Huczna impreza czy skromne przyjęcie? Zapytałyśmy pięć kobiet, jak wyglądało ich wesele

Koszty weselne potrafią być ogromne, dlatego coraz więcej par decyduje się na skromny obiad w towarzystwie przyjaciół i najbliższej rodziny. Jednak każda opcja ma swoje plusy i minusy.
Organizując wesele, warto kierować się swoimi pragnieniami, a nie naciskami rodziny Organizując wesele, warto kierować się swoimi pragnieniami, a nie naciskami rodziny graf: Arkadiusz Gadaliński

Huczna impreza czy skromne przyjęcie? Zapytałyśmy pięć kobiet, jak wyglądało ich wesele

Koszty weselne potrafią być ogromne, dlatego coraz więcej par decyduje się na skromny obiad w towarzystwie przyjaciół i najbliższej rodziny. Jednak każda opcja ma swoje plusy i minusy.

5 mężatek opowiedziało nam o swoich weselnych doświadczeniach. Najdroższa impreza kosztowała ok. 30 tys. zł, najtańsza - 4 tys. zł. Co było dobrą decyzją, a co by zmieniły po latach?

Tradycyjnie, ale z własnym wkładem

Agnieszka: Od początku wiedzieliśmy, że chcemy wziąć ślub. Jeśli chodzi o wesele - myśleliśmy raczej o kameralnym obiedzie dla najbliższej rodziny. Ponieważ jednak za uroczystość płacili rodzice, musieliśmy znaleźć kompromis pomiędzy ich (a konkretnie moich rodziców) dążeniem do tego, by wyprawić huczne wesele a naszą wizją.

W efekcie na uroczystość zostało zaproszonych około 90 osób (wstępnie chcieliśmy zaprosić mniej więcej połowę tego, a rodzice - drugie tyle), z czego ok. 20 się na niej z różnych przyczyn nie pojawiło. Niektórzy, niestety, nie informując nas o tym zawczasu.

Wesele tak, oczepiny nie

Nie zgodziliśmy się - wbrew oczekiwaniom rodziców - by zapraszać dalszą rodzinę, której żadne z nas nigdy lub od dawna nie widziało na oczy. Nie mieliśmy też kamerzysty - jedynie fotografa, który po północy, czyli po pokrojeniu tortu, pożegnał się z nami i odjechał. Zamiast kapeli (obydwoje za nimi nie przepadamy) postawiliśmy na duet - DJ i wodzirej. Dzięki temu, podczas ważnej dla nas uroczystości, mogliśmy usłyszeć wybrane przez nas utwory w dobrym wykonaniu. Nie zgodziliśmy się jednak, żeby podczas oczepin odbywały się żenujące dla nas zabawy z podtekstem seksualnym. Do ślubu i na wesele wiózł nas - swoim własnym samochodem - przyjaciel rodziny męża.

Koszty wesela

Nie pamiętam, ile dokładnie kosztowało nas wesele. Wydaje mi się, że trochę ponad 30 tys. zł, z czego większość pochłonęło wynajęcie sali - konkretnie niewielkiej restauracji pod Warszawą. Bardzo podobały nam się jej wnętrza, wystrój sali weselnej, a także patio, na które mogli wyjść goście zmęczeni zabawą. Nie bez znaczenia był również fakt, że serwują tam naprawdę smaczne jedzenie.

Choć było trochę większe, niż początkowo zakładaliśmy, wesele bardzo nam się podobało i - mimo początkowych obaw o jego rozmiary - nie chcielibyśmy, by było inne. Wszystko odbyło się zgodnie z planem (nawet pogoda dopisała) i z klasą; przybyła większość osób, na których obecności nam zależało; panowała rodzinna atmosfera i wszyscy bawiliśmy się świetnie do białego rana.

Jedyne, co bym zmieniła, to suknia. Nie miała ramiączek, tylko ciasny gorset i - pomimo że ogólnie była wygodna i bardzo mi się podobała - po kilku spędzonych w niej godzinach czułam, że brakuje mi powietrza.

wesele wesele graf: Arkadiusz Gadaliński

Wesele w skali mikro

Ola: Na wesele zaprosiliśmy 75 osób. Zrobiliśmy je, bo chcieliśmy się spotkać z najbliższymi, wspólnie cieszyć się ze ślubu, zrobić imprezę - jakoś uczcić ten dzień. Rodzina nie naciskała i w ogóle mało ingerowała, chociaż na każdym kroku deklarowała pomoc.

Koszty wesela

Największe wydatki miałam ja. Szyłam suknię, zamawiałam stroik na głowę, miałam makijażystkę. Za wesele zapłacił mój ojciec - to był jego prezent ślubny dla nas. Wesele kosztowało 11 tysięcy - z DJ-em, jedzeniem i osobno zamawianym alkoholem (9 lat temu w Warszawie, w nieistniejącej już restauracji w domu z ogrodem na warszawskim Grochowie).

Refleksje po latach

Moim zdaniem było warto. To był bardzo miły wieczór, dobrze się bawiliśmy, było naprawdę kameralnie i sympatycznie. Z pewnością pewne sprawy rozegrałabym inaczej. Zaprosiłabym kilka osób więcej (na przykład osoby, które są z rodziny, ale wdziałam je dwa razy w życiu, bo uważam, że takie spotkanie mogłoby stać się pretekstem do zacieśnienia relacji). Zatrudniłabym fotografa i kamerzystę - mamy mało zdjęć i kilka nagrań z ręcznej kamery (wtedy jeszcze nie było telefonów z dobrej jakości kamerami).

Nie widzę minusów wesela. Może jeden. Nawet przy tak ograniczonej liczbie gości ciężko ze wszystkimi porozmawiać i o wszystkich zadbać.

Drugi raz zrobiłabym wesele, ale także niezbyt formalne - bez pompy i nadęcia.

wesele wesele graf. Arkadiusz Gadaliński

Rodzinny obiad i spotkanie z przyjaciółmi

Iwona: My od początku wiedzieliśmy, że wesele nie wchodzi w naszym przypadku w grę. Nie przekonywały nas argumenty, że ślub jest tylko raz, że to ukłon w stronę rodziny. Nie lubimy imprez, popijaw ani weselnego klimatu, więc czuliśmy, że trudno byłoby nam się oprzeć wrażeniu wyrzucania pieniędzy w błoto. Ustaliliśmy, że w tym dniu nie chcemy się stresować, a jedynie cieszyć sobą.

Podwójny ślub

Wymarzył nam się ślub w plenerze. A że poznaliśmy się tuż przed Maratonem Warszawskim (oboje jesteśmy biegaczami), zaręczyliśmy rok później w dzień Maratonu Warszawskiego, zapragnęliśmy ceremonii za metą maratonu. Niestety żaden urzędnik nie zgodził się wtedy opuścić urzędu, zatem zorganizowaliśmy ślub cywilny w sobotę, a w niedzielę ślub humanistyczny na terenie miasteczka biegowego.

Na ślubie cywilnym była tylko najbliższa rodzina (13 osób) oraz świadkowie. Po krótkiej ceremonii ruszyliśmy do małej, gruzińskiej restauracji, w której czekał na nas obiad. Koszt - ok. 1 tys zł. Do domu wróciliśmy nie później niż o godz. 18. Odpoczęliśmy, zjedliśmy kolację i następnego dnia wstaliśmy o godz. 5, by stawić się wraz ze świadkami na linii maratońskiego startu. Musieliśmy zmieścić się w określonym czasie, bo za metą czekali na nas goście: rodzina i przyjaciele (ok. 50 osób) oraz mistrz ceremonii ślubnej. Po przysiędze odbyła się krótka (ok 1,5 godziny), symboliczna impreza. Były torty, szampan, przekąski, emocjonujące życzenia. Po wszystkim wróciliśmy do domu.

Koszty imprezy

Za wszystko zapłaciliśmy ok. 4 tys zł. Sukienkę kupiłam używaną i lekko przerobiłam ją u krawcowej (koszt: 250 zł), za buty typu baleriny (nienawidzę obcasów) zapłaciłam 30 zł. Obiad w restauracji był wspaniały, wystawny. Składał się z kilku dań, deseru, kawy, herbaty, soków, a jednocześnie wyniósł nas tak niewiele. Właścicielka - Gruzinka - bardzo się postarała, by było rodzinnie i miło. Organizacja ceremonii humanistycznej również nie była droga, najwięcej kosztował nas namiot. Reszta to opłacenie mistrza ceremonii, jedzenie, wypożyczenie krzeseł, dekoracje w postaci balonów i wstążek.

Gdybym mogła cofnąć się w czasie, nie zmieniłabym nic. Zgodnie z naszymi pragnieniami, nie mieliśmy poczucia, że robimy coś wbrew sobie. Wręcz przeciwnie, ten weekend był dla nas szczególny i niezapomniany.

Czy rodzina miała nam za złe takiej decyzji? Nie, mimo obaw mojej mamy. A przynajmniej nikt nam tego nie powiedział wprost. Rodzina chyba już się zdążyła przyzwyczaić, że w swoim życiu po prostu robię swoje, bez nadmiernego przejmowania się oczekiwaniami innych.

wesele wesele graf: Arkadiusz Gadaliński

Wesele ekonomiczne

Natalia: Nie chcieliśmy wielkiego, tradycyjnego wesela, wiedzieliśmy jednak, że jeśli zrobimy "tylko" obiad, to się wszyscy na nas obrażą. Nasze wesele było idealnym kompromisem: najpierw była impreza dla rodziny, później dla znajomych.

Pierwsza część organizowana była w restauracji, ale takiej, w której był parkiet, mieliśmy dla siebie całe piętro, DJ-a - generalnie było wszystko to, co na "normalnym" weselu. Tylko ograniczyliśmy liczbę zaproszonych gości (ok. 50 osób z rodziny i znajomych), a impreza trwała do 1 w nocy. Rodzina opuściła lokal, a my ze znajomymi przenieśliśmy się do klubu, gdzie dołączyli do nas znajomi, którzy nie byli na pierwszej części i razem bawiliśmy się do rana. Było to o tyle fajne, że restauracja i klub mieszczą się w tym samym budynku i należą do tego samego właściciela, więc z jedzenia, alkoholi itp. mogliśmy korzystać także w klubie, w zarezerwowanej dla nas strefie.

Jak zareagowała rodzina?

Szaleli na parkiecie, wiedzieli, że impreza trwa do godz. 1 - nikt nie wytknął nam, że nie daliśmy się dłużej bawić, dalej się do nas odzywają, więc chyba było dobrze. ;)

Tego, że nie mieliśmy wielkiego wesela do rana, z ludźmi widzianymi pierwszy raz w życiu (zaproszonymi "bo wypada") nie żałuję. Gdybym mogła cofnąć się w czasie, samej formuły wesela bym nie zmieniła, zmieniłabym jedynie aranżacje, dodatki - inny kolor winietek, możliwość robienia "polaroidów" itp.

Za wszystko zapłaciliśmy ok. 10 tys. zł, w tym za suknię uszytą przez krawcową - 500 zł.

wesele wesele graf: Arkadiusz Gadaliński

Drożej, za to w zgodzie ze sobą

Paulina: Moje wesele odbyło się dwa lata temu i było pierwszym "małym" weselem, na którym byłam. Wśród moich znajomych, rodziny obowiązywały wesela 150+, 200+. Stylistyka wiejskich stołów, oczepin czy przyśpiewek w stylu "gorzka wódka" nie wpisywała się w nasze gusta. Ślub cywilny zorganizowaliśmy w plenerze, w ogrodzie. Przyjęcie odbyło się w niewielkiej oranżerii. Zaprosiliśmy prawie 90 osób, przyjechało około 80.

Względy praktyczne

Pobraliśmy się po trzech latach znajomości, jednak sama ceremonia nie była dla nas ważna ani potrzebna. Jako mała dziewczynka nie marzyłam o białej sukience, trenach, welonach. Ślub był podyktowany kwestiami praktycznymi: większymi - chcieliśmy rozliczać razem podatki, mi było potrzebne ubezpieczenie zdrowotne (pracowałam na umowę o dzieło, po ślubie mąż "podpiął" mnie pod swój NFZ) - i mniejszymi: nikt nie robi problemów na poczcie, kiedy chcesz odebrać za kogoś przesyłkę i masz to samo nazwisko. Inaczej wygląda sprawa wesela. Po pierwsze nasi rodzice bardzo chcieli urządzić przyjęcie, na które będą mogli "odprosić" wszystkich gości, po drugie my sami chcieliśmy urządzić imprezę do białego rana.

Koszty wesela

Zorganizowaliśmy ślub w plenerze, ale wyrobiliśmy się przed wejściem w życie ustawy, więc kosztował nas tyle, co ślub w urzędzie (około 90 zł). Teraz ta przyjemność kosztuje 1000 zł! Oddzielnie zamawialiśmy catering, oddzielnie płaciliśmy za wynajętą przestrzeń. Catering kosztował nas 130 zł od osoby, miejsce 100 zł od osoby. Oddzielnie płaciliśmy np. za fotografa - 2000 zł, didżejkę - 2000 zł, napoje i alkohol. Wszystkie opłaty zamknęły się w 30 tys. Sporo, jednak było ostatecznie tak, jak to sobie wymarzyliśmy. Nie miałam za to białej sukienki za kilka tysięcy złotych. Szarą sukienkę kupiłam w internecie za jakieś 300 złotych, buty kupiłam wcześniej na wesele przyjaciółki, akurat pasowały. Biżuteria - niebieskie piórka - były pamiątką przywiezioną z wakacji. Torebkę miałam z wyprzedaży z Zary, tak jak buty, które noszę do dziś.

Oczywiście, że było warto. Bawiłam się rewelacyjnie. Tańczyłam do białego rana. Podeszliśmy do sprawy bez spiny, więc nie przejmowaliśmy się, kiedy coś działo się nie do końca zgodnie z planem. Przykład? Jedna para spóźniła się na autobus, który dowoził naszych gości. Ślub miał być o 16, zaczął się o 16.40. Nie było dramatu, krzyku i płaczu. Podczas czekania robiliśmy sobie zdjęcia.

Minusy imprezy weselnej

Wciąż rosnący koszt i logistyka. Kiedy zaprasza się gości z daleka, trzeba im zapewnić nocleg, zamówić autobus, dograć ze sobą wszystko. Ale nie rozumiem, dlaczego ludzie zabierają się za organizację wesela z wyprzedzeniem dwu-, trzyletnim. My swoje zorganizowaliśmy w 3 miesiące. Plusy? Dobra zabawa.

Gdybym mogła cofnąć się w czasie, nie zrezygnowałabym z wesela, ale znacznie ograniczyłabym listę gości. Było około 80 osób, teraz zaprosiłabym pewnie około 40. Wydawało mi się, że i tak "cięłam" listę i nie zaprosiłam dalekiej rodziny. Doświadczenie uczy, że nawet z tych zaproszonych gości z połową nie utrzymuję w tej chwili kontaktu.

A jakie są Wasze doświadczenia w związku z organizacją imprezy weselnej? Czekamy na Wasze komentarze!

Więcej o: