Każdy z nas może trafić do szpitala psychiatrycznego. Jak Katarzyna, która opowiada o swoich przejściach

17.10.2016 11:54
Katarzyna Szczerbowska

Katarzyna Szczerbowska (Katarzyna Szczerbowska. Fot. Archiwum prywatne)

- Nie mówiłam, nie wiedziałam, kim jestem. Wielu z was widziało mnie przypiętą do łóżka pasami - wspomina swój pobyt na oddziale psychiatrycznym dziennikarka Katarzyna Szczerbowska.

- Jestem dziennikarką i od ośmiu lat choruję na schizofrenię - tak swój post na Facebooku zaczęła Katarzyna Szczerbowska, redaktorka, z którą pracowałyśmy w redakcji Kobieta.gazeta.pl.

Tak też zaczyna się jej wypowiedź w filmie złożonym z wspomnień osób zaangażowanych w Kongres Zdrowia Psychicznego, psychiatrów i ludzi z doświadczeniem kryzysu psychicznego

Katarzyna nigdy nie ukrywała, że przeżyła epizod psychiatryczny, że ze względu na bardzo silne przeżycia osobiste przeszła załamanie, w wyniku którego trafiła do szpitala psychiatrycznego.

W boleśnie szczerych materiałach na naszym serwisie pisała o tym, jakie warunki panują na oddziale psychiatrycznym. Te bardzo intymne zwierzenia możecie przeczytać TUTAJ i TU.

Koniec dawnej mnie

Tym razem Katarzyna podzieliła się swoimi wspomnieniami i przemyśleniami ze względu na udział w filmie, który powstał na Kongres Zdrowia Psychicznego, a do udziału, w którym zaprosili ją jego twórcy - Mirosław Mamczur i Jerzy Winiecki.

Każdy z was, kto widział mnie w szpitalu, a było tych osób sporo, wie, że wyglądało to słabo, że zapowiadało się na to, że to już koniec dawnej mnie. Nie mówiłam a jeśli już mówiłam to były to dziwne rzeczy. Nawet nie wiedziałam, kim jestem. Wielu z was widziało mnie przypiętą do łóżka pasami. Musiałam być przypięta bo karmiono mnie kroplówką i była obawa, że zanurzona w świecie absurdalnych wizji, wyrwę sobie wenflon.

Tak pobyt w jednym z najlepszych oddziałów w Polsce wspomina Szczerbowska, dodając, że:

Musiałam być przypięta, bo byłam zagubiona, nie wiedziałam, gdzie jestem i było ryzyko, że mogę sobie zrobić niechcący krzywdę. Musiałam być przypięta, bo nie mogłam spać a przecież to byłoby dla innych pacjentów trudne, gdybym nocą krążyła po oddziale.

Składowe powrotu do zdrowia

To, co dla Katarzyny i innych osób, które trafiły na oddziały zamknięte jest najważniejsze, to bliskość innych osób, a także po leczeniu w szpitalu powrót do pracy i normalnego życia. Nie każdy niestety może liczyć na bliskich czy na zrozumienie pracodawcy. 

Mam głębokie poczucie, że mnie z choroby wyciągnęli ludzie, właśnie ci, którzy tam przychodzili i walczyli o mnie.

Mama i przyjaciele Katarzyny przychodzili codzienne - myli ją, karmili, mówili do niej. Nie każdy pacjenta ma takie szczęście. Dlatego - jak pisze w poście dziennikarka,  tak ważne jest, żeby personel w szpitalu był większy, żeby ci ludzie byli wypoczęci, żeby była możliwość większego takiego indywidualnego kontaktu z pacjentem. 

Dlaczego Szczerbowska zamieściła ten post? Żeby po raz kolejny bardzo odważnie stać się twarzą i głosem chorych. Żeby dać świadectwo, uchylić drzwi zazwyczaj zamknięte. 

Katarzyna wierzy w akcje społeczne. Wierzy, bo bardzo by chciała, żeby dzięki nim coś się zmieniło:

Żeby choroby psychiczne nie budziły lęku, żeby ludzie bardziej rozumieli na czym one polegają i ze strachu, znudzenia, zmęczenia nie odchodzili od swoich bliskich, których dotyka kryzys, żeby pracodawcy nie bali się zatrudniać osób po kryzysie, żeby te osoby nie traciły pracy

Po prostu bądź

Na drodze leczenia znajdują się inne elementy, które, jak pisze Szczerbowska, kuleją, które trzeba zmienić, ulepszyć, poprawić.

System opieki nad osobami chorującym psychicznie wymaga zmiany, żeby w szpitalach era pasów i kaftanów zamieniła się w pył, żeby był lepszy dostęp do opieki psychiatrycznej i psychologicznej
Najbardziej w Polsce brakuje specjalistów dla dzieci. Jest ich 200, a powinno być 1500 

Jak pisała już wcześniej Katarzyna Szczerbowska:

Dla wielu ludzi szpital jest najbezpieczniejszym miejscem na świecie. Choć jest taki brzydki, czują się tam lepiej niż wśród nas. Zepchnięci na margines, postanowili na nim zostać. Ci, którzy wyszli ze szpitala, przychodzą tam, żeby chwile posiedzieć na korytarzu, wypić kawę z automatu przy szatni, coś narysować w sali terapii oddziału, w którym byli leczeni. Bo w tym szpitalu czują się bezpieczni, bo mogą tam popatrzeć na lekarzy i pielęgniarzy, którzy byli przy nich w najczarniejszej godzinie. Uważam, że trzeba w jakiś sposób pokazać osobom chorującym, że są dla nas cenne, jakoś lepiej o nich zadbać, pomagać wracać do nas 

Jak zapewnia Szczerbowska: 

My chorzy naprawdę możemy wam się przydać, wystarczy dać nam szansę zdrowieć

Więcej na temat schizofrenii przeczytasz TUTAJ.

 

 

 

Czy to już depresja, czy po prostu gorszy nastrój?
1/15Ile przychodzi ci do głowy rzeczy, które sprawiłyby ci teraz przyjemność?

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
Komentarze (44)
Każdy z nas może trafić do szpitala psychiatrycznego. Jak Katarzyna, która opowiada o swoich przejściach
Zaloguj się
  • askold

    Oceniono 44 razy 40

    Tak .... Ja jestem tym, którego żona jest schizofreniczką. 8 lat to podziwu godny dystans - lecz choroba mojej żony ma lat ... 22. Była już chora przed ślubem - o czym zresztą nie wiedziałem. Nie oddałem jej do szpitala, mimo, iż w apogeum choroby żyła w innym świecie. Sam wychowałem swoje dwie córki - obie są już studentkami. Żonie oczywiście jest lepiej - nawet pracuje. Lecz rzecz jasna, w Polsce naszej kochanej, nawet mowy nie ma by o tym powwiedzieć - żonę natychmiast by zwolniono. I trwa to odkąd pamiętam, niezależnie od partii, która jest przy władzy. Jeśli coś się dzieje - trzeba starać się o "lewe" zwolnienie od lekarza. I przyznaję robię to od czasu do czasu. Lepiej dla żony aby obracała się wśród ludzi (opinia psychiatry) niż siedziała w domu. Co straciłem ? Z punktu widzenia, naszego rozwijającego się państwa - wszystko. Zatem ; doktorat, stanowisko dyrektora, lepsze zarobki, sprzedalem też samochód (cóż w kapitalizmie nawet choroba bliźniego jest kosztowna). Rodziców już od dawna nie mam, a moi teściowie .... (i tyle w temacie). I żeby nie było, iz ukrywam się pod nickiem, nazywam się Ireneusz Wywiał. I doprawdy nikomu nie życzę i choroby, i opieki. Pani Katarzynie zaś - tylko zdrowia ! Choć i tak wiem, iz to choroba dozywotnia.

  • ontos2

    Oceniono 37 razy 33

    Po prostu bądź. Brawo!

  • justas32

    Oceniono 48 razy 32

    Wiele osób z naszego rządu cierpi na choroby i dolegliwości psychiczne - tylko że niezdiagnozowane ...

  • delamore

    Oceniono 25 razy 23

    Życzę zdrowia i wytrwałości

  • felicjan.dulski

    Oceniono 22 razy 18

    Głowa do góry. Aktualnie w rządzie i większości parlamentu niemal sami schizofrenicy i paranoicy. W zasadzie, jeżeli pani Katarzyna zdaje sobie sprawę ze swego stanu, to owszem cierpi na przypadłość, ale NIE jest wcale chora psychicznie. Prawdziwy "psychiatryczny" jest przekonany o swym zdrowiu i bezgranicznej mądrości. Patrzcie na Antoniego!

  • wrocerka

    Oceniono 19 razy 17

    Piękne i odważne słowa. Wykonała Pani pierwszy, niełatwy i NAJWAŻNIEJSZY krok - nie tylko dla siebie. Ujawniła Pani swoją historię. Zrobiła Pani to,na co inni chorzy nigdy się nie zdobędą. Nie zrobią tego ze strachu przed odrzuceniem, ze wstydu i obawy przed zaszufladkowaniem i brakiem zrozumienia. Podziwiam Panią i Pani mądrych bliskich. Trzymam kciuki. Niech będą z Panią zdrowie i siła.

  • ninananu

    Oceniono 21 razy 15

    pracowaliście? tzn Pani Kasia już nie pracuje? Została zwolniona, czy sama się zwolniła? Jeśli została zwolniona, to dotkneła ją kolejna stygmatyzacja.

  • login-xyz

    Oceniono 17 razy 13

    Wspolczuje tym ludziom. Moj ojciec czasem mowi tak, w Tworkach siedza zdrowi ludzie a psychiatryk w sejmie. :) Co sie dziwic, ze w Polsce tylu ludzi choruje. Jak tu qrva zyc w tym kraju? Same kredyty, umowy smieciowe, szef w robocie na garnku u Niemca albo Francuza i kawal gestapowca, jaki to on qrva wazniak a jaki zboczylas dopiero? Inny rodzaj szefa to polski cinkciarz-dorobkiewicz i wiadomo, ten to dopiero rzadzi? Polak Polaka zaciuka i okradnie a Francuzowi laske bedzie robil a to wszystko tylko dla Lexusa i drogiego alkoholu. Niemcy sa dlatego lepsi, bo trzymaja ze soba i sie wspieraja. W Polsce nie ma Ziomkow. Przekonalem sie wielokrotnie na wlasnej skorze. To mit! Polacy nie maja do siebie szacunku, dystansu, zrozumienia i wykanczaja sie na wzajem nerwowo i psychicznie. Stres w Polsce jest jak nigdzie w Europie na ulicy, powszechny hejt oraz bulling na ulicy nie spotykany w tej formie na Zachodzie. Zeby tu przetrwac, trzeba miec qrva mega silne nerwy. Podziwiam w Polsce celebrytow, to musza byc jakies prawdziwe glazy z kosmosu! Taka gnojowke dzien w dzien lykac!? Chapeau bas! A ja myslalem, ze my to jedna wielka katolicka family!? I znowu tylko fasada. Family to jest w narodach niemieckojezycznych. Dlatego rzadza. Oni to ul pszczolek, mrowki a my tylko wredne osy.. :(

  • gerwaz

    Oceniono 14 razy 10

    Jednego ministra tez to dotknelo
    I to tym bardziej nie jest smieszne

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane