Mama Radka Kawęckiego: nie zastanawiałam się, czy będzie zawodowym sportowcem, dla mnie najważniejsze było, że on chce pływać [WYWIAD]

O wychowaniu mistrza, życiu rodzinnym podporządkowanym pływaniu i kibicowaniu na zawodach na całym świecie rozmawiamy z Grażyną Kawęcką, mamą reprezentanta Polki na Igrzyskach Rio 2016.

Jej syn Radek właśnie skończył 25 lat. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich pływaków jest dwukrotnym mistrzem świata i trzykrotnym mistrzem Europy na dystansie 200 m stylem grzbietowym. Po triumfie w Londynie Radek był typowany na medalistę Rio 2016. Tym razem się nie udało, ale pływak się nie poddaje. Dlaczego, wyjaśnia jego mama Grażyna Kawęcka.

Radek Kawęcki z mamą Grażyną - ambasadorzy akcji Radek Kawęcki z mamą Grażyną - ambasadorzy akcji "Dziękuję Ci Mamo" Procter & Gamble mat. prasowe Procter & Gamble

Gazeta.pl: Jakie to uczucie towarzyszyć synowi na tak ważnej imprezie sportowej?

Grażyna Kawęcka: Ciężko to opisać. Przede wszystkim jesteśmy bardzo szczęśliwi i wdzięczni, że dzięki Procter & Gamble i kampanii „Dziękuję Ci Mamo” mogliśmy towarzyszyć synowi w czasie Igrzysk Olimpijskich Rio 2016. Cieszę się, że mogłam przyjechać do Rio razem z mężem, że zwiedziliśmy nie tylko pływalnię, ale również inne obiekty sportowe, które są przepiękne. Przylecieliśmy do Brazylii dla naszego syna, a gdy potrzebował wsparcia, bo starty nie wyszły tak, jak miały wyjść – byliśmy tu przy nim.

To pierwszy raz, kiedy jesteście z Radkiem na zawodach, które odbywają się tak daleko?

Tak, pierwszy raz jesteśmy tak daleko, na Igrzyskach. Na mistrzostwa Europy, gdy tylko mamy możliwość, jeździmy. Mąż już w tej chwili nie pracuje, więc częściej możemy wyjeżdżać i kibicować synowi.

Tu jesteście pod opieką Procter & Gamble, w Family Home z innymi mamami olimpijczyków.

Atmosfera jest świetna, to, że wszystkie mamy mogą się spotkać, porozmawiać, poznać. Można powiedzieć, że między mamami nawiązuje się specjalna więź i chociaż czasem jest problem językowy, to mimo to jesteśmy blisko, wspieramy się nawzajem.

Radek Kawęcki z mamą Grażyną w Family Home P&G w Rio de Janeiro - ambasadorzy akcji Radek Kawęcki z mamą Grażyną w Family Home P&G w Rio de Janeiro - ambasadorzy akcji "Dziękuję Ci Mamo" Procter & Gamble Mike Stobe / Getty Images

Czyli gdy własne dziecko odpadnie, zaczyna się kibicować drugiemu? Widziałam, jak wspieraliście Gregorio Paltrinieriego i Mireię Belmonte.

Tak. My jako matki po prostu siedzimy w tym sporcie, zaprzyjaźniamy się, nas to po prostu wciąga. Gdy oglądamy zawody pływackie, a obok jest mama z innego kraju, staramy się ją wspierać, szczególnie gdy jest stres, gdy adrenalina skacze.

Wychowała Pani dwóch synów. Czym się różni wychowanie sportowca i niesportowca?

Drugi syn nie uprawia sportu wyczynowo, nie wiem, po kim Radek to ma, może po mnie, może po mężu, bo też trochę trenowaliśmy. Ale akurat pływania żadne z nas nie próbowało.
Na pewno wychowanie sportowca to większe wyzwanie, przede wszystkim jest więcej obowiązków, którym na co dzień trzeba sprostać. Są częste wyjazdy, treningi rano i po południu, a weekendy zwykle spędza się na zawodach. My dostosowujemy się do Radka, a od kilku lat spędzamy urlopy już tylko na zawodach.
Wychowanie sportowca to wyzwanie zarówno jeśli chodzi o czas, jak i o finanse. Idąc do szkoły mistrzostwa sportowego, do Zielonej Góry, Radek miał 13 lat. Nie miał na tyle wysokiej punktacji, by mieć sponsora, był takim „średniakiem”. Płaciliśmy za wszystkie obozy, odzież treningową. Wtedy popularne były tzw. „skóry rekina”, które były bardzo drogie. Jednak zależało nam, aby nasz syn był jak najlepiej przygotowany i czuł się komfortowo w czasie startu. Dlatego robiliśmy, co w naszej mocy, aby mu pomagać. W tej chwili sponsoruje go marka Arena i ma wszystko zapewnione – ubiór, sprzęt. Za obozy płaci Polski Związek Pływacki.

Czyli na początku Radek nie rokował na olimpijczyka. Kiedy Pani się zorientowała, że ma wybitne dziecko?

Chyba dopiero po pierwszych znaczących zawodach, dopiero po Mistrzostwach Europy, gdzie zdobył pierwszy medal. Jednak nigdy nie zastanawiałam się, czy Radek będzie zawodowym sportowcem, dla mnie najważniejsze było, gdy widziałam, że on chce pływać, że sprawia mu to ogromną przyjemność. Gdyby rodzic chciał, a dziecko nie, to nie miałoby sensu.

Nie trzeba było go gonić na pływalnię?

Od początku miał siłę, motywację. Był bardzo ruchliwym dzieckiem, próbował spalić nadmiar energii. Posyłaliśmy go na różne sporty, żeby mógł tę energię z siebie wyrzucić, być spokojniejszym. Akurat pływanie spodobało mu się najbardziej i tak już zostało.

Jak Radek sobie radził z nadmiarem zajęć? Nie czuł, że ucieka mu dzieciństwo?

Radek zaczął pływać, może nie zawodowo, ale systematycznie w 4. klasie szkoły podstawowej. Chodził na SKSy, treningi. Na pewno chwilami było mu żal, że koledzy mogli bawić się na podwórku, a on miał inne obowiązki. Jednak pokochał pływanie i gdy sprawiało mu coraz większą przyjemność, nie zwracał uwagi na to, co w tym czasie robią inni.
Daliśmy mu wybór. Nawet gdybym próbowała powiedzieć: synu, to dużo kosztuje, to zajmuje bardzo dużo naszego i twojego czasu, on by nie zrezygnował. Daliśmy Radkowi wybór - sam zdecydował, że chce to robić.

Włącza się tata, Marek Kawęcki: Sam zdecydował, że nie chce iść do zwykłego gimnazjum, tylko do szkoły w Zielonej Górze.

Grażyna Kawęcka: Miał tylko 13 lat, więc decyzja była odważna. Byłam przekonana, że spędzi tam maksymalnie trzy miesiące. Był mało samodzielny, myślałam, że nie będzie umiał przyszykować sobie kanapki. Ale dał radę, chyba dlatego, że to było TO. To ten sport pokochał i jemu chciał się poświęcić.

Radek Kawęcki z mamą Grażyną - ambasadorzy akcji Radek Kawęcki z mamą Grażyną - ambasadorzy akcji "Dziękuję Ci Mamo" Procter & Gamble Mike Stobe / Getty Images

Jak sport wyczynowy wpłynął na charakter syna?

Każdy sportowiec musi mieć mocną psychikę, ale nikt nie ma niezawodnej. Jeśli gorzej idzie, to psychika może siadać, jeśli bardzo dobrze – może się przewrócić w głowie. Radek chyba dużo wyniósł z domu, umie odróżnić dobro od zła. Wiem, że już nie zmieni. Myślę, że woda sodowa mu nie uderzyła do głowy, ma w sobie dużo pokory.

Czy Radek marzył o byciu olimpijczykiem, czy nawet mu nie przyszło do głowy, że zajdzie tak wysoko?

Nie, nigdy nie przyszło mu do głowy, że może tak daleko zajść. Nam zresztą także. Nie myśleliśmy, że kiedyś wystartuje na Igrzyskach Olimpijskich. A to już jego drugie Igrzyska i ma chęć na trzecie. Jak będzie dalej? Jeśli będzie miał wyniki, będzie się realizował w tym co robi, to na pewno będzie jeszcze długo pływał.

W Rio były wysokie oczekiwania w stosunku do Radka, ale nie udało się dojść do finału. Czy da się w ogóle przygotować własne dziecko do porażki?

Jak powiedział Radek w wywiadzie po starcie: upadł po to, żeby się podnieść. Sądzę, że będziemy mieli z niego jeszcze dużo pociechy i że da radę przejść ten ciężki okres. Przecież każdy sportowiec przyjeżdża na Igrzyska nie po to, żeby wypoczywać, tylko po to, aby zawalczyć o medale. Radek na pewno liczył, że pójdzie jak najlepiej, ale coś poszło nie tak. Nie ma tu dobrego wytłumaczenia.
Jadąc na Igrzyska, nigdy nie można być pewnym medalu. Takie rozdawanie medali przed zawodami jest bez sensu. To tylko dodatkowa presja dla zawodników. Cieszymy się, że razem z mężem byliśmy z Radkiem właśnie teraz, kiedy nas najbardziej potrzebował.

Na koniec zapytam, co mogłaby Pani poradzić mamom aspirujących olimpijczyków?

M.K.: Zaufać dziecku.

G.K.: Zaufać dziecku i próbować, testować. Niech dziecko sprawdzi się w różnych dyscyplinach, zanim wybierze tę odpowiednią dla siebie. Trzeba pozwolić dziecku wybierać, nawet jeśli te próby potrwają długo. Gdy dziecko będzie szczęśliwe, będzie realizowało swoją pasję i chętnie uczestniczyło w treningach, to wówczas również rodzice będą zadowoleni.