Najstarsze rzeczy z mojej szafy

W pozbywaniu się nienoszonych ubrań i dodatków jestem radykalna. Trzy lata nie nosiłam, nie czuję się dobrze, mam wrażenie, że ta moda już nie wróci - bez smutku zanoszę ubrania do kontenerów PCK. Mam jednak wiele rzeczy leciwych, które pomimo lat dziarsko trzymają fason. Oto moja short lista.
stare rzeczy z mojej szafy stare rzeczy z mojej szafy Fot. O. Długołęcka

? - wiek nieokreślony - teczka

Nie wiem, ile dokładnie lat ma ta teczka - kupiłam ją używaną na aukcji internetowej. Nie łudzę się jednak, że chociaż jest to produkt marki Longchamp to zalicza się do kategorii vintage. Licytując ją, a kwota dobiła do 70 zł, byłam co prawda przekonana, że zgodnie z opisem walczę o teczkę ze skóry. Po odebraniu przesyłki z poczty okazało się, że jest to jednak "ekoskóra". Bywa. Z teczką chodzę do urzędów i na spotkania, które wymagają prezentowania stosów papierów. Moim zdaniem to fason ponadczasowy, trochę męski. To także jeden z niewielu dodatków w brązowym odcieniu, jaki posiadam. Podoba mi się, bo jest retro. Podejrzewam, że przed teczką jeszcze długie życie - dbam o swoje ubrania i delikatnie obchodzę się z dodatkami.

Lubisz nasze artykuły? Zostań fanem i kliknij tutaj.

stare rzeczy z mojej szafy stare rzeczy z mojej szafy Fot. O. Długołęcka

8 lat - płaszcz

To jedno z ubrań, na które się uparłam i siłą woli zmusiłam do powiększenia. Amarantowy - czego na zdjęciu niestety nie widać - wełniany płaszcz jest wykończony siepiącym się jedwabiem, z którego wystają nitki. Kiedy go kupowałam od znajomej, która przywiozła go sobie z Nowego Jorku (słynnego outletu w centrum miasta - sklepu Century 21) był na mnie za mały o rozmiar. Ciągnął pod pachami, pił w ramionach i nie dał się zapiąć. Te argumenty nie przekonały mnie jednak i tak zostałam jego właścicielką. Minęło osiem lat intensywnego noszenia wiosną i jesienią, i voilà - teraz jest już w sam raz. Obskoczyłam w nim większość ślubów, chrzcin i komunii oraz wyjść do teatru. Dzięki dość klasycznemu, dwurzędowemu krojowi jego fason nie powinien się modowo przeterminować. No i ten kolor - moim zdaniem trendy go nie ruszą.

Lubisz nasze artykuły? Zostań fanem i kliknij tutaj.

stare rzeczy z mojej szafy stare rzeczy z mojej szafy Fot. O. Długołęcka

12 lat - sukienka tuba

Fatal dress marki Wolford była moim ogromnym marzeniem, od czasu gdy zobaczyłam sesję z Claudią Schiffer w "Vogue'u", w której pozuje do zdjęć w długiej, czarnej, obcisłej spódnicy, skórzanej kurtce, berecie i długich kozakach. Fatal dress przypomina tubę z materiału - jest ultraobcisła i można ją nosić na wiele sposobów. Musiałam na nią dość długo odkładać - aż wstyd mi napisać, ile kosztowała 12 lat temu. Swoje marzenie spełniłam, a sukienkę miałam na sobie ledwie kilka razy - ona nie wybacza żadnych fałdek, zwisów i wrzynającej się w ciało bielizny, świetnie natomiast podkreśla kształty, kiedy jest się w ciąży. Fatal dress nie zajmuje jednak wiele miejsca i zamknięta w wyłożone bibułką pudełko, czeka na lepsze czasy.

Lubisz nasze artykuły? Zostań fanem i kliknij tutaj.

stare rzeczy z mojej szafy stare rzeczy z mojej szafy Fot. O. Długołęcka

12 lat - gorset

Muszę przyznać, że mając dwadzieścia parę lat miałam naprawdę ułańską fantazję. Moim marzeniem w owym czasie (oprócz sukienki tuby) było posiadanie gorsetu. Nie kupionego w sklepie bieliźniarskim, ale wykonanego przez gorseciarkę według mojego pomysłu i na miarę. Zrobiła mi go specjalistka z centrum Warszawy, w zakładzie, którego już tam nie ma. Jego wykonanie wymagało 4 wizyt i było przeżyciem prawdziwie magicznym. Noszenie go to także ogromna przyjemność - nie mam jednak ambicji ściskania się i osiągania w obwodzie 60 cm. Gorzej jest ze zdejmowaniem - do tego potrzeba drugiej osoby, dużo czasu i cierpliwości, a niewskazana klaustrofobia. Debiutem mojego gorsetu był jeden z Balów Mistrzów Polski, na który zabrał mnie mój ojciec - dziennikarz sportowy. Zestawiłam go z ołówkową spódnicą i szpilkami, które pojawiają się w następnym slajdzie. Ostatnio miałam go na sobie wczoraj - założyłam do zdjęcia, a poprzedni raz na balu przebierańców - byłam wystylizowana na króliczka Playboya. Piękny, świetnie zrobiony, tylko mój - takie skojarzenia mam, gdy myślę o czarnym gorsecie.

Lubisz nasze artykuły? Zostań fanem i kliknij tutaj.

stare rzeczy z mojej szafy stare rzeczy z mojej szafy Fot. O. Długołęcka

16 lat - buty

Te buty dostałam od niedoszłej teściowej w prezencie za zdaną maturę. Wiązane, zamszowe szpilko-sandałki to najdroższa rzecz - patrząc na stronę finansową, nie emocjonalną - w mojej szafie. Są od Stephane'a Kéliana, a to marka cenowo plasująca się mniej więcej jak Manolo Blahnik, czy Jimmy Choo. Oprócz zdania egzaminu dojrzałości nie mam żadnej zasługi w ich otrzymaniu. Podobnie jak w przypadku płaszcza, także i buty są wedle numeracji na mnie za małe. Jak się okazało, nie stanowiło to jednak problemu. Buty ostatni raz miałam na sobie w minione wakacje. Może obcas jest aktualnie niezbyt modny, ale nie szkodzi - wygląd buta jest moim zdaniem interesujący.

Lubisz nasze artykuły? Zostań fanem i kliknij tutaj.

stare rzeczy z mojej szafy stare rzeczy z mojej szafy Fot. O. Długołęcka

30 lat - okulary

Tyle, a może trochę mniej mają różowe okulary amerykańskiej marki Perry Ellis. Znalazłam je w zasobach garderoby babci, ale nigdy jej w nich nie widziałam. Różowe plastikowe oprawki były w stanie idealnym, ale szkła musiałam wymienić - chociaż babcia nie pokazywała się w nich, jakimś cudem porysowała je. Jak się znalazły u babci? Dostała je od koleżanki, której mieszkająca w USA córka przysłała w paczce. Bardzo je lubię, bo są "pozytywne" i dosyć zabawne. To także moja jedyna para okularów przeciwsłonecznych, która ma w stopniowany sposób przyciemniane szkła.

http://www.perryellis.com/

Lubisz nasze artykuły? Zostań fanem i kliknij tutaj.

stare rzeczy z mojej szafy stare rzeczy z mojej szafy Fot. O. Długołęcka

34 lata - pierścionek

Pierścionek z perłą dostałam od mojej matki chrzestnej w dniu urodzin. Błyskotka jest więc ze mną od ponad 34 lat. Nosiłam go na specjalne okazje, ale od kiedy perła się obluzowała, trzymam w pudełeczku w szufladzie. Temu pierścionkowi zawdzięczam słabość do pereł - taki jest mój pierścionek zaręczynowy. Na teksty ciotek i co bardziej zabobonnych osób, że "perły to łzy" zawsze odpowiadam, że "łzy, ale szczęścia".

Lubisz nasze artykuły? Zostań fanem i kliknij tutaj.

Więcej o: