Zbyt krótka gra wstępna, kastrujące komentarze i inne antyafrodyzjaki. Jak psujemy sobie seks?

W radosnym seksie, oprócz różnych problemów w związku, przeszkadzają rozmaite antyafrodyzjaki. To sposoby postępowania lub po prostu przyzwyczajenia, które skutecznie zniechęcają do łóżkowych uciech...

Antyafrodyzjaki

"Pruderia, zmartwienia, troski, słabe zdrowie, nadużywanie jedzenia i alkoholu, strach przed wtargnięciem kogoś - każde z nich wystarczy, by pozbawić męskości kochanka lub przyprawić jego damę o oziębłość" - pisze autorka "Małego słownika afrodyzjaków" (Kraków 1996), Diana Warburton.

Takie - nie waham się powiedzieć - zapuszczenie swego intymnego pożycia, na jakie dzisiaj nierzadko pozwalają sobie mężczyźni i kobiety, jest na pewno silniejszym czynnikiem zniechęcenia niż pradawne mroczne specyfiki na spowodowanie klapy w łóżku: jak opisywane od średniowiecza w tajnych dziełkach erotycznych odchody ślimaka, maść z mysich kup czy dodany do napoju robaczek świętojański, które ponoć każdego mężczyznę mogą pozbawić sprawności seksualnej.

seks seks Fot. Shutterstock.com

Kłopotliwe zwyczaje

Nasz kolejny powszedni wróg to zmęczenie, zaganianie, zaabsorbowanie wszystkim innym oprócz wzajemnego cielesnego kontaktu. Można śmiało zaryzykować przyznanie racji pewnemu Wojtkowi o skłonnościach inżynierskich, który usiłował ująć seks w system reguł i twierdził: im więcej przygotowań, namysłu i po prostu czasu poświęconego na seks, tym więcej radości i rozkoszy. Zawsze warto się przyjrzeć, czy wśród powszednich drobiazgów nie ma jakiegoś nawyku, który przeszkadza drugiej stronie, a nietrudno byłoby go zmienić.

Pamiętam, jak w pewnym małżeństwie kluczowe okazało się przyzwyczajenie żony, żeby po wejściu do łóżka odwracać się do ściany, bo - jak twierdziła - wygodnie się jej zasypia, kiedy jest zwinięta w kłębek na lewym boku. Możecie mi nie wierzyć, ale jej mąż przez kilkanaście lat odbierał to jako sygnał dezaprobaty i potrzeby świętego spokoju. Wystarczyło zalecić im, żeby się zamienili stronami i żeby ona poćwiczyła układanie się do snu w pozycji nieco bardziej rozprostowanej - efektem był prawdziwy miodowy miesiąc. A w ogóle jestem przekonana, że trochę przytulania (poleżcie dłuższą chwilę, zobaczycie, jakie to rozkoszne), a może i głaskania przed snem dobrze robi i na więź, i na współżycie seksualne.

Seks Seks Fot. Shutterstock.com

Brak poczucia bezpieczeństwa

Drugą stroną tego medalu jest wyeliminowanie tego, co przeszkadza lub burzy poczucie bezpieczeństwa. Jeśli się o tym porozmawia, można uzyskać nieocenione wskazówki. Raz kiedyś zachęconej przeze mnie kobiecie udało się przekazać partnerowi, że boi się jego zamaszystych ruchów podczas zbliżenia, tego, że ją przygniata i że trudno jej o entuzjazm z łokciem w brzuchu albo drętwiejącymi udami. Pamiętam też mężczyznę, który nie miał odwagi przez dłuższy czas powiedzieć żonie, że zbyt mocno ściska dłonią jego członek i że to go boli. Warto tu dodać wskazanie, żeby mężczyzna golił się przed pójściem do łóżka, jeśli ma ostry zarost. Wszystkie te mniej lub bardziej dojmujące szczegóły oraz wiele innych składają się na dobre przygotowanie ciała i psychiki do zbliżenia.

A więc kobieta (przepraszam za oczywistość) nie będzie dobrze przeżywała ostrych pieszczot ani stosunku, jeżeli wcześniej nie osiągnie tzw. zespołu gotowości, który objawia się poprzez rozluźnienie mięśni u wejścia do pochwy oraz jej wilgotnością, czyli wydzielaniem śluzu, co subiektywnie daje poczucie "otwarcia". Może do tego potrzebować wsparcia emocjonalnego - słów lub gestów miłości i uznania; może jej brakować delikatnych pieszczot nasilających pożądanie; może to także być problem czysto fizjologiczny, jak choćby słabsze zwilżenie pochwy związane z wiekiem.

U mężczyzny z kolei gotowość objawia się wzwodem i tu potrzebne bywają - jak u kobiety - dodatkowe pieszczoty, więcej czasu na nie, ale też upewnienie, że jest akceptowany jako partner.

seks seks Fot. Shutterstock.com

Kastrujące komentarze

Są kobiety, na szczęście niezbyt liczne, które lubią nieostrożnie żartować z potencji swojego mężczyzny, co nie dodaje pieprzu do kochania się. Nieraz słyszałam od panów, że w swoim związku boją się wyśmiania i dania im do zrozumienia: "Co z ciebie za kochanek". Takie kastrujące komentarze, nawet jeśli kobiecie wydają się niewinne, są bardzo bolesne i trudno puścić je mimo uszu. To oczywiste, że jeśli taka sytuacja się przedłuża, musi wpływać na narastanie niechęci do współżycia i jego unikanie.

I ostrzeżenie ostatnie: uważajcie na zapachy. Zapach rozgrzanego ciała (byle czystego) jest ważnym afrodyzjakiem, ale nie wszystkie wonie są atrakcyjne. Dlatego śledź i czosnek przed całowaniem nie są rekomendowane, czasem dodatkowe umycie zębów nie zawadzi i nie warto burzyć się, jeżeli w odpowiedzi na poranne karesy wasza druga połowa nie chce się całować. A sztucznych zapachów używajcie z umiarem. Jeszcze przed epoką dezodorantów Aleksander hrabia Fredro, najbardziej nieprzyzwoity z luminarzy polskiej literatury, pisał: Kto kadzidłem przesadzi, Zasmrodzi, nie zakadzi. W optymistycznym zakończeniu chcę podkreślić, że spora część zniechęcenia do współżycia - kojarzona z koniecznym i uzasadnionym fizjologicznie spadkiem wzajemnych zainteresowań - wcale nie jest nieunikniona. Ma swoje określone przyczyny, które można wyeliminować. Prowadzą do tego dwie drogi: bardziej uważne przyglądanie się sobie i drugiej stronie w kontaktach seksualnych oraz rozmawianie. Niektórych powszednich drobiazgów przeszkadzających w osiąganiu satysfakcji seksualnej nie sposób bowiem zaobserwować. Trzeba o nich po prostu usłyszeć.

Więcej o: