CBOS twierdzi, że relacje Polaków z sąsiadami są poprawne. A co pokazuje życie? 'Sąsiad groził, że mnie za*ebie' i 'jest wojna' [HISTORIE]

10.11.2017 11:11
CBOS zbadał relacje Polaków z sąsiadami. Okazuje się, że większość ocenia je jako poprawne, ale raczej chłodne. Jak jest w rzeczywistości? Zebrane przez nas historie pokazują, że konfliktów nie brakuje, choć zdarzają się też pozytywne historie.
1 Sąsiedzi Sąsiedzi fot. JackF/iStock.com

Co mówią liczby

Z nowego raportu Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS) wynika, że zdecydowana większość Polaków (89 proc.) nie unika kontaktów z sąsiadami, choć trzymają ich na dystans. Przeważnie (w 84 proc. przypadków) relacje są wyłącznie grzecznościowe i ograniczają się do wzajemnych powitań na klatce schodowej. Jednak nie brakuje osób (72 proc. badanych), które wyświadczają sobie z sąsiadami również drobne przysługi.

Tylko 10 proc. Polaków twierdzi, że stara się w ogóle nie nawiązywać kontaktów z sąsiadami. Ci, którzy ich nie unikają, przyznają jednak, że uprzejmości (84 proc.) lub przysługi (64 proc.) wymieniają tylko z wybranymi lokatorami bloku czy kamienicy.  

Konflikty? Nie, dziękuję

Sporo, bo 35 proc. Polaków, utrzymuje natomiast, że z niektórymi z sąsiadów łączą ich relacje towarzyskie - bywają w swoich domach i na wspólnych imprezach. O wiele mniej, bo zaledwie 10 proc., przyznaje, że z pojedynczymi sąsiadami pozostaje w konflikcie. To i tak niemal dwa razy więcej niż pięć lat temu, kiedy takie napięcia deklarowało zaledwie 6 proc. respondentów. 

Nie jest zaskoczeniem, że najbliższe relacje mają między sobą mieszkańcy wsi i małych miejscowości. Na konflikty najczęściej narzekają z kolei mieszkańcy miast liczących od 20 do 100 tys. mieszkańców oraz ci żyjący na terenach wiejskich (12 proc.).

Kto z kim

Najcieplejsze stosunki z sąsiadami mają przede wszystkim osoby wieku od 45 do 54 lat (44 proc.), jak również wierzące, praktykujące (44 proc.), te o niskich dochodach (42 proc.) i mieszkające na wsi (40 proc.). Taką zażyłość najczęściej deklarują prywatni przedsiębiorcy (55 proc.), rolnicy (47 proc.), bezrobotni (41 proc.) i kadra kierownicza oraz specjaliści wyższego szczebla (41 proc.). Całkowicie kontaktu z sąsiadami unikają przede wszystkim osoby starsze, w tym emeryci (40 proc.) oraz uczniowie i studenci (35 proc.).

Tak wynika ze statystyk, które skonfrontowaliśmy z opowieściami konkretnych osób. Czy potwierdzają dane zebrane przez CBOS? Nie do końca - zwłaszcza w kwestii konfliktów.

2 'Sąsiad groził mi, że mnie za*ebie. W końcu go zapuszkowali' 'Sąsiad groził mi, że mnie za*ebie. W końcu go zapuszkowali' fot. Pxhere.com/CC0

Wojtek, 22 lata - "Sąsiad groził mi, że mnie za*ebie. W końcu go zapuszkowali"

Można powiedzieć, że spałem, jadłem i imprezowałem ze swoim sąsiadem. Tak, mieszkałem nad nim i wszystko słyszałem. Jak uprawia seks, jak katuje psa, jak kłóci się z konkubiną i puszcza muzykę tak, że w moim pokoju drżały meble.

Czasami mi groził, że mnie zajebie, bo stukałem w kaloryfer o drugiej w nocy i jemu to przeszkadzało w słuchaniu muzyki. W końcu Radek jest melomanem. Melanżomanem chyba też.

To był prawdziwy maczo. Nieważne, czy było minus 20 stopni, czy 20 na plusie, Radek zawsze wychodził na spacer ze swoim amstaffem w skórzanej, krótkiej kurtce i czapce z daszkiem. Prawdopodobnie w zimę grzał go papieros, którego odpalał jeszcze w mieszkaniu i zaczadzał klatkę schodową przez dwa piętra.

Radek był bardzo towarzyski. Często zapraszał gości z osiedla, ale jak wypił i puszczał głośno muzykę (z nudów, bo czekał na gości), nie słyszał, jak dzwonią. Dlatego często musiał wymieniać szyby na klatce, bo owi goście byli tak zniecierpliwieni krzyczeniem i dzwonieniem, że musieli sami sobie otwierać drzwi od klatki. Używali do tego metalowych płotków, którymi wybijali szyby.

I tak przez długie lata... Policja? Panie! Jaka policja... Jak to się skończyło? Radka w końcu zapuszkowali. Podobno handlował i nie były to pomidory malinowe. Kiedy go zabrali, jego ojciec wymienił zamki i wystawił mieszkanie na sprzedaż. Teraz w "jamie zła" po Radku mieszka młode małżeństwo z dzieckiem. I wreszcie jest spokój.

3 'Budzą nas, zalewają. Generalnie jest wojna' 'Budzą nas, zalewają. Generalnie jest wojna' Fot. iStock.com

Ania, 29 lat - "Budzą nas, zalewają. Generalnie jest wojna"

Sąsiadów, którzy mieszkają od lat, znam. Tych, którzy wynajmują i się rotują, nie znam. Z sąsiadeczką z piętra mamy świetne układy. Pomagamy sobie wzajemnie, jak czegoś potrzeba. Pożyczamy. Nasze rodziny znają się od 40 lat.

Sąsiedzi, którzy znali mnie od dziecka, niestety powymierali. Ale toczę także boje z wynajmującymi nad nami. Zazwyczaj to biura i z nimi mam kosę. Pani sprząta po ciszy nocnej albo w weekendy o 7 rano. Budzą nas, zalewają. Generalnie jest wojna.

4 'Miłe powitanie z poradnikiem' 'Miłe powitanie z poradnikiem' fot. Maciej Błędowski/iStock.com

Dorota, 31 lat - "Miłe powitanie z poradnikiem"

Ja mieszkam w starym bloku, ze starymi ludźmi. Bardzo uczynni. Jak się tam wprowadziliśmy, to na drzwiach wejściowych nakleili nam kartkę, że tu są bardzo specyficzne ściany, i że jak będziemy malować, to najlepiej najpierw umyć je jakimś specjalnym preparatem (padła nazwa), inaczej będzie farba odpadała. Takie miłe powitanie od razu z poradnikiem obsługi ścian.

A pani Krystyna z dołu codziennie karmi gołębie, wynosi taki wielki kubeł z ziarnem. Ona jest stara, ten kubeł jest bardzo ciężki. Więc mój mąż, gdy wyhaczył, o której to się dzieje, zaczął wtedy wychodzić z psem, żeby jej ten kubeł pomóc nosić.

5 'Wzywaliśmy policję, ale oni nigdy nic nie mogą zrobić' 'Wzywaliśmy policję, ale oni nigdy nic nie mogą zrobić' fot. Monika Gruszewicz/iStock.com

Zosia, 25 lat - "Wzywaliśmy policję, ale oni nigdy nic nie mogą zrobić"

Ja na studiach przez rok mieszkałam pod rodziną złożoną z trzech pokoleń kobiet. Otwieranie okna raz na tydzień (na trzecim albo czwartym piętrze) w celu skakania po wielkiej awanturze to była norma - tak się terroryzowały. W sumie to tyle, po prostu strasznie się kłóciły każda z każdą (babcia, matka, nastoletnia wnuczka). Wzywaliśmy z dwa razy policję, ale oni nigdy nic nie mogą zrobić.

6 'Jak nie umiesz pić, pij mleko' 'Jak nie umiesz pić, pij mleko' fot. fstop123/iStock.com

Karolina, 23 lata - "Jak nie umiesz pić, pij mleko"

Mieszkałam już wtedy w Warszawie i rzadko przyjeżdżałam do rodziców do mojej rodzinnej miejscowości (Radomia). W mieszkaniu naprzeciwko naszego lokatorzy zmieniali się bardzo często, więc kiedy wyjechałam, nie byłam na bieżąco z tym, kto akurat tam mieszka.

Doprowadziło to do sytuacji, która wtedy wywołała u mnie niemalże paraliżujący strach, ale po latach wspominam ją z rozbawieniem. Moi rodzice i pies wyjechali na Sylwestra w góry kilka dni wcześniej, a ja zostałam sama w domu - wyjeżdżać miałam dopiero w dniu imprezy.

Siedziałam w pokoju i oglądałam telewizję, kiedy usłyszałam, że na klatce schodowej coś upadło i się rozbiło, jakby ktoś stłukł butelkę. Wyjrzałam przez wizjer w drzwiach, ale było zupełnie ciemno.

Nagle zobaczyłam, że moja klamka się rusza, ktoś za nią szarpał, a potem zaczął majstrować przy zamku, ale ja wciąż nic nie widziałam. Dopiero kiedy ta osoba włączyła telefon, zobaczyłam, że to jakiś wielki obcy facet, z twarzą takiego trochę kryminalisty. Zapalił w końcu światło na klatce i dalej majstrował przy drzwiach.

Stwierdziłam, że muszę zadzwonić na policję, ale tak spanikowałam, że pomyślałam "przecież nie mam telefonu stacjonarnego!". Kompletnie zapomniałam, że z komórki też można...

Ogarnęłam się, zadzwoniłam, mieli być za kilkanaście minut. W tym czasie obserwowałam gościa przez wizjer i nagle zobaczyłam, że wchodzi do mieszkania naprzeciwko. Kiedy policja przyjechała, wyjaśniłam o co chodzi. Zadzwonili do tego mieszkania i okazało się, że to sąsiad, który mieszka tam od niedawna.

Gość był tak pijany, że pomylił mieszkania i próbował otworzyć kluczami nie swoje drzwi. Policja go opieprzyła, że jak nie umie pić, to niech pije mleko. I poszli sobie, a ja potem, gdy mijałam go na schodach, zawsze czułam lekkie zawstydzenie. Ale nie mam pojęcia, czy w ogóle pamiętał całą sytuację.

7 'Jak wskoczył na mnie w windzie, zaczęłam wrzeszczeć' 'Jak wskoczył na mnie w windzie, zaczęłam wrzeszczeć' fot. Pixabay.com/CC0

Gosia, 19 lat - "Jak wskoczył na mnie w windzie, zaczęłam wrzeszczeć"

Moi sąsiedzi mają wielkiego psa, który rzuca się na wszystkich (skacze jak szalony i tak dalej). Nie jest agresywny, ale można tak pomyśleć, bo jest bardzo duży. I zawsze bez smyczy. Jakiekolwiek rozmowy z właścicielami nie przynoszą skutków. Ja już tego psa polubiłam i się przyzwyczaiłam, ale za pierwszym razem, jak wskoczył na mnie w windzie, zaczęłam wrzeszczeć.

8 'W środku nocy weszłam przez okno do sąsiadki, którą ledwo znałam' 'W środku nocy weszłam przez okno do sąsiadki, którą ledwo znałam' fot. Oktay Ortakcioglu/iStock.com

Weronika, 27 lat - "W środku nocy weszłam przez okno do sąsiadki, którą ledwo znałam"

W swoim dorosłym, samodzielnym życiu przeprowadzałam się kilkanaście razy, w tym do kilku różnych miast. Najmilej wspominam sąsiadów z Gdańska, gdzie mieszkałam rok i przed przenosinami nie znałam zupełnie nikogo.

Znalazłam sobie lokum w kamienicy z ogródkiem, którym zajmowała się pani Jadzia "z góry". Przez cały rok spotykałyśmy się tam prawie codziennie - ona zajmowała się kwiatkami czy grabieniem liści, ja stałam obok albo siedziałam na ławce i rozmawiałyśmy (pomocy uporczywie odmawiała, bo traktowała ogródek jak prywatną siłownię, dzięki której trzyma formę). Gdy zmieniałam pracę i musiałam się wyprowadzić do innego miasta, obu nam było naprawdę smutno, że nie będziemy się więcej widywać.

Zakolegowałam się też z sąsiadem w moim wieku, który mieszkał obok. Raz na tydzień albo dwa umawialiśmy się "na piwo". Bywało też, że ratował mnie z opresji - na przykład eliminując pająka-potwora, którego sama ze strachu bałam się ruszyć albo pożyczając pieniądze, gdy zgubiłam portfel razem z kartą, a nie miałam czasu iść do banku po gotówkę.

Na tym samym piętrze (parterze) mieszkała też dziewczyna, z którą czasem zamieniłam kilka zdań, gdy mijałyśmy się na korytarzu. Do większego spotkania doszło raz, w środku nocy, kiedy okazało się, że "najgłówniejsze z głównych" drzwi do kamienicy są zamknięte, a ja nie miałam do nich klucza. Nie słyszała mojego wołania o pomoc mimo otwartego okna w swojej sypialni, więc weszłam przez nie, licząc się z tym, że potraktuje mnie jak bandytę. I tu zaskoczenie: obudziła się, z gracją zapytała, o co chodzi i wpuściła mnie do środka, "ciesząc się, że mogła pomóc". Podziwiam ją za opanowanie do dziś, zwłaszcza, że ledwo się znałyśmy.

Nigdy wcześniej ani później nie trafiłam już na tak miłych i pomocnych sąsiadów, chociaż nie pamiętam też, żebym kiedykolwiek z kimkolwiek miała konflikt - raczej chłodne relacje typu "dzień dobry". Może po prostu dobrze trafiam?

9 'Tematem tabu są u nas klucz na strych' 'Tematem tabu są u nas klucz na strych' fot. Pixnio.com/CC0

Natalia, 35 lat - "Tematem tabu jest u nas klucz na strych"

Mieszkam w niedużej kamienicy, w sumie 20 mieszkań. To bardziej wspólny dom, niż anonimowy blok. Do niedawna wszyscy mówili sobie dzień dobry, teraz wprowadziło się kilkoro nowych najemców i oni już się nie witają (na dzień dobry też nie odpowiadają).

Znam sporo sąsiadów - tych najbliżej zza ścian (młodzi ludzie z dwójką małych dzieci i starsza pani, która codziennie słucha Radia Maryja i wiem, że głosuje na PiS, ale przy tym jest bardzo kulturalna i przemiła, wydaje się też tolerancyjna) oraz kilka osób z innych pięter, w tym gospodynię domu (bardzo dobrze zorientowana pani działaczka).

Klucza bym nikomu nie zostawiła (pod naszą nieobecność kotami zajmują się przyjaciele), ale pożyczenie przedłużacza, wspólne naprawianie wywalonych korków na klatce, miłe zagajenia na korytarzu i piłowanie choinki, żeby weszła do stojaka, są całkowicie normalne.

Tematem tabu jest u nas klucz na strych, zagadka, której jeszcze nie rozwiązałam (podejrzewam, że zimą ktoś na tym strychu nielegalnie mieszka, co mi nie przeszkadza - wolę tak, niż żeby człowiek miał zamarznąć. Oficjalnie posiadaczki klucza nabierają wody w usta).

Komentarze (32)
CBOS twierdzi, że relacje Polaków z sąsiadami są poprawne. A co pokazuje życie? 'Sąsiad groził, że mnie za*ebie' i 'jest wojna' [HISTORIE]
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: wsiok

    Oceniono 52 razy 24

    Odkąd zamieszkałem na wsi mam spokój z sąsiadami (do najbliższych zabudowań ok. 70 m. w linii prostej). Kiedyś mieszkałem w blokach i było to piekło na Ziemi. Składam wyrazy współczucia wszystkim, którzy użerają się z sąsiadami, bo przeżyłem po trosze wszystko co powyżej opisano.

  • Gość: kumata Agata

    Oceniono 15 razy 15

    Szwagier wyprowadził się do Łodzi wiele lat temu. Dostał tam jakąś pracę i poznał swoją obecną żonę, która odziedziczyła po rodzicach mieszkanie na łódzkim blokowisku. Mieli na klatce troje naprawdę upierdliwych sąsiadów - zresztą szwagier twierdzi, że to nerwy związane z wrednym sąsiedztwem doprowadziły do śmierci jego teścia.
    Bratowa męża jest położną, pracuje na porodówce i kilka lat temu pomagała odebrać poród pewnej wytatuowanej pannie. Jak się okazało - była to dziewczyna jednego z ważniejszych "kiboli" Widzewa. Po kilku dniach pobytu na oddziale okazało się, że coś złego dzieje się z dzidziusiem i właśnie bratowa mojego męża pierwsza zareagowała - a w konsekwencji pomogła uratować życie maleństwa. Szwagierka opowiadała, że już po zażegnaniu niebezpieczeństwa tata chłopczyka wpadł na oddział położniczy Miał ponoć bukiet kwiatów, karton ze słodyczami i jakimiś winami dla personelu itp. Od słowa do słowa wziął bratową męża na ręce i ze łzami w oczach przyrzekł jej, że zrobi dla niej "co tylko będzie chciała". Szwagierka opowiadała, że uprosiła go, żeby ją postawił, bo męczący dyżur, bo niewyspana, bo córka przeziębiona w domu, a wredni sąsiedzi nie dają pospać i że ona marzy tylko o spokoju i śnie.
    Szwagierka zarzeka się, że adresu zamieszkania mu nie podawała - ale widocznie dowiedział się w administracji... Po kilku dniach zadzwoniło do drzwi kilkunastu - jak to bratowa określiła - "miłośników widzewskiego futbolu w klubowych barwach wojennych". Podobno szwagier prawie zszedł na zawał :-) Szwagierka wbiegła do przedpokoju - i poznała tego mężczyznę ze szpitala. Przynieśli ogromny bukiet kwiatów, trzylitrową butelkę jakiejś drogiej wódki i największą pluszową Hello Kitty (z szalikiem Widzewa), jaką bratanica męża widziała w życiu.
    Najlepsze było to, że narobili tęgiego hałasu na klatce, pośpiewali "Sto lat" i ze dwie-trzy piosenki kibiców. Od następnego dnia nastał błogi spokój z sąsiadami. Przestali dokuczać szwagrostwu i innym sąsiadom - jakby nigdy nic się nie działo!

    Po prostu - każdy musi znaleźć własny sposób :-)

  • justas32

    Oceniono 22 razy 12

    Nie mógłbym mieszkać w jednym bloku z ludźmi którzy głosują na PIS ...

  • etykieta.zastepcza

    Oceniono 12 razy 10

    Najgorsi są psiarze z kundlami. Psy śmierdzą, ujadają i brudzą dosłownie wszędzie. Trawniki oszczane i osrane, tak samo alejki i dojscia do klatek schodowych. A place zabaw zamieniane w psie wybiegi i wychodki. Masakra. Trzymanie psów w miastach powinno być zakazane.

  • kaviar100

    Oceniono 13 razy 9

    ZAZDROŚĆ - sąsiad widzi co ma drugi sąsiad i się zaczyna! Polska choroba.

  • kemor234

    Oceniono 8 razy 6

    Najlepsze "sąsiedztwo" widać na miesięcznicach smoleńskich.
    A i w Sejmie znalazło by się parę dobrosąsiedzkich perełek i "mord zdradzieckich".
    Nie potrzeba CBOS-u

  • redaktorwydania

    Oceniono 14 razy 6

    MIAŁEM problemy z sąsiadem z góry. Trzepał dywany na moje pranie.Prosiłem dwa razy nie pomogło trzeciego razu nie było dostał w ryło parę strzałów.Przestał trzepać dywany ale i przestał mówić dzień dobry. :-)

  • Gość: Beata

    Oceniono 14 razy 6

    Wiele lat mieszkałam w bloku. Bardzo mile to wspominam. Obecnie zamieniłam mieszkanie na domek jednorodzinny na obrzeżach miasta . Od razu dostrzegłam ogromną różnice w mentalności ludzi: podglądanie, plotkowanie i nienawiść bez powodu .Ogromna nieżyczliwość. Nie ma mowy aby ktoś mógł liczyć na pomoc drugiego. Dla odmiany wszyscy są do przesady religijni. Z mojej obserwacji wynika, że nie stosują zasad wiary w praktyce . Preferowane jest pijaństwo, pędzenie samogonu, wrzaski, bajcarstwo, odgrażanie się tym którym to nie odpowiada. Od 7 lat przemykamy na przystanek oby szybciej . Nie korzystamy z podwórka a i domu bardzo trudno wytrzymać(bardzo głośne rozmowy , ciągle wrzaski, głośna muzyka z radia i jazgot sfory psów )..Jesteśmy starymi ludźmi i to jest dla nas istne piekło. Policja i prawo to fikcja. Nie z tego przeciętny człowiek żadnego pożytku . W każdym przypadku bronią agresora nie poszkodowanego. Przestrzegam wszystkich którzy marzą o domku na wsi.

  • lanou

    Oceniono 10 razy 4

    Zazdroszczę ludziom sąsiadów, z którymi nie ma problemów. Mój sąsiad wsiadając do samochodu lubi sobie ot tak, bez powodu, przejechać kluczem po moim aucie. Lubi też narzekać na to, że rosnące wzdłuż płotu pnącza dusza mu drzewka i w "bardzo kulturalnych słowach" każe je ścinać, tylko że wyrastają one z jego strony płotu. Jak ja hałasuję to od razu walenie do drzwi i grożenie że będzie policja, a jak on się nawali i drze pysk do rana to nie ma żadnego problemu. Taki typowy polak katolik.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX