Na mityng Anonimowych Seksoholików trafiłem na ich własną prośbę. Zanim weszliśmy, trochę kluczyliśmy.Salka była wąska. Tak wąska, że ledwo mieściła długi stół i siedzących przy nim mężczyzn.
- Tylko pamiętaj, że nie możesz ujawnić miejsca, w którym się spotykamy - przypomniał ten, który mnie przyprowadził.
- I nie podawaj imion i nazwisk - dorzucił drugi. - Nie chciałbym, żeby w mojej pracy wiedzieli, że jak widzę sekretarkę, to potem lecę do ubikacji i się masturbuję.
- My podajemy tylko numer telefonu i adres mailowy. Jak ktoś chce do nas przyjść, musi zadzwonić lub napisać - powiedział trzeci.
- Zadajemy mu wtedy standardowe pytania - włączył się czwarty. - Co cię sprowadza? Czego oczekujesz? Czego pragniesz zaprzestać?
- Doświadczenie naszych amerykańskich przyjaciół uczy, że bardzo często przychodzili ludzie, którzy albo szukali sensacji, albo obiektów - wyjaśnił piąty.
- W Stanach wspólnota anonimowych sekso-holików liczy tysiące, w Niemczech setki, a w Polsce kilkadziesiąt osób. Jesteśmy przekonani, że tych, którzy cierpią, jest znacznie więcej. Chcielibyśmy, żeby zgłaszali się do nas ludzie uzależnieni od seksu.
Łukasz: Sny o dziewczynkach
- U mnie to wygląda tak, że krążę wokół tematu, czyli zaglądam do kiosków, empików - zaczyna swoją opowieść Łukasz, 30-letni instruktor fitness. - I niby przeglądam pisma z motocyklami...
- Lubisz motocykle?
- No, co ty. To się tylko tak zaczyna, że niby motocykle, bo potem ciągnie mnie w stronę gołych panienek. To samo w przypadku internetu. Niby mam sprawdzić pocztę i nagle mnie bierze, bo mi się wyświetliło słówko "sex". Zaczynam ściągać, co się da, i upychać na twardym. Czasem trwa to nawet kilka dni. I jak już jestem tym strasznie zmęczony, to wchodzę w ciąg masturbacyjny. Zdarzało mi się tak to robić, że masturbacja była czystym bólem. Nawet orgazm był bólem. Potem to się kończy i zostaje straszne cierpienie. Ból w jądrach, w podbrzuszu. Tępy i nieustający. Coś jak przy zakwasach. Do tego doły psychiczne. Jestem tak pełen nienawiści, że myślę, że dobrze, że tak mnie boli. I wtedy podejmuję zobowiązania, że nigdy więcej.
Przedstawiając Łukasza, pominę całą masę rzeczy. Nie będę się rozwodzić, że nie pije i nie pali, bo ojciec wypił za nich dwóch, a matka wypaliła. Nie będę opowiadać o kobietach, bo po pierw-sze, nie było ich dużo, a po drugie, tak się masturbował, że w zasadzie były mu obojętne. Nie wspomnę o prostytutkach, bo nawet gdyby wszedł do burdelu, to chyba by się rozpłakał. Z przerażenia. Nie zatrzymam się nawet nad kwestią samobójstwa, bo Łukasz nie skoczył z mostu, choć mówi, że jak po nim idzie, to ogarnia go dziwna chęć, żeby się przechylić. Skupię się za to na dziecku. Łukasz ma sześcioletnią córeczkę.
- To było cztery lata temu. Byłem przekonany, że żony nie ma w domu, córkę zostawiłem nad obiadem, a sam pobiegłem do komputera. I nagle żona wróciła. Nie usłyszałem, jak wchodzi. Złapała mnie za włosy. Krzyknęła, że jeśli małej coś zrobię, to mnie zabije.
Sprawa stanęła na ostrzu noża i Łukasz poszedł na terapię dla Dorosłych Dzieci Alkoholików. Opowiedział o problemie z masturbacją. Terapeuta zasugerował grupę dzienną z alkoholikami. Minęła desperacja, nie poszedł. I było coraz gorzej.
- Z żoną kochaliśmy się rzadko. Raz w miesiącu. Ona nie chciała częściej. Jak mnie odrzucała, to zaczynałem się nad sobą użalać i oczywiście się masturbowałem. Albo wychodziłem i zaczynałem krążyć. Pamiętam, była zima, wiał lodowaty wiatr, a ja wściekły, odrzucony, zbolały. Nie wziąłem portfela, bo tak to bym wylądował na Dworcu Centralnym w jakimś saloniku prasowym. Krążyłem koło kiosków, zaglądałem i nagle koło trzeciej nad ranem, gdy już byłem strasznie zmęczony, zobaczyłem kobietę wychodzącą z biurowca. Była blisko. Jakieś 50 metrów. Poczułem ochotę, żeby ją zgwałcić. I taka myśl mi przyszła, że to realne. Do dziś nie wiem, dlaczego tego nie zrobiłem.
- Boisz się, że zrobisz krzywdę córce?
- Nie chcę nawet o tym myśleć. Nie chcę rozważać, czy mógłbym swoją córkę... Jak była malutka i ją kąpałem, to jeśli choć przez chwilę pojawiała mi się myśl seksualna, to ją odkładałem. A teraz jak tylko zaczynam myśleć, że ona staje się dziewczynką, że ma długie nogi, falujące włosy, to zaraz staram się to w sobie stłumić. Ale mam sny. Śnią mi się młode kobiety, takie nastolatki.
Marek: Czas pogardy
- Ciągle ciężko mi o tym mówić - zaczyna Marek, 24-letni magister prawa.
I robi się czerwony. Wstyd to największy wróg uzależnionych. Tak bardzo boją się go przeżywać, że nieustannie przed nim uciekają.
- Nie mogę przestać się onanizować... - wydusza wreszcie z siebie.
I znowu jest czerwony.
- Może będzie ci łatwiej, gdy zaczniesz od początku.
Siedmioletni Marek leży w łóżku. Jest tak chory, że pół roku będzie musiał leżeć. To wtedy odkrywa masturbację. I na początku używa jej jako sposobu na nudę i środka na bezsenność. Pewnego dnia do pokoju niespodziewanie wpada matka. Marek z penisem w ręku. Nie dość, że wstyd, to jeszcze awantura. Od tamtej pory zacznie się pilnować.
- Rodzice?
- Wymagający i zimni. Stosowali psychiczne kary. Udawali obrażonych, potrafili się nie odzywać. Ale najgorsze było to, że ciągle mnie kontrolowali. Gdy się onanizowałem, miałem satysfakcję, że robię coś za ich plecami.
Pierwszy raz spróbował przestać, gdy był w szóstej klasie podstawówki. Zaciął się, wytrwał dziesięć miesięcy. Pierwszą dziewczynę miał w klasie maturalnej. Unikał z nią seksu jak ognia. Pierwszy raz poszedł do psychologa, gdy miał 21 lat. Powiedział, że ma problem z masturbacją, a w zamian usłyszał, że w jego rodzinie był represyjny stosunek do seksualności i on się w ten sposób wewnętrznie karze. Potem się dowiedział, że jego rówieśnicy też się masturbują i nie mają z tym większych problemów. Jednak poczucie winy rosło. Gdy zaczął przeglądać pornograficzne strony w internecie, tłumaczył sobie, że ma większe libido niż inni. Jednak usprawiedliwienie jakoś nie działało. Zwłaszcza że masturbacja coraz częściej kończyła się bólem. Pojawiła się bezsenność i problemy ze wzwodem.
- Mnie wkurwiało, że ja, superczłowiek, co sobie generalnie radzi, nie mogę się opanować. Miałem totalną sprzeczność. Byłem dumny, że nie mam żadnych nałogów. Paliłem, ale po dwóch latach rzuciłem. Potrafiłem pić tydzień, a potem przestawałem.
Nieraz się zdarzało, że w dyskusji z kolegami wykładał swoje credo: "Normalny człowiek ma plan na życie, a narkoman go nie ma albo go stracił". I dodawał, że on ma, bo chce zostać adwokatem. A potem szedł do domu, zamykał się w pokoju, wyłączał telefon, przygotowywał ręcznik, włączał komputer i zaczynał seans. A potem nadchodził palący wstyd i ogromne poczucie winy, więc rzucał się w naukę. To było wycieńczające. Bez przerwy chodził chory.
- Pewnego dnia, w czasie seansu internetowego, wpisałem do wyszukiwarki słowo "sekso-holik". Wyskoczyła mi strona kompulsywnych onanistów. Potem znalazłem seksoholików. Konkretnie mityng internetowy. Zalogowałem się i włos mi się na głowie zjeżył, jak przeczytałem, co tam ludzie piszą. Przestraszyłem się, że jestem tym narkomanem, którym tak pogardzałem. I potem był kolejny ciąg.
- Na drugi dzień napisałem maila. Nikt nie odpowiedział, więc się obraziłem i oczywiście zacząłem masturbację. Ale ten mityng mnie męczył.
Źródło: Duży Format