'To robi wrażenie, gdy przychodzi ekspert i mówi: wszystko, co wiedzieliście o pielęgnacji to ściema'. Skin coach zmienia nasze nawyki

Trener pielęgnacji skóry? Naprawdę kogoś takiego potrzeba, żeby wyglądać dobrze? Ludzie nie mają na co pieniędzy wydawać? Takie komentarze z pewnością znajdziecie pod tym materiałem. Czy słusznie? Sprawdzamy, czym zajmuje się pierwsza polska skin coach i co zmieniła w naszym wyglądzie.
Testujemy współpracę ze skin coach Bożeną Społowicz (druga od lewej). Testujemy współpracę ze skin coach Bożeną Społowicz (druga od lewej). Fot. Archiwum redakcji

"To robi wrażenie, gdy przychodzi ekspert i mówi: wszystko, co wiedzieliście o pielęgnacji to ściema". Skin coach zmienia nasze nawyki

Trener pielęgnacji skóry? Naprawdę kogoś takiego potrzeba, żeby wyglądać dobrze? Ludzie nie mają na co pieniędzy wydawać? Takie komentarze z pewnością znajdziecie pod tym materiałem. Czy słusznie? Sprawdzamy, czym zajmuje się pierwsza polska skin coach i co zmieniła w naszym wyglądzie.

Cztery osoby postanowiły, że spróbują wsłuchać się w potrzeby swojej cery i zastosować do rad pierwszej w Polsce skin coach Bożeny Społowicz, która z wykształcenia jest kosmetologiem i chemikiem.

Od lewej; Natalia, Iwona, Natalia, Arkadiusz Od lewej: Natalia, Iwona, Natalia i Arkadiusz. Fot. Archiwum redakcji

Ile to kosztuje?

Podczas pierwszej wizyty trenerka pielęgnacji skóry proponuje podstawowy pakiet, który obejmuje analizę potrzeb skóry i jej pielęgnacji. Później określa cele i wybiera drogę, którą klient będzie podążał. To zależy od indywidualnych potrzeb. Są dwie opcje. Pierwsza - konsultacja kosmetologiczna, analiza kosmetyczki i plan pielęgnacji skóry za 250 zł. Druga - rozszerzenie usługi o skin coaching trwający trzy miesiące, czyli towarzyszenie klientowi w zmianach, wsparcie i motywacja. W tym przypadku koszt zależy od liczby konsultacji.

Drogo!!

To pierwsza opinia, która nasuwa się po zapoznaniu się z cennikiem. A im dalej w las, tym koszty rosną. Produkty, które trenerka wybrała dla naszych bohaterów są obiektywnie drogie. Sami nie zdecydowaliby się na ich zakup. Społowicz dopasowała je do potrzeb skóry, nie możliwości portfela. Niektórych przekona z pewnością fakt, że to inwestycja na pół roku, bo na tyle średnio starczają produkty.

Czy taniej się nie dało? Z pewnością dało. Najlepsze kosmetyki to takie, po których nasza skóra wygląda dobrze, a my czujemy się zadowoleni. Dowód? Wysoka ocena konsumencka kremów za 10 zł. Jedne z ładniejszych i zdrowszych cer mają fińscy drwale - dużo czasu spędzają na dworze i regularnie korzystają z sauny, złuszczają skórę twarzy codziennym goleniem. Na pielęgnację wydają tyle co nic. Żyją jednak mniej zanieczyszczonym środowisku i stresu mają mniej - a te czynniki sprzyjają pięknej cerze. Cerze, którą może mieć każdy - droga, jaką do niej dojdzie to już kwestia wolnego wyboru.

Każdemu według zasług

Poznajcie naszych bohaterów: Iwonę, dwie Natalie i Arkadiusza. Gdy przysłuchiwałam się ich rozmowom z Bożeną Społowicz, wciąż słyszałam narzekania. Że zmarszczki, wykwity, zmiany, przesuszenia. A do skóry trzeba z miłością - to pierwsza, może nieco banalnie brzmiąca, zasada.

Delikatnie, krok po kroku, systematycznie i konsekwentnie. Nabłonek się odnawia, nie lubi szorstkiego traktowania, kosmetyki potrzebują chwili, żeby zadziałać. Człowiek także potrzebuje czasu, żeby zaakceptować nową rutynę - mówią, że 21 dni to minimum. Nasz projekt trwał dwa miesiące, a jakie efekty przyniósł? Zanim o nim przeczytacie, pamiętajcie - nie o cel tu chodzi, ale o drogę do niego prowadzącą.

Iwona w swojej kosmetyczce zrobiła rewolucję Iwona w swojej kosmetyczce zrobiła rewolucję Fot. Archiwum redakcji

Iwona uczy się od postaw

Iwona ma 33 lata. Jest zapaloną sportsmenką i wegetarianką. Grafikiem zajęć mogłaby obdarzyć całą naszą redakcję. Na co dzień porusza się rowerem szosowym, po pracy wspina na ścianki, biega po 70 km tygodniowo. Jedynie przeziębienie albo kontuzja są ją w stanie utrzymać w bezruchu.

Jeśli chodzi o pielęgnację skóry twarzy, to przed spotkaniem ze skin coachem Iwona stosowała raczej reżim spartański. Woda i krem Nivea. Ten drugi nakładała, o ile miała siły i nie zapomniała.

A z cerą, jak sama przyznaje, ma dużo problemów. Po pierwsze kilka lat temu miała leczony trądzik, po którym zostały zmiany na skórze, po drugie przez przyspieszony sportem metabolizm szybciej robią się jej zmarszczki (skóra jest zbyt natlenowana), przez ciągłe przebywanie na dworze i niestosowanie kremów ochronnych z filtrem UV jej skóra była przesuszona.

Dobra zmiana

Iwona dostała jasne zalecenia: codzienne obowiązkowe stosowanie kremu z filtrem UV. Bez niego nie powinna w ogóle wychodzić z domu. Trenerka dobrała Iwonie kosmetyki z różnych linii marki Chantarelle: mleczko, tonik, serum i krem oraz matujący krem z filtrem UV marki Obagi. Wypełnienie nowej, odpowiednio skompletowanej kosmetyczki produktami zamknęło się w kwocie 615 zł.

Kosmetyki Chantarelle i ObagiIwona stosowała produkty dwóch firm: Chantarelle (kremy do twarzy, tonik i mleczko) oraz Obagi (krem z filtrem na dzień). Fot. Archiwum redakcji

Dodatkowo skin coach postanowiła wesprzeć pielęgnację Iwony zabiegami w klinice medycyny estetycznej. Iwona dwukrotnie poddała się mezoterapii igłowej w warszawskim gabinecie Face&Body Clinic.

Zdaniem Bożeny Społowicz skóra Iwony świetnie nadaje się do innych, mocniejszych zabiegów w gabinecie - lasera frakcyjnego, działania retinolem. Na to jednak trzeba poczekać na mniej słoneczne miesiące.

Jak z efektami?

Iwona przyznaje, że "prawie" codziennie stosowała krem z filtrem UV. Prawie, bo czasem wydawało jej się, że 25 minut na rowerze w pochmurny dzień nie wymaga ochrony. Zapewniamy - wymaga. Promienie UV mają największy wpływ na starzenie skóry, przebarwienia, powstawanie zmarszczek i utratę jędrności. Jeśli macie wątpliwości - zajrzyjcie TUTAJ. (Najnowsze badania naukowe pokazują, że już po dwóch minutach wystawienia skóry na słońce następują zmiany na poziomie komórkowym).

Czasami nasza sportsmenka fizycznie nie miała siły na nic więcej niż wieczorny prysznic. Jednak po kilku tygodniach cera naprawdę stała się promienna, świetlista. Jak zapewnia Bożena Społowicz - tak działa witamina C. Jak eksperyment ocenia Iwona?

Zdaniem Iwony

To, co mnie zaskoczyło, to bezpośrednia wypowiedź Bożeny, że nie ma co się oszukiwać, samymi kremami niewiele zdziałamy. Wszelkie zalecenia wydały mi się od początku bardzo sensowne.

Miałam pić wodę, jeść dużo owoców i warzyw, zminimalizować spożycie słodyczy, unikać eksponowania twarzy na słońcu i smarować się odpowiednimi kremami.

Nie miałam większych problemów ze zmianą nawyków, bo nie były one aż tak radykalne. Zgrzyt pojawiał się jedynie podczas biegania w letnie dni. Niby smarowałam się kremem z wysokim filtrem, jednak nie wiem, czy przez dwie godziny treningu on rzeczywiście miał szansę spełnić swoją rolę, a czapeczek i daszków nie lubię.

Moja skóra stała się zdecydowanie bardziej nawilżona. Lekko się wygładziła, zniknęły przebarwienia. Zaczęłam też większą wagę przykładać do kwestii dbania o swoją cerę. Dotychczas po ciężkim dniu zdarzało mi się po prostu wieczorem opłukać twarz wodą i posmarować skórę pierwszym lepszym kremem.

Po tych dwóch miesiącach wiem, co mi służy i zamierzam się tego trzymać.

Nie będę jednak częstą klientką salonów kosmetycznych. Mezoterapia, której się poddałam, była skuteczna, ale niestety droga. Poprzestanę na codziennej pielęgnacji.

Koszty zmiany

- zestaw kosmetyków dobranych przez skin coach pod kątem ich składu to 615 zł

- dwa zabiegi mezoterapii igłowej (ok. 400-500 zł za jeden zabieg, do pełnego efektu zalecane jest pięć zabiegów).

Natalia musiała popracować nad sobą samą Natalia musiała popracować nad sobą samą Fot. Archiwum redakcji

Natalia o alabastrowej cerze

Uwierzycie, że Natalia ma 30 lat i dwoje dzieci? Ma także piękną skórę o idealnym kolorycie. I skóra także byłaby idealna, gdyby nie zapędy Natalii do dłubania przy niej. Bożena Społowicz zapewnia, że własnoręczne, nieumiejętne oczyszczanie skóry to powszechna praktyka - nie tylko wśród kobiet. Zdaniem ekspertki od skóry, łazienkowe lustra powiększające powinny być wycofane ze sprzedaży, a te z dodatkowym oświetleniem - zakazane.

Natalia - i pewnie miliony ludzi na całym świecie - chciałaby, żeby pory na jej twarzy były niewidoczne. Pory nie mogą zniknąć ze skóry, bo są niezbędne to wymiany gazowej. Skóra musi oddychać i do tego właśnie są jej potrzebne otwory.

Kiedy Natalia była nastolatką, jej tata wykręcał żarówki z lampki przy lustrze, żeby córka nie mogła bawić się w domorosłą kosmetyczkę. Tylko Natalia widzi zmiany skórne, które należy usunąć. Osoby postronne widzą z kolei skutki uboczne tych działań, czyli przesuszone miejsca na nosie oraz stany zapalne, którymi kończy się zazwyczaj domowe oczyszczanie.

Dobra zmiana

Skin coach nie miał dla Natalii żadnych rewolucyjnych zaleceń, bo i problemem nie była cera, tylko jej właścicielka. Pielęgnacja trzydziestolatki miała polegać na systematycznym oczyszczaniu i peelingowaniu skóry oraz kontrolowaniu wydzielania sebum.

Bożena Społowicz nakazała odstawienie wszelkich kosmetyków na bazie alkoholu. Przez czas trwania eksperymentu Natalia korzystała z kosmetyków aptecznej marki SVR. Najważniejsze jednak było trzymanie się z daleka od lustra oraz trzymanie rąk z dala od twarzy.

Zdaniem Natalii

Co mnie zdziwiło? Że można tak prosto. Że alkohol i inne "wyżerające" substancje wcale nie są potrzebne, aby dobrze oczyścić skórę. Najtrudniej było mi zrozumieć, że naprawdę ludzie nie dostrzegają niedoskonałości na mojej twarzy, że z nikim nie rozmawiam "nos w nos", każda kropka, powiększone pory nie są widoczne z normalnej odległości. To przede wszystkim.

Kosmetyki SVRKosmetyki SVR: Krem nawilżający, krem z filtrem SPF, żel do mycia twarzy, tonik. Fot. Archiwum prywatne

Przestałam też na siebie patrzeć z tak bliska. Gdy stroję w normalnej odległości od lustra, moja twarz wygląda całkiem dobrze. Oczywiście, gdy przysunę się bliżej, gdy wkładam nos w taflę, to stwierdzam, że w ogóle nie jest super. Ale wystarczy, że się odsunę i jest ok. Czasem korci mnie, żeby coś tam jeszcze "podłubać", ale dzielnie walczę z tym odruchem. Na pewno pomocny był wyjazd na wakacje, gdzie lustro było małe, możliwości niszczenia twarzy niewielkie - te trzy tygodnie pomogły wygasić pewne zachowania.

Po dwóch miesiącach przede wszystkim nie mam rozwalonej twarzy. To było błędne koło, miałam małą niedoskonałość, grzebałam w niej, pojawiały się kolejne... Nie używam produktów z alkoholem, moja skóra przestała być papierowa, nie mam problemu z odchodzącymi skórkami (wcześniej praktycznie cały czas łuszczył mi się nos i jego okolice). Do pielęgnacji już się przyzwyczaiłam, wydaje mi się, że naprawdę dobrze robi mojej skórze i będę się jej trzymać.

Natalia ma wiele drogich kosmetyków Natalia ma wiele drogich kosmetyków Fot. Archiwum redakcji

Natalia, która na kosmetykach nie oszczędza

Natalia właśnie skończyła 30 lat i jest chyba najbardziej świadomą konsumentką produktów pielęgnacyjnych ze wszystkich uczestników naszego eksperymentu. Jest także najbardziej wobec siebie i swojej skóry krytyczna.

"Nigdy nie wyglądałam tak źle", "Staram się i nic z tego nie wychodzi", "Mam dużo dobrych kosmetyków, kupowanych okazyjnie". Zdaniem Natalii najgorsze w jej przypadku i kluczowe jest to, że z jednej strony walczy z problemami skórnymi i przesuszeniem, a z drugiej pojawiają się na jej twarzy pierwsze zmarszczki.

Zdaniem Społowicz Natalia ma po prostu za dużo, a jej skóra gubi się w komunikatach, które otrzymuje. "Osuszanie, natłuszczanie, złuszczanie" - przy tak skrajnie działających zabiegach i stosowanych kosmetykach skóra traci orientację i już nie wie, jak ma reagować.

Dodajmy to tego jeszcze stres, na który się skarży Natalia oraz palenie papierosów. I znowu brzmi to może naiwnie, ale kluczem do sukcesu Natalii nie będzie tylko działanie kosmetykami. Natalia powinna mieć do skóry szacunek, polubić ją i otoczyć troską. No i przestać testować kolejne kosmetyki oraz porządnie odchudzić kosmetyczkę.

Dobra zmiana

Kobiety takie, jak Natalia to typ klientek, które są najbardziej wobec skin coacha wymagające. Chciałyby szybkiego efektu, mają dużo kosmetyków, nie szczędzą skórze zabiegów. Chętnie inwestują w nowości, często zmieniają kosmetyki, nie dając im szansy na działanie. A tak naprawdę, jak tłumaczy Społowicz, skóra jest samowystarczalna, a dobrze dobrane kosmetyki mają ją wspierać i służyć.

Zdaniem Natalii

- To robi wrażenie, gdy przychodzi ekspert i mówi: wszystko, co wiedzieliście o pielęgnacji to ściema. Sprawa jest trudna, bo w gruncie rzeczy sprowadza się do porzucenia zakupów w drogerii na rzecz zakupów, cóż, luksusowych.

Bożena kazała mi też zapomnieć o wszelkich modach kosmetycznych, jak pielęgnacja olejkami, pielęgnacja w stylu japońskim/koreańskim itd.

W moim przypadku postawiła na prosty przepis: retinol, witamina C i SPF, który znałam już z amerykańskich serwisów o urodzie. Sama nigdy nie wprowadziłam tego w życie, bo polecane kosmetyki nie były dostępne na naszym rynku. Okazuje się, że jest ich sporo, ale tylko w ofercie droższych marek, dystrybuowanych w gabinetach medycyny estetycznej.

Najtrudniejsze było przerzucenie się z pielęgnacji wieczornej na poranną. Wieczorami, kiedy mam czas, lubiłam robić sobie nawet kilka masek z rzędu. Teraz wieczór to raptem 2-3 kroki, a więcej energii na pielęgnację poświęcam rano (kiedy jestem wiecznie spóźniona). Na szczęście byłam już przyzwyczajona do obsesyjnej ochrony twarzy przed słońcem, więc nie musiałam zmuszać się do tego kroku.

Kosmetyki NimueKosmetyki, których używała Natalia, to nowe preparaty marki Nimue (zestaw startowy dla skóry interaktywnej oraz mgiełka z witaminą C, aktywny krem, żel myjący) oraz krem z filtrem UV Biore, który miała w kosmetyczce. Fot. Archiwum prywatne

Największą zmianą jest dla mnie zrozumienie, że jeśli moja skóra nie jest posmarowana olejem albo grubą warstwą kremu Nivea, to wcale nie umiera z pragnienia. Miałam obsesję "gołej" skóry, ciągle bałam się utraty nawilżenia i co za tym idzie, zmarszczek.

Teraz jestem bardziej wyluzowana, bo wiem, że natłuszczanie skóry na siłę wcale jej nie dopieszcza.

Czy wyglądam lepiej? Mam wrażenie, że pory się zmniejszyły i są dni, kiedy wstaję i wydaje mi się, że jest całkiem nieźle. Nadal mam krostki, ale jeśli nie podrażniam ich, nie są tak bardzo widoczne.

Sytuacja zmarszczkowa zdaje się, że jest bez zmian (czyli bez tragedii), ale tu chyba potrzeba więcej czasu. Planuję przeprowadzić pełną serię zabiegów retinolowych - na razie miałam tylko jeden peeling chemiczny w PROFEMED Medycyna Estetyczna. Skóra złuszczyła się i wyglądała świeżo, chcę sprawdzić, jak bym wyglądała po przeprowadzeniu 3-4 zabiegów w odstępach miesięcznych. Mojej skórze potrzeba takiego restartu.

Czy będę się trzymać zaleceń? Na razie tak, póki mam zalecone kosmetyki. Później muszę pomyśleć, jak trzymać się zaleceń i nie wydać fortuny. Samo Retises jest drogie (400 zł), a kosmetyki Nimue, których używałam w czasie eksperymentu, są z górnej półki.

Przede wszystkim chcę zacząć czytać etykiety i lepiej analizować skład. Na pewno potrzebny mi żel do skóry mieszanej z problemami - poczytam składy tych aptecznych, porównam z tymi zaakceptowanymi przez Bożenę. Chcę też zostać przy pielęgnacji nocnej z zaleceń - zamiast natłuszczać, będę złuszczać. Przyzwyczaiłam się już do kosmetyków z dodatkiem kwasów, nie czuję żeby moja buzia stała się sucha przez rezygnację z ciężkich kremów na noc.

Koszt zmiany

- Natalia stosowała dobrane do jej potrzeb kosmetyki , które już miała oraz nowe produkty, ich koszt całkowity to 1011 zł.

- Dodatkowo poddała się jednemu peelingowi kosmetycznemu (400 zł za zabieg).

Arkadiusz uczył się ochrony SPF Arkadiusz uczył się ochrony SPF Fot. Archiwum redakcji

Arek i testosteron

Arek (25 lat) burzy stereotyp mężczyzny, który nie dba o skórę i nie przejmuje się jej wyglądem. Odważnie zgłosił się do naszego eksperymentu, chociaż współlokator robił sobie żarciki. Arek zapewnia, że dobrze się odżywia,  nie pali papierosów i dba o formę, a o skórę specjalnie nie dba.

Ma na koncie doświadczenia z kosmetyczką, a po zabiegu w gabinecie widział poprawę. Ma kosmetyki - z linii dla mężczyzn Nivea (do mycia i nawilżania skóry twarzy).

Arek narzeka na niedoskonałości skóry - głównie wypryski. Na sugestię, że to może trądzik, skin coach stanowczo zapewniła, że nie trądzik, ale testosteron. I że zapanowanie nad nim będzie największym problemem dla młodej skóry.

Dobra zmiana

Arek dostał wytyczne - ma myć i złuszczać delikatnie skórę, kontrolować wydzielanie sebum i chronić skórę przed słońcem. To w jego przypadku bardzo ważne, bo to mit, że słońce poprawia kondycję skóry z problemami. Owszem, opalenizna ujednolica koloryt i wysusza wypryski, ale później przesuszona skóra zaczyna pracować dwa razy intensywniej, żeby ją natłuścić.

Aby zmiana była bardziej widoczna, wysłaliśmy Arka na dwa zabiegi oczyszczania skóry do Instytutu Kosmetologii Estetycznej Chantarelle, gdzie oprócz oczyszczania miał także nakładane kwasy i maseczki (trudno było od Arka wyciągnąć bardziej konkretne informacje).

Na co dzień stosował kosmetyki marki Cell Fusion C, które oczyszczały skórę, delikatnie złuszczały i chroniły przed słońcem.

Zdaniem Arka

Do codziennej rutyny pielęgnacyjnej można się przyzwyczaić, chociaż na zmianę i liczbę nowych doznać moja skóra zareagowała zwiększeniem zmian. Kosmetyczka uspokoiła mnie, że także po zabiegu może tak być.

Kosmetyki marki Cell FusionKosmetyki Cell Fusion C, które stosował Arek: krem z filtrem UV, krem dla cery tłustej i żel do mycia twarzy. Fot. Archiwum prywatne

Na pewno nowością było dla mnie chronienie skóry przed słońcem, ale stosowałem się do zaleceń sumiennie - na wakacjach nie odstawiłem silnego filtra.

Kosmetyki ładnie pachną, dobrze się nakładają. Szkoda, że szybko się kończą i są drogie. Nie mam nic przeciwko złożonej pielęgnacji, ale ze względów budżetowych będę musiał zejść kilka półek niżej. Bardzo podobało mi się u kosmetyczki. Zrelaksowałem się i czułem, że robię dla siebie coś dobrego.

Koszty zmiany

- komplet kosmetyków, które stosował Arek kosztował 440 zł;

- dwa zabiegi oczyszczania skóry to koszt 180 zł każdy.

Dla kogo jest skin coach?

Skóra jest największym organem człowieka, jej zła kondycja może doprowadzić do depresji i wykluczenia z grupy - to fakty. Jest naszą wizytówką, a jednak wciąż traktujemy ją po macoszemu. Nawet starając się by była w jak najlepszej kondycji, własnymi błędami pogarszamy jej stan.

.Bożena Społowicz, pierwsza polska skin coach. Fot. Archiwum prywatne

W jaki sposób może pomóc trener skóry? Rady i współpraca z profesjonalistką może się przydać nie tylko kompletnym ignorantom, którzy chcą zacząć o siebie dbać, ale także osobom o dużej wiedzy. - Sama wiedza to za mało - tłumaczy Społowicz. - Potrzebujemy osoby, która nas nauczy, poprowadzi do całościowego dbania o siebie, a dodatkowo zmotywuje, zainspiruje i będzie towarzyszyć we wprowadzaniu zmian.

Więcej o:
Komentarze (41)
'To robi wrażenie, gdy przychodzi ekspert i mówi: wszystko, co wiedzieliście o pielęgnacji to ściema'. Skin coach zmienia nasze nawyki
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • justas32

    Oceniono 1 raz 1

    "Dobra zmiana" dotarła do Gazety. Mam nadzieję że Jarosław z Antonim tego nie przeczytają. Za 3 lata lifting twarzy - i następne wybory mają w kieszeni ...

  • kuzajska1

    Oceniono 6 razy 6

    już sama nazwa skin coach śmierdzi ściemą

  • przymrozki

    Oceniono 12 razy 12

    Każdy ze swoimi pieniędzmi robi, co chce, a przepłacanie za kosmetyki to hobby jak każde inne. Natomiast rzetelny dziennikarz powinien wyjaśnić, że w kosmetyku działa składnik aktywny, nie cena i marka.

    A tak się składa, że ani retinol, ani witamina C, ani fotostabilne filtry UVA/UVB nie są tak drogie, żeby ich zestaw kosztował 400 zł. Jeżeli jakiś "skinkołcz" wmawia Wam, że jest inaczej i na dodatek "tworzy" dla Was "zindywidualizowany" zestaw produktów z jednej linii tej samej marki, to znaczy, że Was oszukuje.

    Serum o krótkim, naturalnym składzie, ze składnikami nawilżającymi i kojącymi, silnymi antyoksydantami i 0,5% retinolu kosztuje mniej niż 50 zł za 40 ml. Nakłada się go kilka kropel, więc spokojnie starcza na pół roku (3-4 miesiące, jeżeli smarujecie też szyję i dekolt). Jeden z droższych na rynku krem SPF 30 aptecznej marki z wodą termalną, który na skórze wygląda jak doskonała baza matująca kosztuje 30-40 zł za 50 ml. Tańsze marki sprzedają równie dobre filtry za 20-30 zł za 175 ml (ich wadą jest to, że są trochę mniej "suche", więc mogą gorzej wyglądać pod makijażem).

  • captain_planet

    Oceniono 6 razy 4

    Skin coach... nosz ja p...lę, jedni wymyślają i sprzedają a drudzy to kupują... Ludzkość skacze z rozpędu urwiska z uśmiechem na durnym ryju.

  • nie_z_rzeczownikami

    Oceniono 10 razy 8

    "Ludzie nie mają na co pieniędzy wydawać? Takie komentarze z pewnością znajdziecie pod tym materiałem. Czy słusznie?" Tak, słusznie. Ludziom się naprawdę w d... poprzewracało.

  • omizq

    Oceniono 9 razy 7

    No tak, no to odpowiedź na pytanie czemu nie było 2 artykułów z panią kołcz w tygodniu została rozwiązana. Pani kołcz próbuje zmienić wizerunek, bo poprzedni był niesympatyczny...
    Przyznam, ciekawe ile za ten artykuł sponsorowany zapłaciła.

  • art_102

    Oceniono 33 razy 33

    "pierwsza polska skin coach" :)))))))
    - po 1. może w ogóle przejdźmy w Polsce na język angielski, bo jak tak dalej będzie, że mam chodzić na eventy, shoppingi, a wokoło mam Street fashion i już nie projektuję tylko "dizajnuję", to nam żadnego okupanta nie trzeba, bo tak olewając własny język, posługując się nim niechlujnie, traktując wręcz z pogardą, sami się z mapy wymazujemy.
    - po 2. pierwsza polska skin coach? - wystarczy nazwać po polsku to, czym się taki ktoś mieni, i mamy znaną od wieków kosmetyczkę.To, że ktoś chce stać się "pionierem" przez nazwanie oczywistej oczywistości "trenerem skóry", to jest raczej powód do kpin, a nie analiz. Analizować można społeczeństwo, któremu tak łatwo jest drenować kieszenie.

    A dlaczego to jest drogie? Bo inaczej by się nie sprzedało, nie byłoby "dobrem dla wybranych". Takie jawne naciąganie jest przecież skierowane do tzw. nowej elity, czyli ludzi, którzy niewiele potrafią, niewiele umieją, ale dzięki łatwo zdobytej kasie, poczuli się lepsi od innych, i jak ktoś się nazwie z angielska, doda odpowiednio wysoką cenę, zaoferuje "luxusową" opiekę w domu, to nowe narybki czują się prawie jak hollywoodzkie gwiazdy, są ponad tą szarą masą.

    Od dawna wiadomo, że głupek od kasy nie zmądrzeje, najwyżej jeszcze bardziej zgłupieje. Im mniej rozumu, tym większa pokazówka tego, co nagle na człowieka spadnie - władzy, kasy. Widać to w obecnej władzy, im głupszy polityk, tym więcej ochrony i tym większe limuzyny. Nasze różne nowe elity mają jeszcze sporo słomy w butach i wiele się w tym zakresie nie zmieni, bo "mielą się w własnym sosie". Oczywiście są tez bardzo zamożni Polacy, którzy sami wypracowali duży majątek dzięki wykształceniu, wiedzy i umiejętnościom, pracując w firmach na całym świecie, ale o nich nie słyszymy, nie oglądamy na ściankach. To zazwyczaj taktowni ludzie z klasą, ich nazwiska właściwie nie istnieją, w medialnym obiegu. Czasami wypływają przypadkowo przy okazji jakiś wydarzeń.

    To jest świetny "towar" dla takich "bogaczek" jak wagsówny, które żyją, żeby się ubierać i poprawiać, a na kasę pracować nie muszą, wiec mogą sobie urządzać spotkania z skin coacharówą, slow beautytówką, czy inną ...ówną...:)

  • dorry

    Oceniono 9 razy 7

    "Najtrudniej było mi zrozumieć, że naprawdę ludzie nie dostrzegają niedoskonałości na mojej twarzy"
    To napisała trzydziestoletnia matka dwójki dzieci? Kogo Wy tam zatrudniacie...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX