"Do nas zgłaszają się ludzie, którzy ze zmęczenia potrafią upuścić swoje dziecko"

- Do nas zgłaszają się często rodzice, którzy boją się, że spowodują wypadek, bo w drodze do pracy zasypiają za kierownicą ze zmęczenia. Nie śpią, bo ich dziecko budzi się nawet 12 razy w nocy - mówi Marta, konsultantka snu, współwłaścicielka firmy Sleep Concept.

Kto się do was zgłasza?

To często rodzice, którzy uznali, że nie mogą dalej funkcjonować, bo ich dziecko przez ostatnie pół roku budziło się 10-12 razy w nocy. A w ciągu dnia, gdy maluch ma drzemkę, a nie potrafi spać inaczej niż na rękach, dorośli boją się, że zasną razem z nim i. go upuszczą.

Są rodzice, którzy obawiają się, że spowodują wypadek, bo w drodze do pracy ze zmęczenia zasypiają za kierownicą. Są też tacy, którzy przestają kontrolować swoje emocje, bo ostatnio trzy godziny ciągiem przespali pół roku temu i rodzicielstwo przestało im sprawiać jakąkolwiek radość. Są też pary, które chciały mieć trójkę dzieci, ale ze względu na dramatyczną sytuację ze spaniem z pierwszym dzieckiem nie decydują się na kolejne.

Miałam klientkę, mamę 15-miesięcznego dziecka i 5-latka, która wyznała mi ze łzami w oczach, że od dobrych kilku miesięcy obiecuje starszemu, że poczyta mu na dobranoc. I za każdym razem jest tak, że 5-latek zdąży zasnąć, zanim ona do niego przyjdzie, bo przez 1,5 godziny usypia młodsze dziecko.

Każdy rodzic w pewnym sensie tresuje swoje dzieci (fot: Shutterstock.com)
Każdy rodzic w pewnym sensie tresuje swoje dzieci (fot: Shutterstock.com)

Jakie są oczekiwania rodziców?

Większość chce poprawić swój komfort życia. Dla wielu ogromną poprawą jest zejście z 12 do 4 pobudek w ciągu nocy. Dla innych większy problem stanowią wczesne pobudki, a nie nocne wstawanie. Są też mamy, które po tym jak obudzą się dwa razy w nocy, w ciągu dnia są wykończone. Ich organizm funkcjonuje tak, że po każdym wybudzeniu nie mogą zasnąć przez kolejne dwie godziny.

Niektóre kobiety mają problemy z depresją czy nerwicą, które nasilają się po urodzeniu dziecka. Dla nich brak snu oznacza całkowite zaprzestanie funkcjonowania. Zwykle staramy się znaleźć kompromis między tym, co dziecko jest w stanie zrobić, a jakie rodzic ma oczekiwania.

Brzmi to trochę jak tresura...

Każdy rodzic w pewnym sensie tresuje swoje dzieci, bo na tym polega wychowanie. Jeden chce, żeby dziecko było grzeczne i w uprzejmy sposób odnosiło się do innych, a drugi, żeby czuło się swobodnie, bo jest dzieckiem, więc ma prawo np. krzyczeć. To jest kwestia priorytetów. Ale do nas nie zgłaszają się rodzice, których dziecko budzi się dwa razy w nocy i dorosłym nie chce się do niego wstawać.

Często się słyszy, że nasi rodzice takich problemów nie mieli. Dzieci jakoś spały.

Nie mieli, bo czasy były inne. Nie było przede wszystkim tak dużych oczekiwań wobec rodziców. Nasze mamy po macierzyńskim brały urlop wychowawczy, dziś kobiety odczuwają presję, żeby szybko wrócić do pracy. Kilkadziesiąt lat temu pracujący ojciec był w stanie utrzymać wszystkich, teraz trudno znaleźć czteroosobową rodzinę, która utrzymałaby się z jednej pensji. Wiele kobiet chce wrócić do pracy, żeby się realizować zawodowo. Ale ciężko to robić, kiedy się nie śpi. Za czasów mojej mamy, kiedy się było trochę niewyspanym, nie przekładało się to w tak dużym stopniu na wyniki w pracy. Dziś trzeba być przede wszystkim efektywnym.

Presja jest nie tylko w pracy, w domu musi być posprzątane, ugotowane, najlepiej ze zdrowych, sprawdzonych produktów. Znam kobiety, które boją się dać dziecku rybę ze sklepu, bo nie wiedzą, co w niej jest. Zakładam, że nasze mamy nie miały takich problemów. Kupowały to, co było w najbliższym sklepie i tyle. Nie musiały konfrontować się z milionem porad internetowych.

W Polsce zanika również wielopokoleniowy styl życia. Ludzie zmieniają miejsce zamieszkania, babcie, dziadkowie są daleko. Rodziny przeprowadzające się do większego miasta nie mają obok siebie nikogo bliskiego, nawet koleżanki, bo ta mieszka w odległej dzielnicy. Więc nie ma nikogo do pomocy przy dziecku, choćby na chwilę.

Dzisiaj chcemy też wszystko naprawiać. Na przykład kiedyś się mówiło: no trudno, nie chce ssać piersi, niech nie ssie, dostanie mleko modyfikowane. Dzisiaj są doradcy laktacyjni, szuka się przyczyny, dla której dziecko odrzuca pierś.

Można popaść w paranoję.

Nie oceniam. Tak jest i już. Ma to swoje dobre i złe strony.

Doradcy laktacyjni, trenerzy snu. Na rynku jest coraz więcej tego typu specjalistów.

My zaczynałyśmy trzy lata temu i wtedy nasza firma była jedną z pierwszych w Polsce, które zajmowały się konsultowaniem snu. Obecnie jest ich więcej, ale i tak jesteśmy daleko za Stanami Zjednoczonymi czy Wielką Brytanią. Na Wyspach zarejestrowanych jest ok. 120 klinik, w których pracują konsultanci do spraw snu. Tam każde miasteczko ma swojego konsultanta.

Jak zdobyłyście doświadczenie?

Kiedy zaczynałyśmy, właściwie żadne kursy nie były dostępne, więc zdobywałyśmy wiedzę samodzielnie, korzystałyśmy z wielu źródeł. Przekopałyśmy się przez tony materiałów. "Pomogli" nam również nasi pierwsi synowie, których urodziłyśmy w podobnym czasie. Chłopcy dali nam szkołę życia, jeżeli chodzi o trudne zasypianie, wczesne pobudki czy problemy z karmieniem piersią. Gdy już poczułyśmy, że wiemy wystarczająco dużo na ten temat, zaczęłyśmy nieodpłatnie doradzać znajomym, udzielać się na zagranicznych forach i grupach internetowych, które organizują się w ramach samopomocy.

Do konsultantek snu zgłaszają się często rodzice, którzy boją się, że spowodują wypadek, bo w drodze do pracy zasypiają za kierownicą ze zmęczenia (fot: Shutterstock.com)
Do konsultantek snu zgłaszają się często rodzice, którzy boją się, że spowodują wypadek, bo w drodze do pracy zasypiają za kierownicą ze zmęczenia (fot: Shutterstock.com)

W tej chwili można zdobyć certyfikat, trzeba mieć jednak świadomość, że wystawi go inny konsultant ds. snu - osoba, która również zdobyła wiedzę sama.

Jak się diagnozuje problem ze snem dziecka? Wydawałoby się, że to rodzic zna je najlepiej, dlatego wie, co sprawi, że dziecko zaśnie.

Jednak większość rodziców nie ma pojęcia, co wpływa na sen dziecka. Nie mają wiedzy na temat biologii snu ani higieny snu.

Ale czytają poradniki. Jest ich mnóstwo. A tam wiele porad, jak sprawić, by dziecko zasnęło.

W poradnikach jest dużo rad, a nie ma wytłumaczenia, skąd się problem bierze. Ale znalezienie przyczyny to jedno, ważne jest też doświadczenie. Rodzic zapyta o rozwiązanie koleżankę jedną, drugą. Ale to, co działa na inne dziecko, może nie zadziałać na moje. Jednemu dziecku pomoże skrócenie czasu czuwania, innemu wydłużenie.

My sprawdzamy warunki, w jakich dziecko śpi. Dieta, plan dnia i sposób zasypiania to główne obszary, w których szukamy przyczyn problemu i w których wprowadzamy zmiany. Najpierw jednak definiujemy problem - czy są nim pobudki nocne, jak są one częste, ile trwa usypianie, jak wygląda, ile trwają drzemki. Potem wdrażamy zmiany i obserwujemy, gdzie następuje poprawa. Jeśli problem w jakimś obszarze pozostał - razem z rodzicami pracujemy dalej, szukamy kolejnych powodów.

Co najczęściej powoduje kłopoty dzieci ze snem?

Są dzieci, które niezależnie od godziny, o której położymy je do łóżka, nie będą miały problemów z zaśnięciem. Są jednak takie, w przypadku których jeśli nie trafimy w odpowiednią porę - położymy je za wcześnie albo za późno - będą przy usypianiu krzyczały.

Jak rozpoznać odpowiednią porę?

Dobra pora kładzenia spać zależy od wielu elementów, w tym wieku dziecka, jego potrzeb snu, proporcji snu pomiędzy dniem a nocą, tego jak maluchowi minęły ostatnie 24 godziny i na końcu temperamentu. Patrząc na wiek dziecka, obserwując jego zachowanie w dzień, w nocy oraz przy zasypianiu, analizując dzienniczek jego snu oraz robiąc wywiad na temat jego temperamentu, jesteśmy w stanie dobrą porę snu wytypować.

Co jeszcze wpływa na to, jak dziecko śpi?

Ważne są też warunki. Rodzice stosują różne metody, np. puszczają dziecku dziwne dźwięki, wychładzają pokój. Zgłosili się do nas rodzice, którzy usypiali dziecko przy muzyce Chopina. W tym czasie chłopiec wciąż się przebudzał. O godzinie 23 muzykę wyłączali, bo sami szli spać, a ta im przeszkadzała. Wtedy sen chłopca się uspokajał. Wystarczyło zapytać: "Wyłączacie muzykę, bo wam przeszkadza, a nie przyszło wam do głowy, że może przeszkadzać waszemu synowi?".

A dieta?

Powoduje problemy ze snem, ale znacznie rzadziej, niż rodzicom się wydaje. Zdarzają się dorośli, którzy próbują odchudzać swoje dzieci, bo usłyszeli od lekarza, że dziecko jest za często karmione i dlatego znajduje się w górnych granicach centylowych. Tylko lekarz nie zwrócił uwagi, że dziecko ma ojca o wzroście 2,10 m, mamę 1,75 m, więc o tym, jakie ma zapotrzebowanie na pokarm, w jego przypadku decydują geny. I dziecko nie spało, bo chodziło spać głodne. 

Jaki wpływ na sen dziecka ma zachowanie rodziców?

Czasami ich zachowanie, np. stosowanie metod wyciszania, które w rzeczywistości nie wyciszają, usypianie dziecka z dużą ilością bodźców, nieregularny lub źle dopasowany ramowy plan dnia ustalony przez rodzica, błędna interpretacja reakcji dziecka i niezauważanie objawów przemęczenia, może być przyczyną pobudek malucha, ale nie powinni czuć się winni z tego powodu. Może to wynikać z ich niewiedzy, braku świadomości. Żaden rodzic nie chce, żeby jego dziecko nie spało. Dorośli, którzy do nas przychodzą, często słyszą od innych, że sami sobie na to zapracowali. Słyszą: nosiłaś tyle dziecko na rękach, to teraz masz, wstawałaś w nocy tak często na karmienie, to ci się budzi.

Dla wielu ogromną poprawą jest zejście z 12 do 4 pobudek w ciągu nocy (fot: Shutterstock.com)
Dla wielu ogromną poprawą jest zejście z 12 do 4 pobudek w ciągu nocy (fot: Shutterstock.com)

W literaturze parentingowej roi się od metod usypiania. Przytoczę chociażby dwie najbardziej kontrowersyjne - wypłakiwanie i metodę 3, 5, 7 (odkładanie dziecka kolejno na 3, 5 i 7 minut).

Jeśli rodzic uważa, że wypłakiwanie się jest najlepsze dla jego dziecka, niech tak robi. My takiej metody, czy innej metody kontrolowanego usypiania, czyli również tej 3, 5, 7, nie polecamy klientom. Ale jeśli komuś się to sprawdziło, to nie negujemy i nie krytykujemy tego. Są też tzw. metody na oszukanie dziecka. Dziecko zasypia przy piersi i sztuka polega na tym, żeby odłożyć je w odpowiednim momencie, tak żeby się nie obudziło. W przypadku niektórych dzieci się to sprawdza. My tego też nie doradzamy. Ale jeśli działa - to każda rodzina ma prawo sama podjąć decyzję, jak usypia swoje dzieci.

Każda metoda jest dobra, pod warunkiem że nie szkodzi dziecku. Kiedyś popularna była metoda kontrolowanego karmienia, która akurat, naszym zdaniem, do szkodliwych należy. Nieważne, czy dziecko było głodne, czy nie, czy płakało, czy nie, karmiło się je w określonych porach. Jesteśmy zdania, że jeśli dziecko jest głodne, to nieważne, czy minęło 5 godzin czy pół, należy je nakarmić. Chociaż oczywiście nie każdy płacz oznacza głód.

Zdarzały się sytuacje, w których rodzice byli zaskoczeni tym, co spowodowało, że ich dziecko zaczęło spać?

Pamiętam mamę, która bardzo lubiła gotować, ale swojemu 9-miesięcznemu dziecku dawała tylko słoiczki. Gdy zapytałam ją, dlaczego nie daje dziecku tego, co sama przygotowuje, odpowiedziała: bo lekarz jej powiedział, że słoiczki są zdrowsze, bo to sprawdzone źródło. Już po kilku dniach od wprowadzenia normalnego pokarmu dziecko zaczęło spać. Pamiętam rodziców, których dziecko spało w bardzo jasnym pokoju. Zaleciłyśmy, żeby pokój zaciemnić. Nie zdążyłyśmy nawet wysłać planu działania, a dziecko już zaczęło przesypiać całe noce.

Konsultacja z Wami odbywa się mejlowo lub na Skypie po wcześniejszym wypełnieniu ankiety. Spotkanie nie jest konieczne?

Prosimy również o wysłanie zdjęcia pokoju, w którym dziecko zasypia. Spotkanie jest wartościowe o tyle, że pozwala zbudować zaufanie do klienta. Wizyta w domu raczej nie wnosi wiele do naszej wiedzy na temat dziecka. Ankieta jest wystarczająco szczegółowa, żeby poznać zwyczaje rodziny, postawić diagnozę i wprowadzić zmiany. Czasem podczas wizyty udaje się wyłapać niuanse i rzeczy niewidoczne dla rodzica - reakcje dziecka na jakiś dźwięk czy zdarzenie, relacje między rodzicami lub między dorosłymi a dzieckiem, których rodzic nie opisze w ankiecie, bo nie jest ich świadomy. Ale to rzadkość.

Bywają niezadowoleni klienci?

Za nami prawie tysiąc konsultacji i rodzin, z którymi pracowałyśmy, więc i tacy muszą być. Bo inaczej wyobrażali sobie tę usługę. Bo myśleli, że plan działania będzie napisany w innej formie. Bo rady, które otrzymali, zakładają np. zmiany w planie dnia, a oni podkreślali, że takich zmian wprowadzać nie będą. Są rodzice, którzy o nic nie mają pretensji, a są tacy, z którymi udaje się zrealizować 90 proc. założeń i dalej są niezadowoleni, bo dziecko budzi się o 6, a nie o 7 rano, i śpi 11 zamiast 12 godzin.

Dla nas najbardziej poruszające są sytuacje, kiedy mama dziękuje nam, bo w końcu może spędzić pół godziny z mężem, ugotować sobie lub dziecku normalny obiad albo widzi, że maluch po raz pierwszy w życiu przez 15 minut sam się pobawił lub  pierwszy raz od pół roku się uśmiechnął. Dzięki Bogu mamy dużo więcej zadowolonych klientów.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Więcej o:
Komentarze (37)
'Do nas zgłaszają się ludzie, którzy ze zmęczenia potrafią upuścić swoje dziecko'
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • drakaina

    Oceniono 38 razy 32

    "Nasze mamy po macierzyńskim brały urlop wychowawczy". Nie wszystkie. I mam wrażenie, że dzisiejsze kłopoty z dziećmi wynikają z nadmiaru "literatury parentingowej" i zaniku zdrowego rozsądku.

  • tomek74mm

    Oceniono 28 razy 22

    Co wy wypisujecie, kiedyś było 26 tygodni urlopu macierzyńskiego przy 1 dziecku i w przypadku urodzenia więcej niż jedno dziecko 39 tygodni. Większość kobiet szła do pracy po ty okresie i dzieciaki albo babcia albo żłobek. Nikt nie opisywał problemów ze zmęczeniem rodziców bo generalnie nie było gdzie o tym pisać. W gazetach i TV podawali wysokość zbiorów pszenicy w kwintalach z ha, i rekordową produkcję ciągników.
    Rodzice mieli takie same problemy z dzieciakami jak teraz. Jedne dzieci spały inne nie, i nie jest uzależnione od czasów, tylko poza bliskimi nikt nie wiedział że są takie akcje.

  • iwanme

    Oceniono 9 razy 9

    Dobra, tak jak rozumiem dlaczego danie się dziecku wypłakać aż padnie to metoda kontrowersyjna (bo stres dla dziecka, poczucie opuszczenia, potencjalna trauma itp.) to wytłumaczy mi ktoś co jest złego w uśpieniu dziecka na rękach/przy piersi i odłożeniu do łóżeczka?

    Od siebie dam tylko radę, żeby eksperymentować. Mam dwójkę dzieci, oboje raczej z tych nie śpiących i na różne z nich działy/działają zupełnie różne rzeczy. Jak ktoś twierdzi, że zna jedną uniwersalną metodę to plecie bzdury (tzn. nie wykluczam, że zostawienie dziecka do wypłakania się jest taką metodą, ale my się na to nigdy nie zdecydowaliśmy - za bardzo byłoby to dla nas traumatyzujące :P )

  • a_imie_moje

    Oceniono 9 razy 7

    Zawsze tak było. Z chwilą urodzenia się dziecka, a zwłaszcza w pierwszych miesiącach po urodzeniu się pierwszego potomka, ludzie zmieniają swój status z ludzi wolnych w niewolników.
    W obecnych czasach, kiedy najbardziej liczy się komfort, a do tego jest przeraźliwa presja na bycie perfekcyjnym we wszystkich dziedzinach życia naraz, rodzi to oczywiście dodatkowy poziom stresu.
    Dwadzieścia i dwieście lat temu matki maleńkich dzieci też "zasypiały na stojąco", w tym zakresie nic się nie zmieniło.
    Tyle, że takie np. chłopki, a potem robotnice (czyli znakomita większość społeczeństwa) miały dzieci cały czas przy sobie, w chustach, na rękach, spały z nimi i nie musiały wstawać w nocy do drugiego pokoju czy do łóżeczka obok po sto pięćdziesiąt razy. Tamte rodziny spały często w jednym ogromnym wspólnym łóżku.
    Rodzice przynajmniej jednej ze stron byli często bardzo blisko i mogli trochę pomóc czy przynajmniej doradzić, uspokoić spanikowaną świeżą matkę itp.
    Życie rodzinne ludzi przez tysiące lat wyglądało odmiennie od współczesności.

  • shunpike

    Oceniono 9 razy 7

    Jako ojciec dwójki dzieci (17 i 3,5) znam temat. Te 2-3 lata temu, po którejś za...ej nocy już mi się śmiać chciało i po przyjściu do pracy powiedziałem do świeżej i wypoczętej koleżanki, że ja jestem bardziej wyspany od niej bo tej nocy spałem aż 6 razy, a ona tylko raz :P.

  • Gość: ona

    Oceniono 7 razy 7

    Dziecko musi być najedzone dobrymi produktami (nie słodycze czy słodkie napoje), wybawione (nie: wynudzone), po spacerze (min. 1 godz dziennie niezależnie od pogody), wyciszone, i, paradoksalnie niezbyt zmęczone (zbyt zmęczone nie może zasnąć, spróbujcie sami...). Świetnie działają na dzieci tzw. "rytuały" - ten sam plan dnia, jedzenie o regularnych porach, kąpiel o tej samej porze, książeczka lub śpiewanie tych samych (!) piosenek itd. U mnie na dodatek dochodziła podróż z Łodzi do Warszawy w niedzielę wieczorem (praca) i z powrotem (na weekend). Dziecko przenoszone do łóżeczka ok. 10 wieczorem (czasem w deszczu lub na mrozie), przebierane, zmiana pieluszki na noc. Czyli miała 2 domy, 2 swoje pokoje... I spała, bo to też był dla niej standard (trwało to 4 lata, od 6 m-ca do prawie 5 roku życia). Zostawała również z babcią (na weekend, na urlop - 2 tygodnie). Z ciekawostek - przez 4 lata prowadziłam zeszyt, a w nim: pobudka, co na śniadanie, co do picia, kiedy była drzemka, spacer, kąpiel. Żadne wypracowania, ale jak zapłakała, zawsze mogłam sprawdzić w zeszycie kiedy było ostatnie karmienie czy...kupka. I dać plan babci czy opiekunce (która potem przejęła prowadzenie zeszytu i nawet była dokładniejsza niż ja). Wiecie jaki komfort dla wszystkich? Zawsze wiedzieć kiedy dziecko powinno zjeść, ile, co lubi wypić, ile czasu śpi w dzień, o której itd.? Zwłaszcza, gdy dzieckiem opiekuje się kolejno kilka różnych osób? I jak dziecko się przyzwyczaja do systemu?

  • Gość: damapik

    Oceniono 7 razy 5

    niektórzy rodzice to zwykli debile...nie wiedzą że jasny pokój lub światło świecące nad głową dziecka raczej nie pomaga przy zasypianiu? Albo Ci od Chopina?? Normalnie ludzie pogłupieli, już nikt nie korzysta z inteligencji, tylko wszyscy jak jeden mąż do internetu i tam szukają rozwiązań!! Społeczeństwo zdurniało do reszty!!!

  • grey-sky

    Oceniono 4 razy 4

    Dzieci płakały także kiedyś. Gadanie, że nie płakały to takie głupoty jak to, że przed wojną było wszystko lepsze. Sama pamiętam jak marzyłam o tym by znalazł się ktoś, kto by się dzieckiem trochę zajął, bym mogła odespać. Z czasem te wspomnienia trochę się zacierają i ludziom wydaje się, że wszystko było cudowne. Przeważnie wcale tak pięknie nie było, choć z drugiej strony bycie rodzicem jest tak wspaniałym doświadczeniem, że pamięta się to co dobre a nie to co trudne.

  • Gość: Niezadowolona

    Oceniono 3 razy 3

    POLECAM... TRZYMAĆ SIĘ OD USŁUG SLEEP CONCEPT Z DALEKA.
    Panie robią biznes na zmęczonych i zmartwionych rodzicach. Czysty biznes, zero sumienia... Z początku wydaje się, że są profesjonalne, zadają dużo pytań, by w końcu wysłać plan działania który rzekomo dobrany jest do potrzeb dziecka. W rzeczywistości jest chyba szablonem wysyłanym każdemu, bo nie można się z paniami dogadać w sprawie zmian i wątpliwości. Panie traktują zmartwionego rodzica zadajacego pytania jak kogoś upierdliwego. Metoda to ubrane w ładniejsze słowa "popłacze i przestanie". Obiecany w wykupowanym pakiecie kontakt jest trudny do wyegzekwowania, trzeba kilkukrotnie upominać się o odpowiedź. By niekiedy wcale jej nie dostać.
    Zamiast tracić na to energię lepiej skupić się na dziecku.
    Brak możliwości wystawienia opinii na FB powinien dać do myślenia..

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX