Erotoman gawędziarz, agresywny kot. Co jeszcze może spotkać najemcę ze strony właścicieli mieszkań? [HISTORIE STUDENTÓW]

16.09.2015 16:00
Po wakacjach studenci rozpoczynają wyścig, w którym do wygrania jest wynajem taniego mieszkania. Jednak najemcy szybko się orientują, że trudno znaleźć ofertę, która spełni minimum oczekiwań. Dlaczego? Niska cena może wiązać się z niedogodnościami nie tyle związanymi z niskim standardem mieszkania, ile... niewygodnym właścicielem.
1 wynajmowanie mieszkania wynajmowanie mieszkania graf: Marta Kondrusik

Erotoman gawędziarz, agresywny kot. Co jeszcze może spotkać najemcę ze strony właścicieli mieszkań? [HISTORIE STUDENTÓW]

Po wakacjach studenci rozpoczynają wyścig, w którym do wygrania jest wynajem taniego mieszkania. Jednak najemcy szybko się orientują, że trudno znaleźć ofertę, która spełni minimum oczekiwań. Dlaczego? Niska cena może wiązać się z niedogodnościami nie tyle związanymi z niskim standardem mieszkania, ile... niewygodnym właścicielem.

Oto siedem opowieści z życia młodego poszukiwacza mieszkania (prawie) idealnego, którzy trafili na niecodziennych wynajmujących.

wynajmowanie mieszkaniagraf: Marta Kondrusik

"Uczynny" właściciel

Na pierwszym roku studiów wynajmowałam kawalerkę z koleżanką. Mieszkanie znalazłyśmy w jeden weekend. Mieszkanie niewielkie, ale cena była naprawdę niewysoka. Na naszą kieszeń. I miły właściciel. Nie było wad. Do czasu. Sytuacja zaczęła być napięta po około 2 miesiącach od przeprowadzki. Bardzo źle poczułam się na zajęciach i postanowiłam wrócić do domu. Wkładam klucz w zamek i nic się nie dzieje. Jakby ktoś włożył klucz od środka. Myślę sobie - co o tak wczesnej porze robi w mieszkaniu moja współlokatorka? Otwieram drzwi, a tam mój sąsiad! Montuje telewizor. Byłam w lekkim szoku. Zaczęłam krzyczeć, co on tam robi, kto go wpuścił...

Sympatyczny starszy pan mieszkający przez ścianę okazał się ojcem właściciela mieszkania. Miał swoje klucze do niego i czasem do nas zaglądał! Pod naszą nieobecność! Tym razem stwierdził, że nie mamy telewizora, więc nie wiemy, co się dzieje na świecie i postanowił nam oddać jeden ze swoich telewizorów. Miał ich kilka, po jednym w każdym pokoju - skąd wiem? Ściany w bloku były cienkie, odbiorniki zawsze głośno grały. Wszystkie w tym samym czasie.

Ale to nie koniec moich przygód z sąsiadami-rodzicami właściciela. Ściany były cienkie, więc my słyszałyśmy, kiedy oni oglądają telewizję, a nawet kiedy zagotowała się woda w czajniku i gwizdek dawał o tym znać. Oni słyszeli naszą, nawet cicho plumkającą, muzykę. Kiedy im to przeszkadzało, walili kijami od szczotek w ścianę.

Jak się później okazało, nasza kawalerka była wcześniej częścią tamtego mieszkania! Właściciel wydzielił je i bardzo tanio wynajmował. Wyprowadziłyśmy się stamtąd po pół roku.

Czego się nauczyłam? Zawsze sprawdzaj, kto mieszka po sąsiedzku. Możesz zadzwonić dzwonkiem, przedstawić się, wybadać. Albo wprost zapytać właściciela mieszkania. Nasz niczego nie ukrywał, ale też nie chwalił się rodzicami za ścianą czy sprytnym wydzieleniem drugiego lokum. Zapytany wprost, był zdziwiony, że "zapomniał" o tym wspomnieć. Ponadto, szczególnie w przypadku mieszkań w starych kamienicach, blokach, w których z klatki rozchodzą się jeszcze oddzielnie zamykane korytarzyki do kolejnych mieszkań, sprawdzaj, pytaj, czy mieszkanie to faktycznie oddzielne mieszkanie. Okazuje się, że w tego typu budownictwie, spółdzielnie kiedyś zgadzały się na to, aby z dużego mieszkania wydzielić dodatkowo 20-metrową kawalerkę.

2 wynajmowanie mieszkania wynajmowanie mieszkania graf: Marta Kondrusik

Podejrzane zachowania właściciela

Pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Zawsze, gdy szukałem mieszkania, sprawdzała się zasada, że z właścicielem trzeba złapać kontakt. Raz wynająłem mieszkanie przez kogoś a la pośrednik i nie był to strzał w dziesiątkę. Problem pojawił się już podczas oglądania mieszkania, gdy pośrednik umówił się na spotkanie, ale nie przyjechał (a za każdym telefonem miał być za 5 minut). Ostatecznie kazał wejść do domu, gdzie mieszkały poprzednie lokatorki. Podobno poinformowane, ostatecznie bardzo zdziwione moją wizytą.

Jednak zdecydowaliśmy się z przyjaciółką na to mieszkanie - standard mocno średni, ale cena w sam raz. Właściciel, starszy mężczyzna, też wydawał się całkiem w porządku. Później jednak było gorzej. Gdy poznał moją koleżankę-współlokatorkę i zdobył jej adres e-mail, wysyłał jej wiadomości o podtekście seksualnym i był w tym bardzo nachalny. Na szczęście ograniczało się to jednak tylko do stalkowania e-mailami.

Większy problem pojawił się przy wyprowadzce. Właściciel, mimo zawartej z nim umowy, zrobił się agresywny. W ostatnich dniach bez żadnej zapowiedzi wszedł własnymi kluczami do mieszkania. Śmiem twierdzić, że robił to także wcześniej. Mieszkał zaledwie ulicę dalej, ale uchodziło mu to na sucho.

Czego się nauczyłem? Pierwsze wrażenie jest bardzo ważne i trzeba "poczuć miętę" do właściciela, a przede wszystkim mieć z nim kontakt od samego początku, bo to ostatecznie on będzie robił problemy, a nie pośrednik.

3 wynajmowanie mieszkania wynajmowanie mieszkania graf: Marta Kondrusik

Zastępcza babcia

Gdy przyjechałem do Warszawy, nie stać mnie było na wynajęcie całego mieszkania, a nie znałem tu nikogo, z kim mógłbym zamieszkać. A że nie miałem zbyt wiele czasu na poszukiwania, wziąłem pierwszą ofertę, która wydała mi się odpowiednia. Niewielki pokoik na warszawskiej Pradze wynajmowała miła, starsza pani. Była uradowana, że będzie u niej mieszkał mężczyzna, który pomoże w razie potrzeby wnieść zakupy lub naprawi cieknący kran. Opowiadała o swoim synu, który mieszkał za granicą, robiła wrażenie samotnej. Nie wystraszyło mnie to, lubię pomagać.

Problem się pojawił, gdy zaczęła odwiedzać mnie dziewczyna, która najwyraźniej nie spodobała się starszej pani. Gdy dowiadywała się, że będę miał gościa, próbowała znaleźć mi szereg zadań, które mnie angażowały: pomoc przy przemeblowywaniu pokoju, wspólne zakupy.

Z powodów niezwiązanych z mieszkaniem, z dziewczyną się rozstałem, jednak w dalszym ciągu się przyjaźniliśmy. A przynajmniej próbowaliśmy, bo starsza pani uznała, że powinna mnie chronić. Zawsze pierwsza odbierała słuchawkę dzwoniącego domofonu i odganiała moją przyjaciółkę, mówiąc, że mam już inną dziewczynę, a ta jest tu niemile widziana. O tym fakcie dowiedziałem się po kilkunastu dniach zaniepokojony, dlaczego nikt mnie nie odwiedza.

Czego się nauczyłem? Od tamtego czasu nie brałem pod uwagę ofert, które zakładały mieszkanie z właścicielami lokalu. Nawet jeśli próbowano mnie skusić wspaniałymi cenami.

4 wynajmowanie mieszkania wynajmowanie mieszkania graf: Marta Kondrusik

Nieznośny lokator

Lubię koty, odkąd tylko pamiętam. Dlatego gdy szukałam mieszkania przed pierwszym rokiem studiów, nie przeraziło mnie to, że osoba, w której mieszkaniu wynajmowałam pokój, ma kota. Przez całe życie jakiś kot kręcił mi się pod nogami - dlaczego więc po wyjechaniu z rodzinnego miasta mam uciekać przez słodziutkimi zwierzaczkami?

Uciekać należało. Gdzie pieprz rośnie, gdyż to nie był kot. To była wieczne nadąsana, trochę już podstarzała pani na zamku.

Gdy wychodziłam na korytarz, najpierw rozglądałam się, czy kotki nie ma w pobliżu. Czasami wydawało się, że nie ma. A potem znajdowało ją na swojej głowie albo na łydce, a to, uwierzcie, było bolesne doświadczenie. Kocina lekka nie była, a i pazury chyba najbardziej lubiła ostrzyć na ludziach. Kolega nie widział problemu. Przecież to jego kot, w jego mieszkaniu, więc na jego zasadach będzie żył.

Kotka z higieną też miewała problemy - z winy właściciela, który nie wypuszczał jej na dwór (i był równie radykalny przy początkowych próbach przekonania go, że może kot wtedy będzie szczęśliwszy...), a czyszczenie kuwety nie należało do jego ulubionych zajęć.

Pierwsze walentynki w okresie studenckim spędzałam jako singielka, czyli obchodziłam je z puszką piwa, czipsami i grą komputerową. Kolegi-właściciela i współlokatorki tego wieczoru w domu nie było, ale kotka również postawiła na samotne walentynki. I to właśnie od niej dostałam walentynkowy prezent. Wielką, śmierdzącą, obrzydliwą (ale zapewne szlachetną) kupę w kuchennym zlewie. Na naczyniach - również moich. Właściciel się nie poczuwał do umycia zlewu. Racja, kotka jest jego, ale naczynia przecież też nasze...

Czego się nauczyłam? Koty kocham nadal, ale naczynia zmywam już częściej. I nie wynajmuję mieszkań ze zwierzętami ludzi, których nie znam.

5 wynajmowanie mieszkania wynajmowanie mieszkania graf: Marta Kondrusik

Kaflowe piece i rachunki z kosmosu

Przed pierwszym rokiem studiów wynajęłam pokój w ponad 100-metrowym mieszkaniu w Krakowie. Trzy pokoje (z czego największy służył jako wspólny salon) miały ogrzewać dwa piece kaflowe. Z początku nie wydało mi się to żadnym problemem, mieszkanie, mimo swojej surowości, bardzo mi się podobało - przestronne, jasne, ze starą podłogą i prostymi, ale nowymi meblami.

Zdanie zmieniłam zimą - gdy przyszły pierwsze mrozy, temperatura w środku była niewiele wyższa niż na zewnątrz. Nie jestem typem zmarzlucha (właściwie to prawie zawsze jest mi za gorąco), więc na początku byłam twarda. Potem skapitulowałam - spałam w grubej czapce i polarowym dresie, pod puchową kołdrą i kocem, a i tak nad ranem czułam się tak, jakbym spędziła noc w namiocie. To zimno było wszechogarniające, przenikało do kości. Rano wyskakiwałam z łóżka i przytulałam się do swojej połowy pieca, żeby wchłonąć trochę ciepła przed biegiem do łazienki, gdzie myłam się na wyścigi przy powiewach farelki (w łazience nie było żadnego ogrzewania, a właściciel wcale się na ten piecyk nie zgodził, ale inaczej się nie dało). Większość czasu spędzałam u znajomych, bo na myśl o powrocie tam chciało mi się płakać. Najgorzej było, gdy schodziłam do właściciela zapłacić czynsz (mieszkał pod nami) - u niego panowało cudowne ciepło, pies wygrzewał się na dywanie. Byłam wściekła!

Do dziś nie wiem, jak przetrwałam tę zimę i czemu uparłam się, żeby zostać tam do końca roku akademickiego. Wiem, że dojście do siebie zajęło mi kolejne dwa lata - przemarzłam dosłownie na kość

Czego się nauczyłam? Czy mieszkanie ma miejskie ogrzewanie, a kaloryfery dobrze działają? Kiedy w bloku zaczynają grzać? To pierwsza rzecz, na jaką dziś zwracam uwagę. Ogrzewanie elektryczne albo gazowe (rachunki!), kaflowe piece i dodatkowe kaloryferki - to nigdy nie jest warte niższej ceny.

6 wynajmowanie mieszkania wynajmowanie mieszkania graf: Marta Kondrusik

Pani domu

Wynajmowałem z kolegą dwupokojowe mieszkanie od miłej starszej pani. Emerytowana nauczycielka. Na początku wszystko było okej. Praktycznie w ogóle się nie widywaliśmy, wpadała do nas raz w miesiącu po pieniądze. Zawsze coś przyniosła w prezencie. A to słoik ogórków domowej roboty, a to była na grzybach, to nam podrzuciła trochę kurek. Miłe gesty. Nic alarmującego.

Pierwszy sygnał, który przegapiliśmy to... odkurzone mieszkanie. Mieliśmy straszny syf w domu. I tak zrzucaliśmy jeden na drugiego, który ma poodkurzać, kurze pościerać. Wracam któregoś dnia, patrzę, czysto się zrobiło. Pewnie mój współlokator sprzątał rano, przed wyjściem na uczelnię. Wychodziłem wieczorem, on jeszcze nie wrócił. Kiedy pojawił się w mieszkaniu, pomyślał to, co ja - pewnie ten drugi sprzątał. Mijaliśmy się jakiś czas, potem zapomnieliśmy.

Któregoś dnia wchodzę do swojego pokoju, a tam pani Halina układa mi swetry w szafie! Wyciągnęła wszystkie ubrania, posegregowała je kolorystycznie i składała w równą kostkę. Trochę przerażające. Okazało się oczywiście, że to także ona wpadła do nas z odkurzaczem i ścierała kurze.

Czego się nauczyłem? Od tamtej pory pytałem kolejnych wynajmujących o to, czy mają zapasowe klucze do mieszkania i czy zamierzają wpadać z niezapowiedzianą wizytą. Nieważne, czy tak jak Halina posprzątać - wierzę, że robiła to z dobrego serca - czy po prostu na kontrolę. O ile było to możliwe, prosiłem o zapis w umowie dotyczący zapowiadania wizyt. Przyznam, że unikam też wynajmowania od starszych, samotnych emerytek.

7 wynajmowanie mieszkania wynajmowanie mieszkania graf: Marta Kondrusik

Mieszkanie "wujka"

Na czwartym roku studiów zamieszkałam z trzema koleżankami. Mieszkanie było tanie, bo wynajmował nam je wujek jednej z dziewczyn. I wszystko w sumie było OK, poza tym, że "wujek" nadal traktował mieszkanie jak swoje, dostępne zawsze w razie potrzeby. A potrzeby miał różne - od "przenocowania", bo akurat przyjeżdżał do miasta w delegacji, po nagłe zjawianie się w drzwiach z dorastającym synem i córką, bo akurat wybierali się na weekend do Londynu, a lot mieli w nocy. W takich chwilach zwykle jeden pokój zwalniałyśmy, przenosząc się do swoich chłopaków lub znajomych.

Koleżanka spokrewniona z wujkiem wiele razy z nim o tym rozmawiała, było jej wstyd, ale on przez dłuższy czas nie rozumiał naszego punktu widzenia. Raz nawet umył sobie zęby czyjąś szczoteczką!

Czego się nauczyłam? Stara prawda - z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Jeśli nie musisz mieszkać z rodziną (swoją lub cudzą), to tego nie rób. Przynajmniej ja zamierzam się tego trzymać.

Komentarze (27)
Erotoman gawędziarz, agresywny kot. Co jeszcze może spotkać najemcę ze strony właścicieli mieszkań? [HISTORIE STUDENTÓW]
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • asperamanka

    Oceniono 60 razy 52

    Dla równowagi powinniście opisać siedem historyjek z wynajmu mieszkania studentom z punktu widzenia wynajmujących. Da się z tego nakręcić niezły horror. Z wnioskiem takim, że akceptowalni są jedynie studenci z wymiany w ramach Erasmusa, bo skłonni są zapłacić dużo, i dać kaucję w wysokości wystarczającej do pokrycia szkód.

  • ggargi

    Oceniono 36 razy 32

    fajne historyjki :) Jestem tym wynajmującym i przez pewien czas jeśli studenci chcieli wynająć moje 45m mieszkanie to brałem zaliczkę w wysokości 6 miesięcznego czynszu, choć to i tak nie wystarcza na remont po studentach. Przed wynajęciem robiłem zdjęcia "newralgicznych" punktów i porównywałem przy zdaniu mieszkania. Studenci nie traktują mieszkania jak swoje, wynajmują, płaca więc mają mieszkanie gdzieś a później sie dziwią że jest drogo. Od 2 lat wynajmuję matce z dzieckiem (nie studentce), mieszkanie traktuje jak swoje a ja odwdzięczam się niższym czynszem …

  • wolny.kan.gur

    Oceniono 31 razy 23

    Wynajmowałem studentom mieszkanie przez kilka lat. Zawsze oddawali je w stanie tak zdewastowanym że zyski z najmu pochłaniały koszty remontu. Nigdy więcej - ze studentami jest tylko kłopot, krótkie okresy najmu i problemy z płatnościami. Jeżeli jeszcze kiedyś się na to jednak zdecyduje to tylko za bardzo wysoki czynsz.

  • tom.21

    Oceniono 18 razy 16

    Z tym ogrzewaniem gazowym to się nie do końca zgodzę. Przy mniejszym mieszkaniu (kawalerka, dwupokojowe) ogrzewanie gazowe wyjdzie pod względem kosztów porównywalnie a często nawet taniej od ogrzewania miejskiego - za ogrzewanie miejskie płaci się przez cały rok, natomiast zwiększone rachunki za gaz są tylko w okresie grzewczym. Dodatkowo ogrzewanie możemy włączyć wtedy, kiedy chcemy, a nie w momencie, gdy wspólnota/spółdzielnia o tym zdecyduje.
    Oczywiście trzeba zwrócić uwagę, czy piec jest w miarę nowy, czy jest programator (termostat) do sterowania piecem itp.

  • Uzbad Azbesta

    Oceniono 28 razy 14

    Wydzielenie kawalerki z większego mieszkania. Normalnie skrajne barbarzyństwo. Są jeszcze tacy kryminaliści, co łączą mniejsze mieszkania w większe. Po prostu jest za mało paragrafów, prawo pozwala na zbyt wiele. Niektórzy łączą kuchnię z jadalnią, dlaczego prokuratura nic z tymi nie robi???

  • xx78

    Oceniono 28 razy 12

    Historyjki częściowo zmyślone włącznie z wujkiem, który umył sobie zęby cudzą szczoteczką.

  • baba67

    Oceniono 11 razy 9

    Bardzo niezrozumiałe opowiadanie o tych piecach.Wymyśłanie historyjek jest ok, ale zadbajcie o logikę. panna wynajmowała 100m mieszkanie sama? Jaka była umowa związana z opałem do tych pieców i kto technicznie miał w nich palić? Bo właściciel przecież mieszkał na dole.Nie zrozumiałam dokładnie do kogo te pretensje.

  • Gość: BBB

    Oceniono 1 raz 1

    Wynajmowalam studentom.Wszystko zniszczyli lacznie ze scianami i to co na nich wisialo..Naczynia wytlukli i dziwili sie jak pytalam gdzie sa.Sztucce poszly razem z nimi.Chodniczki i dywan musialam wyrzucic i oczywiscie zrobic remont.O nerwach nie wspomne.Jeden wyprowadzil sie dwa tygodnie przed terminem nie informujac nikogo a druga najemczyli przyprowadzila tatusia zeby mnie przestraszyc.ITd itd.Trzymam mieszkanie puste bo jeszcze sie nie otrzasnelam .

  • Gość: ja

    Oceniono 1 raz 1

    No to teraz dla odmiany z perspektywy Wynajmującego - po wyprowadzce lokatorów odkrywam takie kwiatki:
    - odpływ od zlewu zapchany sztucznymi paznokciami,
    - wyrwana bateria z której leje się woda do schowanego w szafce wiadra - awaria ujawniła się gd wiadro się przelało, młodzież nie raczyła wspomnieć, ze coś cieknie,
    - cały balkon zafajdany przymarzniętymi kupami owczarka ( gduy oddawali mieszkanie było ciemno, na balkonie leżał śnieg),
    - pozostawione małe wagi i torebeczki strunowe ( na szczęście bez zawartości),
    - opuszczenie mieszkania bez zapowiedzi i zostawiona kartka, że w rozliczeniu zostawiają swoje stare graty oraz pralkę ( jak się okazało zpesutą),
    - ściany pomazane brudnymi paluchami od góry do ddołu , tak jakby ktoś wycierał o ścianę uwalana smarem paluchy,
    - drzwi pomalowane nieudolnie w motylki w kolorze kupy ( o innych dekaoracjach litościwie nie wpomnę, motylki najohydniejsze),
    Nie piszę tu o normalnym zużyciu mieszkania, przypadkowych awariach itp.bo to normalne, zdarza się - wspominam tylko akty debilizmu u wydawałaoby się normalnych ludzi ( staram się wynajmować cywilizowanym osobom). W chwili obecnej rozważam sprzedaż wynajmowanych nieruchmomości bo trochę mam dość. Po czterech latach wynajmu zwróciły mi się koszty remontu i w sumie teraz znów nieruchomości wymagają odświeżenia.....Jest to owszem interes gdy mieszkania się odziedziczyło albo są w rodzinie, odradzam serecznie kupowanie mieszkańs na wynajem n akredyt.

    O imprezach nie pisze bo to nie moja sprawa ale sąsiedzi do dziś niektóre wspominają.

    -

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX