Terapeutka: Ani udany seks, ani szczera miłość partnera nie chronią przed romansem, bo szczęśliwi w związku też zdradzają. Dlaczego?

Psychoterapeutka Esther Perel ciągle słyszy pytanie: 'Dlaczego ludzie zdradzają?'. Jak pisze w swojej książce 'Kocha, lubi, zdradza' to nie tak, że niewierność dotyczy dwóch opcji: albo jest jakiś problem w małżeństwie, albo z jednostką. To o co chodzi?

Nie chodzi (wyłącznie) o to, że związek kuleje

Jak pisze Perel, psychoterapeutka, konsultantka serialu o zdradzie "The Affair", autorka książki "Inteligencja erotyczna": Teoria "objawowa" zdrady przedstawia się następująco: romans po prostu uświadamia nam uprzedni stan, czyli albo kłopoty w związku, albo kłopoty z samym sobą. W wielu przypadkach jest to prawdą. Mnóstwo związków kończy się romansem w celu skompensowania braku, zapełnienia próżni lub z chęci ucieczki. Niepewny styl przywiązania, unikanie konfliktów, przedłużający się brak seksu, samotność albo po prostu lata tkwienia w pułapce tych samych kłótni - wielu zdradzających kieruje się dysfunkcjami małżeńskimi.

Nie zawsze winna jednostka

Trudno zaakceptować pomysł, że niewierność może zaistnieć tam, gdzie nie ma żadnych poważnych kłopotów małżeńskich. W naszej kulturze nie wierzy się w romanse bez winy. Kiedy więc nie możemy winić związku, zaczynamy obarczać winą jednostkę. Branżowa literatura przedmiotu pełna jest typologii osób zdradzających - tak jakby charakter zawsze przeważał nad okolicznościami.

Przykłady? Po wielu sesjach z terapeutą zdradzający mąż umawiający się na spotkania BDSM wierzy, że jest "seksoholikiem", który leczy swą depresję w pokojach tortur. Jego żona się z tym zgadza, i być może tak jest w istocie.

Zdrada Zdrada Fot. Shutterstock

Zdrady nie musimy mieć w genach

Gdyby nie wystarczyły diagnozy psychologiczne, zawsze jeszcze można liczyć na rozwijającą się i popularną neuronaukę. Wierzą w nią zdradzani partnerzy, którzy po roku terapii tryumfalnie przynoszą na sesję artykuł z gazety o wyjaśniającym wszystko tytule: "Niewierność czai się w naszych genach". I rzucają zdania w stylu: Wiedziałem, że przez to, że małżeństwo jej rodziców było związkiem otwartym, jej poczucie moralności jest słabsze. To dziedziczne!".

Romans nie musi mieć miejsca, bo seks w związku był słaby

Odrobiłam tę lekcję, pisząc Inteligencję erotyczną. Zawsze mi mówiono, że problemy seksualne są wynikiem problemów w relacji, a także, że jeśli się naprawi związek, seks automatycznie również ulegnie poprawie. O ile sprawdzało się to rzeczywiście w przypadku dużego odsetka par, przychodziło do mnie mnóstwo innych i mówiło: "Bardzo się kochamy. Mamy wspaniały związek. Z tym że nie uprawiamy seksu". Było jasne, że ich seksualny impas nie wynikał z popsutej miłości. By odnaleźć źródła tej erotycznej zapaści, trzeba było szukać zupełnie gdzie indziej - a to oznaczało dyskretne rozmowy o seksie, czyli coś, czego terapeuci par często wolą unikać.

Dobry seks małżeński nie chroni przed zdradą

Panuje też powszechne przekonanie, że dobre pożycie jest gwarancją wierności. Nasz model romantycznej miłości zakłada, że jeśli związek jest zdrowy, nie ma potrzeby szukać czegoś poza nim. Jeśli we własnym domu czujesz się bezpiecznie, jesteś rozumiany, doceniany, szanowany, pożądany, to po co się rozglądać za czymś innym?

Takie przekonanie zakłada istnienie czegoś takiego jak idealne małżeństwo, zaszczepione przeciwko skokom w bok. Podczas wielu sesji poznaję ludzi, którzy zapewniają mnie: "Kocham moją żonę/mojego męża. Jesteśmy ze sobą szczęśliwi i jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Ale mam romans".

Wiele z tych osób pozostawało wiernymi przez całe lata, może nawet dekady. Sprawiają wrażenie zrównoważonych, dojrzałych, troskliwych ludzi, głęboko zaangażowanych w swoje związki. A jednak któregoś dnia przekraczają granicę, której nigdy nie spodziewali się przekroczyć, ryzykując wszystko, co do tej pory zbudowali. Z jakiego powodu?

To dlaczego zdradzamy?

Ludzie zdradzają z najróżniejszych powodów, a ilekroć pomyślę, że już chyba znam je wszystkie, pojawia się nowa wariacja. Jeden wątek powtarza się jednak regularnie: romans jako forma zwiększenia samowiedzy, poszukiwanie nowej (lub utraconej) tożsamości. Dla tych ludzi niewierność nie będzie objawem problemu, opisywana będzie zaś raczej jako rozległe doświadczenie dotyczące rozwoju, eksploracji i transformacji.

Moje dotychczasowe doświadczenie zmusiło mnie, by szukać dalej, wyjść poza popularny pogląd, że niewierność jest zawsze objawem wadliwego związku lub wad jednostki. To, co widoczne na pierwszy rzut oka, nie zawsze jest najtrafniejsze.

Czasami, gdy poszukujemy spojrzenia innej osoby, nie od naszego partnera się odwracamy, lecz od tego, kim się staliśmy. Szukamy nie tyle nowego kochanka, ile innej wersji samych siebie.

Zdrada Zdrada For. Shutterstock

Deficyty z młodości

Romansujemy, bo mamy kryzys tożsamości, wewnętrzne przearanżowywanie osobowości. Zakochując się w kimś z innej klasy społecznej, kultury, pokolenia, bawimy się możliwościami, które nie dawałyby frajdy w rzeczywistości.

Moje doświadczenie wskazuje na to, że większość romansów się kończy, nawet jeśli kończy się też małżeństwo. Niezależnie od tego, jak autentyczna była miłość, romans miał zawsze być jedynie piękną fikcją. Romans żyje w cieniu małżeństwa, ale małżeństwo żyje także w centrum romansu.

Wielu pamięta z dzieciństwa, jest pewien dreszcz przyjemności w ukrywaniu, w podkradaniu się, byciu niegrzecznym, baniu się, że zostaniemy nakryci, a także w sytuacji, gdy uchodzi nam to na sucho. W dorosłości może to stanowić potężny afrodyzjak.

Nie osoba, a doświadczenie

Wchodząc w romans z osobą, która jest kompletnie nie w naszym typie - np. wytuatuowanym dostawcą młodszym o dekadę, wydaje się nam, że byłyśmy w związku z "Facetem od Furgonetki" ale tak naprawdę to był intymny związek z samą sobą, a on jedynie w tym pośredniczył.

Rozróżnienie osoby i doświadczenia wydaje się kluczowe, jeśli się chce pomóc pacjentom uwikłanym w romans. Wycieczka poza małżeństwo się zakończy, ale pamiątki z podróży można zachować na zawsze. "Nie oczekuję, że mi teraz uwierzysz, ale możesz zakończyć swój romans i zatrzymać wszystko, co on ci dał" - dodaję. "Ponownie przepełniła cię energia, młodzieńczość. Wiem, że odczuwasz to tak, jakbyś odchodząc od niego, odcinała linę ratunkową, ale musisz wiedzieć, że z czasem poczujesz też, że część z tych rzeczy żyje w tobie".

Inna wersja naszego życia

Wydaje mi się, że w ubiegłym dziesięcioleciu wzrosła liczba romansów z byłymi partnerami, i sądzę, że stało się to dzięki mediom społecznościowym. Te spotkania z przeszłością zajmują pozycję gdzieś pomiędzy znanym a nieznanym - łączą swojskość kogoś, z kim się dawniej było, ze świeżością wytworzoną przez dystans czasowy. Przygoda z dawną miłością daje unikatową kombinację gotowego zaufania, ryzykowania i wystawiania się na cios. W dodatku działa jak magnes na nostalgię. Osoba, którą kiedyś byłem, ale ją straciłem, jest kimś, kogo ty tak dobrze znałaś.

Kiedy wybieramy partnera, decydujemy się na jakąś wersję naszej opowieści. Ale wciąż jesteśmy ciekawi, jak wyglądałyby inne. Romans daje nam możliwość podejrzenia tego innego życia, podglądnięcia tego, co nieznane w nas. Niewierność to często zemsta na porzuconych możliwościach.

Macie doświadczenia ze zdradą? Czekamy na historie, którymi zechcecie się podzielić. Wybrane teksty, za Waszą zgodą oczywiście, będą opublikowane na kobieta.gazeta.pl. Autorom opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Piszcie: kobieta@agora.pl.

Komentarze (69)
Terapeutka: Ani udany seks, ani szczera miłość partnera nie chronią przed romansem, bo szczęśliwi w związku też zdradzają. Dlaczego?
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: KrzysWŁ

    Oceniono 59 razy 47

    Same hejty... A ja się zgadzam z twierdzeniami autorki: ja i żona byliśmy przez lata, jak zagonione szczury: "ciągle w pracy" - a każdą wolną chwile nie oddawaliśmy sobie tylko naszej córce. Każda "ukradziona pracy" godzina była dla córki. Ona wie, że ma kochających Ją rodziców - tylko rodzice stali się (tylko, albo aż) przyjaciółmi. I "gdzieś" odeszła namiętność... Ja i żona możemy gadać ze sobą godzinami, siedzieć do późna w nocy i - nawet - jest bardzo miło. Pójdziemy nawet razem na miasto na piwo lub nawet wódkę. I spędzamy ze sobą fantastyczny chwile. Ale nikt z nas nie myśli już o wspólnym łóżku. Dla mnie, mężczyzny, to trudne - bo czasem chciałbym znaleźć intymność (?), przytulenie, seks. Mam nadzieje (tak to wygląda - nawet z rozmów szczerych), że mojej żonie wystarcza "być wspaniałą matka" a poza tym "realizuje się w pracy". Poszedłem "na bok" dwa razy - dokładnie według schematu zarysowanego w powyższym artykule. Raz przez media społecznościowe znalazłem swoją "byłą" - miło było doznać uczyć z przeszłości i podniet nieznanych od lat: seks rozczarował. Drugi raz spróbowałem z kimś "spoza swoich znajomych, grupy, obcej"... Spróbowałem alternatywnej rzeczywistości. Tu seks był wspaniały, ludzie wspaniali (jej znajomi) - tylko Zawsze było to marzenie, o spróbowaniu alternatywnego siebie. Było miło. Tylko ja już jestem ukształtowany, stworzony, i - chyba - niezdolny do aż takiego "odejścia od siebie": świat wartości nowej grupy był tak odległy od mojego, tak daleki od tego, czego ja oczekuję od siebie i znajomych (dla uściślenia - oni żyli chwilą, bez aspiracji i myślenia o przyszłości, carpe diem każdego dnia) - to bardzo miłe życie, pełne małych i wielkich radości tylko bez horyzontu. Można by nawet zanurzyć się w ten świat. Z radością. Spróbowałem swojego "alternatywnego ja". Sprawdziło się - tylko ja go nie lubiłem.

  • roy.jones

    Oceniono 43 razy 29

    Trochę dziwna ta "miłość" zdradzającej/ego. Jeśli kocha partnera/kę a zdrada jest ewidentną krzywdą dla zdradzanej osoby to coś w tej "miłości" nie gra.

  • rx10

    Oceniono 29 razy 25

    Tak duży hejt uświadomił mi, że chyba teoria autorki jest prawdziwa. Uderzyła w czuły punkt wielu osób a to wzbudziło agresję

  • telefonografia

    Oceniono 36 razy 16

    Czy tak trudno zrozumieć, że człowiek jest z natury poligamiczny? Z uwagi na konwencję kulturową przyjęliśmy, że monogamia jest właściwa i pożądana, ale ona nie jest naturalna. A być może po prostu zbyt wielką wagę przywiązujemy do seksu, a zdradę seksualną niepotrzebnie traktujemy jako uderzenie w fundament związku. Tymczasem seks z inną osobą wcale nie musi oznaczać końca uczuć do partnera, ani w ogóle nie musi nic znaczyć. Pokazuje to wiele szczęśliwych, otwartych związków, gdzie ludzie akceptują to, że od czasu do czasu dadzą się ponieść erotycznemu uniesieniu z kim innych. Co więcej, ich życie erotyczne i uczuciowe bywa lepsze i głębsze niż par tradycyjnych. Z uwagi na silnie zakodowane schematy zaborczości, zazdrości, posiadania, skłonności do porównywania się itd. dla większości osób jest to zupełnie nie do przyjęcia. Ale tak naprawdę chodzi tylko o sposób myślenia. Skoro nie jesteśmy zazdrośni o to, że nasz partner(ka) z kim innym od nas uprawia sport, je lunch, chodzi na masaż itd. itp. to może zazdrość o seks też jest mocno nadmuchana?

  • jluc

    Oceniono 10 razy 8

    Kiedyś bardzo znany facet w wywiadzie TV po czterech rozwodach powiedział: wszystkie moje związki były bardzo udane i szczęśliwe!

  • Gość: Uuu

    Oceniono 17 razy 7

    Dla mnie te dwie rzeczy się zupełnie wykluczają, albo miłość i wierność albo brak miłości i zdrada. Nie ma innej alternatywy.

  • Eva M

    Oceniono 7 razy 5

    coś w tym jest. ludzie mają poczucie "straty " będąc w stałym związku. :) tyle okazji im ucieka :) myślę że jest to jakieś inne spotkanie z samym sobą. i nie chodzi o to że nie kochamy partnera/ partnerki. chodzi o to że trudno oprzeć się pokusie :) no i co ? nie uważam tego za jakieś przestępstwo ale nie można ciastka zjeść i go mieć. chcesz urozmaicenia ? proszę bardzo ale ja nie będę brała w tym udziału. Ale też liczę się z tym że jak ja zrobię skok w bok tez nie będę miała do czego wracać. życie

  • topjar

    Oceniono 5 razy 3

    szukacie wytłumaczenia a ono już istnieje to biologia, geny(samolubne), atawizm, hormony w połączeniu
    z wychowaniem, kręgiem kulturowym i religią.
    Nie we wszystkich kulturach zdrada jest zdradą i jeden jedyny partner na własność (egoistyczna zaborczość tłumaczona grzechem partnera?).
    Czy jest sprawiedliwe że zazwyczaj w innych kulturach jest jeden samiec i kilka samic?,
    pewnie nie, aczkolwiek poliandria też nie jest taka rzadka występuje w kilkunastu kulturach.

  • bhuzdur

    Oceniono 8 razy 2

    Talmudyczna moralnosc rozni sie od indoeuropejskiej. Stad ich potrzeba psychoterapii itp.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX