Przewodnik po Kijowie

Co trzeba zobaczyć, gdzie wpaść na kawę, a gdzie dobrze zjeść. Ale uwaga! W Kijowie trudno nie natknąć się na miejsce, gdzie straszy
Najgłębsza stacja metra w Kijowie (ponad 100 m) to Arsenalna. Znawcy Kijowa twierdzą, że na stacji są przejścia do tajnych tuneli radzieckich prowadzących do schronów i magazynów z żywnością. Wybór miejsca jest zrozumiały: obok mieści się wojskowa fabryka Arsenał, nieopodal są budynki Rady Najwyższej, Narodowego Banku i Gabinetu Ministrów Najgłębsza stacja metra w Kijowie (ponad 100 m) to Arsenalna. Znawcy Kijowa twierdzą, że na stacji są przejścia do tajnych tuneli radzieckich prowadzących do schronów i magazynów z żywnością. Wybór miejsca jest zrozumiały: obok mieści się wojskowa fabryka Arsenał, nieopodal są budynki Rady Najwyższej, Narodowego Banku i Gabinetu Ministrów Fot. Anna Bedyńska / AG
Kto straszy w zamku Ryszarda 
Neogotycki dom nr 15 przy malowniczej ulicy Andrijiwski Uzwiz jest ceniony przez koneserów mistyki. Jego pierwszy właściciel zginął tragicznie na Dalekim Wschodzie, a gdy mieszkania wreszcie wynajęto, w kominach było słychać przerażające dźwięki. Przestraszeni kijowianie chcieli zburzyć 'zamek'. Podobno dźwięki te wydają jajeczne skorupy wmontowane w kominy przez budowniczych, którzy tak zemścili się na znienawidzonym zleceniodawcy... W latach 60. panowały tutaj już inne klimaty: suszyła się bielizna, pachniało kuchnią, a kijowska bohema, wielce doskwierając mieszkańcom, przychodziła patrzeć na otwierające się stąd niesamowite widoki Podoła
Kto straszy w zamku Ryszarda Neogotycki dom nr 15 przy malowniczej ulicy Andrijiwski Uzwiz jest ceniony przez koneserów mistyki. Jego pierwszy właściciel zginął tragicznie na Dalekim Wschodzie, a gdy mieszkania wreszcie wynajęto, w kominach było słychać przerażające dźwięki. Przestraszeni kijowianie chcieli zburzyć 'zamek'. Podobno dźwięki te wydają jajeczne skorupy wmontowane w kominy przez budowniczych, którzy tak zemścili się na znienawidzonym zleceniodawcy... W latach 60. panowały tutaj już inne klimaty: suszyła się bielizna, pachniało kuchnią, a kijowska bohema, wielce doskwierając mieszkańcom, przychodziła patrzeć na otwierające się stąd niesamowite widoki Podoła Fot. Anna Bedyńska / AG
Kijowskie wiedźmy
Na Łysej Górze według wierzeń zbierały się kijowskie wiedźmy. Na początku XX wieku stały tu szubienice. Do dziś zachował się porzucony fort upatrzony przez satanistów. Jego podziemi nikt nie waży się badać, bo podobno są zalane toksycznym płynem - wody gruntowe są wymieszane z przechowywanymi tu kiedyś lekami. Inne zabytkowe fortyfikacje - fragmenty Fortecy Kijowskiej - rozsiane są po całym mieście, niektóre do dziś używane przez wojsko, a w byłym więzieniu politycznym urządzono muzeum Kosoj Kaponir. Warto je zwiedzić, ale uwaga: w podziemiach obok, jak pisały gazety, wojskowi widzieli przezroczystą postać w szynelu 
Kijowskie wiedźmy Na Łysej Górze według wierzeń zbierały się kijowskie wiedźmy. Na początku XX wieku stały tu szubienice. Do dziś zachował się porzucony fort upatrzony przez satanistów. Jego podziemi nikt nie waży się badać, bo podobno są zalane toksycznym płynem - wody gruntowe są wymieszane z przechowywanymi tu kiedyś lekami. Inne zabytkowe fortyfikacje - fragmenty Fortecy Kijowskiej - rozsiane są po całym mieście, niektóre do dziś używane przez wojsko, a w byłym więzieniu politycznym urządzono muzeum Kosoj Kaponir. Warto je zwiedzić, ale uwaga: w podziemiach obok, jak pisały gazety, wojskowi widzieli przezroczystą postać w szynelu Fot. Anna Bedyńska / AG
Mandarynka
Olbrzymie centrum handlowe Mandaryn Plaza na ul. Basejnej 4. Są tu sklepy renomowanych firm - ubrania, zegarki, okulary, meble. I supermarket z egzotycznymi smakołykami. Podświetlane ruchome schody i bąbelki dekoracji wodnych poruszają się w rytmie muzyki granej na fortepianie w holu. Tylne wyjście prowadzi do wielkiej areny z 'tańczącą' fontanną pośrodku, gdzie rozważano umieszczenie sceny tegorocznego konkursu Eurowizji Mandarynka Olbrzymie centrum handlowe Mandaryn Plaza na ul. Basejnej 4. Są tu sklepy renomowanych firm - ubrania, zegarki, okulary, meble. I supermarket z egzotycznymi smakołykami. Podświetlane ruchome schody i bąbelki dekoracji wodnych poruszają się w rytmie muzyki granej na fortepianie w holu. Tylne wyjście prowadzi do wielkiej areny z 'tańczącą' fontanną pośrodku, gdzie rozważano umieszczenie sceny tegorocznego konkursu Eurowizji Fot. Anna Bedyńska / AG
Szczypta polityki
Wiktor Juszczenko rozważa przeniesienie swej rezydencji z ul. Bankowej (kojarzącej się z Kuczmą) do XVIII-wiecznego Pałacu Mariinskiego. W budynku Ministerstwa Ochrony Zdrowia być może zamieszka z rodziną. Obok jest wznoszony luksusowy wieżowiec, wokół którego wybuchł prawdziwy skandal. Dom psuje panoramę od strony Dniepru, przyczynia się do powstania osypisk i zagraża bezpieczeństwu prezydenta, bo może być wygodnym punktem np. dla snajperów. Postanowiono obniżyć budynek o kilka pięter, choć prezydent jest za jego zburzeniem Szczypta polityki Wiktor Juszczenko rozważa przeniesienie swej rezydencji z ul. Bankowej (kojarzącej się z Kuczmą) do XVIII-wiecznego Pałacu Mariinskiego. W budynku Ministerstwa Ochrony Zdrowia być może zamieszka z rodziną. Obok jest wznoszony luksusowy wieżowiec, wokół którego wybuchł prawdziwy skandal. Dom psuje panoramę od strony Dniepru, przyczynia się do powstania osypisk i zagraża bezpieczeństwu prezydenta, bo może być wygodnym punktem np. dla snajperów. Postanowiono obniżyć budynek o kilka pięter, choć prezydent jest za jego zburzeniem Fot. Anna Bedyńska / AG
Mężczyźni poszukiwani w biurach matrymonialnych. 'Rozchodzą się jak świeże bułeczki' Mężczyźni poszukiwani w biurach matrymonialnych. 'Rozchodzą się jak świeże bułeczki' Fot. Anna Bedyńska / AG
Tęcza 
Pomnik Przyjaźni Narodów to gigantyczne stalowe półkole potocznie nazywane 'Tęczą', przez niektórych 'Jarzmem'. Pod półkolem stoją dwie granitowe postacie symbolizujące zaprzyjaźnione narody - ukraiński i rosyjski. Z niewielkiego placu na skraju skarpy widać rzekę i port, część starej dzielnicy Podoł i cerkiew Na Wodzie wybudowaną na platformie nieopodal brzegu Dniepru. Ulubione miejsce odpoczynku kijowskiej młodzieży
Tęcza Pomnik Przyjaźni Narodów to gigantyczne stalowe półkole potocznie nazywane 'Tęczą', przez niektórych 'Jarzmem'. Pod półkolem stoją dwie granitowe postacie symbolizujące zaprzyjaźnione narody - ukraiński i rosyjski. Z niewielkiego placu na skraju skarpy widać rzekę i port, część starej dzielnicy Podoł i cerkiew Na Wodzie wybudowaną na platformie nieopodal brzegu Dniepru. Ulubione miejsce odpoczynku kijowskiej młodzieży Fot. Anna Bedyńska / AG
Zamurowani mnisi
Męski klasztor prawosławny założony w XI w. w pieczarach na jednym z kijowskich pagórków przez św. Antoniego Peczerskiego. Zgodnie z regułą studycką zmarłemu mnichowi obszywano otwarte części ciała tkaniną i bez grobowca zamurowywano go w ścianie pieczary. Po trzech latach grób otwierano. Niezniszczone rozkładem ciało uważano za znak bogobojności mnicha za życia. Wierni przychodzą pomodlić się przy szczątkach świętych mnichów Ławry Kijowsko-Peczerskiej, które spoczywają za szkłem w grobowcach wzdłuż pieczar. Dzisiaj Ławra żyje pełnią życia - ma swoich hydraulików, cieśli, architektów, krawców, ogrodników, piekarzy i lekarzy Zamurowani mnisi Męski klasztor prawosławny założony w XI w. w pieczarach na jednym z kijowskich pagórków przez św. Antoniego Peczerskiego. Zgodnie z regułą studycką zmarłemu mnichowi obszywano otwarte części ciała tkaniną i bez grobowca zamurowywano go w ścianie pieczary. Po trzech latach grób otwierano. Niezniszczone rozkładem ciało uważano za znak bogobojności mnicha za życia. Wierni przychodzą pomodlić się przy szczątkach świętych mnichów Ławry Kijowsko-Peczerskiej, które spoczywają za szkłem w grobowcach wzdłuż pieczar. Dzisiaj Ławra żyje pełnią życia - ma swoich hydraulików, cieśli, architektów, krawców, ogrodników, piekarzy i lekarzy Fot. Anna Bedyńska / AG
Wypchany szczur
Muzeum Wody to dawna wieża ciśnień w parku Chreszczatym - dostarczała wodę do pierwszego rurociągu Kijowa (przedtem do picia służyła filtrowana woda z fontann). W tym muzeum wszystkiego można dotknąć. Niezmiennie robią wrażenie: gigantyczny sedes, wypchany szczur kanalizacyjny, grota ze stalaktytami i gejzerami, włączający się nagle sufitowy prysznic. Można nadmuchiwać ogromne bańki mydlane i łowić w akwarium karpie Wypchany szczur Muzeum Wody to dawna wieża ciśnień w parku Chreszczatym - dostarczała wodę do pierwszego rurociągu Kijowa (przedtem do picia służyła filtrowana woda z fontann). W tym muzeum wszystkiego można dotknąć. Niezmiennie robią wrażenie: gigantyczny sedes, wypchany szczur kanalizacyjny, grota ze stalaktytami i gejzerami, włączający się nagle sufitowy prysznic. Można nadmuchiwać ogromne bańki mydlane i łowić w akwarium karpie Fot. Anna Bedyńska / AG
FreeDom dla rozrywkowych
Młode, lubiane przez kijowian centrum rozrywki. W restauracji klubu FreeDom oprócz dań ukraińskich podają pyszności japońskie. Można też zamówić gruzińskie wino i wypalić fajkę wodną. Odbywają się tu spotkania z elitą literacką, artystami, reżyserami i showmanami. W kasynie (11 stołów do gry) urządzane są turnieje pokera i loterie (najwyższa wygrana - 5 tys. dol.), a sala koncertowa, której otwarcie stało się sensacją ubiegłego roku, ściąga gwiazdy z całego świata
FreeDom dla rozrywkowych Młode, lubiane przez kijowian centrum rozrywki. W restauracji klubu FreeDom oprócz dań ukraińskich podają pyszności japońskie. Można też zamówić gruzińskie wino i wypalić fajkę wodną. Odbywają się tu spotkania z elitą literacką, artystami, reżyserami i showmanami. W kasynie (11 stołów do gry) urządzane są turnieje pokera i loterie (najwyższa wygrana - 5 tys. dol.), a sala koncertowa, której otwarcie stało się sensacją ubiegłego roku, ściąga gwiazdy z całego świata Fot. Anna Bedyńska / AG
Kawiarenki
Od lat 60. do 80. kijowska kawiarnia była formacją szczególną - tu zbierała się inteligencja, która tworzyła coś w rodzaju wielkiej rodziny. 'Ludzie kawiarni' przyjaźnili się i kłócili, brali śluby, rozwodzili się, wychowywali swoje i cudze dzieci. Przy stolikach rozmawiano o poezji, oglądano albumy z malarstwem. Filiżanki - żeby ich nie skradziono - z umyślnie odbitymi uszkami, przykute łańcuchami łyżeczki i kolejki składały się na klimat, którego w epoce komfortu już nie da się odtworzyć. Otwarcie na Chreszczatyku Czaj-kofie (potocznie 'Stieklaszka', istnieje do dziś) było prawdziwym szczęściem w czasach, kiedy jedyną rozrywkę zakochanych stanowił spacer z lemoniadą i pasztecikiem za 4 kopiejki. Za 62 kopiejki kupowano tu dzbanek kawy i zasiadano na długą rozmowę: 'Ja jej mówię: patrz, mam Toulouse-Lautreca. A ona: też mi coś, już to widziałam!'. Kelnerka 'Stieklaszki' Wala 'Ścierwa' była znaną pięknością, kochaną, ale respektowaną, bo przeklinała na czym świat stoi. W innym ulubionym miejscu - 'Łacińskim sklepie' (dziale cukierniczym centralnego sklepu spożywczego, istnieje do dziś) - w latach 60. pili kawę Murzyni. Wcześniej w Kijowie ich nie widziano. Żeby klienci nie przesiadywali godzinami, postawiono tam niewygodne krzesła na wysokich nogach. Posiedzieć za to można było w nieistniejącym już Liverpoolu, a później - w Brzuchu Paryża, na którego ścianach namalowane koty chłeptały kawę po turecku. Nieopodal Brzucha Paryża (w zaułku Mychajliwskim) pili już nie kawę - tam był bar z pielmieniami, w którym rozpijali się malarze z okolicy. A najlepszą w mieście kawę parzyła Greczynka Nina w zwykłej radzieckiej kafejce bez nazwy na rogu Proriznej i Puszkinskiej. Małą czarną można tam wypić do dziś 
Kawiarenki Od lat 60. do 80. kijowska kawiarnia była formacją szczególną - tu zbierała się inteligencja, która tworzyła coś w rodzaju wielkiej rodziny. 'Ludzie kawiarni' przyjaźnili się i kłócili, brali śluby, rozwodzili się, wychowywali swoje i cudze dzieci. Przy stolikach rozmawiano o poezji, oglądano albumy z malarstwem. Filiżanki - żeby ich nie skradziono - z umyślnie odbitymi uszkami, przykute łańcuchami łyżeczki i kolejki składały się na klimat, którego w epoce komfortu już nie da się odtworzyć. Otwarcie na Chreszczatyku Czaj-kofie (potocznie 'Stieklaszka', istnieje do dziś) było prawdziwym szczęściem w czasach, kiedy jedyną rozrywkę zakochanych stanowił spacer z lemoniadą i pasztecikiem za 4 kopiejki. Za 62 kopiejki kupowano tu dzbanek kawy i zasiadano na długą rozmowę: 'Ja jej mówię: patrz, mam Toulouse-Lautreca. A ona: też mi coś, już to widziałam!'. Kelnerka 'Stieklaszki' Wala 'Ścierwa' była znaną pięknością, kochaną, ale respektowaną, bo przeklinała na czym świat stoi. W innym ulubionym miejscu - 'Łacińskim sklepie' (dziale cukierniczym centralnego sklepu spożywczego, istnieje do dziś) - w latach 60. pili kawę Murzyni. Wcześniej w Kijowie ich nie widziano. Żeby klienci nie przesiadywali godzinami, postawiono tam niewygodne krzesła na wysokich nogach. Posiedzieć za to można było w nieistniejącym już Liverpoolu, a później - w Brzuchu Paryża, na którego ścianach namalowane koty chłeptały kawę po turecku. Nieopodal Brzucha Paryża (w zaułku Mychajliwskim) pili już nie kawę - tam był bar z pielmieniami, w którym rozpijali się malarze z okolicy. A najlepszą w mieście kawę parzyła Greczynka Nina w zwykłej radzieckiej kafejce bez nazwy na rogu Proriznej i Puszkinskiej. Małą czarną można tam wypić do dziś Fot. Anna Bedyńska / AG
Na Podole 
Ulica Konstantynowska zaczyna się od placu Kontraktowego klimatyczną XIX-wieczną zabudową, a kończy bezludną strefą r la Kijów radziecki. Skrzypiące tramwaje, stare fabryki, zwariowane socrealistyczne mozaiki, elewatory i opuszczone domy robią wrażenie szczególnie o zmierzchu. Przed wojną przy tej ulicy było sporo hoteli, kawiarń i sklepów. Starzy mieszkańcy wspominają też kino Żowteń z mahoniowymi kanapami, luksusową restaurację Dniepr, a z późniejszych lat - bar-okno spożywczego sklepu, przed którym, kupując szklankę lemoniady, stawano na czubkach palców. To jedna z najstarszych ulic zabytkowej dzielnicy Podoł 
Na Podole Ulica Konstantynowska zaczyna się od placu Kontraktowego klimatyczną XIX-wieczną zabudową, a kończy bezludną strefą r la Kijów radziecki. Skrzypiące tramwaje, stare fabryki, zwariowane socrealistyczne mozaiki, elewatory i opuszczone domy robią wrażenie szczególnie o zmierzchu. Przed wojną przy tej ulicy było sporo hoteli, kawiarń i sklepów. Starzy mieszkańcy wspominają też kino Żowteń z mahoniowymi kanapami, luksusową restaurację Dniepr, a z późniejszych lat - bar-okno spożywczego sklepu, przed którym, kupując szklankę lemoniady, stawano na czubkach palców. To jedna z najstarszych ulic zabytkowej dzielnicy Podoł Fot. Anna Bedyńska / AG