"Adoptowałam dziecko z chorobą poalkoholową, ale to ja okazałam się trudnym rodzicem"

12.01.2017 12:18
Adoptowana córeczka pokazała mi prawdę o mnie samej (fot. Pexels.com CC0)

Adoptowana córeczka pokazała mi prawdę o mnie samej (fot. Pexels.com CC0) (Adoptowana córeczka pokazała mi prawdę o mnie samej (fot. Pexels.com CC0))

Myśleliśmy, że to my adoptujemy dziecko. Jednak to ona - Basia, codziennie adoptuje nas do życia ze sobą, z chorobą poalkoholową, ze skutkami porzucenia, nadpobudliwością i ze swoją cudownością.

Ciągle słyszałam określenie "trudne dziecko". Tak, Basia wiele przeszła. Miała zdecydowanie zaburzone reakcje i zachowania. Spodziewałam się tego od momentu decyzji o adopcji. Wiedziałam, że to dziecko "z przeszłością". Jednak nie spodziewałam się, że to ja okażę się "trudnym rodzicem", i że moja przeszłość okaże się kluczowym problemem.

Dziesięć lat przed adopcją

Jestem młodą kobietą. Kocham dzieci, opiekuję się siostrzeńcami, marzę o pracy z najmłodszymi. Nie mogę się doczekać bycia mamą . Jestem po uszy zakochana w swoim facecie. Pobieramy się, pełni nadziei na powiększenie rodziny. Jestem spokojna, uległa. Mam sporo kompleksów. Pozornie jestem otwarta. Tak naprawdę brak mi jednak asertywności. Wkrótce po ślubie zaczynam chorować na niedoczynność tarczycy. Potem dochodzi niepłodność i powiązane z tym komplikacje. Martwimy się, ale wciąż znoszę wszystko z pokorą.

Pół roku po adopcji

Liczba buntów i ataków szału Basi rośnie z każdym dniem. Mam wrażenie, że non stop mnie obserwuje i robi wszystko, bym straciła cierpliwość. Nie boi się konsekwencji, nie zależy jej na nagrodach. Staram się być cierpliwa, wyznaczać zasady. Nic z tego nie wychodzi. Z dnia na dzień coraz szybciej się denerwuję. Zaczynamy zimne wojny na wytrzymałość. Żadna z nas nie potrafi odpuścić. Tylko, że ona ma trzy lata, a ja trzydzieści. Jest coraz gorzej. Moje ostre reakcje lawinowo nasilają bunty Basi. Wydaje się, że tylko awantury sprawiają jej przyjemność. Po nich, w sekundę, przechodzi z płaczu do radości. Ja jestem w rozsypce.

Co się ze mną dzieje?

Nigdy nie byłam nerwowa, tym bardziej agresywna. Dlaczego teraz mała dziewczynka wyprowadza mnie z równowagi? Sprawy mają się coraz gorzej. Coraz częściej drę się na nią, żeby tylko mi uległa. Bez efektu. Kilka razy zdarza mi się ją szarpnąć, pociągnąć, dać klapsa. Zawsze byłam temu przeciwna. Po atakach złości umieram ze zgryzoty, dręczą mnie wyrzuty sumienia. Przysięgam sobie, że nigdy więcej. Jednak scenariusz powtarza się codziennie. Moja mama mówi, że chyba wcale jej nie kocham, skoro jestem taka surowa. Chcę się zapaść pod ziemię, krzyczeć i drapać, żeby tylko coś zmienić.

Dziecko z przeszłością - to ja

Olśnienie przychodzi nagle. W trakcie kolejnej awantury spostrzegam, że krzycząc na Basię, nie jestem w stanie zwrócić się do niej po imieniu. Mówię "panno" lub "dziewczyno" i wiem, dlaczego to robię. Krzycząc na nią, słyszę z własnych ust słowa, które słyszałam wiele razy, gdy sama byłam małą dziewczynką. Uderza mnie to jak grom z jasnego nieba. Tylko dlaczego tego nie pamiętałam?

Ponad dwadzieścia lat wcześniej

Typowe mieszkanie w komunistycznym bloku. Rodzina pod niepodzielnymi rządami Pana Domu. Brak możliwości jakiegokolwiek sprzeciwu, wyrażenia własnej woli. Poniżanie i wulgarne wyzwiska są na porządku dziennym. Najgorszy jest brak szacunku, całkowity brak pochwał i akceptacji. Strach przed Jego nieprzewidywalnością, przed przemocą, alkoholem i ciągła niepewność. Co tym razem zrobiłam źle? Za co mi się oberwie? Od jakich "gamoni" zostanę wyzwana? Wszystko pod przykrywką superrodzinki. Nie można narzekać.

Muszę to przerwać!

Gdy zdałam sobie sprawę, że krzycząc na Basię posługuję się słowami ojca, postanowiłam jedno - nie zrobię tego mojemu dziecku. Poszłam do psychiatry i do psychologa. Byłam gotowa na wszystko, żeby pomóc sobie i mojej rodzinie. Najpierw leki, żeby łatwiej i szybciej ogarnąć sytuację. Potem psycholog, która już na pierwszym spotkaniu zrobiła coś, za co będę jej wdzięczna do końca życia. Po pierwsze - uświadomiła mnie o problemie DDA, a właściwie DDD. Dorosłe Dziecko Dysfunkcji - jak w mordę strzelił! Wszystkie cechy, problemy i niewątpliwie dysfunkcje wychowawcze w domu. Po drugie - poniekąd rozgrzeszyła mnie swoim zdziwieniem: "I nie mają Państwo żadnej pomocy ze strony ośrodka adopcyjnego? W tym przypadku, nie mogli Państwo sami sobie poradzić. To niemożliwe". Usłyszałam też, że już zbyt długo byłam grzeczną dziewczynką. Skoro nie zbuntowałam się wcześniej, teraz muszę stawić czoło swojej przeszłości. Po to, aby nie przenosić wzorców na dziecko. Doznaję przebudzenia.

***

ZaFAScynowana - jest mamą adoptowanej dziewczynki z chorobą poalkoholową i prowadzi bloga ADOPTOWANA MAMA.

.. .

Makijaż? To dziecinnie proste! Kilkulatki malują swoje mamy

Czy pamiętasz, jak kończy się ta lektura?
1/12Jak kończy się "Wesele"?

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
Komentarze (22)
"Adoptowałam dziecko z chorobą poalkoholową, ale to ja okazałam się trudnym rodzicem"
Zaloguj się
  • aw34

    Oceniono 67 razy 49

    To nie jest twoja wina. To żadne DDA. Nikt, powtarzam nikt nie jest przygotowany na wychowywanie dziecka z syndromem alkoholowym. Z racji zawodu znam takie rodziny. To zawsze jest mniejszy lub większy horror. To zawsze jest walka kto wygra. Znam matkę (ojciec adopcyjny zwiał), która jest tak omotana przez nastolatkę tak kiwana na każdym kroku, że szok. W moim środowisku krążą opowieści o adoptowanych bliźniakach, którzy jako nastolatki zabierali rodzicom pieniądze, zamykali w łazience i demolowali mieszkanie, ganiali ich z siekierą. W domach dziecka nie ma sierotek bo rodzice im zmarli. To dzieci bardzo wykrzywione przez patologiczne rodziny, często urodzone z matek alkoholiczek. Ludzie adoptują te dzieci pełni dobrej wiary. Nikt nie mówi im, że takich dzieci na prostą się nie da wyprowadzić. To dzieci socjalnie, emocjonalnie straszliwie zaburzone. Ich okaleczone przez alkohol mózgi nie wrócą do normalności choćby nie wiem na jak dobrą i kochającą rodzinę trafili. To wysiłek ponad ludzką miarę, wysiłek rujnujący życie rodziców adopcyjnych.

  • hanusinamama

    Oceniono 22 razy 18

    Pani miała nieciekawe dziecinstwo ale nikt nie jest gotowy na takie dziecko. I Panstwo nie ułatwia tego. Często nie wiadomo co jest dziecku ( to wychodzi po czasie) a często ośrodki wypychaja dziecko nie informująć, ze matka piła, ćpała, ze dziecko jest ze związku kazirodczego. To jest złe i nieodpowiedzialne. czego sie boje, ze rodzic nie wezmie dziecka? I dobrze, powinien brac taki ktory jest swiadomy. Poza tym dziecko jest z domu dziecka wypychane i tyle. Nikt nie pomaga, nie powie gdzie iść, do jakiego lekarza, jak leczyć, na co zwracać uwage. Dlatego w polskich domach dziecko to jest loteria, bardzo gorzka loteria. Nie mowie ze w innych krajach nie ma takich dzieci ale np w Niemczech rodzice dostaja pełną dokumentacje, są uprzedzenie co moze byc, dostaja adresy, kontakty, grupy wsparcia!!!. I jeszcze jedno to ze dziecko jest adoptowane nie znaczy ze nie powinno byc dyscypliny. Nie mozna dac sobie wejsc na głowe, bo to dziecko po przejsciach. Ja nie mowie o biciu, mowie o dyscyplinie.

  • dolphin7

    Oceniono 12 razy 12

    Dzieciństwo to klucz do szczesliwej, badz przerabanej doroslosci. Potrzeba drugiej osoby, zeby sprobowac sie zmienic i dojrzec, ze kopiujemy zachowania swojego ojca, zachowania, ktorych tak nienawidzilismy.

  • mreck

    Oceniono 42 razy 12

    DDA - to najgorsze sku.r.wysyństwo. jesteś potworem i to nie twoja wina. Ale jesteś. Jak już to sobie uświadomość to jest nadzieja. A córeczkę porostu przytulaj.

  • boo-boo

    Oceniono 9 razy 9

    Co za stek bzdur- wy dziecko adoptowaliście, a ona was co najwyżej ADAPTUJE- a nie adoptuje do życia.

  • albion4

    Oceniono 7 razy 5

    Dobry artykuł - niestety ale biologii się nie da oszukać - dziecko od życia płodowego będące narażone na działanie alkoholu pitego przez matkę ma organicznie uszkodzony mózg, sferę emocjonalną , inteligencję i sferę uczuć wyższych. Dodatkowo jak jeszcze w wieku 0-5 narażone jest na przebywanie w rodzinie patologicznej to jest już mieszanka wybuchowa, ja po adopcji takie dziecko bym oddał z powrotem, bo wiem jak potrafi zniszczyć życie kliku zdrowym osobom, zreszta w komentarzach ludzie o tym piszą. To jest tak samo upośledzone dziecko jak z zespołem Downa, tyle tylko , że tego nie wykażą żadne badania ani diagnostyka.

  • Agnieszka Szatkowska

    Oceniono 69 razy -19

    Myślę, że tak naprawdę każdy z nas mógłby u siebie zdiagnozować DDD - mało to było okazji, kiedy rodzice się na nas zdenerwowali? Może byli potworami, może byli po prostu ludźmi. My staramy się być dla naszych dzieci ludzcy. Nie zdziwmy się jednak, kiedy za kilkanaście lat nasze dziecko znajdzie wytłumaczenie dla swojego nie zawsze perfekcyjnego postępowania. Jest DDD - a jego rodzice to potwory. Czyli my - okażemy się wg terapeutów potworami. Zostawmy przeszłość, budujmy przyszłość. Zdecydowana większość rodziców, także my jako rodzice, chcemy dla swoich dzieci jak najlepiej, ale popełniamy całe mnóstwo błędów. Nie fetyszyzujmy DDA i DDD, weźmy odpowiedzialność za swoje życie i konsekwencje naszego działania. :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane