'Biznesmeni' zaczynają od alkoholu, a kończą na pytaniu kelnera o najbliższy burdel [10 TYPÓW KLIENTÓW RESTAURACJI]

To nie my, to oni (Jakub Milszewski i Kamil Sadkowski, autorzy książki 'Gastrobanda') zrobili zestawienie typów klientów restauracji. Którzy goście są najbardziej problematyczni, którzy najmilsi, a którzy nie zostawiają napiwków? I przez kogo najgorzej klientom pracuje się w niedzielę?
Typu gości restauracji Typu gości restauracji Rys. Marta Kondrusik

"Biznesmeni" zaczynają od alkoholu, a kończą na pytaniu kelnera o najbliższy burdel [10 TYPÓW KLIENTÓW RESTAURACJI]

To nie my, to oni (Jakub Milszewski i Kamil Sadkowski, autorzy książki "Gastrobanda") zrobili zestawienie typów klientów restauracji. Którzy goście są najbardziej problematyczni, którzy najmilsi, a którzy nie zostawiają napiwków? I przez kogo najgorzej klientom pracuje się w niedzielę?

Typu gości restauracjiRys. Marta Kondrusik

Rodziny - wszystko gra, póki się nie kłócą

Pierwszy typ klientów to Rodzina. Rodzina kojarzy mi się z tym, że zawsze ma kłopot z wybraniem czegoś do jedzenia dla dzieciaków. I nie jest to problem, wynikający z niesforności najmłodszych klientów restauracji, ale z tego, że restauracje często nie mają dla nich odpowiedniej oferty.

Nie chodzi o to, żeby każdemu poniżej 14. roku życia serwować nuggetsy z kurczaka, frytki i colesława, ale żeby możliwe było chociaż zamówienie połowy porcji dania głównego z karty czy zupy. Ten problem jest potworny i tak naprawdę głupi, ale faktycznie istnieje.

 

Poza tym jednak rodziny to wdzięczni klienci. Raczej nie są skore do awantur, dzielnie płacą bez zająknięcia, zostawiają napiwki. Przeważnie są zaabsorbowane sobą, więc jeśli dzieci nie rozrabiają, a rodzice nie zaczną się znienacka kłócić, to wszystko jest okej.

Ale jak już się zaczną kłócić, to ratunku. Ile zdrad i ukrywanych problemów wyszło na jaw nad talerzem w restauracji! Jeśli ktoś nie ma wystarczającej siły, żeby powstrzymać się od robienia scen w miejscu publicznym, to może doprowadzić do małej eksplozji. Bóg mi świadkiem, że rodzinne awantury, nawet jeśli odbywają się szeptem, pozostawiają u obsługi i innych gości największy niesmak.

mn

Cytowane fragmenty pochodzą z książki "Gastrobanda" Kamila Sadkowskiego - szefa kuchni, jeden z twórców Akademii Kulinarnej Fumenti, wieloletniego współpracownika Roberta Makłowicza oraz Jakuba Milszewskiego - dziennikarza, współautora kontrowersyjnego cyklu felietonów "Mucha w zupie".

Typu gości restauracji Typu gości restauracji Rys. Marta Kondrusik

"Biznesmeni" nie lubią, jak się im przeszkadza

Biznesmeni, którzy nad talerzem dobijają targu, potrzebują przede wszystkim ciszy i spokoju. Chcą porozmawiać, nie dzieląc się przy tym firmowymi tajemnicami z pozostałymi klientami lokalu. Starają się więc wybrać odpowiedni stolik. Często proszą też, żeby im nie przeszkadzać. W restauracjach, które są nakierowane na biznesmenów, wydzielone są osobne sale gwarantujące im ciszę (a jak pokazuje nasza najnowsza historia, czasami również podsłuchy - polityk to też biznesmen). Zamówią sobie jedzenie, kawę, herbatę, może kieliszek wina, posiedzą dwie, trzy godziny.

 

Nie wymagają specjalnej troski ze strony obsługi, a jak już klepną deal, to zazwyczaj zostawiają parę złotych więcej. To klienci tak samo lubiani, jak banki będące najemcami lokali przy głównej ulicy - wiadomo, że opłacą czynsz w terminie, nie nabrudzą, nie poniszczą. Chyba że nasi Biznesmeni po sfinalizowaniu interesu postanowią to uczcić. Przeważnie zaczyna się od alkoholu, a kończy na pytaniu kelnera o najbliższy burdel.

ZOBACZ TAKŻE, JAKIE SEKRETY SKRYWAJĄ PRZEZ ŻONAMI MĘŻOWIE

K

Typu gości restauracji Typu gości restauracji Rys. Marta Kondrusik

"Randkowicze" patrzą sobie w oczy

Najfajniejsi są Randkowicze. Randka rządzi się innymi prawami niż wyjście z rodziną czy z kumplami. Niektórzy randkują tak często, że mają pogrupowane różne miejsca - tu kolacja, tam obiad, tutaj drink, tu jeśli atmosfera ma być bardziej elegancka, tu jeśli chcesz zaimponować luzem, tam jeśli chcesz sprawić wrażenie człowieka obytego w świecie sztuki. Przeważają jednak miejsca, które są ciche, spokojne, może nieco ukryte przed ciekawskimi spojrzeniami przechodniów czy innych gości.

Pracowałem kiedyś w restauracji, która była popularnym miejscem na tego typu schadzki, ale z kochankami. Jeśli gość pojawiał się w restauracji z kochanką, od razu było widać, że ta para jest nieco, nazwijmy to, nieoficjalna.

A potem spotykałem tych samych facetów na mieście z całą rodziną. Zawsze byli zakłopotani, gdy mówiłem im "dzień dobry". Jak ułożysz sobie wszystkie puzzle, to jesteś w stanie sporo wydedukować na temat takiej rodziny i zdradzającego męża (lub żony).

 

Randkowicze mają to do siebie, że często sprawdzają wcześniej miejsce schadzki. To zrozumiałe - facet, który chce zaimponować wybrance, będzie próbował zaplanować wszystko tak, żeby nie było skuchy. Zrobi rezerwację, wybierze najlepszy stolik, zadba o klimat. To fajne, bo daje też jakąś pewność obsłudze.

Takie romantyczne spotkania trwają długo, a niekiedy - dla lepszego efektu - odbywają się w restauracjach, w których jest po prostu drogo. Jeśli facet chce zrobić wrażenie, lecz nie dysponuje zbyt pękatym portfelem, to będzie próbował rozegrać całość tak, żeby wilk był syty, a portfel cały. Będzie na przykład przedłużał.

Do dziś pamiętam klienta, który jadł cielęcinę z sosem cytrusowym - główne danie, oczywiście na ciepło - przez bite dwie godziny. Na stole stał świecznik na pięć świec. Wiedzieliśmy, że jeśli ktoś po prostu przychodzi zjeść posiłek, to świece w tym czasie wypalą się mniej więcej w jednej trzeciej. Tej parze zmienialiśmy je dwukrotnie.

Dałyśmy naszym piłkarzom fryzury słynnych Orłów Górskiego. Jak wyglądają? FANTASTYCZNIE!

Randkowicze to wdzięczni goście - raczej nie marudzą, zazwyczaj zostawiają większy napiwek, są najmniej wymagający w obsłudze. A przy tym są dość zabawni dla obsługi, która - wierzcie mi - bacznie ich obserwuje i wymienia się uszczypliwymi komentarzami, bo to jednak dość komicznie przyglądać się przez kilka godzin parze, która tylko siedzi i patrzy sobie w oczy. Niech cię to jednak nie zniechęci do zabierania partnerki na randkę do restauracji, bo w sumie co cię obchodzi, co jakiś kucharz czy kelner myśli?

Od tej bezproblemowości Randkowiczów jest jeden wyjątek - samiec alfa, który chce zaszpanować przed laską tym, że z*ebie kelnera albo będzie się popisywał, gdzie to on był, co on wie i najchętniej nauczy szefa kuchni, jak to danie powinno się przyrządzać.

mn

Cytowane fragmenty pochodzą z książki "Gastrobanda" Kamila Sadkowskiego - szefa kuchni, jeden z twórców Akademii Kulinarnej Fumenti, wieloletniego współpracownika Roberta Makłowicza oraz Jakuba Milszewskiego - dziennikarza, współautora kontrowersyjnego cyklu felietonów "Mucha w zupie".

Typu gości restauracji Typu gości restauracji Rys. Marta Kondrusik

"Znajomi" stroszą piórka

Do restauracji przychodzą też grupy znajomych. Samiec alfa najczęściej występuje właśnie w takim środowisku. W grupach każdy próbuje być ważniejszy, a im więcej wypiją, tym głośniejsi i agresywniejsi się stają.

Antropologia twierdzi, że to atawizm - im ktoś jest głośniejszy, im bardziej pręży muskuły, im bardziej zwraca na siebie uwagę, tym większe ma szanse na znalezienie samicy. Proste - im bardziej kolorowe masz piórka, tym większe twoje szanse na przygruchanie sobie gołębicy. A zatem w grupach przyjaciół, zwłaszcza jeśli nie są to pary, zawsze będzie jakiś głośny i wku*wiający człowiek-billboard.

Typu gości restauracji Typu gości restauracji Rys. Marta Kondrusik

"Starsze małżeństwa" żartują ze śmierci

Fajne są też Starsze Małżeństwa, czyli emeryci i renciści. Jeśli już stać ich na to, by bywać w restauracjach, to najzwyczajniej w świecie się z tego cieszą. Może nie zostawią kolosalnego napiwku, ale będą niezwykle mili, wszystko im będzie smakowało, będą chwalić i promiennie się uśmiechać.

Są oczywiście spokojni i chyba najmniej kłopotliwi. Raczej nie pokłócą się nad talerzem, bo po iluś tam latach bycia razem już chyba wyczerpały im się powody do kłótni i chęć udowadniania swojej racji. Dodatkowo mają niezbyt duże wymagania i łatwo ich zadowolić.

Ci starsi państwo zazwyczaj są weseli, ale nie głośni. Takie wesołe życie staruszka. Wszystko im smakuje, cieszą się, że mogli przyjść, że był stolik, że mogą zjeść coś fajnego. Często zagadują obsługę, ale trudno nie darzyć ich sympatią.

 

Pewna grupa staruszków co czwartek spotykała się w restauracji, w której pracowałem. Byli bardzo eleganccy, bardzo kulturalni, przemili. Na koniec spotkania zawsze się śmiali, że za tydzień już kogoś z nich nie będzie. Było to na swój sposób urocze, na swój sposób smutne, ale mieli niesamowity dystans do rzeczy ostatecznych. Lubiłem ich.

TO, JAK JESZ MÓWI WIELE O TOBIE. SPRAWDŹ, CO?

kk

Typu gości restauracji Typu gości restauracji Rys. Marta Kondrusik

"Urlopowicze" szastają pieniędzmi

Nie zapomnijmy też o Urlopowiczach. Urlop, jak wiadomo, rządzi się innymi prawami niż szara codzienność. Pewnie sam, wyjeżdżając gdzieś, zakładasz sobie jakiś przybliżony budżet, ale masz świadomość tego, że musisz jeszcze uwzględnić margines w wysokości trzydziestu procent.

Na urlopie ręka wydająca szmal jest jakby bardziej swobodna, a głowa - na co dzień skąpa i przeliczająca każdy grosz - bardziej hojna. Dlatego pary, które są na urlopie, to dla restauratorów cenni klienci. Przyjeżdżają się zabawić, odpocząć, zrelaksować, a nie stresować wydatkami.

 

Różnie z nimi bywa, ale to już zależy od człowieka. Wiele spośród takich par jest równie wdzięcznymi klientami, jak wspomniane Starsze Małżeństwa. Mają świadomość, że robienie draki kelnerowi, bo zupa miała nieco inny kolor, niż sobie wyobrażali, z*ebie humor nie tylko kelnerowi, ale też im samym. No, ale są oczywiście też i niedorozwoje, którym takie akcje podnoszą samoocenę. Uprzejmie ich proszę o wymarcie.


Po benedyktyńsku, czyli jak? Sprawdź, jak dobrze znasz się na kuchni [QUIZ]

Czym byście zjedli consommé?

Sprawdź! Rozwiąż QUIZ
Typu gości restauracji Typu gości restauracji Rys. Marta Kondrusik

"Młodzież" ma węża w kieszeni

Nastolatki i studenci to głównie klientela klubowa, piwna lub fastfoodowa. Być może też studiowałeś, więc pewnie pamiętasz, że w studenckim jedzeniu nie chodzi o to, żeby było wykwintnie, lecz o to, żeby było szybko, dużo i tanio.

Tak samo w studenckim piciu - ma być tanio i ma trzepać. Studenta spotkasz w jego środowisku naturalnym, czyli w podakademikowym klubie studenckim, gdzie dają piwo za piątaka i zapieksy za trójkę.

Są przecież miejsca sfokusowane na taką klientelę, a ta się zresztą wymienia (chyba że ktoś dostał się do Rady Studentów albo innego podobnego ciała i w wieku 35 lat studiuje ósmy już kierunek i wciąż mieszka w akademiku lub domu asystenckim - znam takie przypadki).

Kiedy ostatnio poszedłem do klubu, w którym zwykłem spędzać wieczory jako studenciak, miałem ochotę powybijać głupkowatą gówniarzerię i zachodziłem w głowę, czy aby na pewno barman ukończył 14 lat (a pewnie był studentem 4 roku dwóch filologii).

Pamiętam, że kiedy sam byłem takim denerwującym gówniarzem, na widok czterdziestolatka, ba, nawet trzydziestolatka, zastanawiałem się, co ten zgred tu robi i czy zaraz nie siądzie mu pikawa przy barze, bo w takim wieku to już może się zdarzyć.

 

Dla całej innej gastronomii studenci to niestety nie jest dobra klientela. Mało płacą, nie zostawiają napiwków, bywają głośni i wku*wiający.

Chyba że to studenci prawa, córeczki i synusie bogatych adwokatów, którzy fundują im drogie samochody do parkowania przed wydziałem i kieszonkowe w wysokości trzech średnich krajowych tygodniowo, żeby mogli w ramach drugiego śniadania zamawiać sushi i wyróżnić się od plebsu, czyli studentów wszystkich innych kierunków. Ci są wku*wiający jeszcze bardziej, bo "mój ojciec cię pozwie", ale za to kasy mają jak lodu. I lubią ją przepie*dalać w absurdalny sposób.

Typu gości restauracji Typu gości restauracji Rys. Marta Kondrusik

"Dzieci" dostają amoku

Dzieci to problem w wielu restauracjach. W niektórych miejscach nie są mile widziane. I choć na drzwiach obok zakazu wprowadzania psów nie ma nalepki z przekreślonym dzieckiem - to by było spore przegięcie - to jednak rozsądny klient może się zorientować, że jego rozkrzyczany bachor z ADHD nie do końca pasuje do spokojnej, eleganckiej restauracji. Wiele lokali delikatnie daje o tym znać rodzicom, nie oferując specjalnych stolików dla najmłodszych ani kącików zabaw, ani też miejsc do przewijania berbecia, za co czasami tracą punkty w internetowych rankingach. To jednak ekstrema.

Doświadczony kelner wie, że jeśli pracuje w niedzielę, to ma prze*ebane. Siódmego dnia tygodnia w lokalach pojawia się bowiem najwięcej rodzin z dziećmi, a - niestety - niektórzy rodzice nie są w stanie ogarnąć swojego niesfornego dziecka lub po prostu ignorują jego zachowanie, bo są do tego przyzwyczajeni.

Nie jestem supernianią, ale wydaje mi się, że zachowanie dziecka bierze się z kultury rodziców. Przede wszystkim nie powinny biegać po sali restauracyjnej, bo to się może po prostu źle skończyć - bolesnym zderzeniem ze stolikiem czy krzesełkiem albo z niosącym gorącą zupę kelnerem. O nieszczęśliwe wypadki naprawdę nietrudno, więc dla dobra waszych dzieci miejcie je na oku.

 

Dzieci to też trudni konsumenci. Są wybredne. Jeśli mały Staś czy jakiś inny Brajanek ma gorszy dzień, to prozaiczna w sumie czynność nakarmienia go zamienia się w drogę przez mękę.

Brajanek się wierci, drze wniebogłosy, pluje, rzuca, wyrywa, ucieka, wala po podłodze pod nogami kelnera i innych gości. W ekstremalnych sytuacjach obsługa prosi o uspokojenie dziecka lub wręcz o opuszczenie lokalu. Nie oburzaj się na restaurację, jeśli ci się to zdarzy. Oburzaj się na siebie, że nie potrafisz okiełznać krwi ze swojej krwi i kości ze swoich kości.

Na szczęście są też obyci rodzice, którzy zdają sobie sprawę, że dziecko może być kłopotliwe. Jeśli jest małe, to rodzice je karmią. W domu malec może nachlapać, nabrudzić, rodzice może się trochę podenerwują, ale muszą się z tym liczyć, bo trudno od trzylatka wymagać żelaznej dyscypliny.

Jak jednak dziecko ma przywyknąć do warunków restauracyjnych, jeśli nie będzie w nich bywać?


Czy nie wstyd iść z Tobą do restauracji? Umiesz to wymówić?

Zacznijmy od przystawki. Bruschetta to pyszna grzanka, jeśli nie chcesz stukać palcem w napis w menu, aby ją zamówić, poprosisz o...
Sprawdź! Rozwiąż QUIZ
Typu gości restauracji Typu gości restauracji Rys. Marta Kondrusik

"Single" się wstydzą

Przedostatnia kategoria, bardzo rzadka, być może na wyginięciu albo wręcz przeciwnie - jeszcze nie w pełni dojrzała: Samotni. Ludzie są zwierzętami stadnymi i jak już idą do restauracji, to najczęściej w co najmniej dwuosobowych grupach. Bardzo rzadko przy stoliku melduje się pojedynczy osobnik z zamiarem zjedzenia obiadu. Najczęściej, jeśli stolik jest zajęty przez jedną osobę, to ta osoba na kogoś czeka.

Samemu można przecież zjeść w domu, ale niektórzy mają odwrotnie - nie chce im się siedzieć samotnie w domu. Jeśli mają sobie zrobić coś sensownego do jedzenia, to wolą zrobić coś innego - obejrzeć film, dokończyć sprawozdanie na jutro. A ileż można jeść kanapki?

 

Samotni to kolejni bezproblemowi klienci - płacą bez marudzenia, zazwyczaj nie szukają zbytniego kontaktu z obsługą, czasami oczekują jedynie jakiegoś spokojnego stolika. Tacy stali klienci powodują  nieraz konsternację u pracowników restauracji: jeśli gość w sile wieku regularnie jada sam, to musi być jakimś dziwakiem.

A pewnie to są normalni kolesie. Tak oto rodzą się stereotypy. Chyba że przychodzisz do knajpy codziennie przez siedem dni w tygodniu, zawsze o tej samej godzinie, siadasz w tym samym miejscu, zamawiasz dokładnie to samo - wtedy nie dotyczy cię stereotyp dziwaka. Po prostu jesteś dziwakiem.

 


Typu gości restauracji Typu gości restauracji Rys. Marta Kondrusik

"VIP-y" robią rewolucję

VIP-owskie imprezy, na których pojawiają się najwyższe głowy państw albo chociaż premierzy, to cyrk na kółkach. Jeśli masz u siebie tak wysoko postawione osoby, to na dachach sąsiednich budynków leżą snajperzy, w wejściu do restauracji (również przy wejściu dla pracowników) Biuro Ochrony Rządu rozstawia bramki, wykrywacze metalu i innych złych intencji.

Dałyśmy naszym piłkarzom fryzury słynnych Orłów Górskiego. Jak wyglądają? FANTASTYCZNIE!

Ale wszystko zaczyna się od telefonu z kancelarii, np. prezydenta. Generalnie można stwierdzić z dużym prawdopodobieństwem, że jeśli odbierasz takie telefony, to biznes idzie ci dobrze.

Po podniesieniu słuchawki rozmowa przebiega zgodnie z procedurami - ludzie z kancelarii zapowiadają, że tego i tego dnia ktoś przyjedzie na kolację, będzie określona liczba osób. Potem do restauracji wpada BOR i ochroniarze (również innych krajów, jeśli w przyjęciu uczestniczą politycy zagraniczni), którzy sprawdzają wszystko.

Zaglądają do garnków, pod dywan, do doniczek, pod stoliki, w dekolty kelnerek. Oceniają, jakie są zagrożenia. Sęk w tym, że bardzo często podczas umawiania rezerwacji dla VIP-a nie jest ustalona data sprawdzenia wszystkiego przez służby. I słusznie, bo ewentualny miłośnik wprowadzania chaosu w państwie, znając datę inspekcji, mógłby się odpowiednio przygotować, a tak figa.

 

Zazwyczaj jeśli prezydent ląduje w mieście o, powiedzmy, 9:30, a na lunch jest umówiony u ciebie o 12, to cała agenda spada ci na głowę o 8. Dopiero jakieś pół godziny przed przylotem, BOR wysyła do restauracji plan na ten dzień. Jasne - względy bezpieczeństwa. Wcześniej wiadomo jedynie, że lunch odbędzie się danego dnia o konkretnej godzinie.

W kuchni zawsze jest lekarz z BOR-u. Ogląda i sprawdza każde przyrządzane na ten lunch danie. Wszystko trzeba gotować +1, bo on musi wszystko przetestować. Chodzi z giwerą po kuchni ubrany w garnitur i jest rodzajem przedskoczka dla VIP-ów - jeśli coś z posiłkiem miałoby być nie tak, to on ma to wyczuć. Jest członkiem ekipy, sprawdza wszystkie produkty, etykiety i tak dalej.

Musisz mu dostarczyć listę produktów, które kupiłeś z myślą o tym posiłku, a on lustruje pozycję po pozycji z najwyższą dokładnością, od soli po wołowinę. Wszystko obwąchują też... psy.

To rodzaj rządowego Sanepidu. Sprawdzają, czy ktoś nie trzyma w lodówce trotylu albo czy coś nie jest zatrute. W końcu psiaki mają dużo lepszy węch niż najlepiej wykształcony BOR-owik.

Ale bez obaw - psy wchodzą do kuchni na sekundę. Wbiegają, obwąchują i wybiegają. Są tak wytresowane, że żaden nie połasi się na leżący na stole kawał mięsa.

Na imprezach, w których biorą udział ludzie piastujący najwyższe stanowiska w państwie, ochrona jest naprawdę drobiazgowa. Przed całym wydarzeniem restauracja dostaje szczegółowy protokół z informacją co można, a czego nie można.

Podczas imprez dyplomatycznych duże znaczenie ma serwis. Niektóre rzeczy określa protokół dyplomatyczny. Jeśli na sali jest 10 osób, to musi je obsługiwać 10 kelnerów, bo wszyscy muszą dostać posiłek jednocześnie.

Procedury zależą od charakteru imprezy - czy ma ona być formalna, czy też nieformalna, czy to będzie spotkanie przy herbacie, a może konferencja prasowa, czy biba jest tajna, czy też będzie na niej prasa. Innymi słowy: dostajesz kompletny scenariusz, zawierający ogół danych potrzebnych do skutecznego zorganizowania kolacji czy lunchu. Wszystko jest rozpisane niemal co do minuty: kiedy przyjeżdżają, kiedy obiad, kiedy wywiad, kiedy wyjazd.

Gwoli informacji: prezydent przyjeżdża z całą świtą. Karmi się też kierowców, ochroniarzy, doradców, pomocników, sekretarzy stanu, dzieci, małżonków. Chyba że prezydent zjawia się nieoficjalnie - wtedy towarzyszy mu garstka ludzi.

mn

Cytowane fragmenty pochodzą z książki "Gastrobanda" Kamila Sadkowskiego - szefa kuchni, jeden z twórców Akademii Kulinarnej Fumenti, wieloletniego współpracownika Roberta Makłowicza oraz Jakuba Milszewskiego - dziennikarza, współautora kontrowersyjnego cyklu felietonów "Mucha w zupie".

Więcej o:
Komentarze (34)
'Biznesmeni' zaczynają od alkoholu, a kończą na pytaniu kelnera o najbliższy burdel [10 TYPÓW KLIENTÓW RESTAURACJI]
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • agatazieba

    Oceniono 95 razy 91

    nie dość, że tysiąc slajdów, to jeszcze samosatrujące reklamy.

    ŻENADA!

  • zjadacz_hadronow

    Oceniono 72 razy 68

    To się może udać rok, dwa... pięć lat... Ale pewnego dnia zapłacicie drogo za te samostartujące reklamowe filmiki.

    Armia doprowadzonych do ostateczności użytkowników będzie was wyciągać z redakcji, oblewać smołą, obsypywać pierzem, przeganiać po ulicach, popędzając kijami z wbitymi zardzewiałymi gwoździami, obrzucać zgniłymi jajkami, kamieniami i inwektywami, a na koniec gilotynować na rynku ku uciesze gawiedzi.

    Ech, rozmarzyłem się ;)

  • jotwupe

    Oceniono 31 razy 25

    Jezu jakie to jest beznadziejnie głupie, nie wiem jakim cudem dotrwałem do 7. slajdu

  • known2own

    Oceniono 24 razy 18

    Śmieszą mnie te wyssane z palca historie, jak to niby kelner wyczuwa, że klient przyszedl z kochanką, a potem niby spotyka go na mieście, rozpoznaje i wita się z nim haha
    Nie sądze, żeby historia znała przypadek, że ktoś spotkał obsługującego go kelnera i miał pojecie kto to. Wiem, że trzeba ksiązke 'ubarwić', ale takie historyjki to się chyba w gimnazjum wymyśla - słaba reklama dla książki.

  • inletltd

    Oceniono 26 razy 18

    Maciupeńka uwaga. Kelner który wita swojego Gościa na ulicy to dupa nie kelner. Wieśniak po prostu...

  • korollaq

    Oceniono 31 razy 17

    Nie mogę czytać tego "wku*wiający" "przepie*dalać" i "za*ebie". Michnik zatrudnia już margines społeczny, i to do działu dla kobiet.

  • pawel_vogel

    Oceniono 14 razy 14

    " W ekstremalnych sytuacjach obsługa prosi o uspokojenie dziecka lub wręcz o opuszczenie lokalu. Nie oburzaj się na restaurację, jeśli ci się to zdarzy. Oburzaj się na siebie."

    Jeśli nadal nie rozumiesz dlaczego miałbyś się dostosować do panujących w miejscu publicznym zasad społecznych i dobrego wychowania powinieneś udać się na leczenie psychiatryczne, bo normalny człowiek wie jak się zachować i nie przeszkadzać (narzucać się swoim zachowaniem) innym.

  • drakaina

    Oceniono 16 razy 14

    Większość tekstów średnia, ale dziękuję za ten o dzieciach, bo moda na branie potomstwa w wieku wszelkim do restauracji i pozwalanie mu tam na wszystko niestety u nas nie wygasa. Ostatnio nie wytrzymałam i w bardzo skądinąd przeze mnie lubianej restauracji zwróciłam w końcu uwagę ośmiolatkowi (a raczej jego licznej i raczej spokojnie się zachowującej rodzinie), który raz za czas wydawał z siebie wrzask godny niemowlęcia o sporych płucach (wrzask bowiem był nieartykułowany), poza tym biegał między stolikami, a jak już dogalopował z powrotem do rodzinnego, to zaczynał zanudzać bardzo głośno wszystkich o - no właśnie, nic konkretnego. Dodam, że nie było to dziecko z widoczną wadą rozwojową, tylko po prostu najmłodszy w stadzie i znudzony przedłużającym się obiadem, który ewidentnie usiłował zwrócić na siebie i swoje znudzenie uwagę. Sęk w tym, że już na tyle duży, że wrzasków, które można od biedy znieść u trzylatka, w jego wieku rodzina nie powinna w miejscu publicznym tolerować. Rodzeństwo niestety miało młodego w nosie, mama raz mruknęła coś w rodzaju "Kubusiu, nie tak głośno", ale poza tym też olewała. Dopiero moja uwaga wywołała jakąś reakcję. O dziwo u rodziny taką, że najpierw zabrali sie za uspokajanie potomka, a następnie dość szybko się zwinęli. Natomiast dwie umiarkowanie młode panie przy innym stoliku ujęły się za rzekomym dziecięciem, że ono przecież szczęście swoje tak wyraża, powinno się wyszaleć i tak dalej. Zgoda - gdyby to był trzylatek (choć też obstawiałabym, że głównie się nudzi i jeśli tylko rodzina raczyłaby się nim zająć, to by był spokojniejszy), ale nie ośmiolatek. A szaleć to ono sobie może, ale jednak niekoniecznie w restauracji znanej głównie ze spokojnej atmosfery.

    A poza tym: połowy porcji powinny być dostępne również dla dorosłych - większość polskich knajp serwuje takie, że dla mojej rodziny czasem jedna wystarcza na wszystkich i jesteśmy najedzeni. Nie wszyscy bardzo dużo jedzą, więc porcje powinny być w różnych rozmiarach.

    Oraz: albo się pisze wulgaryzmy w całości, albo się ich nie pisze w ogóle. Gwiazdkowanie to obciach.

  • mniklasp

    Oceniono 11 razy 7

    Jezeli to ma byc choc troche smieszne to moze raczej jest podlgadactwo, oj nieladnie i nie etycznie, zawod kelnera jest specyficzny i polega nie na obserwowaniu i komentowaniu za plecami z kolegami ale na dyskretnym sluzeniu gosciowi i zamykaniu oczu i uszu tam gdzie nie trzeba. Koledzy kelnerzy dali popis braku profesjonalnosci (kto ma ich uczyc?) oraz kindersztuby. Pozdrawianie goscia ktory spotkal sie kochanka a teraz idzie ulica z rodzina pozostawiam bez komentarza.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX