Śmieciarze XXI walczą z najgorszym możliwym brudem tego świata: plikami w sieci

Do internetu trafia wszystko: sceny egzekucji, tortur, przemocy seksualnej wobec dzieci, transmisje samobójstw i akty bestialstwa. Czyściciele internetu codziennie spędzają czas na jego dnie. Średnio wytrzymują to przez pół roku.

Ochroniarze moralności

Jedna z bohaterek filmu "Czyściciele internetu" Hansa Blocka i Moritza Riesewiecka postanowiła, że zrobi wszystko, żeby nie skończyć jak wiele osób w Manili - na śmietniskach, przemierzając je w poszukiwaniu rzeczy na sprzedaż. Dobrze się uczyła, była rozsądna, sumienna. I wydawałoby się, że osiągnęła swój cel - pracuje w klimatyzowanym biurze, w nowoczesnym biurowcu dla firmy, którą podnajmuje jeden z gigantów internetowych z siedzibą w Kalifornii. To, że udało jej się uniknąć pracy na śmierdzących wysypiskach, nie oznacza, że nie ogląda całej obrzydliwości tego świata.

Wspominana dziewczyna jest jedną z tysięcy osób, które na co dzień zajmują się sprzątaniem internetu. O swojej pracy mówią w różny sposób: jedni mają misję i czują się jak strażnicy moralności, policjanci czuwający nad zdrowiem platform internetowych. Inni traktują przeglądanie plików jak grzeszną przyjemność. Kolejni chcieliby jak najszybciej rzucić to zajęcie, bo jak wirus zatruwa ich ciało i umysł, ale nie mogą, bo mają rodziny na utrzymaniu. Jeszcze inni za dnia usuwają pliki niezgodne z "polityką użytkowania", a po godzinach kręcą i wrzucają do sieci filmy, na których się samookaleczają.

Armia czyścicieli

Codziennie w sieci pojawiają się trzy miliardy dowodów naszej aktywności, w tym pół miliona filmów. Co godzinę na Facebooku ląduje dwa i pół miliona wpisów. Część z nich jest szybko kasowana - ręcznie, przez ludzi siedzących w niewielkich boksach gdzieś na drugim końcu świata. Jak duża jest to armia? Colin Stretch, (były) szef działu prawnego Facebooka, zapytany o to podczas przesłuchań komisji ds. przeciwdziałania przestępczości i terroryzmowi, mówi o 10 tysiącach osób, dodając, że do końca 2018 roku liczba ta ma zostać podwojona.

Dla Googla - wedle słów Richarda Salgado, który jest dyrektorem działu ściągania naruszeń i bezpieczeństwa informacji - internet w poszukiwaniu złamania regulaminu przeczesują "tysiące ludzi". Nieoficjalnie szacuje się, że na Filipinach tym zajęciem para się nawet 100 tysięcy osób, przy czym średni staż pracy wynosi nie więcej niż sześć miesięcy, a średnie wynagrodzenie to równowartość 300 dolarów miesięcznie.

Wszelkiego rodzaju penisy

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez im Aa, #ai (@im_aa4ai) Wrz 25, 2018 o 2:30 PDT

Czy ktoś jeszcze wierzy, że media społecznościowe to tylko "słit focie" z wakacji i urocze filmiki z kotami? Sarah T. Roberts z Uniwersytetu Kalifornijskiego mówi, że: "Kiedy otwierasz drzwi i prosisz cały świat, żeby podzielił się swoimi życiem, ludzie zaczynają to robić". A mają różne zainteresowania, motywacje i pragnienia. I z tymi pragnieniami konfrontują się moderatorzy treści.

Część z treści naruszających regulamin platform wyławiają specjalne maszyny i algorytmy, które potrafią na zdjęciu czy w pliku wideo rozpoznać zarys ludzkich genitaliów, nagość, krew. O takich mechanizmach cenzurowania treści mówi Sean Edgett, szef działu redakcji Twittera. "Oflagowane" treści trafiają do moderatorów, którzy decydują o ich dalszym losie. Do czyścicieli trafiają także pliki zgłoszone przez internautów.

Pracę z plikami poprzedza szkolenie, bo osoby aplikujące na stanowisko "analityka danych" do końca nie wiedzą, co będą robić. Podczas kursu moderatorzy z Filipin poznają angielskie terminy z zakresu seksu, anatomii, nazewnictwa zabawek dla dorosłych. Mają także przyswoić treść zapisaną w podręczniku z zasadami i informacjami na temat treści potencjalnie niewłaściwych. Nie mają ich pod ręką, ponieważ firmy obawiają się przecieków do mediów.

Na początku byłam nieprzyzwyczajona do widoku męskich członków - wspomina jedna z pracownic. - Śniły mi się wszelkiego rodzaju penisy: długie, krótkie, białe, czarne, grube, cienkie, młode, bardzo stare, plamiste.

- Pamiętam, że z miejsca miałam ochotę to rzucić - tak inna moderatorka wspomina moment, w którym zobaczyła, jakie treści będzie musiała oglądać i jakie narzędzia stosować.

Obrazy, które oglądają moderatorzy, zostają w głowie: zawierają pornografię dziecięcą, akty terrorystyczne, egzekucje i wszelkiego rodzaju przemoc. Jeden z najbardziej efektywnych i szybkich moderatorów codziennie przegląda 25 tysięcy plików i decyduje: "Usuń" albo "Zignoruj".

Najgorsza rzecz, jaką widziałam i usunęłam, to film z sześciolatką, która oralnie zaspokajała dorosłego mężczyznę - wspomina jedna z moderatorek.

Symptomy traumy odczuwane przez wielu moderatorów treści wynikające z ich pracy są takie same, jak u żołnierzy, którzy wrócili z wojny. Przez umowy o poufności moderatorzy nie opowiadają rodzinie i bliskim, jakim horrorem jest to, co przewija się przez ich ekrany, dodatkowo nie są więc w stanie rozładować emocji.

Dla porównania: w Europie działa Internet Watch Foundation, czyli fundacja, która wyszukuje i doprowadza do usunięcia plików z przemocą seksualną wobec dzieci. Ich pracownicy to przeszkoleni analitycy, specjaliści, którzy z oglądanymi szokującymi obrazami nie zostają sami - dostają pomoc i wsparcie. I tak mówią jednak, że zdjęcia strasznych aktów: gwałtów i tortur na małych dzieciach, przyprawiają ich o dreszcze i że przez długi czas nie mogą wyrzucić z pamięci drastycznych kadrów.

To musiał być tępy kuchenny nożyk

W założeniu moderatorzy treści nie mają specjalizacji - oglądają wszystko. Jeśli jednak mają wątpliwości co do tego, jaką decyzję podjąć, odsyłają pliki do zespołów nad sobą - bardziej wyspecjalizowanych. W ich skład wchodzą osoby, które całymi dniami oglądają np. pliki z egzekucjami albo transmisje z samobójstw. Dzień w dzień po osiem godzin.

Jeden z bohaterów dokumentu tłumaczy, że "dobrze, jeśli kat ma ostry i długi nóż". Wtedy głowę odcina się w miarę sprawnie. Najgorzej, jeśli jest to nóż tępy i krótki - wtedy kat potrafi odcinać głowę przez kilka minut. W przypadku transmisji samobójstw, nie ma podstaw do ich przerwania, jeśli osoba ją przeprowadzająca tylko stoi przy linie i opowiada o chęci zabicia się.

Samobójstwa popełniają także moderatorzy treści. Filmowcy nie dotarli do twardych danych, ale wśród osób, z którymi się kontaktowali, każdy znał kogoś, kto nie wytrzymał i odebrał sobie życie.

Wiele kwestii, niewiele rozwiązań

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez im Aa, #ai (@im_aa4ai) Wrz 21, 2018 o 2:30 PDT

"Czyściciele internetu" to dokument nie tylko o pracownikach z Filipin, którzy sprzątają brudy po Europejczykach i mieszkańcach Ameryki Północnej. To także, a może przede wszystkim, film o ślepym działaniu cenzury w internecie, o moderatorach, którzy nie znają kontekstów, pochodzą z zupełnie innych kultur niż osoby, których publikacje oceniają. I o tym, że szefowie wielkich platform to w głębi serca inżynierowie, którzy nie chcą brać odpowiedzialności za treści.

Jak tłumaczy w dokumencie dawny manager Facebooka, Antonio Garcia Martinez, Facebook jest firmą technologiczną, rządzą w niej inżynierowie, liczy się produkt, infrastruktura, skala i doświadczenie użytkownika. To nie jest firma medialna. Nie myśli o treści w kategoriach twórczych, redakcyjnych czy kuratorskich. Nie chce odpowiedzialności. A musi ją na siebie wziąć w większej skali i bardzo zniuansowanej formie, a na dodatek musi się zmierzyć z próbą zachowania obiektywizmu, kiedy o prawdę inną niż "nasza" najtrudniej.

Więcej o:
Komentarze (23)
Śmieciarze XXI walczą z najgorszym możliwym brudem tego świata: plikami w sieci
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • napletekgandalfa

    Oceniono 29 razy 11

    Olu Długołęcka, mam dwa pytanie i może warto byłoby od tego zacząć?
    Ile zarabia polski "czyściciel internetu" oraz w jakiej formie jest zatrudniony?
    Pozdrawiam i życzę wielu wielu sukcesów.

  • filet1980

    Oceniono 21 razy 3

    "Najgorzej, jeśli jest to nóż tępy i krótki - wtedy kat potrafi odcinać głowę przez kilka minut" -- trochę bez sensu. czy w momencie gdy zaczyna podrzynać oceniający nie może przestać oglądać?

  • Gość: mlewy

    Oceniono 34 razy 2

    Jakim dupkiem trzeba być by kogoś kto sprząta nazywać śmieciarzem. Abstrahując od gości z artykułu pan który sprząta za takimi dupkami którzy piszą takie artykuły jest panem który sprząta a dupek piszący artykuł jest śmieciarzem

  • zyczliwyczytelnik

    Oceniono 1 raz 1

    Mam pytanie techniczne: czy ci moderatorzy muszą oglądać cały film/plik do końca ? Przecież jeżeli na początku zobaczą coś do usunięcia to nie można tego od razu usunąć ?

  • andrzejbak

    Oceniono 11 razy 1

    Ja znam tylko czyścicieli postów o treści tak zwanej antysemickiej, według mnie w polskim internecie tylko tacy działają.

  • obrazony2x

    Oceniono 1 raz -1

    >>>Jeden z najbardziej efektywnych i szybkich moderatorów codziennie przegląda 25 tysięcy plików i decyduje: "Usuń" albo "Zignoruj".

    25000/8h=3125/60'=52/60"=0,86 strony na sekundę ;)

  • misiek12321

    Oceniono 14 razy -2

    Nie prosciej byloby zlikwidowac te durne i nikomu niepotrzebne serwisy spolecznosciowe ?

  • pct3

    Oceniono 12 razy -2

    "Na początku byłam nieprzyzwyczajona do widoku męskich członków - wspomina jedna z pracownic. - Śniły mi się wszelkiego rodzaju penisy: długie, krótkie, białe, czarne, grube, cienkie, młode, bardzo stare, plamiste."

    Nieźle niewyżyta....zderzenie z życiem przy czyszczeniu internetu. I ujawnione fantazje, oczywiście bardzo dyplomatycznie, tam pod spodem raczej jest coś grubo więcej...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX