Kobieta
http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kobieta >  Psychologia >  artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Gej i lesbijka uczą dzieci twoje

Tomasz Kwaśniewski
2007-03-27, ostatnia aktualizacja 2007-03-25 19:55

Nigdy jeszcze tak się nie bali


Rys. Twożywo
ZOBACZ TAKŻE
Boję się, że gdyby wszystko stało się jasne, natychmiast straciłabym pracę - mówi 33-letnia Kamila, która pracuje jako wychowawczyni w domu dziecka we Wrocławiu. - Kilka tygodni temu obcięłam włosy. Nie bardzo krótko, ale jednak. Pani dyrektor wezwała mnie do siebie i powiedziała, że jej się to nie podoba, bo mam wygląd lesbijski. Nie zareagowałam, więc dodała, że muszę się liczyć z konsekwencjami. Gdy zapytałam - jakimi, pani dyrektor zaproponowała rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem stron. Nie zgodziłam się i zagroziłam, że jeśli mnie zwolni, oskarżę ją o dyskryminację. Teraz czekam na jej reakcję. Boję się, że i tak mnie zwolni. Oczywiście nie za to, że jestem lesbijką, ale wiesz, zawsze można znaleźć pretekst. Boję się, że jak zostanę zwolniona, to nigdzie nie znajdę pracy w swoim mieście, bo wszyscy dyrektorzy domów dziecka się znają. Dlatego pilnuję się jak nigdy. Nie spóźniam się, jestem wręcz nadgorliwa.

- Czy ta historia z włosami ma jakiś związek z groźbami wiceministra edukacji Orzechowskiego, że nauczyciele, którzy ujawnią, że są homoseksualistami, będą zwalniani z pracy? - pytam.

- To nie ma związku. Ale boję się, że obcięcie włosów zostanie potraktowane jak demonstracja. Wcześniej tylko raz pani dyrektor zrobiła coś w tym stylu. To było jakieś sześć lat temu, gdy zaczynałam pracę. Wtedy przychodziła po mnie dziewczyna. Pani dyrektor wezwała mnie i oświadczyła, że sobie tego nie życzy. Od tamtej pory przychodzi po mnie kolega gej. Potem byłam nawet ze swoją partnerką na urodzinach koleżanki z pracy. Zaprosiła nas, bo ona wie, że jestem lesbijką. Była tam również pani dyrektor i nie było żadnych komentarzy.

- Komu powiedziałaś, że jesteś lesbijką? - pytam.

- Bratu, wszystkim prywatnym znajomym oraz niektórym kolegom z pracy. Tym, z którymi chodzę na piwo. Myślę, że reszta się domyśla, bo od pewnego czasu nie słyszę żadnych dowcipów o gejach i lesbijkach, choć wiem, że krążą.

Pamiętam sytuację, gdy jeden z naszych podopiecznych przyznał, że jest homoseksualistą. Nie byłam jego wychowawczynią, ale przychodził do mnie w czasie nocnych dyżurów i żalił się, że musi chodzić do psychologa, który go przekonuje, że to nie jest tak. Siedziałam, słuchałam, czułam się wyróżniona, że to właśnie mnie obdarzył zaufaniem, a jednocześnie czułam się strasznie, bo nie mogłam mu powiedzieć, że go rozumiem.

- Dlaczego nie mogłaś?

- To by mogło zostać podciągnięte pod promocję homoseksualizmu. Poza tym bałam się, że on na drugi dzień mógłby się na mnie obrazić, opowiedzieć wszystkim. Wtedy musiałabym albo się zaprzeć, albo stracić pracę. A ja bardzo lubię pracę z dziećmi. Robię to od piętnastego roku życia. Przed studiami jako wolontariuszka pracowałam z dziećmi niepełnosprawnymi, w czasie studiów z upośledzonymi umysłowo.

- A może ty byś chciała mieć swoje dziecko?

- Jestem przeciwko posiadaniu dzieci przez osoby homoseksualne. To nie jest naturalne środowisko dla dziecka - odpowiada twardo.

- A jak wybierałaś się na studia pedagogiczne, to nie obawiałaś się, że potem jako lesbijka będziesz mieć problemy z pracą?

- Gdy powiedziałam znajomym, że jestem lesbijką, i wszyscy, nawet ci hetero, tak świetnie to przyjęli, uwierzyłam, że może być normalnie. To mi dodało sił. Kubłem zimnej wody był ten moment, gdy pani dyrektor powiedziała, że nie życzy sobie, by przychodziła po mnie moja dziewczyna. Od tamtej pory zaczęłam się bać. I boję się nie tylko utraty pracy. O tym, że jestem lesbijką, nie wie matka, choć jestem pewna, że się domyśla, bo przecież mówiłam, że mieszkam z dziewczyną. Nie wie tata, bo jest zbyt schorowany i nie chcę go dodatkowo martwić. Nie wie starsza siostra, bo mam z nią zbyt nikły kontakt. I boję się, że jak to wyjdzie, to mama, tata i siostra mnie odrzucą. W najgorszym razie wyjadę za granicę. Mam już propozycję pracy we Francji. Ale na razie tego nie zrobię. Chcę, żeby moja pani dyrektor musiała się zmierzyć z problemem. Poza tym nie chcę uciekać. O tym, czy wyjadę, zdecyduję, jak będę mieć wybór.

Gej szuka pracy

"Szkoła (w dużym mieście) zatrudni nauczycieli: angielskiego i matematyki".

- Ja w sprawie ogłoszenia. Jestem nauczycielem matematyki - mówię.

Pani dyrektor zachwycona: - Sprawa jest aktualna. Mamy co prawda matematyka, ale on nie daje sobie rady z uczniami.

- Jaka to jest szkoła? - pytam.

- Prywatne liceum profilowane o specjalizacji zarządzanie i informatyka. Klasy są niewielkie. Po dziesięć osób.

- Dlaczego obecny matematyk nie radzi sobie z dziećmi? - pytam.

- Po prostu trudno mu utrzymać ciszę na lekcjach. Ma też problemy z frekwencją.

- To ja jestem zainteresowany, ale muszę coś wyznać. Wie pani, teraz się tyle o tym mówi, a ja nie chcę udawać. Jestem gejem i zależy mi na tym, żeby pani o tym wiedziała...

- ...ja jestem tolerancyjną osobą i nie interesują mnie pana preferencje seksualne. Niemniej jednak jestem dyrektorem szkoły i chciałabym, żeby pan pamiętał, że w szkole jest pan przede wszystkim nauczycielem. Uprzedzam, że jeśli będzie się pan dziwnie zachowywał, to będziemy musieli porozmawiać. Uważam, że to nawet dobrze, bo tacy ludzie powinni być wśród nas.

Filip i Mikołaj:

Ujawnimy się za rok

Są w związku od sześciu lat i obaj są nauczycielami. Mieszkają w Trójmieście.

Mikołaj ma 27 lat i od dwóch lat pracuje w podstawówce, gdzie uczy gry na fortepianie. Filip ma 29 lat i od pięciu w liceum muzycznym uczy gry na skrzypcach.

Mikołaj: - To specyfika naszej pracy, że jesteśmy sam na sam z uczniem.

Filip: - Kontakt cielesny jest nieuchronny. Trzeba ułożyć rękę, poprowadzić ją, rozluźnić uczniowi kark, ramiona. Stąd już tylko krok do oskarżenia o molestowanie.

- Zdarzyło się, że ktoś coś zasugerował? - pytam.

Filip: - Bardzo się pilnuję. Mam nawet tak, że chłopaków traktuję z większą rezerwą i chłodem. Nawet jak któryś jest bardzo zdolny, staram się nie robić wrażenia, że traktuję go jakoś specjalnie.

Mikołaj: - Ja po prostu uczę i nawet o czymś takim nie myślę. A może powinienem, bo mam jednego ucznia, który się do mnie łasi.

Filip: - Może cię podrywa?

Mikołaj: - Raczej testuje swoją seksualność. Pamiętasz, jak to jest. Jesteś młody, hormony zaczynają buzować.

- Nic ci się nie przytrafiło takiego, co by ci dało do zrozumienia, że musisz się mieć na baczności? - pytam.

Mikołaj: - Raz grałem z pewnym uczniem na cztery ręce. Siedzieliśmy na tym samym stołku. Ja lewym półdupkiem, on prawym. W pewnym momencie wszedł nauczyciel i zrobił wielkie oczy. Wtedy do mnie dotarło, że może coś takiego pomyśleć.

Filip: - Ja ostatnio to jestem wręcz przerażony. Zwłaszcza tą wypowiedzią ministra Orzechowskiego, że homoseksualiści nie mogą pracować z dziećmi. A co powiedziałby o nauczycielach wuefu, którzy dotykają swoich podopiecznych? O nich minister nawet nie wspomniał, tylko mnie zaatakował. A u mnie chłopcy naprawdę mają trudniej.

Mikołaj: - Mnie w tych wypowiedziach Orzechowskiego najbardziej wkurzyło, że on kompletnie nie myśli o uczniach. Przecież w każdej szkole jest co najmniej jedno dziecko o orientacji homoseksualnej. I jak taki chłopak, taka dziewczyna zauważa, że minister gnoi takich jak on/ona, to może prowadzić u niego/niej do frustracji.

Filip: - Do samobójstwa.

- A co byście zrobili, gdyby przyszedł do was uczeń i powiedział, że jest gejem? - pytam.

Mikołaj: - Pamiętam, że dla mnie samego byłoby to ważne, gdyby ktoś, gdy miałem kilkanaście lat, o tym ze mną porozmawiał. Pamiętam tę samotność, izolację.

- No to co byś zrobił? Powiedziałbyś: ja też? - pytam.

Mikołaj: - Tak to nie, ale powiedziałbym, że to nic strasznego.

Filip: - Nie bałbyś się, że cię podpuszcza?

Mikołaj: - Nie. A potem powiedziałbym, że mam wielu znajomych homoseksualnych i ich życie jest w porządku...

Filip: - ...to jak premier Kaczyński byś powiedział.

Mikołaj: - No dobra. Powiedziałbym: zobacz, ja jakoś sobie radzę.

Filip: - Sprytnie, bo w ten sposób nie powiedziałbyś, że sam jesteś.

- A ty? - pytam.

Filip: - Chyba powiedziałbym: przechodziłem przez to samo, nie wpadaj w panikę. Ja naprawdę ciężko to przeżyłem. Do 24. roku życia udawałem, że nie jestem gejem. Zaliczyłem psychiatrę i psychoterapię. Mikołaj szybciej się z tym pogodził, u niego nie było dramatu. Może dlatego ma do tego bardziej swobodny stosunek.

- Boicie się, że gdy będziecie razem, to spotkacie jakiegoś ucznia albo jego rodzica i zostaniecie zdekonspirowani?

Filip: - Na koncertach to się zdarza. Spinam się wtedy i szepczę do Mikołaja, że za mną stoi mój uczeń. Mnie się wydaje, że mam na twarzy wypisane, że jestem gejem. Poza tym ciągle na tych koncertach jestem z Mikołajem, nigdy nie ma koło mnie żadnej dziewczyny.

- Myśleliście o tym, żeby się ujawnić? - pytam.

Filip: - Ja myślę, że za rok to zrobię. W latach 80. ludzie się zapisywali do "Solidarności", mimo że można to było przypłacić więzieniem, a ja, kurde, żyję w wolnym kraju i boję się zapisać do Kampanii przeciw Homofobii, bo neonaziści z Red Watch umieszczą mnie na swojej stronie internetowej, albo że mnie ze szkoły wyrzucą. To niech wyrzucą. Ja naprawdę nie pracuję w szkole dla kasy, poradzę sobie.

Mikołaj: - Ja też nie dla kasy, ja pracuję z misji. Pieniądze zarabiam gdzie indziej.

- A dlaczego dopiero za rok? - pytam.

Filip: - Bo mam nadzieję, że za rok przestanę się bać. Ja przechodzę jakąś przemianę. Jak szedłem w Marszu Równości, to miałem silny lęk. Czułem się wystawiony jak na patelni. To był koszmar.

Mikołaj: - I ci fotoreporterzy jak snajperzy.

Filip: - Ostatnio byłem na marszu nauczycieli i było zupełnie inaczej. Szedłem przeciwko Giertychowi i temu wiceministrowi "O" i czułem się bezpieczniej, bo szedłem jako nauczyciel, a nie jako gej.

Gej szuka pracy

"Zespół Szkół Publicznych (w wiejskiej gminie) zatrudni nauczyciela języka angielskiego".

- Ja w sprawie ogłoszenia - mówię.

- To świetnie, bo bardzo mi zależy na angliście. Tylko praca jest ciężka, bo trzeba jeździć do czterech szkół. Samochód jest nie-

zbędny - mówi dyrektor.

- Mam samochód - mówię i dodaję: - Tylko jest jedna rzecz, którą muszę panu wyznać. Jestem gejem. Chcę, żeby pan i nauczyciele o tym wiedzieli.

- Mnie to akurat nie przeszkadza. To pańska sprawa - mówi pan dyrektor.

- To świetnie. Ale chciałbym, żeby pan wiedział, że jak mnie dzieci zapytają albo rodzice, to powiem, że jestem gejem.

Pan dyrektor na chwilę zawiesza głos. - Szczerze panu powiem, tu jest mała wieś, tu ludzie nie są przesadnie tolerancyjni, może niech pan to przemyśli. A w ogóle to gdzie pan mieszka?

Wymieniam miasto położone w odległości 50 km od szkoły.

- O, to strasznie daleko. Szczerze mówiąc, będzie miał pan problemy z dojazdem - mówi pan dyrektor.

- To żaden problem.

- Jeszcze coś muszę panu powiedzieć. Szczerze mówiąc, mamy we wsi studentkę anglistyki. I ona w tym roku robi magisterium, więc myślałem, żeby ją zatrudnić od jesieni. Sam pan rozumie. Mógłby pan pracować u nas tylko do lata, więc może jeszcze pan się zastanowi.

Katarzyna:

Nigdy jeszcze tak się nie bałam

- Od zawsze się bałam - mówi Katarzyna,

39 lat, nauczycielka polskiego. - Na początku mojej pracy w szkole, czyli 16 lat temu, lęk był tak duży, że starałam się nie utrzymywać kontaktu ze znajomymi z pracy. Tworzyłam fałszywy obraz, mówiłam nawet, że spotykam się z mężczyznami. Potem moja partnerka powiedziała mi, żebym nie kłamała, bo to się może wydać, żebym lepiej nic nie mówiła. Przestałam kłamać, ale jak ona zaczęła przychodzić po mnie do pracy, to poprosiłam, żeby tego nie robiła. Nauczyłam się z tym żyć. Od kilku lat zapraszam ludzi z pracy do domu. Nie wszystkich oczywiście. Wiedzą, że mieszkam z kobietą, ale nie komentują. Może dwie kobiety żyjące razem nie budzą takich skojarzeń jak mężczyźni. A może dlatego, że i ja zachowuję się zwyczajnie. Wie pan, ja i moja partnerka jesteśmy już ze sobą kilkanaście lat i dla mnie to stało się normalne.

W szkole nauczyłam się nie reagować na zaczepki. Zresztą nie było ich wiele. Parę razy słyszałam, jak uczniowie szepczą, że jestem lesbijką. Nie reagowałam. Staram się też nie wygłaszać swoich poglądów. Przykro mi tylko, gdy w pokoju nauczycielskim komentuje się pewne rzeczy.

- Jakie?

- Ostatnio słyszałam, jak rozmawiali o programie telewizyjnym, w którym było o homoseksualistach. Nie mówili, że to zboczenie, ale dziwili się, jak to można akceptować. To było smutne, bo jednak łudziłam się, że może oni nie mają takich poglądów.

- Zastanawiała się pani nad tym, w jaki sposób pani promuje homoseksualizm w szkole?

- Chyba tylko tym, że mówię o tolerancji. Staram się to robić przez dobór lektur. Na przykład za pomocą "Mendla Gdańskiego" poruszam kwestię antysemityzmu.

- A o homoseksualizmie pani rozmawia?

- Nieraz mnie kusiło, ale się obawiałam, że uczniowie odkryją, że jestem lesbijką. Rezygnowałam i tłumaczyłam sobie, że nie chcę stracić autorytetu. Mnie się wydaje, że bycie lesbijką to jest dla uczniów coś śmiesznego.

- A jak pani przyjęła groźby ministra Orzechowskiego?

- Tak jak ostatnio to nigdy jeszcze się nie bałam, choć mam nadzieję, że to, co zasugerował, nigdy się nie stanie. Boję się, że stracę swoją pozycję w szkole, a może w niedługim czasie mogłabym być wicedyrektorem. Poza tym nie chciałabym żyć tak jak niektórzy moi przyjaciele. Mam znajomych gejów i jeden jest psychologiem - tak się boi, że założył sobie w domu dwie linie telefoniczne. Tak na wszelki wypadek, żeby jak do niego z pracy dzwonią, partner przypadkiem nie odebrał. Ja bym tak nie chciała żyć.

Gej szuka pracy

"Nauczyciel języka angielskiego od zaraz (do małej gminnej szkoły)".

- Ja w sprawie ogłoszenia - mówię.

- Oczywiście, aktualne - mówi pani dyrektor.

- To świetnie. Tylko muszę pani coś wyznać. Jestem gejem. A minister Orzechowski zaapelował, by homoseksualiści nie mogli być nauczycielami...

- ...no właśnie - pani dyrektor wchodzi mi w słowo.

- Ale ja nie chcę się ukrywać. Chcę również móc powiedzieć o tym uczniom, gdy zostanę o to zapytany.

- To ja się muszę zastanowić. Bardzo mnie pan zaskoczył - mówi pani dyrektor.

- Czy to znaczy, że jest jakiś problem? - pytam.

- To mógłby być problem. Ale niech pan przyśle CV.

Maciek: Bałem się, że ktoś mnie widział

Ma 37 lat, uczy angielskiego w szkole podstawowej i w przedszkolu.

- Ja się nie boję utraty pracy. Po pierwsze, dlatego że jestem dobrym nauczycielem, po drugie, dlatego że jestem nauczycielem dyplomowanym, a takiego trudno zwolnić, po trzecie, dlatego że jestem anglistą, a językowcy są na wagę złota, po czwarte, bo się nie spóźniam, nie chodzę na zwolnienia.

- Naprawdę się nie boisz? - pytam.

- O tym, że jestem gejem, w szkole wiedzą dwie osoby. Nauczyciel, który też jest gejem, z którym rozpoznaliśmy się od razu i poszliśmy na piwo, żeby o tym porozmawiać. I nauczycielka, która zwierzała mi się ze swoich problemów w małżeństwie, aż pewnego dnia powiedziała: "Co ty w sumie możesz o tym wiedzieć, co cię to może obchodzić", a ja na to, że mogę wiedzieć, bo jestem gejem i też mam swoje kłopoty w związku. Pozostałe osoby myślą, że jestem kawalerem, i nie dociekają. Nie jestem atakowany dowcipami o gejach, nikt ze mnie nie żartuje. Może dlatego, że pracuję głównie z kobietami, a one są delikatniejsze.

- Myślałeś, żeby się całkowicie ujawnić? - pytam.

- Pewnie byłoby to dobre, bo prawda zawsze zwycięża, ale myślę, że w tym przypadku nie jest to takie oczywiste. Pamiętam, jak mieliśmy nauczycielkę, która była świadkiem Jehowy. Jak wychodziła z pokoju nauczycielskiego, zaczynało się obgadywanie. Boję się, że ze mną byłoby podobnie.

- Czyli jednak się boisz?

- Jeszcze rok temu nawet do głowy mi nie przyszło, że to jest jakiś problem, że jestem gejem i nauczycielem. Nigdy nie pomyślałem, że jako gej mógłbym szkodzić dzieciom. Pierwszy raz coś takiego zasugerowała moja matka, gdy rok temu powiedziałem jej, że jestem gejem. Zapytała, jak mogę godzić swoją orientację z byciem nauczycielem. Teraz to samo, tylko ostrzej sformułowane, usłyszałem od wiceministra edukacji. I dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że ludzie mogą myśleć, że moje zachowanie, moje słowa mogą być promocją homoseksualizmu. Zacząłem się zastanawiać, czy rzeczywiście coś takiego robię. I pomyślałem, że na przykład mam taką czytankę o tym, że świat jest cały czerwony. W Polsce to oczywiście fatalne skojarzenie, ale czytanka jest angielska. Czytam ją z dziećmi, a potem rozmawiamy o tym, czy fajnie by było, gdyby każdy miał czerwone spodnie, gdyby wszystko było takie samo. Różnie odpowiadają, a ja im mówię, że to dobrze, że świat jest różnorodny.

- Czyli jak to jest? Boisz się czy nie? - pytam.

- Nie boję się - Maciek twardo obstaje przy swoim. A potem opowiada.

O tym, jak jest na lekcjach z sześciolatkami, dla których szkoła to duże przeżycie, bo są pierwszy raz bez mamy.

- Płaczą, wchodzą mi na kolana, a ja je zdejmuję i cofam rękę, bo boję się po główce po-głaskać i pocieszyć. Wyobrażam sobie, że ktoś wejdzie, ktoś to nagra i potem będzie afera o molestowanie, bo przecież gej to pedofil. W przedszkolu mi się zdarzyło, że podszedł maluch i mówi "zapnij mi rozporek" - odesłałem go do pani.

O tym, że tak się złożyło, że mieszka po drugiej stronie miasta niż szkoła, w której uczy, i jego uczniowie i ich rodzice nie mogą go spotkać, gdy spaceruje ze swoim partnerem.

O tym, że tak się złożyło, że nie chodzi do klubów, bo generalnie woli domówki.

- Kolega ostatnio został wezwany do pani dyrektor, która mu powiedziała, że chodzą słuchy, że był widziany w klubie gejowskim, i jej oczywiście nie interesuje jego życie prywatne, ale wolałaby, żeby tego typu plotki już się nie pojawiały.

I wreszcie opowiada o tym, że jak był Marsz Równości, to długo się zastanawiał, czy pójść, i w końcu zdecydował, że pójdzie go obejrzeć przez okno w Empiku. Stanął, wziął jakieś czasopismo i udawał, że czyta, a tak naprawdę gapił się na przechodzący tłum.

- Rozejrzałem się po Empiku i zobaczyłem, że takich jak ja, takich, co udają, że czytają, jest więcej.

Pomyślałem: "a w dupie", i poszedłem na Marsz. W poniedziałek przed pracą kupiłem wszystkie gazety, żeby sprawdzić, czy jestem na zdjęciu. Nie było mnie, ale i tak się bałem, że ktoś mnie widział. Gdy wszedłem do szkoły, byłem przygotowany, że pani dyrektor mnie wezwie i będzie kłopot. Byłem zdecydowany przyznać się, że jestem gejem, i rozwiązać umowę o pracę. Wiesz, ja mam tyle prywatnych lekcji, że jakoś bym sobie poradził.

- A jakby uczeń powiedział ci, że jest gejem, to co byś zrobił? - pytam.

- Nie wiem, co bym zrobił. Porozmawiać otwarcie bym nie mógł. Do rodziców też bym nie zadzwonił, boby pomyśleli, że może mam jakieś dziwne kontakty z ich dzieckiem. A z drugiej strony wiem, że dla dziecka taka rozmowa mogłaby być ważna. Ze swojego dzieciństwa pamiętam, że czułem się strasznie samotny. Jakbym był jedynym takim dzieckiem na świecie.

Gej szuka pracy

"Dyrekcja szkoły (w dużym mieście) zatrudni na zastępstwo nauczyciela matematyki".

- Jesteśmy szkołą podstawową i szukamy nauczyciela na osiem godzin tygodniowo dla klas szóstych - informuje pani dyrektor.

- To ja jestem zainteresowany. Ale, wie pani, jestem gejem i zależy mi na tym, żeby pani o tym wiedziała, żeby nauczyciele o tym wiedzieli.

- Przyjmuję to do wiadomości. Na szczęście nie musi się pan dzieciom spowiadać.

Greg: Pani dyrektor, jak mówi gej, to myśli seks

- W prywatnej szkole, w której uczyłem angielskiego, było jasno powiedziane, że nie wolno mi mówić o tym, że jestem gejem. I to mimo że uczyłem dorosłych - opowiada Greg, 30-letni Amerykanin polskiego pochodzenia, od pięciu lat obywatel Polski.

- Heteryk nie wyobraża sobie, że wchodzi na lekcję i mówi, że jest heterykiem i ma żonę, ale to i tak wychodzi w czasie konwersacji, na której polega nauka. A mnie zmuszali, żebym kłamał. Dlatego zamiast "he" czy "she" musiałem mówić "the person who was with", a jak konwersacja zbaczała na tematy osobiste, to mówiłem, że jestem sam. Ale pewnego dnia pojechałem do Berlina na konferencję poświęconą prawom człowieka. Mówiłem tam o homofobii w Polsce. Po powrocie opowiedziałem o konferencji moim studentom. Bardzo się zainteresowali. Dopytywali o homofobię. Na początku nie zrozumieli słowa. Myśleli, że chodzi o wstręt wobec domu, od słowa "home". Wytłumaczyłem, o co chodzi, i wtedy powiedzieli, że to ohydne, że jak już ktoś jest zboczony, to niech to swoje zboczenie robi w domu. Jeden student zapytał mnie, czy mi nie przeszkadzałoby, gdybym zobaczył dwóch całujących się mężczyzn. I ja wtedy nie wytrzymałem. Powiedziałem, że nie, bo jestem gejem. Myślałem, że to zakończy sprawę, ale gdzie tam. Zaczęli mówić, że dobra, bądź sobie. Ale ktoś powiedział, że nie chciałby, by jego dziecko było uczone przez geja.

- I co było dalej? - pytam.

- Na drugi dzień dowiedziałem się, że ta grupa nie chce, bym ją dłużej uczył. A kilka tygodni później pani dyrektor pouczyła mnie, że na lekcjach nie powinno się rozmawiać o religii i seksie. I wtedy do mnie dotarło, że ona, jak mówi gej, to myśli seks.

- Przestałeś uczyć?

- Dość miałem tego ciągłego kłamania. Pracuję teraz w OBWE, w dziale praw człowieka. Tam nie muszę się ukrywać. Ale mam koleżankę lesbijkę, która uczy dzieci w polskiej szkole i boi się ujawnić. Nie dziwię się.

- A jak jest w Stanach?

- Tam też jest homofobia, i to nawet na Wschodnim Wybrzeżu, nawet w Bostonie, gdzie mieszkałem, ale tam przynajmniej miałem poczucie, że rząd i administracja mocno zwraca uwagę na tolerancję, na dyskryminację. Wiedziałem, że jest mechanizm, który mnie chroni. Od dwóch lat w Polsce nie mam tego poczucia. Bush nie jest fajny, ale on nigdy nie powiedział, jak polski prezydent, że jakbyśmy popierali homoseksualizm, to ludzkość by wyginęła.

Gej szuka pracy

"Zespół szkół (w średniej wielkości mieście) szuka nauczyciela języka angielskiego".

- Ja w sprawie ogłoszenia - mówię.

- Praca jest od września. Pełny etat - mówi pani dyrektor wyraźnie zainteresowanym głosem.

- Tylko jest jeszcze jedna sprawa. Otóż jestem gejem i nie będę tego ukrywać - mówię.

- Dla mnie osobiście to nie jest problem. Ale słyszał pan, co się ostatnio w mediach mówi. Trudno mi wyrokować, czy w niedługim czasie nie pojawią się jakieś dyspozycje z ministerstwa. Rozumie pan?

- Mogę przesłać CV? - pytam.

- Oczywiście. Już panu mówiłam, jakie są moje osobiste poglądy. Ja naprawdę uważam, że każdy może wyznawać to, co uważa za słuszne. Tylko że naprawdę nie wiadomo, jakie pojawią się dyspozycje w tej sprawie.

Mateusz: Złożyłem wymówienie

- Szkoły mam na razie dosyć. Przynajmniej tej w wydaniu giertychowskim - mówi Mateusz, 24 lata, magister anglistyki, który przez pół roku uczył angielskiego w państwowym liceum.

- Miałem idealistyczne marzenie, żeby pokazywać młodym ludziom różnorodność. Dlatego zgłosiłem się do liceum. Pan dyrektor bardzo potrzebował anglisty, więc z radością mnie zatrudnił. Już pierwszego dnia miałem dylemat, jak się ubrać. Postanowiłem, że założę różową koszulkę i nie będę się krył z poglądami. Nie to, że powiem, że jestem gejem, ale nie będę ukrywać przed uczniami, co myślę. Rozmawialiśmy więc o feministkach, Paradach Równości, Giertychu. Oni zagadywali, a ja dawałem się wciągnąć. Powoli sytuacja zaczęła gęstnieć. Te moje stroje, poglądy ustawiały mnie w polu domysłów. Niektórzy uczniowie zaczęli w czasie lekcji pod nosem mówić, że jestem "pedał", "ciota". Ja mam naprawdę dobry słuch. Poszedłem do dyrektora. Mówiłem, że mnie obrażają.

- Mówiłeś dyrektorowi, że mówią o tobie "ciota"?

- Nie. Tylko że są ordynarni. Pan dyrektor udzielał im reprymendy. Potem zacząłem skarżyć się wychowawcom. Zbywali mnie, a w pokoju nauczycielskim zaczęli się ode mnie odsuwać. Historyk posunął się do tego, że z uśmiechem pouczył mnie, żebym pamiętał, że jednym z powodów upadku Sparty był homoseksualizm. Pokłóciliśmy się.

Tylko dwie nauczycielki mnie wsparły. Jedna powiedziała, że mi współczuje, ale boi się zrobić godzinę wychowawczą w sprawie homofobii, bo to mogłoby być podciągnięte pod promocję homoseksualizmu i mogłaby stracić pracę. Druga poszła do dyrektora i powiedziała, że trzeba przytemperować uczniów. Dyrektor przyznał jej rację, ale jakoś nic nie zrobił. Wtedy ona zrobiła godzinę wychowawczą o różnych orientacjach seksualnych. A potem jeszcze ankietę, w której uczniowie mieli się wypowiedzieć na temat moich lekcji. Napisali, że nie podoba im się "pedalski sposób prowadzenia", że są "gejowskie". Wtedy zwołała zebranie rodziców. Powoli docinki ze strony uczniów zaczęły zanikać. Zamiast tego pojawiły się uśmieszki. Czułem się tym zmęczony. Złożyłem wymówienie. Teraz jestem tłumaczem i czuję, że odżyłem.

Teresa: Poszłabym do Strasburga

- Do pracy chodzę tak ubrana, że nikt by nie pomyślał, że jestem lesbijką - zaczyna swoją opowieść Teresa, 36 lat, wicedyrektor gimnazjum w Rzeszowie. - Obcasy, garsonka, garnitur, korale. Do tego pełny makijaż i długie ufarbowane na blond włosy. Takiego wyglądu wymaga moja praca, zresztą ja naprawdę lubię się czuć kobieco. Owszem, miałam taki okres, gdy się trochę zaniedbałam, moja poprzednia partnerka forsowała bardziej męski styl, czyli krótkie włosy, spodnie...

- I jak to tłumaczyłaś w pracy? - pytam.

- Problemami ze zdrowiem - odpowiada Teresa. - W szkole nikt nie wie, że jestem lesbijką, i bardzo pilnuję, żeby nikt się nie domyślił. Nigdy nie miałam partnerki z mojego miasta, bo bałabym się, że ktoś nas zauważy. Zawsze, gdy ktoś mnie pytał, mówiłam, że mam faceta. Mocno się pilnuję, by w geście pocieszenia, dodania odwagi nie wejść w kontakt fizyczny z uczniami czy innymi nauczycielkami. Unikam okazywania emocji. Jestem z tego powodu nazywana "zimną suką". Unikam też tematów związanych z homoseksualizmem. Ostatnio to wyjątkowo łatwe, bo z pokoju nauczycielskiego całkowicie znikły rozmowy o religii, polityce i orientacji seksualnej. Zapanował jakiś dziwny strach, ludzie przestali sobie wierzyć. Zachowują się, jakby w pokoju nauczycielskim był założony podsłuch. Prawdę mówiąc, jestem zmęczona tą nieustającą samokontrolą. Myślę o odejściu z zawodu, tam, gdzie moja orientacja nie będzie miała znaczenia.

- A co byś zrobiła, gdybyś miała wakat i na wolne miejsce zgłosiłby się nauczyciel, który oświadczyłby, że jest gejem i nie zamierza tego ukrywać? - pytam.

- Zapytałabym, co chce przez to powiedzieć, bo jeżeli tylko tyle, że on żyje z mężczyzną, to nie ma problemu, ale jeśli chciałby opowiadać o swojej intymności, to nigdy bym się na to nie zgodziła. Poza tym ustaliłabym z nim, jak on zamierza zrobić ten swój coming out przed nauczycielami. I oczywiście bym mu w tym pomogła.

- Nie bałabyś się?

- A co mnie to? Przecież jest chyba coś takiego jak prawa człowieka i konstytucja? I jestem nawet pewna, że zostałabym później wezwana na dywanik do kuratorium, ale nadal bym go broniła. I nie pozwoliłabym go zwolnić. Walczyłabym w sądach, jakby trzeba było, poszłabym do Strasburga.

Źródło: Duży Format

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

5

1 głos

  • syndrom oblężonej twierdzy norymberga3 28.03.07, 09:44

    to przypadłość wielu wypowiadających się tu osób. Rozumiem to i współczuję.Podpowiem na to radę: zamiast się obrażać na społeczeństwo, lepiej pracować nadsobą. Nie ulegać strachowi i obawom,»

  • Nie chce aby mojego syna uczył gej trueapasz 02.04.07, 09:38

    Nie chce aby mojego syna uczył gej wuefista w przykrutkich obcisłych szortach :(geje i lesby spadajcie do piwnicy tam sie kotłujcie a nie ciągle teroryzujecie nas swoim lansem :(»

  • Gej i lesbijka uczą dzieci twoje cec87 30.07.07, 13:36

    Czasem się zastanawiam gdzie zrodził się stereotyp homoseksualisty-pedofila,-tranwestyty,-zboczeńca, - umysłowo chorego człowieka, który w każdej chwili jest w stanie zarazić swoją »

Szukaj pracy

praca

Metamorfozy Luli Look: Przemiana Oli