliografia ponoć jest imponująca. Choć całość faktycznie ułożona jest w porządku chronologicznym, poszczególne teksty z różnych epok dotyczą już odmiennych zagadnień - od zarobków, przez związki łączące wojsko i prostytucję po najsławniejsze kurtyzany danej epoki. W to mi graj, liczę na dobrą i ciekawą lekturę.

„Inne przestrzenie”

różni autorzy

Eseje o przestrzeni pióra kilkunastu specjalistów od tematu? O tak! To zwyczajowo wystarcza jako magnes. Kiedy czytam jeszcze, że "Autorzy szukają nie-miejsc w miejskiej zabudowie, wyprawiają się na przedmieścia i peryferie, odsłaniają drugie dno znajomych miejsc podróżnych, wchodzą na nieużytki, ruiny, ziemie niczyje, odnajdując w nich bogate pokłady znaczeń.”- ruiny? nie-miejsca? Och! To ja już, teraz, tutaj, bardzo chcę mieć tę książkę! Jako zdeklarowany miłośnik pustostanów i człowiek, który uwielbia zwiedzać najbardziej absurdalne z turystycznego punktu widzenia obszary wizytowanych regionów, jestem ciekawa, co powiedzą mi antropologowie. Ja patrzę na to wszystko okiem nieco sentymentalnego estety o specyficznym zamiłowaniu do industrialu, oni dołożą do tego swój kontekst i będzie super, już to wiem. Dlatego muszę mieć tę książkę. Czy konie mnie słyszą? A renifery? Doskonale. Mam nadzieje, że potencjalny Święty Mikołaj także.

”Safari mrocznej gwiazdy”

Paul Theroux

Paul od dawna jest na mojej liście pisarzy, których sprawdzałabym, a jego książki podróżnicze to jeden z najapetyczniejszych kąsków jakie można by mi serwować o dowolnej porze. Jeszcze lepiej smakują te, które opowiadają nie tylko o podróżach, ale i powrotach. Ja wciąż jestem za młodym cielęciem, by doświadczyć tego, o czym on może mi pięknie napisać. W książce "Safari mrocznej gwiazdy” na ten przykład konfrontuje Afrykę współczesną z krajem, który miał okazję oglądać jako wolontariusz kilka dekad temu. Opis książki jest dla mnie tym bardziej zachęcający, że autor podróżuje po kontynencie dokładnie tak, jak robiliśmy to my, czyli żadne tam wymuskane klimatyzowane busiki, a to, co aktualnie jest dostępne. Dlaczego tak jest lepiej? Bo widzi się więcej, doświadcza mocniej, zmysły się wyostrzają, a przy okazji można spotkać przeciętnych mieszkańców w typowych dla nich sytuacjach, wreszcie też jest szansa, by usłyszeć mnóstwo ciekawych historii. Tego oczekuję po tej książce. Kochany potencjalny Mikołaju, pozwól mi się przekonać, czy Theroux spełnił moje zachcianki.

„Przyjaciele z daleka”

Matti Ronka

Do Matti Ronki mamy sentyment. Planowaliśmy kiedyś wyprawę do Finlandii. Jak przed każdą normalną wyprawą staramy się przygotować nie tylko studiując mapy i sprawdzając potencjalne możliwości atrakcji i noclegów, ale też budując sobie w głowach taka ładną kulturalną bazę. Sprawdzamy muzykę, filmy, przeglądamy portale poświęcone nowinkom architektonicznym, wreszcie szperamy w księgarniach i antykwariatach za literaturą z regionu przetłumaczoną na język polski. Tak też było przed naszą fińską odyseją. Z tym, że ten wyjazd nie doszedł do skutku, jedyne, co udało nam się zrobić, to pocałować Finlandię w czółko wpadając na 30 godzin do Helsinek, pozostał apetyt na więcej i kryminały Ronki. Fajne, bo bardzo dobrze zarysowujące tło społeczne. Wiele można wyczytać o relacjach przedstawicieli różnych kultur, wreszcie sama fabuła jest frapująca. "Przyjaciele z daleka” poza tym, że są kontynuacją dość niewesołych przygód bohatera, którego już dobrze znam, czyli Viktora Kärppy, to mają jeszcze bardzo ładną okładkę, o jak ona mi się podoba, brałabym na plakat, mój kochany święty Mikołaju.

„Metro 2033”

Dmitrij Głuchowski

To jedno z najtrudniejszych wyznań publicznych, jakich dokonuję. Ja. Dominika Węcławek. Nigdy. Nie. Czytałam. Żadnej. Książki. Z uniwersum. Metro 2033. Uffff. Nie czytałam, ale zawsze chciałam. Pamiętam, że moją uwagę przykuły zapowiedzi pierwszej książki Głuchowskiego. Było metro, Moskwa i postapo - czego chcieć więcej? Nie wiem, najwyraźniej jednak czegoś mi zabrakło. Może determinacji? Koniec końców "Metro 2033” nigdy nie trafiło do mojego koszyka w księgarni. W tym roku jedna przebrała się miarka. Postanowiłam nadrobić zaległości, zwłaszcza, że jeden z moich kolegów, typ dość utalentowany i nadaktywny przygotował własną powieść osadzoną w uniwersum 2033, a rozgrywającą się w metrze warszawskim. Lekturę dostałam przedpremierowo (się ma te przywileje, a co) i przyznam, że czyta się dobrze. No, to teraz czas na pozostałych. No właśnie, cholera, strasznie dużo tych książek wyszło, autorów też więcej jakby. Dlatego zamiast siwieć sprawdzając co, gdzie i w jakiej kolejności, bardzo proszę nabyć mi wszystko. Uwaga! Zadanie z gwiazdką dla oddanego świętego Mikołaja - poukładać to chronologicznie tak, bym mogła tylko zdejmować ze sterty kolejne części nie martwiąc się, że coś mnie ominęło, a coś przeczytałam zbyt wcześnie. Dziękuję, odpłacę w naturze, a konkretnie w ciasteczkach, być może będą słone.

NATALIA:

Lista Natalii

„Cywilizacja komunizmu"

Leopold Tyrmand

Tyrmandem na nowo zainteresowałam się z powodów prywatnych. Poznanie jego przesympatycznego syna, Matthew, sprawiło, że zechciałam odświeżyć sobie dzieła papy. Większość dostępnych pozycji z jego dorobku mam, ale "Cywilizacji” jeszcze nie czytałam, a sądząc z opisu, warto.

Sam Leopold Tyrmand pisał: „Ta książka nie ma pretensji naukowych, ani publicystycznych, ani dziennikarskich. Ma pretensje literackie. Mimo to nie jest ani beletrystyką, ani literackim esejem. Jest ona pamfletem na komunizm, zamierzonym przejaskrawieniem istniejącej rzeczywistości. Uważam komunizm za najgorszą plagę, jaka spotkała ludzkość, i żywię głęboką nadzieję, że książka ta odzwierciedla moje uczucia w odpowiednim stopniu. Czy znaczy to, że pamflet wykrzywia prawdę? Ani trochę. Komunizm jest zjawiskiem, wobec którego obiektywizm, jako metoda wyjaśniająca, jest śmieszny w swej nieporadności. Uważam, że pamflet jest jedyną - przynajmniej na razie - metodą prawidłowego wyjaśniania komunizmu”.

Zgadza się z panem Tyrmandem w całej rozciągłości, a dodatkowo, komunizm jest takim moim "konikiem”. Pisałam pod kierownictwem prof. Paczkowskiego magisterkę o 1989 roku i lubię czytać o wynaturzeniach tamtego, słusznie minionego, systemu.

„Charlotte Bronte i jej siostry śpiące”

Eryk Ostrowski

Do kąta klęczeć na grochu, kto nie czytał choć jednej z książek sióstr Bronte. Albo lepiej - do czytania. Życie sióstr (a był też brat, o czym mało się wspomina) Brontë stanowi do dziś zagadkę dla badaczy literatury. Niemal wszystko, co o nich wiadomo, wiemy właśnie z zapisków i korespondencji najstarszej, Charlotte. Rękopisy powieści pozostałych sióstr zniknęły, a pierwszy wydawca twierdził, że wszystkie zostały napisane jedną ręką. Czy napisała je Charlotte, która chciała stworzyć legendę trzech genialnych sióstr? Tylko dlaczego? A może brat, co sugerowałaby choćby opisy karczm - miejsc do których panny z porządnych domów nie chadzały? Książka stawia chyba więcej pytań niż daje odpowiedzi, ale bez wątpienia przeczytałabym ją z ogromnym zaciekawieniem, choćby dla poznania trudnych relacji silnej kobiety wyprzedzającej swoją epokę z mężczyznami: bratem, z którym w latach młodzieńczych dzieliła tożsamość literacką, nauczycielem, w którym była zakochana, wreszcie z wydawcą, którego miała nadzieję poślubić. Kochany aniołku przynieś książkę pod choinkę, proszę!

„Czarnobylska modlitwa”

Swietłana Aleksijewicz

Wszystkie książki wydawnictwa Czarne można polecać w ciemno. Na tym w zasadzie mogłabym poprzestać, ale rozwinę, iżby red. nacz. łba nie urwała. Wybuchu w Czarnobylu nie pamiętam, nie wiem, czy piłam płyn Lugola, ale jedno z najkoszmarniejszych wspomnień z dzieciństwa to jak stoję u babci w salonie, dorośli siedzą i nie zwracają uwagi na to, co leci w telewizorze (były lata osiemdziesiąte i nic takiego nie mogło przecież lecieć w niedzielę popołudniu) a ja, zapewne z oczami jak spodki, oglądam dzieci którym wypadają garściami włosy. Był to program o skutkach ataku atomowego na Japonię, ale atom to atom więc jakoś to sobie skleiłam w dziecięcym mózgu i już zawsze Czarnobyl kojarzył mi się najstraszniej. Okazuje się, że całkiem słusznie. Po wybuchu ogromna chmura radioaktywna powędrowała nad Białoruś. Ponad dwa miliony Białorusinów nadal żyją w strefie skażonej i, mimo wszystko, chcą być szczęśliwi. O tym jest ta książka.

„Tuwim, wylękniony bluźnierca”

Mariusz Urbanek

Wszystkie książki Mariusza Urbanka można polecać w ciemno. Tuwim wielkim poetą był. Dzięki mojej kochanej mamie, która w tym roku latem chwaliła się, jak pięknie jej przed domem rośnie i pachnie rezeda, na zawsze zapamiętam że :

(...) z "opisami" wielka bieda,

Należy uznać, że właściwie

Rezeda pachnie - jak rezeda.

Polskim pisarzom i poetom wielką krzywdę wyrządzają kanony lektur szkolnych. Warto dowiadywać się o nich więcej, niż, że "wielcy byli”.

„Tove Jansson. Mama Muminków”

Boel Westin

Jeśli ktoś nie uwielbiał Muminków, Małej Mi i Włóczykija, nie bał się Buki... to ja temu komuś nie wierzę, nie ufam, nie chcę go znać! Muminki miały na mojej półce miejsce szczególne, a teraz czekają sobie spokojnie na nowe pokolenia, którym będzie się wyczytywać historie z doliny Muminków do zdarcia okładek. Bardzo chętnie dowiedziałabym się więcej o autorce tych książek.

„Zabójca z miasta moreli”

Witold Szabłowski

Zabójca z miasta moreli to zbiór reportaży składających się w opowieść o Turcji między wschodem a zachodem, tradycją i nowoczesnością, cywilizacją Europy i Islamu. Ja widzę tę książkę jako lekturę obowiązkową dla dziennikarki zajmującej się tematyką zagraniczną, ale sądzę, że będzie ciekawa nie tylko dla dziennikarzy. Obiecuje wejście wgłąb społeczeństwa, spotkanie z rodziną Alego Agcy i dziewczętami, które miały być ofiarami zabójstw honorowych po rewolucję seksualną. Muszę mieć.

"Eli, Eli"

Wojciech Tochman

Podczas wyjazdu stypendialnego do Stanów poznałam bardzo miłą i mądrą dziewczynę z Manili, od której dowiedziałam się wielu rzeczy o kraju, o którym (wstyd!) nie wiedziałam zbyt wiele. A wy? Wiedzieliście, że na tych bajecznie pięknych Filipinach rozwody są nielegalne a pigułki antykoncepcyjne można kupić, ze sporymi problemami, tylko z powodów medycznych? To prowadzi do tego, że na ulicach, cmentarzach i w slumsach wielkiej metropolii żyją często kilkunastoosobowe rodziny bez środków do życia. Już nie wiem, czy byłabym w stanie pojechać na wakacje na Filipiny i dobrze się bawić. Wojciech Tochman i Grzegorz Wełnicki zajrzeli w te opuszczone przez Boga miejsca za nas, byśmy my mogli podglądać z bezpiecznej odległości własnego ciepłego mieszkania.

Wszystkie książki z naszych list (i kilka innych w bonusie) kupicie oczywiście w Publio. Wystarczy kliknąć tutaj (lub w obrazek poniżej).

Strzelamy Focha (z) książką! Strzelamy Focha (z) Książką!

Więcej o: